Forum DDN - Drogowskazy do Nieba.
  

Strefa czasowa: UTC + 1 [ DST ]



Utwórz nowy wątek Odpowiedz w temacie  [ Posty: 40 ] 
Przeszukiwarka poniższego WĄTKU:
Idź do strony nr...     1, 2, 3  
Autor Wiadomość
Admin_DDN
 Tytuł: + CHRYSTUS W CIERPIENIU I W CHWALE. Rozważania rekolekcyjne +
PostNapisane: 2 sty 2015, o 19:24 
Offline
1000p
1000p
Postów: 6537
Skąd: Polska
Chrystus w Cierpieniu i w Chwale - rozważania rekolekcyjne.
Niepublikowane wcześniej w Polsce. Autor ksiądz Antoni Wac.


Obrazek

_________________
+ Z Bogiem i Maryją.


Góra   
  Zobacz profil Wyślij e-mail      
 
Admin_DDN
 Tytuł: Re: Chrystus w Cierpieniu i Chwale. Rozważania rekolekcyjne+
PostNapisane: 2 sty 2015, o 19:27 
Offline
1000p
1000p
Postów: 6537
Skąd: Polska
Chrystus w Cierpieniu i w Chwale - rozważania rekolekcyjne.
Autor: ksiądz Antoni Wac.

Spis treści. Publikacja będzie następowała etapami.




Seria – A – O Chrystusie, naszym Zbawicielu.

1. Dlaczego Syn Boży stał się Człowiekiem?
2. Tragedia człowieka.
3. Czy Chrystus był optymistą, czy też pesymistą?
4. O Chrystusie naszym Zbawicielu.
5. Osoba Zbawiciela.
6. Dzieło Odkupienia.
7. Wąż i Baranek.
8. Odkupieni.
9. Jestem Synem Bożym.
10. Syn marnotrawny.
11. Chrystus cierpiący i Ja (cz. I).
12. Chrystus cierpiący i Ja (cz. II).
13. Chrystus cierpiący i Ja (cz. III).
14. Chrystus cierpiący i Ja (cz. IV).
15. Chrystus cierpiący i Ja (cz. V).
16. Chrystus cierpiący i Ja (cz. VI).
17. Owoce cierpienia Chrystusowego


Seria – B – Co cierpiał Chrystus.

18. Chrystus na górze Oliwnej.
19. Chrystusa sądzą na śmierć.
20. „…życie moje jest życiem wiary w Syna Bożego, który umiłował mnie i samego siebie wydał za mnie.”
21. Judasz.
22. Święty Piotr.
23. Piłat.
24. Herod.
25. Cierpiący Chrystus i kobiety.
26. Ukrzyżowany Chrystus.
27. „Wykonało się.”


Seria – C – Chrystus w Chwale.

28. Chrystus Zmartwychwstały.
29. Zmartwychwstaniemy.
30. Zmartwychwstanie Chrystusa jest nasza nadzieją.
31. Pozdrowienie Chrystusa zmartwychwstałego.
32. Wstąpił na niebiosa.
33. Przyjdzie sądzić żywych i umarłych.
34. Pociecha sądu ostatecznego.
35. Jezus Chrystus wczoraj i dziś, ten sam także na wieki.


+

_________________
+ Z Bogiem i Maryją.


Góra   
  Zobacz profil Wyślij e-mail      
 
Admin_DDN
 Tytuł: Re: Chrystus w Cierpieniu i Chwale. Rozważania rekolekcyjne+
PostNapisane: 2 sty 2015, o 19:29 
Offline
1000p
1000p
Postów: 6537
Skąd: Polska
Seria – A – O Jezusie Chrystusie naszym Zbawicielu
Konferencja I



Dlaczego Syn Boży stał się Człowiekiem?

Moi drodzy!

Chrystus nie wtenczas był największy między nami, kiedy nas nauczał, ale wtedy, kiedy zawisł na tym przedziwnym tronie królewskiego panowania, który ongiś wbito na Golgocie i na nim umarł dla naszego zbawienia. Przypatrzmy się zatem obliczu Chrystusa, jako Najwyższego Arcykapłana, jako cierpiącego i zwycięskiego naszego, to znaczy mojego i twojego Zbawiciela.
W czasie tego cyklu naszych rozważań zobaczymy, co zrobił dla nas Chrystus, jak dokonał naszego odkupienia i zbawienie. Będziemy bowiem rozważać prawdę naszej wiary, prawdę niezłomną i jedna z podstawowych prawdę, że Jezus Chrystus „Umęczon, ukrzyżowan, umarł i pogrzebion … zmartwychwstał, wstąpił na niebiosa…”
Jestem przekonany, że rozważania, który rozpoczynamy dziś, zbliżą nas bardziej do Boga. Wiele razy zastanawiając się nad tym, czego uczył nas Chrystus, zajmowaliśmy się przeważnie dowodami rozumowymi. Teraz zaś rozważając: „Co cierpiał dla nas Chrystus?” posłuchamy głosu naszych serc. Jeśli z uwagą będziemy śledzić tok myślenia i z pokorą rozważać mękę, śmierć i zmartwychwstanie Chrystusa Pana, to teraz tym bardziej zapłoniemy miłością, poznawszy Jego nieograniczoną, pełną poświęcenia, miłość, Jego trudy, krwawą ofiarę i śmierć dla nasi i za nas.
Żebyśmy z rozważania męki Chrystusa Pana mogli odnieść jak największe korzyści, musimy najpierw poznać cel Jego cier¬pienia. Zatem zanim zaczniemy nasze rozważania o tym, co cierpiał Chrystus, musimy sobie zdać sprawę, dlaczego cierpiał? Musimy poznać nędzę i rozterki naszego ludzkiego serca, które woła o przyjście Zbawiciela, w czasach przedchrystusowych. Dlaczego Syn Boży stał się człowiekiem, co to jest grzech pierworodny, kim jest Zbawiciel, czym jest dzieło odkupienia, co to znaczy, że jesteśmy odkupieni? Oto pytania, którym pragnę poświęcić pierwszą część naszych rozważań, żeby potem dopiero móc przystąpić do zagadnienia o cierpieniu i śmierci Chrystusa Pana.
Dlatego pytam teraz:
Z jakiego powodu Chrystus przyszedł na ziemię?
Dlaczego Syn Boży stał się, człowiekiem?
Na to pytanie możemy odpowiedzieć za Katechizmem Kościoła Katolickiego niejako streszczając w trzech punktach jego naukę. Syn Boży dlatego stał się człowiekiem, żebyśmy
1. poznali prawdą,
2. nas zbawić i
3. wychować dla wiecznej swej chwały.


I. Chrystus uczy nas prawdy.

→ A) Tylko wtenczas zrozumiemy, jakim nieocenionym skarbem dla ludzkości jest się Bóg, Który przybrawszy ludzkie ciało stał się człowiekiem, jeśli poznamy pragnienie, które wypływa z natury naszego ludzkiego serca – pragnienia poznania Boga! Człowiek pragnie podnieść się z nizin życia, z bagna grzechu i smutku, do Boga.
Chrześcijaństwo najzupełniej zaspakaja to pragnienie, dając wiarę w Jezusa Chrystusa, Syna Bożego, wprowadza w ludzka egzystencję Boga! W innych religiach tęsknota istoty ludzkiej za Bogiem nie znajduje ukojenia. Z dala od Boga są niebo i ziemia, tylko w którą przyniósł Jezus Chrystus panuje harmonia. Tylko chrześcijaństwo zna tajemnicę, w jaki sposób można połączyć się z Bogiem. Żyjąc na nizinach ziemskiego padołu, jak można osiągnąć wyżyny nieba. Bóg dał nam za przykład Swego Syna, Chrystusa, który przybrał na siebie ludzkie ciało, żył na ziemi, pracował, znosił trudy, cierpienia, a czysty, bez grzechu wrócił do Ojca. Zostawił nam Chrystus potężny przykład i nauką: „Dałem wam bowiem przykład, abyście i wy tak czynili, jak Ja wam uczyniłem.”(J.13,15). Czyli, Bóg stał się człowiekiem, żeby nas nauczyć Prawdy boskiej.
Chrystus nauczył nas, jak mamy żyć, żebyśmy przez wypełnianie codziennych, zwyczajnych obowiązków, mogli się pod¬nieść do Boga. Jest to bardzo ważne. Chrystus to prawdziwy człowiek. Miał ludzką naturę, pracował, żył w niedostatku, znosił obelgi, oszczerstwa, cierpiał i umarł – ale we wszystkim przejawiała się myśl o wieczności. I nas chce nauczyć tej sztuki, żebyśmy wśród kłopotów ziemskich ani na chwilę nie zapominali o wieczności. Podobnie, jak sól rozpuszczona w wodzie, tworząc morza i chroni ją przed zepsuciem, tak i nas powinna strzec przed małodusznością i rozpaczą, myśl o życiu wiecznym.

→ B) Tylko wtenczas ocenimy zbawienny wpływ nauki Chrystusowej, jeśli zastanowimy się, jak smutnym byłoby, życie bez niej. Jaka panowałaby niepewność i brak celu w życiu! Trudno byłoby poznać zalety ducha, prawdziwe bohaterstwo, skromność, odwagę, roztropność!
Ludzkość przed Chrystusem wyobrażała sobie Boga jako potężnego Pana otoczonego blaskiem gromów, dlatego też za ideał poczytywała brutalną siłę, upór i dumę. Bałwochwalstwo nieokiełznanej siły i druzgocącej potęgi było tak głęboko zakorzenione w ludzkim sercu, że nawet religia chrześcijańska z początku musiała się powstrzymać od przedstawiania Chrystusa, jako wzoru cierpienia, żeby nie odstraszyć pogan.
Dziś już otwarcie mówimy o wszystkich zaletach Chrystusa, i najbardziej imponuje nam Jego bezgraniczna miłość, która skłoniła Go do cierpień, łez, a nade wszystko do wstąpienia na ten najdziwniejszy tron królewskiego panowania, który ongiś człowiek wbił na Golgocie, do śmierci dla naszego zbawienia.
Syn Boży stał się człowiekiem nie tylko, żeby nas uczyć, ale żeby nas przez Swe cierpienie odkupić.


II. Chrystus nas odkupił.

→ A) Przed Chrystusem duch ludzki błąkał się w gęstej mgle niepewności. Człowiek po omacku szukał drogi. U naszych starszych w wierze braci – w Judaizmie – zaledwie świtał brzask..., aż wreszcie wzeszło słońce i rozproszyło ciemności, przyszedł bowiem Chrystus.
Kiedy wypełniły się proroctwa i nędza ducha ludzkiego doszła do szczytu natężenia, przyszedł Zbawiciel, żeby spełnić wolę Bożą. Ludzkość przygnieciona do ziemi ciężką chorobą, czekała na Niebieskiego Lekarza. Św. Jan Złotousty tak przedstawia fakt odkupienia „Pan Bóg trzyma, w ręku papier, na którym Adam zapisał swój grzech, a późniejsi ludzie zrobili to samo, zapisując czyste miejsce do końca. Chrystus przybił papier do krzyża i Swoją krwią zmył wszystko, co było napisane. Rany Chrystusa uleczyły nasze bolączki, Jego śmierć wybawiła nas od śmierci wiecznej”.

Już teraz wiem, kim jest dla mnie Chrystus!
Jestem chory – Chrystus jest moim Lekarzem.
Jestem grzeszny – Chrystus jest moim Wybawicielem.
Zbłądziłem – Chrystus jest moim Drogowskazem.
Znajduję się na manowcach ducha – Chrystus jest Prawdą.
Umarłem – Chrystus jest dla mnie Życiem!


Trzeba się tylko zastanowić i pokochać Chrystusa. Gdyby nie Chrystus, Ojciec Przedwieczny byłby nas ukarał bez litości, tak, jak niegdyś uczynił ze zbuntowanymi aniołami.
Chrystus mógł przyjść na ziemię w postaci anioła, ale wolał być człowiekiem. Przez grzech człowiek znalazł się w przepaści, z której wydostał go Chrystus. Historia mówi nam o pełnych poświecenia bohaterach, ale nie można ich porównać z Chrystusem, który będąc Bogiem, umarł za mnie, za ciebie za nas wszystkich.
Myślą przewodnią w Jego ziemskim życiu było odkupić pogrążony w grzechu rodzaj ludzki. Chrystus dużo nauczał słowem i przykładem, ale cała Jego nauka da się streścić jednym słowem – krzyż. W ciągu swojego ziemskiego życia uczynił wiele cudów, spełnił nieskończenie wiele dobrych uczynków, ale to wszystko można zamknąć w jednym wyrazie – krzyż.
Jaki jest skutek męki i śmierci Chrystusa? Chrystus zwyciężył na krzyżu tego, który okłamał ludzkość – śpiewa Kościół w jednej z prefacji Mszy świętej. Chrystus pokonał śmierć, śmierć duszy która swe źródło ma w grzechu. Św. Paweł w liście do Tytusa pisze o Chrystusie „który wydał samego siebie za nas, aby odkupić nas od wszelkiej nieprawości i oczyścić sobie lud wybrany na własność, gorliwy w spełnianiu dobrych uczynków.”(Tt.2,14). On to „…krwią serdeczna zmazał dłużny zapis starodawnej winy…” (Orędzie Wielkanocne) przed Bogiem.


→ B) Ale człowiek wysuwa zaraz zarzuty – ale Pan Bóg z góry wiedział, że zgrzeszę, wiedział naprzód, że mnóstwo cierpień wypływa z grzechu – więc po co mnie stworzył i dlaczego pozwolił mi grzeszyć?
Często spotykamy podobny zarzut!
Jaką na to dać odpowiedź?

a) Możemy odpowiedzieć słowami Hioba: „ Kto Mu zabroni, choć zniszczy? Kto zdoła powiedzieć: Co robisz?”(Hi.9,12), albo słowami św. Pawła: „Człowiecze! Kimże ty jesteś, byś mógł się spierać z Bogiem? Czyż może naczynie gliniane zapytać tego, kto je ulepił: Dlaczego mnie takim uczyniłeś?”(Rz.9,20).

b) Ale możemy dać jeszcze inną odpowiedź. Choć nie znamy Bożych zamiarów, tylko możemy o nich wnioskować, i tak wyjaśnia się nam dużo w tym wypadku. Bóg, będąc samą Dobrocią, nie pragnął, by człowiek zgrzeszył, ale skoro już się tak stało, starał się Bóg wybawić człowieka przez radosne odkupienie. Gdyby nie było grzechu, nie byłoby odkupienia, gdyby nie było grzechu, Chrystus nie przyszedłby na świat. Zrozumiała jest radość brzmiąca w słowach Orędzia Wielkanocnego, które Kościół śpiewa w Wielka Sobotę: „…O, szczęśliwa wina, skoro ja zgładził tak wielki Odkupiciel. Uświęcająca siła tej nocy, oddala zbrodnie, z przewin obmywa, przywraca niewinność upadłym, a radość smutnym…”

→ C) Jaka więc musi być wartość istoty ludzkiej, jakim nie¬ocenionym musi być ona skarbem, skoro Chrystus ofiarował za nią Swoje życie!
Ile jest wart człowiek bez duszy? Jak wykazują obliczenia chemiczne, przedstawia niewielką wartość. Z żelaza nagromadzonego w ludzkim ciele, można by zrobić mały kluczyk, z tłuszczu można by ugotować dwa kawałki, mydła, cukrem zawartym w organizmie ludzkim, można osłodzić filiżankę herbaty. Fosforu wystarczyłoby do wyprodukowania 2.200 zapałek, magnezu do zrobienia jednego zdjęcia fotograficznego, czyli wszystko razem, jak widzimy, nie przedstawia wielkiej wartości.
Ciało ludzkie bez duszy jest niewiele warte!
A dusza? Musi mieć wysoką cenę, jeśli Bóg wykupił ja z grzechu, karmi Swoim ciałem, jeśli dla niej zgotował niebo! Człowiek bez duszy nie wart jest nawet jednego dolara! A z duszą? Więcej, niż cały świat! Skąd wiemy o tym? Stąd, że Chrystus umarł za mnie, za ciebie, za cała ludzkość, abyśmy wszyscy mieli życie wieczne w Jego chwale!
Warto się zastanowić i zrozumieć tę prawdę! Człowiek jest nieocenionym skarbem! Wszystko przeminie, cały świat, różne rzeczy, nawet ludzkie ciało stanie się marnym prochem, ale moja nieśmiertelna dusza będzie żyć, będzie żyć wiecznie! Istniały na ziemi wspaniałe cywilizacje i kultury, po których pozostały tylko marne czasami wykopaliska. Gdzie za tym jest wspaniałość danego Babilonu, Asyrii, Egiptu, Grecji czy Rzym?! Gdzie jest wielka spuścizna wspaniałej cywilizacji Inków i Azteków, których ruinami świątyń zachwyca się obecny człowiek. Pomimo upadku i przemijania tych wielkich cywilizacji nieśmiertelna ludzka dusza żyje!
Chrystus zstąpił z nieba dla nas, dla naszego zbawienia. Dla nas stał się człowiekiem, dla nas żył i cierpiał, dla nas wreszcie zmartwychwstał! Tak dla ciebie, dla mnie, dla każdego z nas!
Tyle wysiłku ze strony apostołów, tyle przelanej krwi męczeńskiej – po co to wszystko? A odpowiedź jest prosta – to dla mojej nieśmiertelnej duszy!
Ilu już było papieży, biskupów, kapłanów, ile napisano dzieł, ile wygłoszono kazań i rozważań rekolekcyjnych, ile udzielono już sakramentów, ile odprawiono Mszy Świętych?!... Po co to wszystko? Dla mnie, dla ciebie, dla mojej i twojej nieśmiertelnej duszy!
Ile powstało surowych klasztorów, gdzie prawie dzień i noc trwa modlitewne czuwanie przed Panem... Po co? Dla mnie, dla ciebie, dla mojej i twojej nieśmiertelnej duszy!
Łaska Chrystusa, Jego przenajświętsze życie... Jego śmierć... Po co? Dla mnie, dla ciebie, dla nas grzesznych, dla mojej i twojej nieśmiertelnej duszy!
Teraz dokładniej pojmujemy czym jest dusza bez Boga! Dusza bez Boga jest jak kropla rosy bez słońca, dopóki słońce nie wyjdzie, rosa wygląda jak zwykła, szara kropelka wody – ale gdy ukaże się słońce, błyszczy, jak drogocenna perła. Taką szarą kropelką jest moja dusza, zanim przeniknie ją blask Bożego światła. Fakt iż to nastąpiło, zawdzięczamy tylko Chrystusowi.



III. Chrystus przyszedł na świat, by wielbić Boga.


Na początku naszego dzisiejszego rozważania postawiłem pytanie – dlaczego Syn Boży stał się człowiekiem?
Słyszeliśmy już dwie odpowiedzi. Dlatego stał się człowiekiem, żeby nam wskazać drogę prowadzącą do Boga, żeby nam dać przykład, jak powinniśmy żyć na ziemi dla wieczności, żeby za nasze grzechy uczynić zadość sprawiedliwości Bożej, czyli, żeby nas zbawić.
Pozostała nam jeszcze jedna odpowiedź. Celem i obowiązkiem człowieka jest chwalić Boga, a tym bardziej człowiek powinien chwalić Boga, że Bóg wybawił go z grzechu.
Trzecią – a właściwie pierwszą – przyczyną, że Syn Boży stał się człowiekiem, jest uwielbienie Boga. Posłuchajmy słów Pana Jezusa, a zrozumiemy istotę Jego posłannictwa.
„Moim pokarmem jest wypełnić wolę Tego, który Mnie posłał, i wykonać Jego dzieło.”(J.4,34). „Ja sam z siebie nic czynić nie mogę. Tak, jak słyszę, sądzę, a sąd mój jest sprawiedliwy; nie szukam bowiem własnej woli, lecz woli Tego, który Mnie posłał.”(J.5,30). „Ja nie jestem opętany, ale czczę Ojca mego, a wy Mnie znieważacie.”(J.8,49). „To powiedział Jezus, a podniósłszy oczy ku niebu, rzekł: Ojcze, nadeszła godzina! Otocz swego Syna chwałą, aby Syn Ciebie nią otoczył i aby mocą władzy udzielonej Mu przez Ciebie nad każdym człowiekiem dał życie wieczne wszystkim tym, których Mu dałeś.”(J.17,1-2). „Objawiłem imię Twoje ludziom, których Mi dałeś ze świata. Twoimi byli i Ty Mi ich dałeś, a oni zachowali słowo Twoje.”(J.17,6).
Tak mówił Pan Jezus o Sobie. Św. Paweł w liście do hebrajczyków, w słowach Psalmu, odnoszących się do Chrystusa, mówi: „Oto idę - w zwoju księgi napisano o Mnie - abym spełniał wolę Twoją, Boże.”(Hbr.10,7). W innym liście, życie Chrystusa streszcza w tych słowach: „A w zewnętrznym przejawie, uznany za człowieka, uniżył samego siebie, stawszy się posłusznym aż do śmierci - i to śmierci krzyżowej.”(Flp,2,7-8).
Chrystus nauczył nas miłości Boga, modlitwy i posłuszeństwa Przykazaniom Boga.
Dla chwały Bożej ustanowił ofiarę Mszy świętej, chciał żeby każdego dnia, rozbrzmiewała najdoskonalsza cześć dla Stwórcy. Ale również i dla naszego umocnienia, bo zdawał sobie doskonale sprawę, że nasze słaba, wycieńczona grzechem natura potrzebuje pomocy, potrzebuje wsparcia.
Stąd wynika, że spełnia się posłannictwo Chrystusowe tym więcej, im więcej szerzy się na ziemi chwała Boża, O, dziś jeszcze bardzo daleko odbiegliśmy od urzeczywistnienia zamiarów Chrystusowych! Na niespełna sześć miliardów mieszkańców ziemi, niespełna 1,5 miliarda jest naśladowcami Chrystusa wyznając różne religie chrześcijańskie (Katolicyzm, Prawosławie i wszystkie odłamy Kościoła Protestanckiego). A ilu wśród nich jest tylko chrześcijanami z nazwy, którzy życiem swoim przynoszą tylko wstyd Chrystusowi i Jego Kościołowi! Powinniśmy dbać o piękno swej duszy. Czy zasługuję swoim życiem na ofiarę Chrystusową? Czy pracuję nad urzeczywistnieniem planu Chrystusowego w moim codziennym życiu i w życiu mych bliźnich?
Pamiętajmy, że mamy jako osoby powołane poprzez Sakrament Chrztu Świętego do świętości, a w Sakramencie Bierzmowania umocnieni łaską Ducha Świętego mamy obowiązek współdziałać w posłannictwie Chrystusa Pana we wzmacnianiu chwały Bożej w świecie!

* * *

Dziś wielu ludzi nawet nie wie, dlaczego Chrystus przyszedł na świat!
Inni zaś usilnie starają się o dobra doczesne, mało troszcząc się o życie wieczne! Wielu postępuje tak, jak jeden z Rothschildów po bitwie pod Waterloo!
Pod Waterloo 18-go czerwca 1815-go roku, armia Napoleona wszelkimi siłami starała się przeszkodzić połączeniu się wojsk niemieckich i angielskich. Przestraszony Rothschild z kwatery Wellingtona obserwował przebieg wypadków. Kiedy zobaczył, że sprzymierzone wojska zaczynają brać górę nad Napoleonem, nagle znikł z obozu. Na drugi dzień był już w Ostendzie. Na morzu szalał straszny sztorm... niemożliwe było płynąć. Nikt nie chciał puszczać się w drogę. Rothschild dał dwa tysiące franków rybakowi, który przewiózł go na angielski brzeg. Po kilku godzinach wylądował w Dover, nie wytchnąwszy, pośpieszył do Londynu i wykupił na giełdzie mnóstwo akcji, które z powodu dotychczasowych ciągłych klęsk miały bardzo niski kurs.
Niebawem przyszła wiadomość o zwycięstwie, papiery po¬szły w gorę, a Rothschild zarobił wielki majątek...
Moi drodzy! Jak często w życiu widzimy tę samą historie w nieco nowszym wydaniu! Widzimy ludzi bezczelnie wyrachowanych, którzy ciągle gonią za pieniądzem, nie śpią, nie jedzą, uznają tylko prawa natury – miłość, serce, pragnienia duchowe rzucają na żer mamonie! Pieniądz! Pieniądz jest dla nich jedynym celem i marzeniem!...
Żyją, jakby wcale nie było Chrystusa!... Jakby Chrystus niczego nie uczył, jakby Chrystus nie dla nich umarł!
Ale my zapamiętajmy sobie naukę wypływającą, z dzisiejszego rozważania, Syn Boży, Zbawiciel, Jezus Chrystus dlatego stał się człowiekiem, żeby człowiek mógł stać się naprawdę dzieckiem Bożym.
Panie Jezu Chryste, daj, żebyśmy się mogli stać godnymi Twoich ofiar!

Amen.



Autor: ksiądz Antoni Wac
str 1-8 , publikacja na DDN dn. 02-01-2015

_________________
+ Z Bogiem i Maryją.


Góra   
  Zobacz profil Wyślij e-mail      
 
Admin_DDN
 Tytuł: Re: Chrystus w Cierpieniu i Chwale. Rozważania rekolekcyjne+++
PostNapisane: 6 sty 2015, o 16:33 
Offline
1000p
1000p
Postów: 6537
Skąd: Polska
Seria – A – O Jezusie Chrystusie naszym Zbawicielu
Konferencja II



Tragedia Człowieka.


Moi drodzy!

Rozpoczęliśmy cykl naszych przemyśleń, w których pragnę wraz z wami rozważać cierpienie Pana Jezusa i Jego triumfalne życie. Ostatnio poznaliśmy bliżej zagadnienie – Dlaczego Syn Boży stał się człowiekiem? Czy Chrystus tylko dlatego przyszedł na świat, żeby nas nauczyć wzniosłych, wiecznych prawd wiary? Żeby nam dać przykład do naśladowania?
Nie tylko dlatego! Chrystus przyszedł na świat, żeby nas odkupić i zadośćuczynić obrażonej przez nasze grzechy sprawiedliwości Bożej.
W czasie tych rekolekcji rozważamy cierpienie Chrystusa Pana, łączymy się z dziełem zbawienia, które On dla nas dokonał.
Żebyśmy mogli należycie ocenić dzieło odkupienia, powinniśmy najpierw poznać tragedię człowieka, która stała się powodem męki Chrystusa Pana.
W dzisiejszym rozważaniu będziemy razem zastanawiać się nad tragedią człowieka, która swój początek bierze w grzechu pierworodnym. On to oślepił ducha ludzkiego i stał się przyczyną nieskończonego łańcucha ludzkich upadków. Grzech pierworodny sprawił, że Chrystus przyszedł na świat. Musiał to być wielki powód, dlatego warto się z nim zapoznać.


Dlatego dziś postaramy się poznać:

1. istotę grzechu pierworodnego,
2. czy istnieje grzech pierworodny?





W następnych naszych zaś rozważaniach zobaczymy, jaka wypływa stąd nauka?

I. Co to jest grzech pierworodny?

Chcąc zrozumieć dzieło odkupienia Chrystusa Pana, musimy znać powód, dla którego ono musiało nastąpić, czyli musimy poznać, czym jest grzech pierworodny? Na czym polega straszna tragedia ludzkości, spowodowana przez naszych pierwszych rodziców, tkwiąca w każdym przychodzącym na świat człowieku.

→ A) Według nauki naszej wiary, Bóg pierwszą parą ludzką wyposażył w dary sprawiedliwości pierworodnej, czyli, m obdarzył ich doskonalą harmonią ducha i ciała. Ciała ich były pięknie i zdrowe, dusza czysta, pełna sprawiedliwości i dobroci, ale niestety, grzech spowodował straszne spustoszenie. W całej pełni można tu zastosować słowa Ewangelii o rolniku, który wsiał dobre ziarno, ale źli ludzie nasiali mu kąkolu do pszenicy „Inną przypowieść im przedłożył: Królestwo niebieskie podobne jest do człowieka, który posiał dobre nasienie na swej roli. Lecz gdy ludzie spali, przyszedł jego nieprzyjaciel, nasiał chwastu między pszenicę i odszedł. A gdy zboże wyrosło i wypuściło kłosy, wtedy pojawił się i chwast. Słudzy gospodarza przyszli i zapytali go: Panie, czy nie posiałeś dobrego nasienia na swej roli? Skąd więc wziął się na niej chwast? Odpowiedział im: Nieprzyjazny człowiek to sprawił. Rzekli mu słudzy: Chcesz więc, żebyśmy poszli i zebrali go? A on im odrzekł: Nie, byście zbierając chwast nie wyrwali razem z nim i pszenicy. Pozwólcie obojgu róść aż do żniwa; a w czasie żniwa powiem żeńcom: Zbierzcie najpierw chwast i powiążcie go w snopki na spalenie; pszenicę zaś zwieźcie do mego spichlerza.”(Mt.13,24-30). Przed grzechem pierworodnym natura ludzka. stanowiła doskonałą, harmonijną całość. Władze niższe były podporządkowane duchowi, dusza zaś Bogu, ale wszystko to runęło z chwila, kiedy grzech zamącił ducha naszych pierwszych rodziców. Od tego czasu nasza zmysłowa natura ciągle buntuje się przeciwko duchowi, powstała ciągła walka ciała z duszą, dobra ze złem, światłości z ciemnością i nastąpiła wielka tragedia ludzkości!
Od czasów grzechu pierworodnego do wszystkich ludzi odnoszą się. słowa Pisma św. „wszyscy bowiem zgrzeszyli i pozbawieni są chwały Bożej,”(Rz.3,23). „Pośród nich także my wszyscy niegdyś postępowaliśmy według żądz naszego ciała, spełniając zachcianki ciała i myśli zdrożnych. I byliśmy potomstwem z natury zasługującym na gniew, jak i wszyscy inni.”(Ef.2,3). „Dlatego też jak przez jednego człowieka grzech wszedł na świat, a przez grzech śmierć, i w ten sposób śmierć przeszła na wszystkich ludzi, ponieważ wszyscy zgrzeszyli...”(Rz.5,12). „A za tym, jak przestępstwo jednego sprowadziło na wszystkich ludzi wyrok potępiający, tak czyn sprawiedliwy Jednego sprowadza na wszystkich ludzi usprawiedliwienie dające życie.”(Rz.5,18).

→ B) „…przestępstwo jednego sprowadziło na wszystkich ludzi…”, tego nie rozumiem. To rażąca niesprawiedliwość! Z jakiej racji ciąży na mnie grzech pierwszych rodziców? Oni go popełnili, co mnie to może obchodzić! Czy ja mam być odpowiedzialny za cudze grzechy? Nie... Tego nie rozumiem...
Człowiek często słyszy tego rodzaju narzekania. Tak mówić mogą tylko ci, którzy me znają istoty grzechu pierworodnego. Grzech pierworodny to nie jest coś konkretnego, namacalnego, co by miało ciążyć na człowieku, grzech pierworodny to brak harmonii ducha i ciała, danej od Boga Adamowi, jatko głowie fizycznej i moralnej rodzaju ludzkiego, a straconej przez wypowiedzenie Bogu posłuszeństwa. Grzech pierworodny to brak doskonałości, którą pierwsi ludzie rzeczywiście posiadali i gdyby nie grzech, mogliby nam ją przekazać prawem dziedziczności.
Zrozumiemy to lepiej, jeśli użyję porównania. Przedstawmy sobie, że jakiś zamożny człowiek przehulał swój majątek, Potomstwo jego oprócz nazwiska jego nic po nim nie odziedziczyło. Byliby majętnymi ludźmi, gdyby nie lekkomyślność ich ojca. Że zabrakło im dóbr materialnych, to nie ich wina, nie odpowiadają za swoich lekkomyślnych rodziców, ale też nie mogą rościć sobie pretensji do dawnego majątku ojca. Podobnie ma się rzecz z grzechem pierworodnym, który popełnili nasi prarodzice, jego skutki odczuwa cały rodzaj ludzki. Teraz łatwo zrozumiemy porównanie wielkiego bojownika o ducha chrześcijańskiego, Pascala, który doskonale scharakteryzował skutki grzechu pierworodnego, mówiąc: Człowiek możnego pochodzenia stał się żebrakiem.
Każdy słyszał o nieszczęśliwej, pozbawionej ongiś przez socjalistów majątku arystokracji polskiej. Biedacy tułali się po całym świecie. Postawa, wyraz oczu i rysy twarzy zdradzały ich szlacheckie pochodzenie, ale troski życiowe, różne niedostatki, zrobiły ich formalnie nędzarzami. Podobny los spotkał ludzkość, która przez lekkomyślność pierwszych rodziców została pozbawiona daru laski uświęcającej. Grzech ten zatarł Oblicze Boskie w naszej duszy – staliśmy się naprawdę zubożałą arystokracją.

C) Nauka Kościoła o grzechu pierworodnym nie jest żadnym wymysłem, ani barwną przypowieścią, tylko poważnym brakiem harmonii między duchem i ciałem, która całej ludzkości daje się we znaki. Świadczy o tym najlepiej historia świata.
Straszne przygnębienie i świadomość grzechu już dawno dręczyła ludzkie sumienie i człowiek różnymi sposobami chciał się jej pozbyć. Ze wzruszeniem czytamy o krwawych ofiarach pogan, którzy nawet własne dzieci składali bogom, by uśmierzyć ich gniew. Inkowie widząc upadek swojego imperium podbijanego przez Huana Cortez’a i Hiszpańskich konkwistadorów chcąc przebłagać swojego boga Vracocha by pomógł im utrzymać dziedzictwo kulturalne i obronić swoje królestwo w ofierze temuż bóstwu w świętym mieście Machu Picchu złożyli ponad 500 swoich synów, których wiek nie mógł przekraczać 10 lat. Takich tylko chłopców kultura inkaska uważała za godne żertwy ofiarne.
Człowiek od chwili popełnienia grzechu pierworodnego odczuwał straszny jego ciężar i wszelkimi sposobami w różnych kulturach i religiach starał się przebłagać Boga, lub bóstwo.
Grzech pierworodny, jak olbrzymi ohydny waż owinął się naokoło kuli ziemskiej, zatruwając ludzkość! Z jego powodu plącze noworodek, ziemia jest pełna cierni i trudów, bólu i płaczu. Grzech pierworodny wyciska łzy z oczu ludzkich, on wykapał grób dla, nas wszystkich.

II. Czy istnieje grzech pierworodny?

Czuję, że nad tym pytaniem będziemy musieli dłużej się zatrzymać, bo dzisiejszy człowiek ze specjalnym upodobaniem lubi krytykować i pokpiwać z grzechu pierworodnego.
Często słyszymy tego rodzaju uwagi: „Grzech pierworodny to tylko pikantna historia flirtu Adama z Ewą”, „To bajka wywodząca się z bliskowschodniej tradycji i mentalności, zatem czy prawdziwy inteligent może w coś podobnego uwierzyć?!”
Nie zniechęcajmy się tego rodzaju opinią, ale starajmy się poznać rozumowe dowody nauki o grzechu pierworodnym, bo jest on jednym z podstawowych filarów chrześcijaństwa! To dogmat wiary! To dogmat, który ma nie tylko teologiczne, ale i doświadczalne uzasadnienie.
Nie wierzysz, że istnieje grzech pierworodny i jego straszne następstwa? Nie wierzysz, że człowiek, stawiając pierwsze kroki na ziemi, dobrowolnie zeszedł na manowce i od tej chwili wszyscy potykamy się na drodze życia?
Jeśli nie wierzysz, to odpowiedz na te pytania:

→ A) Wytłumacz, skąd pochodzi rozdwojenie duszy? Skąd ta, tragedia, dysharmonia, ten zacięty bój dobra i zła w człowieku? Czy nigdy nie czuliście w sobie strasznej walki, jakby rozjuszonego stada dzików, które wyrwały się z klatki?!
Już w starożytności poganie zastanawiali się nad tym rozdwojeniem natury ludzkiej. „Nikt nie jest bez wad” – mówi Owidiusz. „Zawsze nas pociąga to, co jest zakasane” – mawiał Cyceron. Jest w mas zarodek złego, czyli swoista skłonność do złego, uczy religia chrześcijańska, powinniśmy panować nad złymi skłonnościami, nakazuje chrześcijańska moralność. Z całego rodzaju ludzkiego, tylko Najświętsza Panna Maryja wolna była od grzechu pierworodnego – dlatego Kościół uczy, że była „Niepokalanie Poczęta”. Inni natomiast ludzie, nawet i najwięksi Święci, nie uniknęli działania grzechu pierworodnego.
Pociesza nas fakt. że nawet największy apostoł, św. Paweł, również musiał stoczyć walkę ze swoją naturą skłonną do złego! Doskonale zobrazował nam straszne skutki grzechu pierworodnego w liście do Rzymian: „Nie rozumiem bowiem tego, co czynię, bo nie czynię tego, co chcę, ale to, czego nienawidzę – to właśnie czynię. Jeżeli zaś czynię to, czego nie chcę, to tym samym przyznaję Prawu, że jest dobre. A zatem już nie ja to czynię, ale mieszkający we mnie grzech. Jestem bowiem świadom, że we mnie, to jest w moim ciele, nie mieszka dobro; bo łatwo przychodzi mi chcieć tego, co dobre, ale wykonać – nie. Nie czynię bowiem dobra, którego chcę, ale czynię to zło, którego nie chcę. Jeżeli zaś czynię to, czego nie chcę, już nie ja to czynię, ale grzech, który we mnie mieszka. A zatem stwierdzam w sobie to prawo, że gdy chcę czynić dobro, narzuca mi się zło. Albowiem wewnętrzny człowiek we mnie ma upodobanie zgodne z Prawem Bożym. W członkach zaś moich spostrzegam prawo inne, które toczy walkę z prawem mojego umysłu i podbija mnie w niewolę pod prawo grzechu mieszkającego w moich członkach.”(Rz.7,15-23).
Wzruszający obraz? Tak wygląda wewnętrzne oblicze św. Pawła! Jest to wysilanie natury ludzkiej. Wszyscy powinniśmy wołać ze świętym Pawłem „Nieszczęsny ja człowiek! Któż mnie wyzwoli z ciała, co wiedzie ku tej śmierci?”(Rz.7,24a). Możemy odpowiedzieć tylko tak, jak święty Paweł „Dzięki niech będą Bogu przez Jezusa Chrystusa, Pana naszego! Tak więc umysłem służę Prawu Bożemu, ciałem zaś - prawu grzechu.” (Rz.7,24b-25).
Nie wierzysz, że jest grzech pierworodny? Wytłumacz mi, skąd się bierze w człowieku tyle skłonności do złego?! Rodzi się dziecko, rodzice strzegą je przed szkodliwymi przykładami, starannie wychowują, ukazują tylko dobre przykłady, a jednak z biegiem rozwoju pojawiają się w nim różne złe skłonności – upór, nieposłuszeństwo, kłamstwo, lenistwo... Jak to wytłumaczyć? Rodzice byli najlepszymi ludźmi, a potomstwo jest złe. Tylko ten potrafi to wyjaśnić, kto wie, że już w duszy noworodka jest zasiane ziarno zła, które z biegiem lat wzrasta. Wszyscy rodzimy się ze skłonnościami do złego i tylko nieustanna walka z samym sobą może nas podmieść. Rodzimy się grzesznymi a powinniśmy się stać świętymi! Kto nie zdobywa za życia wyżyn świętości, ten pozostanie w barłogu swych namiętności i grzechu. Bez zwrócenia uwagi na grzech pierworodny, niemożliwą jest jakakolwiek praca wychowawcza.

→ B) Wielu mówi, że niema grzechu pierworodnego? Wytłumacz mi, skąd tyle zła, skąd się bierze jego wszechwładne panowanie, zepsucie, które towarzyszy ludzkości przez dzieje świata? Wytłumacz przyczyny bezczelnego, wrodzonego samolubstwa. Patrz, do krwi potrafi się pobić brat ze swoją siostrą o większy kawałek ciastka! Chrześcijaństwo to tłumaczy, mówiąc, że przesadna miłość własna, okrucieństwo, wrodzone samolubstwo – są skutkami grzechu pierworodnego! Skutkiem grzechu pierworodnego rodzimy się samolubami i nienawidzimy bliźnich.
Czy kto zaprzeczy, że istnieje w nas egocentryczna skłonność? Z głębi naszej duszy wydobywają się okrutne pragnienia, straszne namiętności, na widok których musimy przyznać rację pewnemu głębokiemu znawcy natury ludzkiej, który powiedział: „Nie wiem, jak wygląda dusza mordercy, znam tylko duszę ludzi uczciwych – ale jest ona straszna!”
Jak to wytłumaczysz? Człowiekowi wierzącemu nie możesz powiedzieć – Bóg stworzył cię tak złym, ohydnym, samolubnym, nędznym! To niemożliwe, żeby Bóg wydał na świat takiego potwora! Pozostaje jedyne tłumaczenie, które podaje nauka chrześcijańska o grzechu pierworodnym, że dzisiejszy człowiek nie jest takim, jakim go pierwotnie stworzył Bóg! Człowiek wtrącił się w plany Boże i zepsuł je. Skłonność do grzechu dziedziczymy po pierwszych rodzicach, podobnie jak po ojcu i matce cały zespół dobrych, albo złych skłonności.

→ C) Nie wierzysz, że jest grzech pierworodny? Wytłumacz mi naturę człowieka, cudowną zagadkę. Jeśli powiemy, że nie istnieje grzech pierworodny, to człowiek na zawsze pozostaje zagadką.
Nikt nie zrozumie niesłychanego chaosu, nawału sprzeczności, których pełno w człowieku! Tęsknimy i pragniemy światłości i prawdy, a jak łatwo ulegamy ciemności i plamimy się kłam-stwem! Dusza nasza wyrywa się, do Boga, ale całym ciałem ciągniemy ku ziemi, do błota i zła! Zachwycamy się dobrem, pięknem, sprawiedliwością, a jesteśmy przewrotni, nieopanowani i niesumienni! Kto zrozumie trafne zdanie pewnego dziecka, które zapytało „Dlaczego być dobrym jest tak źle, a być złym jest tak dobrze?!”
Pragniemy radości, spokoju i szczęścia – a przypada nam w udziale smutek, niepokój i cierpienie! Dlaczego? Czasem w ułomnym ciele gości piękna dusza, ale zdarza się, że czarujące wdzięki kryją, w sobie cuchnące bagno zła!
Czy jeszcze i teraz nie wierzysz, że ludzkość kiedyś, dawniej, stawiając pierwsze kroki, zbłądziła z drogi dobrej i wskutek tego coś się zepsuło w porządku świata?
W pewnym wielkim mieście zamordowano biedną kobietę. Śledztwo wykryło dziwną okoliczność, że zanim morderca opuścił mieszkanie, dał jedzenie i wody kanarkowi do klatki. Sprawcę, złapano, a w czasie zeznań na pytanie, dlaczego nakarmił ptaka, dał dziwną odpowiedź – Dlatego, że nie mogłem pogodzić się, z myślą że ten ptak już niebawem umrze z głodu...
Moi drodzy! Nie wierzycie, że jest grzech pierworodny? Czy nie widzicie, jakiego strasznego spustoszenia dokonał on w ludzkich, w ich sercach? Co za parodia! Człowiek, bez najmniejszych wyrzutów sumienia, zabija drugiego, a jednocześnie nie może się pogodzić z myślą, że zginie mały ptaszek!
Po co szukać przykładów daleko, przypatrzmy się sobie samym. Ile tkwi w nas różnych sprzeczności, niezrozumiałych rzeczy! Zachwycamy się ideałami, ale by je urzeczywistnić, nie mamy sił! Przez chwilę żarliwie się modlimy, jesteśmy na wyżynach ducha, a potem wrą w nas piekielne ognie grzesznych pragnień! Starannie troszczymy się o nasz zewnętrzny wygląd, o ubranie – a potrafimy być szorstcy, kapryśni, wymagający, okrutni. Człowiek, jeśli czuje, że jest obserwowany, uważa na każdy swój ruch, a potrafi grzęznąć w bagnie rozpusty, być nieobowiązkowym, niewiernym, jeśli się czuje wokół siebie wolności. Wszystkim nam są znane słowa P. Jerzego Owsiaka – róbta co chceta – które doskonałe zobrazowanie znalazły w owych festiwalach Woodstock, gdzie nie tylko rozpusta, nie tylko pijaństwo, ale i narkomania zalazły swój dom. Ktoś powie, że mówię brednie i oszczerstwa – proponuje zatem sprawdzić to naocznie przez tych, którzy mi teraz zadają kłam. Czyżby, to co zobaczą tez będzie fałszem i wierutnym kłamstwem, czyżby ich oczy też będą się mylić?
Jak to wytłumaczyć? Zrozumiemy to jedynie przy świetle nauki katolickiej, która mówi, że – Człowiek na początku ziemskiego życia zbłądził na bezdroża grzechu. Człowiek, stworzony na władcę, stał się niewolnikiem. Kłamstwem jest, że człowiek z natury jest dobry, jak głosi Rousseau! Człowiek nie jest również wcieleniem zła, jak uczy filozofia pesymizmu! Człowiek jest mieszaniną królewskiego dostojeństwa i żebraczej nędzy, ma orle porywy i niskie instynkty. Bóg nie stworzył go takim, jakim jest dziś. Człowiek w obecnym stanie swojej natury, chcąc się trochę podnieść, musi ciężko walczyć ze swymi zmysłami... Ale w jakim celu ma walczyć?
Dawni chrześcijanie doskonale potrafili obrazowo przedstawiać abstrakcyjne prawdy wiary. W Niemczech w mieście Halberstadt, w katedrze jest malowidło przedstawiające Adama i Ewę, prowadzonych na łańcuchu przez czarta, grającego na skrzypcach. Ten naiwny obraz bardzo dużo mówi! Zło, grzech potrafi oczarować człowieka miłą melodią obiecanek, a potem bierze w niewolę, zakuwając w kajdany namiętności. Obraz ten jest symbolem ludzkości zakutej w niewolę grzechu, z której uwolnił ją dopiero Chrystus!
Człowiecze, pracuj i ufaj! Pracuj, walcz! Nie wystarczy rzucać tego rodzaju hasła, trzeba wiedzieć, w jakim celu mamy pracować i dążyć do doskonałości. Chrześcijaństwo jasno przedstawia nam cel, dla którego powinniśmy walczyć. Powinniśmy pracować i ponosić trudy, żeby wyryć w sobie rysy szlachetności i piękna, rozniecić w sobie ogień ideałów, osiągnąć harmonią, zwyciężyć zło, podłość, lenistwo, zniechęcenie, czyli na nowo stać się takimi, jakimi była pierwsza para ludzka, stworzona przez Boga, zwycięsko wyjść z tragedii ludzkiej i stać się hymnem pochwalnym na cześć Boga.
Żeby się nam to udało, musiało pierwej nastąpić odkupienie. Jeżeli chcemy wydostać się z więzów grzechu i rozpalić w sobie piękno, doskonałość i szlachetność, powinniśmy współpracować z Chrystusem Panem w dziele odkupienia.

* * *

Moi drodzy! W Moreni, w dzisiejszej Rumuni, 19-go maja 1929 r. wybuchł pożar złóż ropy naftowej, które pomimo usilnego przeciwdziałania, płonęły kilka lat. Zawodowa straż pożarna i inne służby wyspecjalizowane w gaszeniu tego typu pożarów, pokryci grubą warstwą sadzy, zalani potem od gorąca, pilnowali wejścia na płonące tereny roponośne. Cała okolica była zaniepokojona wybuchami, a na pół kilometra od poszczególnych źródeł, powietrze było gorące, jak w rozpalonym piecu. W promieniu kilkunastu kilometrów wymarło wszelkie życie... ziemia popękała z gorąca. Wszystkie środki ratunkowe zawiodły. Jeśli udało się zasypać jeden otwór, wnet w innym miejscu wybuchały nowe słupy płomieni... Technika ludzka stała bezradna, wobec strasznego żywiołu, sie-jącego zgrozę, i śmierć naokoło siebie .. .
Moi drodzy! Pożar złóż roponośnych w Moreni trwał przez kilka lat, ale grzech pierworodny już tysiące wieków sieje zagładę, brud, zniszczenie, postrach i tragizm śmierci. Ludzkość tysiące lat bezradnie, z rozpaczą patrzy na śmiertelny pochód tego ognia, który niszczy najcenniejsze skarby takie jak – moralność, czystość, szlachetne porywy, wieczne przeznaczenie. Gdybyśmy byli zosta-wieni sami sobie, po dziś dzień trwałaby ta klęska. „Natomiast Prawo weszło, niestety, po to, by przestępstwo jeszcze bardziej się wzmogło. Gdzie jednak wzmógł się grzech, tam jeszcze obficiej rozlała się łaska, aby jak grzech zaznaczył swoje królowanie śmiercią, tak łaska przejawiła swe królowanie przez sprawiedliwość wiodącą do życia wiecznego przez Jezusa Chrystusa, Pana naszego.”(Rz.5,20-21). Zlitował się nad nami Chrystus i dał nam środki zaradcze przeciwko strasznemu pożarowi, nie wodę, nie piasek, ale Swoją własną Krew, przy pomocy której obwarowaliśmy naszą słaba i upadłą ludzką naturę przed strasznym ogniem.
Chrystus stał się naszą siłą i nadzieją. Źródła grzechu i dziś płoną, i nie wygasną, dopóki człowiek istnieć będzie na ziemi. W nas tkwi zarodek zła – ale dziś mamy przeciw niemu skuteczne środki – miłosierną dłoń Chrystusa i Jego Przenajdroższą Boską Krew, z ich pomocą możemy pokonać wszystkie przeszkody i osiągnąć życie wieczne.

Amen.


Autor: ksiądz Antoni Wac
str 9-15 , publikacja na DDN dn. 06-01-2015

_________________
+ Z Bogiem i Maryją.


Góra   
  Zobacz profil Wyślij e-mail      
 
Admin_DDN
 Tytuł: Re: Chrystus w Cierpieniu i Chwale. Rozważania rekolekcyjne
PostNapisane: 7 sty 2015, o 18:52 
Offline
1000p
1000p
Postów: 6537
Skąd: Polska
Seria – A – O Jezusie Chrystusie naszym Zbawicielu
Konferencja III


Czy Chrystus był optymistą, czy też pesymistą?

Moi drodzy!

W dzisiejszym naszym rozważaniu chcę poruszyć ciekawe zagadnienie. Na pozór wydawałoby się, że to będzie tylko jałowe filozofowanie, ale jeśli głębiej zastanowimy się nad tą kwestią, przekonamy się, że zawiera w sobie mnóstwo ciekawych i pożytecznych zagadnień.
Myśl, którą dziś chcę rozwinąć, łączy się ściśle z grzechem pierworodnym, nad którym już ostatnio zastanawialiśmy się. Kwestia następstw grzechu pierworodnego, „tragedia człowieka”, przywodzi mi myśl wiele poważnych zagadnień. Jeśli grzech pierworodny poczynił tak straszne spustoszenie w sercu każdego człowieka, to czy natura i wola ludzka ma jeszcze jaką wartość? Czy możemy sami zrobić coś dla zbawienia siebie? Czy możemy mieć na przyszłość jakąś nadzieje? Czy możemy opierać się złu? Przewodnia myśl dzisiejszego rozważania da się ująć w tych słowach – Jak myślał Chrystus o człowieku, o jego woli? Czy ufał w nasze siły, czy był optymistą, czy też raczej pesymistą?
Odpowiedź jest o tyle trudniejsza, że ze słów Chrystusa można wnioskować i o pesymizmie i o optymizmie. Chrystus otwarcie uczy, że człowiek od urodzenia jest skłonny do grzechu, tu więc jest pesymistą, ale znowu innym razem stawia przed nami zda się niedościgłe zadanie: „Bądźcie więc wy doskonali, jak doskonały jest Ojciec wasz niebieski.”(Mt.5,48). Jest to oznaka bezgranicznego optymizmu.
Jak pogodzić te pozorne sprzeczności? Uda się to tylko wtenczas, jeśli dobrze poznamy naukę Chrystusa o istocie i potrzebie zbawienia. Nim przystąpimy do określenia, czy Chrystus był optymistą lub pesymistą, musimy zastanowić się nad podstawową nauką o odkupieniu.


I. Czy Chrystus był pesymistą?

Bez wątpienia, serca najznakomitszych ludzi przed Chrystusem przepełniał pesymizm. Prorocy Starego Testamentu ciągle nawołują do pokuty i nawrócenia się do Boga. Mówią – Jesteście źli, grzeszni, czyńcie pokutę! Ten sam ton przebija się w surowej nauce św. Jana Chrzciciela.
Przychodzi Pan Jezus. Jakie stanowisko zajmuje w tej sprawie?
Uczy, że powinniśmy być pesymistami w stosunku do natury ludzkiej, skłonnej do złego. Zepsutą, ludzką naturę pociąga grzech, jak kamień siła ziemskiej grawitacji.
Chrystus widzi straszne spustoszenie, jakiego dokonał grzech, dlatego mówi „Nie potrzebują lekarza zdrowi, lecz ci, którzy się źle mają.”(Mt.9,12) i dlatego wspomina o pysznym i złym faryzeuszu „Dwóch ludzi przyszło do świątyni, żeby się modlić, jeden faryzeusz a drugi celnik. Faryzeusz stanął i tak w duszy się modlił: Boże, dziękuję Ci, że nie jestem jak inni ludzie, zdziercy, oszuści, cudzołożnicy, albo jak i ten celnik. Zachowuję post dwa razy w tygodniu, daję dziesięcinę ze wszystkiego, co nabywam. Natomiast celnik stał z daleka i nie śmiał nawet oczu wznieść ku niebu, lecz bił się w piersi i mówił: Boże, miej litość dla mnie, grzesznika. Powiadam wam: Ten odszedł do domu usprawiedliwiony, nie tamten. Każdy bowiem, kto się wywyższa, będzie poniżony, a kto się uniża, będzie wywyższony.”(Łk.18,10-14), dlatego nazywa pewnego razu Piotra szatanem „…rzekł do Piotra: Zejdź Mi z oczu, szatanie! Jesteś Mi zawadą, bo nie myślisz o tym, co Boże, ale o tym, co ludzkie.”(Mt.16,23). Dlatego woła rozgoryczony „O, plemię niewierne, dopóki mam być z wami? Dopóki mam was cierpieć? Przyprowadźcie go do Mnie!”(Mr.9,19). Jednym z podstawowych rysów nauki Chrystusowej jest pesymizm w stosunku do natury ludzkiej, skłonnej do złego „Nawracajcie się, albowiem bliskie jest królestwo niebieskie.”(Mt.4,17). W jakim celu? Bo „Jeśli więc wy, choć źli jesteście…”(Mt.7,11), „Plemię przewrotne i wiarołomne żąda znaku, ale żaden znak nie będzie mu dany, prócz znaku proroka Jonasza.”(Mt.12,39).
Towarzysząc Chrystusowi w czasie Jego nauk, widzimy, że ludzkość uważał za bardzo grzeszną, że był pesymistą w stosunku do ludzi „Biada tobie, Korozain! Biada tobie, Betsaido! Bo gdyby w Tyrze i Sydonie działy się cuda, które u was się dokonały, już dawno w worze i w popiele by się nawróciły.”(Mt.11,21) – wyrywa Mu się z ust gorzki okrzyk na widok miast zatwardziałych w grzechu.
Gdy w Siloam, w południowej części Jerozolimy, zawaliła się wieża, grzebiąc 18 Galilejczyków, Pan Jezus zapytuje słuchaczy „Albo myślicie, że owych osiemnastu, na których zwaliła się wieża w Siloam i zabiła ich, było większymi winowajcami niż inni mieszkańcy Jerozolimy?”(Łk.13,5). Stąd wynika, że Chrystus wszystkich mieszkańców Jerozolimy uważał za grzeszników, przede wszystkim tych, którzy sądzili, że są „sprawiedliwi”. Z dotychczas przytoczonych słów jasno wynika, że Chrystus był do pewnego stopnia pesymistą! Nikt tak trzeźwo, jak Chrystus, nie patrzał na zepsutą naturę ludzką, na jej straszne na-miętności. Chrystus nie był romantykiem, przesadnym idealistą! Opowiadania Jego świadczą, jak doskonale znał złą naturę ludzka!
Przychodzi gospodarz domu, a leniwi słudzy nie czekają na niego – mówi w jednej przypowieści. Przychodni pan młody, a drużki nie były przygotowane na jego przyjście – mówi w innej. Król urządza wspaniałą ucztę, na którą zaprasza gości, ale oni zlekceważyli zaproszenie – mówi jeszcze gdzie indziej. Jeśli zastanowimy się, nad tym wszystkim, musimy przygnać, że Chrystus był pesymistą, jeśli chodzi o lenistwo i słabość ludzkiej woli!


II. Czy Chrystus był optymistą?

→ A) Znamy jednak słowa i Przykazania Chrystusa Pana, na podstawie których możemy twierdzić, że był w stosunku do nas także bardzo wielkim optymistą.
Jeśliby się Chrystus odnosił do nas ze skrajnym pesymizmem, to czy mógłby nam pozostawić togo rodzaju przykazanie „Bądźcie więc wy doskonali, jak doskonały jest Ojciec wasz niebieski.”(Mt.5,48). Nie mógłby tego wymagać, gdyby uważał, że ludzkość jest do gruntu zepsuta!
Chrystus wymaga od nas wielkodusznych ofiar! Wierności w rzeczach małych, a męczeńskiej odwagi w rzeczach wielkich! Każe nam panować nad gniewem, każe poskramiać wyobraźnię, język, wzrok! Uczy, że powinniśmy kochać nieprzyjaciół. Każe miłować Boga z całego serca, z całej duszy swojej...
Czy człowiek zrozumiałby te nakazy, jeśliby do głębi był zepsuty?
Jak wytłumaczyć ten rzekomo sprzeczny stosunek Chrystusa, do ludzkości?

→ B) Tłumaczyć należy w ten sposób, że pesymizm Chrystusa odnosi się do człowieka, zdanego na swą własną, słabą wolę, człowieka takiego, jaki byłby bez dzieła odkupienia. Chrystus, stawiając Swoje optymistyczne wymagania, ma na uwadze człowieka którego odkupił Swą Przenajświętszą Krwią. Wiara w Chrystusa, zjednoczenie się z Panem Jezusem, daje siłę spełnić najbardziej optymistyczne zadania. Chrystus Pan, jakby mówił – Człowiek, zostawiony swoim siłom, nie może się podnieść z barłogu grzechu, czyli jest przedmiotem skrajnego pesymizmu, ale jeśli będzie korzystał z Moich zbawiennych łask, trzeba, nań patrzyć z wielkim optymizmem.
Teraz lepiej rozumiemy naukę Chrystusa o skutecznym leczeniu i wzmacnianiu duszy ludzkiej. Chrystus zawsze uczył, że kto z Niego czerpie siły, ten w swym sercu ma „Strumienie wody żywej…”(J.7,38), które niszczą grzech i dają zwycięską moc. Chrystus leczył i choroby fizyczne, ale przede wszystkim kładł nacisk na sprawy duchowe, Synu, córko, grzechy twoje są odpuszczonej „Ufaj, synu! Odpuszczają ci się twoje grzechy.”(Mt.9,2) lub „Człowieku, odpuszczają ci się twoje grzechy.”(Łk.5,20).
Zaczynamy jaśniej formułować odpowiedź na pytanie, któreśmy postawili w dzisiejszym rozważaniu – Czy Chrystus był pesymistą lub optymistą?
Człowiek bez Boga musi się stać przedmiotem pesymizmu, ale kto wierzy w Zbawiciela, ten zdolny jest urzeczywistnić najbardziej optymistyczne ideały. „Ja jestem krzewem winnym, wy - latoroślami. Kto trwa we Mnie, a Ja w nim, ten przynosi owoc obfity, ponieważ beze Mnie nic nie możecie uczynić. Ten, kto we Mnie nie trwa, zostanie wyrzucony jak winna latorośl i uschnie. I zbiera się ją, i wrzuca do ognia, i płonie. Jeżeli we Mnie trwać będziecie, a słowa moje w was, poproście, o cokolwiek chcecie, a to wam się spełni.”(J.15,5-7).
Bez Chrystusa zginiemy. On jest naszą podporą i woła nas „Przyjdźcie do Mnie wszyscy, którzy utrudzeni i obciążeni jesteście, a Ja was pokrzepię. Weźcie moje jarzmo na siebie i uczcie się ode Mnie, bo jestem cichy i pokorny sercem, a znajdziecie ukojenie dla dusz waszych. Albowiem jarzmo moje jest słodkie, a moje brzemię lekkie.”(Mt.11,28-30).
Bez Chrystusa człowiek tonie w bagnie niemoralności i rozpusty – ale u Jego stóp znajdzie przebaczenie nawet dziewczyna z ulicy, „Wówczas Jezus podniósłszy się rzekł do niej: Kobieto, gdzież oni są? Nikt cię nie potępił? A ona odrzekła: Nikt, Panie! Rzekł do niej Jezus: I Ja ciebie nie potępiam. – Idź, a od tej chwili już nie grzesz.” (J.8,10-11).
Najmilszy ptasi śpiew nie rozbrzmiewa tak wesoło w pogodny, majowy dzień, albo żadna cicha, pełna czaru i uroku letnia noc nie działa tak kojąco, jak słowa Chrystusa: „Idź, a od tej chwili już nie grzesz.”
Teraz dopiero możemy odpowiedzieć na pytanie, czy Chrystus był pesymistą, lub optymistą. Jest pesymistą w stosunku do ludzi, którzy pozbawieni są Jego łaski, ale jest również optymistą wobec tych, którzy żyją w Bogu, „beze Mnie nic nie możecie uczynić.”(J.15,5) – mówi Pan, a święty Paweł odpowiada: „Wszystko mogę w Tym, który mnie umacnia.”(Flp.4,13).


III. Czy życie z Chrystusem jest smutne?

W świetle rozpatrzonych prawd potrafimy wykazać, jak niesłuszne jest dość rozpowszechnione mniemanie, jakoby życie z Chrystusem było smutne i nudne. Wielu ludzi twierdzi, że człowiek religijny musi unikać radości, zabaw, rozrywek, że powinien być smutny, zawsze zamyślony. Czy to prawda, że smutne są drogi prowadzące do Chrystusa?
Czy prawda, że kto naśladuje Chrystusa, temu nie wolno się śmiać? Czy prawda, że tylko w zaciszu murów klasztornych można pozostać wiernym dzieckiem Chrystusa?

→ A) Przede wszystkim powinniśmy zrozumieć, że chrześcijaństwo jest religią ciągłego czuwania i karności. Ten charakter nadał mu Pan Jezus, gdy powiedział „Jeśli kto chce pójść za Mną, niech się zaprze samego siebie, niech weźmie krzyż swój i niech Mnie naśladuje.”(Mt.16,24). Dlaczego powiedział to Chrystus? Dlatego, że znał naturę ludzką, skażoną przez grzech pierworodny. Znał tragiczne rozdwojenie ludzkiego serca i szalejącą w nas walkę dobra ze złem. Znał nasze nieśmiałe pragnienie Boga, które tak trafnie ujął poeta, mówiąc:

Wiję się w wiecznej męce, na dnie mego serca
Dręczy mnie i mozoli przerażona trwoga.
Która się nieustannie coraz głębiej wwierca,
Szukając natarczywe, którędy w blask droga.
(L. Staff).
Natychmiast znika przygnębienie i smutek ludzkiego serca, jeśli zastanowimy się nad celem umartwienia chrześcijańskiego. Panowanie nad sobą, według nauki chrześcijańskiej, nie jest samo w sobie celem, tylko środkiem, narzędziem do zwalczania skutków grzechu pierworodnego.

→ B) Pytamy zatem, czy człowiek może w życiu codziennym naśladować Chrystusa? Czy w tym celu nie musi uciekać w zacisze klasztorne? Odpowiadamy, że człowiek może być wiernym wyznawcą Chrystusa, żyjąc, nie tylko w klasztorze, ale i w świecie! Drugie pytanie: Czy można zostać wiernym Chrystusowi bez panowania nad sobą? Nie, nie można, ani żyjąc w klasztorze, ani w świecie!
Nie wystarczy poznać jakaś prawdę, ale trzeba ją stosować w życiu. Nie wystarcza dobre postanowienie, ani gorący zapał, ale trzeba ustawicznie czuwać nad sobą, kontrolować i naprawiać swoje czyny. Człowiek poświęcający się pracy naukowej pilnie baczy na wszelkie źródła wiedzy, by nie popełnić błędów w swych wywodach. Tak samo, żeby zapobiec zgubnym wpływom wrogich czynników, trzeba czuwać i wystrzegać się błędów w życiu moralnym.
Chrystus stawia przed nami wzniosły ideał: „Bądźcie więc wy doskonali, jak doskonały jest Ojciec wasz niebieski.”(Mt.5,48), ale pamiętajmy, że szczytów doskonałości nie można, zdobyć za jednym zamachem, tylko mozolnym trudem. O, gdyby można jednym tchnieniem zapału osiągnąć ideał życia, nie brakłoby bohaterów w czasach obecnych! Ale droga do doskonałości jest powolna, uciążliwa, wymaga cierpliwości i prawdziwej ascezy.

→ C) Go to jest asceza chrześcijańska? Jest to planowa praca nad doskonaleniem własnego ducha, poznawanie własnych sił i stosowanie ich przeciw naporowi zła, które wypływa z nas samych i z naszego otoczenia.
Chrześcijaństwo nakazuje – nie bądź łakomy i chciwy, ale wspieraj ubogich w miarę możności! Zaleca rozdawać majętność nie dlatego, żeby była czymś złym, ale w tym celu, żebyśmy się zanadto nie przywiązywali do dóbr doczesnych. Zachowaj czystość aż do ślubu, nakazuje Kościół, nie dlatego, żeby obcowanie kobiety z mężczyzną było złem, ale dlatego, żeby to obcowanie zostało najpierw pobłogosławione poprzez sakrament małżeństwa, żeby człowiek nauczył się panować nad swoimi popędami. W piątek zachowaj post, nie dlatego, żeby spożywanie mięsa było grzechem, ale dlatego, żebyś się nauczył panować nad smakiem, żebyś go podporządkował władzy wyższej to jest duchowej, aby w tym dniu nawet i smakiem uczcić chwile naszego zbawienia – śmierć Jezusa.
Przekonaliśmy się że chrześcijaństwo nie jest tak straszne, jak wydaje się wielu ludziom ale wymaga od nas życia godnego człowieka, istoty rozumnej. Panowanie nad sobą, asceza – obowiązuje każdego chrześcijanina, dlatego, że wszyscy jesteśmy pod zgubnymi wpływami grzechu pierworodnego i wszyscy, chcąc się wydobyć z ciążącego na nas jarzma, musimy naśladować Chrystusa. Żyć według zasad Chrystusowych można, jak słyszeliśmy, nie tylko w zakonach, ale i w życiu świeckim, bez różnicy stanu i zawodu. Kościół ma szeregi świętych złożone nie tylko ze świątobliwych zakonników i zakonnic, ale z grona ubogich sług, żebraków, z wojska, lekarzy, artystów, z matek, ojców, uczonych i pedagogów. Obecnie Kościół rozpatruje prośby o beatyfikacją dwóch francuskich przemysłowców ubiegłego stulecia, którzy odznaczali się nadzwyczajną sumiennością wobec swoich robotników.

* * *

Moi drodzy! Co mamy odpowiedzieć na tego rodzaju zarzuty, że chrześcijaństwo bardzo krępuje człowieka w życiu, że kto chce żyć po katolicku, ten nie może radować się, jak inni ludzie, pięknem świata, ale zawsze z trwogą musi myśleć, żeby przypadkiem nie popełnić jakiegoś grzechu, że katolik z obawy przed grzechem nie ma spokojnego ani dnia, ani nocy, że ciągle słyszy gromy z ambon: tego nie wolno, a tamto jest grzechem?!...
Ile w tych słowach, prawdy? Czy nauka Chrystusowa jest optymistyczna, czy pesymistyczna? Czy chrześcijaństwo jest ponure, smutne, monotonne, nudne? Ewangelia, to znaczy tyle, co dobra nowina. Chrześcijaństwo przede wszystkim daje, a nie odbiera. Nie wymaga wyrzeczenia się prawdziwych wartości, zdrowych, pożytecznych i godnych człowieka przyjemności – ale zabrania zatruwać się rzeczami ziemi. Wymaga od nas wyrzeczenia się dóbr doczesnych, ale tylko wtenczas, jeśli przeszkadzają osiągnąć nam żywot wieczny. Nie zamyka przed nami bram zdrowego życia cielesnego, ale potępia wszystkie zboczenia ducha.
Ewangelia, głosząc, „Królestwo Boże”, nie jest sprzeczna ze, zdrowymi wymaganiami świata, ale przez swoje boskie przepisy stara się stworzyć życie godne człowieka. Sam świat nie może zadowolić wszystkich potrzeb ludzkich przekonuje nas o tym życie wielu naszych braci i sióstr, których twarze płoną niewymowną tęsknotą za Bogiem. Dlaczego wielu ludzi nie widzi celu w życiu? Dlaczego tak często skarżą się ludzie młodzi, że życie to tylko nudna wegetacja?! Dlatego, że natura ludzka nawet podświadomie domaga się treści, pełni życia cielesnego i duchowego. Życie nadprzyrodzone musi mieć cel pobudki i środki, które by nas doprowadziły do Boga. Tylko Ewangelia może nadać życiu prawdziwą treść, chęć do pracy i cel. Tylko w świetle Ewangelii rozumiem, dlaczego żyję, dlaczego walczę i jaka czeka mnie nagroda, gdy zwyciężę! Niech Bóg da nam zwycięstwo za trudy i znoje!

Amen.


Autor: ksiądz Antoni Wac
str 16-20 , publikacja na DDN dn. 07-01-2015

_________________
+ Z Bogiem i Maryją.


Góra   
  Zobacz profil Wyślij e-mail      
 
Admin_DDN
 Tytuł: Re: Chrystus w Cierpieniu i Chwale. Rozważania rekolekcyjne
PostNapisane: 7 sty 2015, o 18:54 
Offline
1000p
1000p
Postów: 6537
Skąd: Polska
Seria – A – O Jezusie Chrystusie naszym Zbawicielu
Konferencja IV

Jaka wypływa nauka z grzechu pierworodnego?




Moi drodzy!

W ostatnich dwóch naszych rozważaniach mówiliśmy o tragedii ludzkości po grzechu pierworodnym, mówiliśmy że skutki błędów pierwszej pary ludzkiej zaciążyły po wsze czasy na całym rodzaju ludzkim. Dziś natomiast chciałbym się wraz z wami – moi drodzy zastanowić nad problemem jaka nauka wypływa z upadku Adama i Ewy, czyli z grzechu pierworodnego?
Nie rozumiem – może ktoś powiedzieć – czy dzieło odkupienia, jakiego dokonał Chrystus Pan, nie wystarczyło, żeby usunąć skutki smutnego upadku naszych prarodziców? Czy miało jakiekolwiek znaczenie nasze odkupienie, jeżeli człowiek jeszcze dziś musi walczyć z następstwami grzechu pierworodnego?
Odkupienie, moi drodzy, polega na tym, że druga Osoba Boska – Syn Boży, narodził się jako człowiek z Maryi Panny, żył na ziemi 33 lata i Swoją nauką oraz własnym przykładem zaprawiał nas do boju o wolność naszego ducha. Nie tylko uczył nas, jak staczać zwycięskie walki ze złem, ale dał nam siły do boju i Swoją łaską uleczył naszą upadłą naturę, jakżeż poważnie zranioną przez grzech pierworodny. Dzieło Swoje ukoronował poprzez Swoją męczeńską śmierć. Swoją krew przelał na przebłaganie i zadośćuczynienie Bogn za ludzkie krzywdy. Otworzył przed nami zdroje łaski tak, że każdy kto chce, może pod Jego krzyżem czerpać z nich całą duszą.
Dzieło zbawienia naprawdę uleczyło straszne duchowe rany ludzkości, ale pozostały blizny, pozostała osłabiona przez grzech wola i umysł. Istotnym skutkiem odkupienia jest to, że nie jesteśmy wydani na pastwę grzechu, jak było przed narodzeniem Chrystusa Pana, ale jeśli chcemy się utrzymać na poziomie zbawienia, koniecznie musimy współpracować z Chrystusom.
W dzisiejszym naszym rozważaniu zastanowimy nie nad kwestią, co przypominają nam następstwa grzechu pierworodnego? Musimy sobie przypomnieć słowa świętego Pawła, że skarb swej życia wiecznego nosimy w kruchym, glinianem naczyniu i dlatego powinniśmy pilnie baczyć, byśmy go nie rozbili!


I. Powinienem walczyć o swoje zbawienie.

→ A) Najtragiczniejszym następstwem grzechu pierworodnego jest straszne i powszechne panowanie zła.

a) Codziennie gazety przynoszą nam straszne wieści. Przeglądając wiele codziennych dzienników dochodzę do przekonania, iż są one niejednokrotnie kronikami kryminalnymi, a nie gazetami codziennymi, gdyż główne miejsce na szpaltach zajmują jedynie morderstwa, kradzieże i różne afery prawdziwe, a jakżeż często również fingowane, których dziś nie brakuje. Człowiek wzdryga się, czytając te okropności! Widzimy, jakie spustoszenie sieje na świecie niezgoda, wojna a nade wszystko ludzka podłość – a wszystko to są skutki grzechu pierworodnego!
Subtelne serce chrześcijanina dostrzega naokoło miliony chodzących trupów. Jakoby umarli – choć żywi posługują się zmysłami, żyją, jedzą, bawią się, pracują – ale ich serca pogrążone są w gęstych ciemnościach, gdyż brak im łaski Bożej. Na świecie pełno jest zła, grzechu i goryczy!
Blisko dwa tysiące lat temu Chrystus zasiał ziarno pokoju na ziemi. Gdy dzisiaj człowiek dojeżdża do jakiegoś większego miasta, to nad złocistymi łanami zbóż, nad świeżą zielenią sadów, słyszy niejednokrotnie wręcz szum i gwizd samolotów, i nie myli się, bo na tle czystego błękitu przestworzy widać rozciągnięte białe smugi spalin z silników ponaddźwiękowych – to samoloty odbywające rutynowe loty lub ćwiczenia bojowe, a patrząc na nie człowiek myśli mimowolni – Pokój Chrystusowy!... Tak, a co się będzie działo, jeśli z tych rutynowych lotów patrolowych, lub z tych ćwiczeń bojowych urośnie wojna i każdy stalowy ptak spuści na ziemię tylko po jednej bombie nuklearnej?... Wtedy znikną wspaniale miasta, w gruzy rozpadną się świątynie, śmierć zabierze mężczyzn, kobiety i dzieci, rozpadnie się wiekowa kultura! Ona po prostu zniknie, tak jak niegdyś znikły z powierzchni ziemi Hiroszima i Nagasaki.
Moi drodzy! Widzicie, jak straszne rozmiary przybrał grzech pierworodny!

b) Straszniejszy jest fakt, że fale grzechu przelewają się już nad naszymi głowami, a nie zdajemy sobie z tego sprawy! Jak chore jest serce dzisiejszego pokolenia ludzi, wskazuje fakt, że tak mało wzrusza nas wieść o jakimś morderstwie, czy rozboju, nic nie mówiąc już o różnych prawdziwych aferach – już nam to spowszedniało. Ta obojętność zwiastuje śmierć naszego skołatanego serca! Człowiek konający mało reaguje na zewnętrzne pobudki. Te oznaki agonii widać w sercu nowoczesnego człowieka, który bez wyrzutów sumienia grzęźnie coraz głębiej w bagnie brudów i ludzkiej podłości. Niejednokrotnie postępuje podobnie, jak kobieta, o której mówi Pismo święte, że kiedy popełniła grzech, utarła sobie usta i powiedziała nic złego nie zrobiłam „Tak postępuje cudzołożnica: zjadła, obtarła swe usta i rzekła: źle nie zrobiłam.”(Prz.30,4). Dzisiejszy człowiek więcej, niż dawni poganie, dba o swój zewnętrzny wygląd, znacznie częściej się kąpie, częściej zmienia bieliznę, ale o czystość swojego serca z każdym dniem troszczy się coraz mniej.
Czytając dzieje starożytnej pogańskiej kultury, zdumiewamy się na widok subtelnego wyczucia grzechu! Wielu nowoczesnych ludzi nie może poszczycić się tak czystym sumieniem jakie mieli poganie! W starożytnym Rzymie pełno było świątyń, w których składano ofiarę, by oczyścić się z grzechów. Dzisiejszy człowiek z pewnością tak samo grzeszy, jak dawni poganie, ale nie pragnie zmazać swoich win. Na potwierdzenie moich słów wystarczy spojrzeć na nasze konfesjonały. Ilekroć siedzący tam kapłan może spokojnie zastanawiać się nad tym, po co w ogóle dziś przyszedł do konfesjonału, skoro nikt nie chce skorzystać z Bożego Miłosierdzia, a gdy przyjdzie czas Komunii Świętej widać, że jednak wszyscy nie są tak czyści, bo zaledwie garstka przystępuje do Stołu Pańskiego. Jesteśmy wszyscy grzesznikami, ale czy wszyscy się do tego poczuwamy? Czy czujemy, jak skarży się nasze sumienie, jeśli obrzuciliśmy kogoś obelgami, czy oszczerstwem, jeśli płonie w nas nienawiść, zazdrość, gniew, jeśli nasze serce jest pełne ohydnego brudu nieczystości? Ale niejednokrotnie wielu tych wykroczeń nie uważamy za grzechy – a już na pewno wielu wykroczeń z dziedziny czystości nie uważamy za grzechy, na co potwierdzenie można by znaleźć w niejednym konfesjonale. Wielu z nas niejednokrotnie usprawiedliwia swoje sumienie, mówiąc sobie, a bo wszyscy tak postępują, lub księża czy siostry zakonne nie są lepsi ode mnie – a zatem to na pewno nie jest grzechem.

c) Smutną, rzeczą jest popełnić grzech, ale straszniejszą nie mieć poczucia grzechu! Są ludzie, którzy jeśli się im przytrafi smutny wypadek, że popełnili grzech ciężki, to zaraz pragną oczyścić swoje sumienie, ci mogą mieć nadzieję, że kiedyś wzmocnią swą wolę, będą odporni na działanie zła, ale wielu jest takich, których serca pokryły się z powodu niedbalstwa grubą warstwa różnych grzechów i grzeszków, tak, że nie są w stanie oddychać. Ktoś poślizgnie się na chodniku i złamie nogę, „Ciężki wypadek – mówi lekarz – ale za kilkanaście dni będzie pani mogła chodzić”. Ktoś inny lekko zranił się w palec i nie zwrócił na to uwagi.. .. po kilku dniach powstało zaczerwienienie, później okazało się, że nastąpiło zakażenie, operacja była już spóźniona i człowiek umarł. Przecież pierwszy wypadek przedstawiał się groźniej, ale starania zapobiegły ewentualnej śmierci – gdy w drugim wypadku zbagatelizowano sprawę.

→ B) Tak doszliśmy do bardzo ważnego napomnienia, które wynika a nauki o grzechu pierworodnym! Powinniśmy uważać, żeby nie stracić wrażliwości na grzech! Niech plama grzechu nie daje spokoju naszemu sumieniu! Kto wie, czym jest grzech, ten potrafi ocenić Chrystusa. Kto nienawidzi grzechu, ten potrafi kochać Chrystusa, który go z grzechu wybawił.

a) Moi drodzy! Czy nienawidzicie swoich grzechów?
Czy tli się w tobie iskra chęci oczyszczenia się z nich? Na pewno bardzo dbasz o swoja cerę, o paznokcie, o ubranie, o cały swój zewnętrzny wygląd, nie cierpisz w domu brudów – ale czy równie jesteś czuły, czy czuła na grzech i wszelkie plamy natury moralnej? Czyszcząc ubranie, albo myjąc się, zastanówmy się nad naszym wewnętrznym życiem.
Nauka o grzechu pierworodnym przypomina nam, żebyśmy uważali na swoją osłabioną, skłonną do grzechu naturę, żeby jej nie zalały niszczące fale zła!

b) Jednocześnie Chrystus nakłada na nas wielki obowiązek walczyć o nasze zbawienie! Dzisiejsza ludzkość szybko zapomina o smutnym istnieniu grzechu pierworodnego. Razu pewnego Platon powiedział „Wiedza ma wartość o tyle, o ile prowadzi do poznania dobra”. Na uniwersytecie w Kairze widnieje napis: „Potrzebna jest chemia lecz Allach konieczniejszy”. Dzisiejszy człowiek, oszołomiony naukowymi zdobyczami, uśmiecha się z tego rodzaju rzeczy, bo nie czuje, że dzikie moce, egoizm, zmysłowość, skutki grzechu pierworodnego czynią w jego sercu straszne spustoszenie.
Kto potrafi opanować swoje namiętności? Kto uporządkuje chaotyczne i nieokiełznane instynkty? Tylko ten, kto wzmocni swoją wolą przez łaskę Chrystusa Pana.

c) Tylko ten, kto zrozumie bolesne następstwa grzechu pierworodnego, tylko ten wie, dlaczego chrześcijaństwo jest religią panowania nad sobą. Skłonność do grzechu sama w sobie grzechem nie jest – ale może do niego prowadzić. Choćby nie wiem jak silnie płonęło w nas pragnienie zła, choćbyśmy się znaleźli nad przepaścią grzechu, jeśli nie chcemy, jeszcze nie popełnimy grzechu. Ale powinniśmy mieć się na baczności, przygotowywać się do nieustannego boju, który przerwie tylko śmierć. Dlatego też Pismo święte mówi, że życie ludzkie na ziemi jest służbą wojskową „Czyż nie do bojowania podobny byt człowieka? Czy nie pędzi on dni jak najemnik?”(Hi.7,1). Jest to służba trudna, bo musimy pokonywać samych siebie. Ciężki bój, ale: „Błogosławiony mąż, który wytrwa w pokusie, gdy bowiem zostanie poddany próbie, otrzyma wieniec życia, obiecany przez Pana tym, którzy Go miłują.”(Jk.l,12). Najtrudniejszą jest walka z sobą, ale także największym zwycięstwem jest pokonanie siebie! Jeden z dowódców Polskie tzw. Małej Floty, czyli Polskiej Floty Wojennej w okresie II Wojny Światowej, gdy polskie okręty stacjonowały w bazach Brytyjskich tak napisał w swoim pamiętniku, który po śmierci – zginał śmiercią marynarza na Morzu Północnym – odnaleziono w jego kwaterze w Halifax. „Gdyby mi przyszło walczyć okrętami Małej Floty przeciwko całej flotylli Osi, łatwiej byłoby mi odnieść zwycięstwo nad nimi niż zwyciężyć samego siebie” Piękne słowa i jakżeż głębokie. Ile w nich prawdy o naszym jestestwie.


II. Dalsze napomnienia grzechu pierworodnego.


Nauka o grzechu pierworodnym daje nam i praktyczne wskazówki.

→ A) Grzech pierworodny rzuca czarną, plamę na duszę nowonarodzonego dziecka, która nie pozwala Bogu złożyć pocałunku zbawienia, dlatego rodzice powinni dbać, żeby jak najprędzej swe dziecko ochrzcić. A w praktyce niejednokrotnie spotyka się jako motywację dlaczego dopiero teraz chrzest – bo chrzestny wcześniej nie mógł przyjechać z kanady lub Stanów Zjednoczonych i dlatego czekaliśmy tyle miesięcy, a nawet czasami i lat. Bo nie ważny jest Sakrament, lecz ważny jest chrzestny, czy chrzestna z obficie wypchanym portfelem.
Życie każdego człowieka jest niepewne, tym bardziej odnosi się to do małych dzieci. Dlatego troskliwi rodzice niech nie czekają z chrztem na bogatych i dobrze sytuowanych materialnie chrzestnych, ale niech jak najprędzej zaopatrzą niemowlę w sakrament chrztu! Czy może mieć spokój matka, której dziecię umarło bez chrztu? Jeśli zwlekała z Sakramentem czekając na bogatych chrzestnych, to na nią spada wina, że jej dziecię musi wiele wycierpieć za jej opieszałość i lekceważący stosunek do Sakramentów Świętych. Małe dziecko nie będzie wprawdzie potępione, ale z powodu grzechu pierworodnego nie może dostać się do nieba, a ten wieczny prezent sprawili mu jego rodzice!
Przy tej sposobności wspomnę o matkach, które ulegając wpływom zepsutego świata, ośmielają się morderczą ręką przerwać brutalnie nić życia swojego dziecka. Słów nie staje, żeby należycie napiętnować tego rodzaju barbarzyństwo! Dziecko w łonie matki, bez względu na to, czy ma miesiąc, tydzień, czy dzień, jest obdarzone z chwilą poczęcia, nieśmiertelną duszą, obarczoną jednak grzechem pierworodnym. Brutalne ręce, które przerywają pasmo życia ziemskiego, jednocześnie zamykają przed nim bramy nieba. Napiętnujemy różnych morderców, i zbrodniarzy, którzy w różnych okresach historii i naszych dziejów dokonywali i nadal dokonują brutalnych mordów. A powiedzcie, czym różni się oprawca obozowy z KL Auschwitz-Birkenau wstrzykujący swej ofierze zastrzyk z fenolu – od matki, która uśmierca dziecko w swoim łonie. Każdy rozumny człowiek, szanujący Boże prawo nie dostrzeże żadnej różnicy.
Moi drodzy! Czysto powołujemy się na Miłosierdzie Boże, ale kto dopuścił się z dzieciobójstwa, lub kto do niego namawiał, czy też zmuszał i nie odpokutował za nie tu na ziemi – może go spotkać smutny los na tamtym świecie.

→ B) Co nam przypomina jeszcze grzech pierworodny? Tłumaczy nam smutne następstwa odziedziczonego grzechu i nakłada na rodziców obowiązek wychowania dzieci.
Już w Starym Testamencie czytamy, że grzechy rodziców trwają do trzeciego, czwartego pokolenia „Ja Pan, twój Bóg, jestem Bogiem zazdrosnym, który karze występek ojców na synach do trzeciego i czwartego pokolenia względem tych, którzy Mnie nienawidzą.”(Wj.20,5b) „Pan cierpliwy, bogaty w życzliwość, przebacza niegodziwość i grzech, lecz nie pozostawia go bez ukarania, tylko karze grzechy ojców na synach do trzeciego, a nawet czwartego pokolenia.”(Lb.14,18). Jeremiasz narzeka, że grzechy rodziców odbijają się na ich dzieciach „Ojcowie jedli cierpkie jagody, a synom zdrętwiały zęby,”(Jr.31,29b). Współczesne badania nad dziedzicznością i nauka o grzechu pierworodnym mówią, jak strasznie mszczą się wady rodziców na ich potomstwie. Jest to ważna przestroga dla rodziców! Prawda, że nawet najlepsi rodzice nie mogą, zupełnie ustrzec swoje dzieci przed następstwami grzechu pierworodnego, ale czyste życie przed zawarciem małżeństwa i wierność małżeńska, przyczyniają się znacznie do wzmocnienia silnej woli, a co z tym idzie do znacznego osłabienia skutków grzechu pierworodnego.
Przestrogi, wypływające z nauki o grzechu pierworodnym, obowiązują również i wychowawców. W każdym człowieku jest zarodek zła, który z biegiem rozwoju chłopca, czy dziewczyny może się spotęgować, jeśli nie będziemy go tępić przez karne wychowanie, modlitwę i sakramenty. Każdy system wychowania, nie liczący się z następstwami grzechu pierworodnego, jest bezsilny. Przykład znajdujemy dziś w lansowanym szeroko wychowaniu bezstresowym, gdzie dziecku nie można nawet zwrócić uwagi, gdy dostrzega się zło. Można jej jedynie prosić, by tego, czy tamtego nie robiło i tłumaczyć. Skutki takiego wychowania widzimy dziś szeroko wśród naszej dorastającej młodzieży. Chrześcijaństwo doskonale zna naturę człowieka, dlatego zawczasu opanować każe zmysły, namiętności i złe skłonności wrodzone. Dlatego potępia niemoralne obrazy, wystawy, przedstawienia teatralne, niemoralne filmy i złe książki, bo to wszystko może wywołać wybuch i katastrofę moralną!
Oto ogrom poważnych myśli i obowiązków, wypływających z należytego rozważania nad skutkami grzechu pierworodnego!

→ C) Grzech pierworodny uczy nas jeszcze czegoś innego. Z pewnością, niewielu ludzi zastanawiało się nad społecznym znaczeniem nauki o grzechu pierworodnym. Ludzie są zdani jedni na drugich. Cała ludzkość jest jakby wielką rodzina, mającą dużo wspólnych interesów, ale również wspólnych grzechów! Słusznie pisze prorok Izajasz, te „Każdy sobie pójdzie w swoją stronę, nikt cię nie ocali.”(Iz.47,15b). „Wszyscyśmy pobłądzili jak owce, każdy z nas się obrócił ku własnej drodze,”(Iz.53,6a). Bogaci, czy biedni, silni, czy słabi, piękni, czy brzydcy, zdrowi, czy chorzy, uczeni, czy prości – wszyscy jesteśmy grzeszni, wszyscy potrzebujemy miłosierdzia Bożego. Chcąc się stać lepszymi, musimy zmagać się sami z sobą. Ze względu na ciało, wszyscy jesteśmy spokrewnieni z Adamem – ze względu na ducha i łaskę uświęcającą wszyscy pochodzimy od Nowego Adama, od Chrystusa.
Najstraszniejszym następstwem grzechu pierworodnego jest bezgraniczny egoizm każdego człowieka. Zrozumiemy wobec tego, dlaczego Chrystus Pan obrał pokorę i cierpienie za środki zbawienia. Główną wadą czasów przed Chrystusowych był egoizm. Nowy, odkupiony świat poprowadzi Chrystus drogą pokornej miłości. Chrystus pokorą i cierpieniem pokonał egoizm, który wszelkie zło niedostatki, trudy zawsze spycha na innych. Chrystus przyjął na Siebie cierpienie, prace, trudy, wzgardę i śmierć innych.
Ciekawa rzecz, że bolesny tragizm, wypływający z grzechu pierworodnego, daje zbawienną wskazówkę, że łaska Boża jest lekarstwem na rany ludzkiego serca, że powinniśmy kochać bliźnich i być wyrozumiali na cudze wady!

* * *

Moi drodzy! Dzisiejsze nasze rozważanie prowadziło nas smutnymi i ciemnymi drogami – ale w końcu doszliśmy do światła. Ze smutkiem oglądaliśmy zgubne skutki grzechu pierworodnego, ale w końcu ucieszyliśmy się, słysząc prawdę, że od czasów śmierci Chrystusa, wszyscy za Jego pomocą możemy pokonać zło i osiągnąć żywot wieczny.
Pod koniec stycznia 1871-go roku, wojska generała francuskiego Bourbaki, stanęły na granicy Szwajcarii, w okolicach Verrières. Wojsko było przygnębione z powodu ciągłych klęsk – nieprzyjaciel następował niemal im na pięty. Generał posłał oficerów do rządu szwajcarskiego, żeby omówili, pod jakimi warunkami wojsko mogłoby się schronić w Szwajcarii? Wczesnym rankiem pierwszego lutego przyszła przychylna odpowiedź rządu, że wstęp do Szwajcarii jest wolny.
Wstęp wolny! – po całym, zmęczonym obozie rozniosła się radosna wieść. Żołnierze, goniąc resztkami sił, obdarci, wygłodniali, chwiejnym krokiem ruszyli naprzód do Szwajcarii! Błogie uczucie rozweseliło zmęczone serca, że uniknęli niewoli i śmierci, że tam czeka ich wolność, wypoczynek i pokój.
Moi drodzy! Śmiertelnie zmęczona ludzkość usłyszała wołanie Chrystusa wiszącego na krzyżu: „Wykonało się!”(J.19,30).
Dlatego teraz uklęknijmy i módlmy się w pokorze.
Panie Jezu, który dla nas spełniłeś dzieło odkupienia, wspieraj nas w walce ze złem! Wspieraj nas żebyśmy się nigdy nie stali niewolnikami grzechu. Chcemy walczyć pod Twoim sztandarem i dojść do Ojczyzny wiecznej, gdzie czeka nas wolność, spoczynek i wieczny pokój!

Amen.

Autor: ksiądz Antoni Wac
str 21-26 , publikacja na DDN dn. 07-01-2015

_________________
+ Z Bogiem i Maryją.


Góra   
  Zobacz profil Wyślij e-mail      
 
Admin_DDN
 Tytuł: Re: Chrystus w Cierpieniu i Chwale. Rozważania rekolekcyjne+
PostNapisane: 7 sty 2015, o 20:46 
Offline
1000p
1000p
Postów: 6537
Skąd: Polska
c.d.n.

_________________
+ Z Bogiem i Maryją.


Góra   
  Zobacz profil Wyślij e-mail      
 
Admin_DDN
 Tytuł: Re: Chrystus w Cierpieniu i Chwale. Rozważania rekolekcyjne+
PostNapisane: 9 sty 2015, o 17:46 
Offline
1000p
1000p
Postów: 6537
Skąd: Polska
Seria – A – O Jezusie Chrystusie naszym Zbawicielu
Konferencja V

Osoba Zbawiciela.



Moi drodzy!

Święty Paweł w liście do Efezjan doskonale scharakteryzował dzieło odkupienia Chrystusa Pana i słowa jego nadają się znakomicie na wstęp do dzisiejszego rozważania, w którym będziemy rozważali Chrystusa, jako naszego Zbawiciela.
Posłuchajcie, co pisze Apostoł: „Niech będzie błogosławiony Bóg i Ojciec Pana naszego Jezusa Chrystusa; który napełnił nas wszelkim błogosławieństwem duchowym na wyżynach niebieskich - w Chrystusie. W Nim bowiem wybrał nas przez założeniem świata, abyśmy byli święci i nieskalani przed Jego obliczem. Z miłości przeznaczył nas dla siebie jako przybranych synów przez Jezusa Chrystusa, według postanowienia swej woli, ku chwale majestatu swej łaski, którą obdarzył nas w Umiłowanym.”(Ef.l,3-6).
W powyższych, wzniosłych słowach świętego Pawła zawiera się treść dzisiejszego naszego rozważania. Dziś będziemy bowiem zastanawiali się nad tym, że Bóg kocha nas bezgranicznie, skoro dał nam Chrystusa, Swojego Syna. „W tym objawiła się miłość Boga ku nam, że zesłał Syna swego Jednorodzonego na świat, abyśmy życie mieli dzięki Niemu.”(1.J.4,9), pisze święty Jan Apostoł i – żeby jeszcze lepiej ocenić znaczenie przysłanego nam Zbawiciela, cofa się w mroki czasów przed Chrystusowych, kiedy na firmamencie niebieskim nie zabłysło jeszcze światło gwiazdy Betlejemskiej.



I. Okres przed przyjściem Chrystusa Pana.

Tylko ten potrafi ocenić Dzieło Odkupienia, kto wie, w jakich niepewnościach i rozterkach duchowych znajdowała, się ludzkość przed przyjściem Chrystusa Pana.

A) Adam był przedstawicielem całego rodzaju ludzkiego, jego zadaniem było przekazać potomstwu otrzymane od Boga dary, ale niestety z powodu upadku, zostawił nam piętno grzechu. „Dlatego też jak przez jednego człowieka grzech wszedł na świat, a przez grzech śmierć, i w ten sposób śmierć przeszła na wszystkich ludzi, ponieważ wszyscy zgrzeszyli...”(Rz.5,12).
Po upadku pierwszych rodziców, nad całą ludzkością, zapanowała ciemna noc grzechu i niewiedzy. Nastąpiły bolesne upadki w wierze, o których mówi historia. Wówczas to zaczęły rozbrzmiewać smutne imiona: Baala, Molocha, Apisa, Zeusa, Jowisza, Wenery, Merkurego, Minerwy... Było to bowiem chorobliwe wyznania wiary zbłąkanego człowieka!
Jacy byli wtedy bogowie, taka była i moralność. Bić, mordować, zarówno duszę, jak i ciało! Ludzie zabijali się, walcząc o nory, o bydło, o kobiety. Zemsta była bohaterstwem. Lubowali się w męczarniach nieprzyjaciół. Egipt był krajem cywilizowanym, a działy się tam wypadki, mrożące w krew żyłach. Sam Faraon własnoręcznie oślepiał młodych jeńców wojennych i kazał swoje okrucieństwa uwiecznić w płaskorzeźbach świątyni w Tebach. Zło doszło do takich rozmiarów, że poganie uznawali obok „boga dobrego” i „boga złego”, wierząc również w bóstwo ciemności i zła. Nierząd uprawiano pod pozorem religii, czcząc w ten sposób boginie płodności.
Nie było miejsca, gdzie by się nie wsączyła trucizna grzechu. Powódź zła zalała całą kulę ziemską. Rodzina, życie religijne, życie towarzyskie, stosunki społeczne – wszystko było zanieczyszczone, a nawet poważnie splamione przez grzech.
Chwilami błyskało światło nadziei, ale tylko po to, żeby potem zaległa jeszcze większa ciemność. Niektórzy filozofowie czasem rzucili iskrę prawdy, jeden z nich uczył nawet o nieśmiertelności duszy, ale po chwili znów panowały gęste mroki. Człowiek na każdym kroku doznawał zawodu, rozczarowania, świat nie przedstawiał dla niego wartości. Nie ceniono moralności, uczciwości, ani życia ludzkiego. Brutus, popełniając samobójstwo, mówi: „Cnota, to tylko pusty frazes!”

B) Ale człowiek nie mógł się pogodzić z myślą, że tego rodzaju życie jest jego celem! Serce człowieka opanowała niewypowiedziana tęsknota i przeogromna trwoga – tęsknota Boga i trwoga wobec Bożej sprawiedliwości. Tęsknota za jego Majestatem i pięknem, trwoga przed Jego gniewem i sprawiedliwością. Pismo święte Starego Testamentu pełne jest tęsknoty i lęku. Człowiek bał się Boga, a jednak Go pragnął. Pragnął Go mieć i widzieć „Wejdź między skały, ukryj się w prochu ze strachu przed Panem, przed blaskiem Jego majestatu, kiedy powstanie, by przerazić ziemię.”– mówi prorok Izajasz (Iz.2,10). Oto obraz lęku przed Bogiem, ale to samo ludzkie serce tęskni i pragnie Boga: „Jak łania pragnie wody ze strumieni, tak dusza moja pragnie Ciebie, Boże!”(Ps.42,2). Oto szczere pragnienie Prawdy. Ludzkość bała się Boga, pragnienie zaś przygniatało bojaźń, chciała mieć u siebie Boga, wielbić Go, jak niegdyś, dawniej, kiedy Go posiadała i obcowała z Nim.
Pragnienie to zwyrodniało i kazało ludzkości robić bożków, szukać ujścia w wierze w różne zwierzęta, w byka, słonia, lwa, krowę, w przedmioty martwe, ogień, wodę, drzewa – i coraz bardziej pogrążać się w nędzę duchową. Rozlegały się jęki, wołania, pełen tęsknoty płacz, narzekania, podobne jakie wydaje dziecko za utraconą matką, jakim zawodzą pisklęta, które wypadły z gniazda.
Jak kochający się ludzie, tak dusza tęskniła do Boga! Wyczekiwano kogoś, kto by zmazał jej grzechy, kto by ja podniósł z niedoli, upadku i zła!
Moi drodzy! Zastanówmy się nad smutnymi losami czasów przed Chrystusowych, spójrzmy w otchłań, w której człowiek wił się bez celu, a dopiero ocenimy radosne słowa tej powszechnie znanej kolędy „Gdy się Chrystus rodzi i na świat przychodzi!...”



II. Chrystus jest obiecanym Zbawicielem.

Kiedy się wypełniły czasy, Bóg zlitował się nad, niedolą ludzką i posłał obiecanego Mesjasza.

→ A) O wyczekiwanym Zbawicielu każdy naród miał jakieś mgliste nadzieje, a z tym związane i tradycje.
Żydzi szczegółowo opisywali Jego postać. Starotestamentalne proroctwa o Mesjaszu dosłownie we wszystkich szczegółach spełniły się na osobie Chrystusa Pana. Pascal pisze, że gdyby tylko jedno spełnione proroctwo było o Chrystusie, byłby wystarczający dowód bóstwa Chrystusa, ale spełniły się wszystkie proroctwa o Chrystusie, każde stulecie ma ich pełno. W proroctwach tych widnieje pełna dobroci i majestatu postać Zbawiciela.

a) W Piśmie świętym Starego Testamentu jest wyraźna obietnica o przyjściu Mesjasza.
Daję ją Bóg pierwszym rodzicom w raju, kiedy rozpacz grzechu po raz pierwszy rozdziera ludzkiego ducha „Wprowadzam nieprzyjaźń między ciebie a niewiastę, pomiędzy potomstwo twoje a potomstwo jej: ono zmiażdży ci głowę, a ty zmiażdżysz mu piętę.” (Rdz.3,15).
Obietnicę Mesjasza dostał Abraham: „Będę błogosławił tym, którzy ciebie błogosławić będą, a tym, którzy tobie będą złorzeczyli, i ja będę złorzeczył. Przez ciebie będą otrzymywały błogosławieństwo ludy całej ziemi.”(Rdz.12,3) – czyli, że z twojego narodu będzie Zbawiciel. O tej obietnicy wspomina umierający Jakub, żegnając się z Judą: „Nie zostanie odjęte berło od Judy ani laska pasterska spośród kolan jego, aż przyjdzie ten, do którego ono należy, i zdobędzie posłuch u narodów!”(Rdz.49,10).

b) Księgi proroctw nie tylko mówią o przyjściu Zbawiciela, ale szczegółowo opisują okoliczności, wśród których ma się zjawić. Prorok Micheasz mówi, że Betlejem będzie Jego kolebką. Malachiasz przepowiada Jego przyjście przed drugim zburzeniem świątyni jerozolimskiej. Już przed wiekami szczegółowo było opisane Jego życie, męka, zmartwychwstanie i szerzenie się Jego chwalebnego Królestwa. Pismo Nowego Testamentu udowadniając, że Chrystus jest obiecanym Zbawicielem, często powołuje się na te świadectwa „ A stało się to wszystko, aby się wypełniło słowo Pańskie powiedziane przez Proroka:”(Mt.1,22) „Tak miało się spełnić słowo, które Pan powiedział przez Proroka: Z Egiptu wezwałem Syna mego.”(Mt.2,15b) „Tak miało się spełnić słowo proroka Izajasza:”(Mt.4.14) „Tak oto spełniło się słowo proroka Izajasza: On wziął na siebie nasze słabości i nosił nasze choroby.”(Mt.8,17) „ Lecz stało się to wszystko, żeby się wypełniły Pisma proroków. Wtedy wszyscy uczniowie opuścili Go i uciekli.”(Mt.26,56) „Nie mówię o was wszystkich. Ja wiem, których wybrałem; lecz (potrzeba), aby się wypełniło Pismo: Kto ze Mną spożywa chleb, ten podniósł na Mnie swoją piętę.”(J.13,18).

→ B) Grzeszna ludzkość przez tysiące lat szukała dróg zbawienia, ale sama nie mogła ich odkryć. Znalazła wiele nowych dróg! Przez burzliwe fale oceanów dotarła do nowych części świata, karczowała dziewicze ostępy lasów, osuszała liczne bagna i rozlewiska, znalazła sposoby leczenia różnych chorób – ale drogę do uwolnienia się z grzechu musiał jej pokazać Chrystus.
Chrystus uwolnił nas od grzechu, dlatego nazywamy Go Zbawicielem! Często wymawiamy to Imię, ale czy zastanawiamy się nad podstawowymi prawdami:
a) co nam dał Chrystus, Zbawiciel?
b) jakie ponosił dla nas ofiary?

a) Co nam dał Chrystus Zbawiciel? Wrócił nam Boga i nas oddał Bogu! Chrystus odsłonił przed nami nieskończoną miłość Boga.
Bóg zlitował się nad smutnym losem człowieka. „Powiedz im: Na moje życie! - wyrocznia Pana Boga. Ja nie pragnę śmierci występnego, ale jedynie tego, aby występny zawrócił ze swej drogi i żył. Zawróćcie, zawróćcie z waszych złych dróg! Czemuż to chcecie zginąć, domu Izraela?”(Ez.33,11). Z wielkiej Swej miłości posłał nam Zbawiciela. „ Tak bowiem Bóg umiłował świat, że Syna swego Jednorodzonego dał, aby każdy, kto w Niego wierzy, nie zginął, ale miał życie wieczne.”(J.3.16).
Bóg chciał nas wybawić z chaosu pojęć i niemoralności, żebyśmy się nie stali pastwą grzechu, dlatego dał nam Chrystusa, żeby naprawił wszelkie zło a nas samych błogosławił i „Szczodrze ją na nas wylał w postaci wszelkiej mądrości i zrozumienia, przez to, że nam oznajmił tajemnicę swej woli według swego postanowienia, które przedtem w Nim powziął dla dokonania pełni czasów, aby wszystko na nowo zjednoczyć w Chrystusie jako Głowie: to, co w niebiosach, i to, co na ziemi.”(Ef.l,8-10).
Chrystus odsłonił przed nami nieskończone Boże Miłosierdzie! Nie gorszmy się cudownym miłosierdziem Boga, Jego dobrocią, której umysł ludzki nigdy nie zrozumie.
Miłość Boga jest tajemnicą, którą nigdy nie pojmie umysł ludzki. Jest dla nas tajemnicą, dlaczego Pan jednakowo wynagradza tych robotników, którzy pracowali od świtu i tych, którzy przyszli pod wieczór. Tajemnicą jest, dlaczego urządza wspaniałe przyjęcie dla syna marnotrawnego, który przetrwonił swoją majętność i obdarty, wynędzniały, sponiewierany wrócił do ojca. Tajemnicą jest, dlaczego Chrystus korzystał z gościnności u celników i dopuścił do Siebie nierządnicę. Tajemnicą jest Jego dobroć i miłosierdzie! Tym bardziej uwydatnia się łaskawe miłosierdzie Boga, jeśli zważymy, że już wtenczas nas umiłował, kiedyśmy Go jeszcze nie znali. Podał nam rękę, kiedyśmy jeszcze grzęźli w grzechach. „Bóg zaś okazuje nam swoją miłość właśnie przez to, że Chrystus umarł za nas, gdyśmy byli jeszcze grzesznikami.”(Rz.5,8). „Jedno jest Ciało i jeden Duch, bo też zostaliście wezwani do jednej nadziei, jaką daje wasze powołanie. Jeden jest Pan, jedna wiara, jeden chrzest. Jeden jest Bóg i Ojciec wszystkich, który jest i działa ponad wszystkimi, przez wszystkich i we wszystkich. Każdemu zaś z nas została dana łaska według miary daru Chrystusowego. Dlatego mówi Pismo: Wstąpiwszy do góry wziął do niewoli jeńców, rozdał ludziom dary.”(Ef.2,4-8).

b) Czy jesteśmy wdzięczni Chrystusowi za zbawienie?
Jezus poniósł dla nas wielką ofiarę. Tym większą, że wiedział, jak czarną odpłacimy Mu niewdzięcznością! Wiedział, że od ubogiej Stajenki betlejemskiej aż po szczyt Golgoty, czeka Go tylko smutek i cierpienie. Wiedział, że radosne hymny betlejemskiej nocy w Wielki Czwartek zastygną na ustach aniołów. Wiedział że po tej nocy nad Judeą powstanie wrzawa, ciskanie gromów i niena-wiści na Jego osobę, że zniknie sianko betlejemskiego żłóbka, a wyrosną twarde ciernie, z których podły człowiek uwije koronę na Jego boską głowę, że światło gwiazdy betlejemskiej zgaśnie w ciemnościach śmierci, że twardy krzyż będzie ostatnim wytchnieniem po trudach i bojach życia.
Chrystus wiedział o tym wszystkim! Wiedział, ile wyleje łez i krwi, ile będzie musiał cierpieć – i zgodził się na wszystko, dlatego każdy człowiek winien jest Mu za to niezmierną wdzięczność i dlatego ma Go ciągle błogosławić. Co dzień wyrywać ma się z ludzkiego serca wielkie dziękczynne westchnienie: „Wielbimy Ciebie Chryste i błogosławimy Tobie, żeś przez krzyż swój święty świat odkupić raczył!”.




III. Chryste! Uwielbiamy Ciebie!

Święty Paweł, w drugim rozdziale listu do Filipian, w ten sposób mówi o tym, jak bardzo Pan Jezus nas ukochał: „On, istniejąc w postaci Bożej, nie skorzystał ze sposobności, aby na równi być z Bogiem, lecz ogołocił samego siebie, przyjąwszy postać sługi, stawszy się podobnym do ludzi. A w zewnętrznym przejawie, uznany za człowieka, uniżył samego siebie, stawszy się posłusznym aż do śmierci - i to śmierci krzyżowej. Dlatego też Bóg Go nad wszystko wywyższył i darował Mu imię ponad wszelkie imię, aby na imię Jezusa zgięło się każde kolano istot niebieskich i ziemskich i podziemnych. I aby wszelki język wyznał, że Jezus Chrystus jest PANEM - ku chwale Boga Ojca..”(Flp.2,6-11).
Chrystus pokorny i skromny na każdym kroku szukał i domagał się tylko chwały Ojca Niebieskiego. „Ja sam z siebie nic czynić nie mogę. Tak, jak słyszę, sądzę, a sąd mój jest sprawiedliwy; nie szukam bowiem własnej woli, lecz woli Tego, który Mnie posłał.”(J.5,30).
Moi drodzy! Co dzień miliony serc ludzkich korzy się przed Chrystusem Panem i sercem pełnym wdzięczności śpiewa: „Wielbimy Ciebie, Chryste, i błogosławimy Tobie…”

→ A) Uwielbiajmy Chrystusa! Nie filozofujmy nad Jego bosko-ludzką istotą, ale kochajmy Go szczerze i gorąco, uwielbiajmy Go, jak Najświętsza Panna Maryja w noc betlejemską!
Uwielbiajmy Go, jak prości pastuszkowie „ A pasterze wrócili, wielbiąc i wysławiając Boga za wszystko, co słyszeli i widzieli, jak im to było powiedziane.”(Łk.2,20), jak Mędrcy Wschodu „Weszli do domu i zobaczyli Dziecię z Matką Jego, Maryją; upadli na twarz i oddali Mu pokłon. I otworzywszy swe skarby, ofiarowali Mu dary: złoto, kadzidło i mirrę.”(Mt.2,11).
Uwielbiajmy Go, jak aniołowie, którzy Mu przyszli służyć „a oto aniołowie przystąpili i usługiwali Mu.”(Mt.4,11b).
Uwielbiajmy Go, jak ślepy od urodzenia, którego uzdrowił „On zaś odpowiedział: Wierzę, Panie! i oddał Mu pokłon.”(J.9,38).
Uwielbiajmy ,Go, jak apostołowie, gdy uciszył burzę na morzu „Ci zaś, którzy byli w łodzi, upadli przed Nim, mówiąc: Prawdziwie jesteś Synem Bożym.”(Mt.14,33).
Uwielbiajmy Go, jak niewierny Tomasz: „Tomasz Mu odpowiedział: Pan mój i Bóg mój!”(J.20,28).
Uwielbiajmy Chrystusa, jak pierwsi chrześcijanie, którzy chlubili się i znajdowali siłę w wymawianiu Imienia Jezus. „I nie ma w żadnym innym zbawienia, gdyż nie dano ludziom pod niebem żadnego innego imienia, w którym moglibyśmy być zbawieni.”(Dz.4.12).
Tak. Uwielbiamy Chrystusa, bo On jest naszym Zbawicielem, On jest naszym Bogiem, do Niego uciekali się chrześcijanie po wszystkie czasy, bo uwielbia Go cały wszechświat. „A wszelkie stworzenie, które jest w niebie i na ziemi, i pod ziemią, i na morzu, i wszystko, co w nich przebywa, usłyszałem, jak mówiło: Zasiadającemu na tronie i Barankowi błogosławieństwo i cześć, i chwała, i moc, na wieki wieków!”(Ap.5,13).
Uwielbiamy Chrystusa, bo jest Bogiem, który umarł dla naszego zbawienia „W nadziei bowiem już jesteśmy zbawieni. Nadzieja zaś, której spełnienie już się ogląda, nie jest nadzieją, bo jak można się jeszcze spodziewać tego, co się już ogląda?”(Rz.8,32), ubóstwił naszą grzeszną naturę, przybierając ludzkie ciało.

→ B) Od XVII-go wieku specjalnie uwielbiamy Najświętsze Serce Jezusowe z wdzięczności, że bezgranicznie pokochało cały rodzaj ludzki. Jest to naturalny kult, bo serce uważamy za symbol naszej miłości, nic dziwnego, że ten sam symbol stosujemy do Chrystusa, który był człowiekiem.
Serce Chrystusa jest dla nas istotnie rzeczywistością, bo przecież przez 33 lata biło dla nas na ziemi, smuciło się i troszczyło o nas! Ono przelało dla nas Swoją krew. Ono jest skarbnicą miłości, dobroci i mądrości Bożej! Serce Chrystusa, przebite na krzyżu, jest ucieczką dla nas, grzeszników.

C) Uwielbiamy całego Chrystusa, ale szczególniej Jego święte rany. Pięć ran Chrystusa stało się dla nas niewyczerpaną krynicą boskiej miłości. Czy może kto wątpić w miłość Chrystusa, patrząc na Jego rany?!
Uwielbiajmy rany Chrystusowe, bo są wymownym świadectwem wiecznej miłości, mówią bowiem do nas: Ludzie, patrzcie, jak was ukochał Bóg!
Uwielbiamy rany Chrystusa, bo na burzliwych falach życia są naszą nadzieją, wlewają w nasze serca otuchę – Ludzie, unikajcie zła, bo widzicie, jak drogo was odkupiłem!
Uwielbiamy rany Chrystusa, bo są błagalną modlitwą, wzniesioną do Boga Ojca, żeby raczył odpuścić nasze grzechy – Ojcze, patrz na Moja ofiarę, złożoną za ludzi, zmiłuj się nad nimi!
„Niepotrzebna czułość” – może ktoś powie. Mylisz się, mój drogi! To objaw wdzięczności! Jeśli pocałunek, złożony na ręce ojca za jego dobroć i trudy, jeśli szacunek dla ran żołnierza, który przelewał krew w obronie ojczyzny, nie są „niepotrzebną czułością”, to tym bardziej powinienem czcić i uwielbiać rany Chrystusa, który zbawił cały świat... który zbawił moją osobę!

* * *

Moi drodzy! Chrystus, Zbawiciel przyniósł nam życie boskie. Losy nasze bezwzględnie zostały powierzone Jego osobie, albo z Nim żyć, albo bez Niego umierać! W uszach brzmią nam słowa napomnienia św. Pawła: „I was, którzy byliście niegdyś obcymi (dla Boga) i (Jego) wrogami przez sposób myślenia i wasze złe czyny, teraz znów pojednał w doczesnym Jego ciele przez śmierć, by stawić was wobec siebie jako świętych i nieskalanych, i nienagannych, bylebyście tylko trwali w wierze – ugruntowani i stateczni – a nie chwiejący się w nadziei (właściwej dla) Ewangelii.”(Kol.l,21-23a).
Jeśli smucimy się z powodu popełnionych grzechów, to tym więcej powinniśmy się radować z powodu przyjścia Zbawiciela na świat.
Chrystus jest życiem, i nas życiem obdarza. „Z Jego pełności wszyscyśmy otrzymali – łaskę po łasce.”(J.l,16). Z radosną pokorą słuchamy Jego słów: „Ja jestem krzewem winnym, wy – latoroślami. Kto trwa we Mnie, a Ja w nim, ten przynosi owoc obfity, ponieważ beze Mnie nic nie możecie uczynić.”(J.15,5).

O Chryste, Zbawicielu nasz, wierzymy w Ciebie, kochamy Cię, wielbimy i naśladujemy! O Chryste, Boże nasz!
Amen.




Autor: ksiądz Antoni Wac
str 26-32 , publikacja na DDN dn. 09-01-2015

_________________
+ Z Bogiem i Maryją.


Góra   
  Zobacz profil Wyślij e-mail      
 
Admin_DDN
 Tytuł: Re: Chrystus w Cierpieniu i Chwale. Rozważania rekolekcyjne+
PostNapisane: 9 sty 2015, o 17:48 
Offline
1000p
1000p
Postów: 6537
Skąd: Polska
Seria – A – O Jezusie Chrystusie naszym Zbawicielu
Konferencja VI

Dzieło Odkupienia.




Moi drodzy!

Święty Bernard w swoim kazaniu na uroczystość Bożego Narodzenia rozwinął ciekawą myśl. Przytoczę jego słowa: „Bawiłem na rynku z kolegami, – gdy w tym czasie król skazał mnie na śmierć. Kiedy się dowiedział o tym jedyny syn króla, na znak żałoby zdjął z głowy koronę, ubrał wór pokutniczy, posypał swa głowę popiołem i boso, ze łzami w oczach przyszedł do mnie, mówiąc, że chce za mnie umrzeć”.
Tyle opowiada o sobie święty Bernard, a wiemy, że nie był on płochym, lekkomyślnym człowiekiem. Używając tego przykładu, miał na myśli ludzkość i Chrystusa. Próżna i bezmyślna ludzkość nie dba o sprawę swojego zbawienia. Chrystus, Syn Boży, litując się nad nędzą ludzką, wybawia nas od śmierci.
Ostatnio mówiłem, o Osobie Zbawiciela, dziś natomiast pragnę mówić o dziele odkupienia, Ostatnio mówiłem, że Jezus Chrystus jest naszym Panem i Zbawicielem, oczekiwanym przez ludzkość. Dziś natomiast zobaczymy
I) w jaki sposób Chrystus stał się naszym Zbawicielem? i
II) w jaki sposób stał się naszym Panem?



I. Przez co Chrystus stał się naszym Zbawicielem?

Na to pytacie odpowiada nasza święta wiara: Chrystus stał się Zbawicielem przez to, że
A) jest Bogiem i że
B) będąc Bogiem, umarł za nas i dla nas.

→ A) Chrystus jest początkiem i końcem wszystkich stworzeń, On jest Drogą, Życiem, Prawdą. Przedstawia dla nas większą, wartość, niż wszyscy uczeni świata, niż cała ludzkość, bo jest Bogiem w ludzkim ciele.

a) Przypatrzmy się, jak zachowuje się Chrystus podczas Swego życia, męki, a zobaczymy, że nie był tylko człowiekiem. Niema w Nim nawet najmniejszej chęci popisywania się, pogardy dla ludzi, nienawiści, rozgoryczenia. Odwrotnie, z Jego każdego słowa bije pogoda i miłość. Jego cierniem zranione ciało przemawia do ans wielką tajemnica. W tym ciele ludzkim zamieszkał Bóg, który za nas cierpiał.

b) Jeśliby Chrystus nie był Bogiem, to nie mógłby nas odkupić, bo człowiek, istota ograniczona, nie mógłby zadośćuczynić nieskończonemu Bogu! Z czego trzeba nas było wybawić? Z podwójnych kajdan: z niewoli grzechu, która powodowała cierpienie oraz nędzę duszy i ciała, i z więzów naszej ludzkiej natury skłonnej do złego. Czy człowiek mógłby się podjąć tego rodzaju zadania? Czy człowiek, pogrążony w bagnie grzechu, mógłby torować drogę do Bożego tronu? Grzech pierworodny wykopał przepaść nie do przebycia między człowiekiem a Bogiem.
Często słyszy się o samo odkupieniu ludzkości. Co to jest samo odkupienie? Czy zepsuta natura ludzka może przebłagać Boga? Odkupić mógł tylko Bóg! Jeśliby Chrystus nie był Bogiem, to w dalszym ciągu nie jesteśmy odkupieni i ciąży nad nami ciężkie jarzmo niewoli!
Posłuchajcie, jak przedstawia tę prawdę dramaturg światowej sławy, Lopez de Vega:
„Pragnienie wiedzy, najniedołężniejsze ze wszystkich instynktów, przez długie lata kazało mi bez wytchnienia służyć nauce i sztuce, a gdzie są tego owoce? Co kiedyś uważałem za prawdę – dziś zdaje się być szaleństwem. Co kiedyś było światłem, obecnie przedstawia mi się, jako czarna chmura, serce moje jest puste, ubogie w miłość i wiarę. Nauka nie daje zadowolenia duszy ludzkiej! Boże, wznoszę oczy na Twój krzyż, tam szukam piękna i mądrości. Ukrzyżowany Chryste, czy możesz nauczyć mnie mądrości? Możesz! Bo Ty, który skonałeś na drzewie cierpień, jesteś otwartą księgą mądrości życia!”

→ B) Chrystus stał się Zbawicielem nie tylko dlatego, że jest Bogiem, ale i dlatego, że za nas cierpiał!
Znieważone prawo moralne wymaga kary. Kto wie, że obrażona dusza żąda zadośćuczynienia, ten nie będzie pytać: Dlaczego Chrystus za nas cierpiał? Czy i bez tego Bóg by nam nie odpuścił?

a) Nie! Bóg nie mógł nam odpuścić, bo prawo moralne żąda zadośćuczynienia!
W połowie ubiegłego wieku mieszkańcy Kaukazu mieli bardzo sprawiedliwego sułtana, imieniem Schamyl, który postanowił wyplenić ze swego ludu rozpustę i przekupstwo. Wydał rozporządzenie, żeby temu, kogo przyłapią na przekupstwie, wymierzono publicznie 50 kijów. Pierwszą ofiarą padła jego własna matka! Zasmuciło to bardzo sułtana. Trzy dni bił się z myślą, co zrobić, aż w końcu blady, przyprowadził związana matkę przed lud i rozkazał ją biczować. Zanim padło pierwsze uderzenie, przyskoczył, odsunął matkę i przyjął za nią 50 uderzeń. Potem wstał i powiedział do zebranego ludu: „Prawu stało się zadość...” Ten wzruszający przykład tak podziałał na lud, że przekupstwo znikło bez śladu.
Czy moglibyśmy zapomnieć o cierpieniach, które poniósł za nas Chrystus?

b) Czy wiecie, ile kosztowało Chrystusa nasze zbawianie? Życie całe! „A kto by chciał być pierwszym między wami, niech będzie niewolnikiem waszym, na wzór Syna Człowieczego, który nie przyszedł, aby Mu służono, lecz aby służyć i dać swoje życie na okup za wielu.”(Mt.20,27-28) – mówi o Sobie Chrystus. Innym rażeni powiedział te wzniosłe słowa: „Tak bowiem Bóg umiłował świat, że Syna swego Jednorodzonego dał, aby każdy, kto w Niego wierzy, nie zginął, ale miał życie wieczne.”(J.3,16). Słusznie napomina wiernych św. Paweł: „Za (wielką) bowiem cenę zostaliście nabyci. Chwalcie więc Boga w waszym ciele!”(1.Kor.6,20), bo Chrystus „wydał siebie samego na okup za wszystkich jako świadectwo we właściwym czasie.”(1.Tm.2,6).
Oto nauka Kościoła Chrystusowego o odkupieniu. Chrystus Swoim cierpieniem zadośćuczynił za nas. Prorok Izajasz w rozdziale 53-cim w wzruszający sposób opisuje dobrowolne cierpienie, które Chrystus poniesie za nas. O wielkiej ofierze Pana Jezusa św. Paweł pisze: „On to dla nas grzechem uczynił Tego, który nie znał grzechu, abyśmy się stali w Nim sprawiedliwością Bożą.”(2.Kor.5,21), czyli, że Bóg złożył na Chrystusa grzechy całej ludzkości. „ Z tego przekleństwa Prawa Chrystus nas wykupił - stawszy się za nas przekleństwem, bo napisane jest: Przeklęty każdy, którego powieszono na drzewie…”(Ga.3,13), tj. wziął na się cierpienia i przekleństwa grzechu. „Przekazałem wam na początku to, co przejąłem; że Chrystus umarł – zgodnie z Pismem – za nasze grzechy, że został pogrzebany, że zmartwychwstał trzeciego dnia, zgodnie z Pismem; i że ukazał się Kefasowi, a potem Dwunastu, później zjawił się więcej niż pięciuset braciom równocześnie; większość z nich żyje dotąd, niektórzy zaś pomarli. Potem ukazał się Jakubowi, później wszystkim apostołom. W końcu, już po wszystkich, ukazał się także i mnie jako poronionemu płodowi.”(1.Kor.15,3-8).

c) Czy jeszcze i teraz nie rozumiemy tajemnicy Golgoty? Wiecie, dlaczego wielu ludzi jej nie rozumie? Dlatego, że przyzwyczaili się do tego, co podpada pod zmysły, co jest krzyczące i pompatyczne, a nie wnikające rozumem w sfery świata nadzmysłowego, duchowego. Człowiek, który pragnie tylko zaspokoić swe popędy zmysłowe, który cały pochłonięty jest sprawami materialnymi, prędko zapomina o wyższych wartościach duchowych i nie stara się ich poznać. Żeby zrozumieć naukę krzyża, potrzebne jest skupienie i zastanowienie się nad własnym postępowaniem, nad własnym życiem.
W pewnym toskańskim klasztorze jest olbrzymi fresk, przedstawiający ukrzyżowanie Chrystusa. Człowiek nie jest w stanie opanować wzruszenia na widok tego arcydzieła malarskiego. Wszystko skupia się w osobie krwawego Chrystusa, ludzie, cała natura zdają się patrzeć w skupieniu w twarz Ukrzyżowanego ... Przejmujący obraz. Jednocześnie wzbudzający głębokie myśli. Przewodnią myślą chrześcijaństwa jest ukrzyżowany Chrystus, który włada całą historią ludzkości, napełnia cały świat i wszystkie ludzkie serca.
Chrystus stał się Zbawicielem, bo jest Bogiem!



II. Nasz Pan, Jezus Chrystus!


Chrystus jest nie tylko naszym Bogiem Zbawicielem, ale i naszym Panem, oraz naszym Bratem. Bóg jest naszym Bratem, bo miał taką samą, jak my, ludzką naturę. Jako Bóg, jest naszym Panem. Jako Bóg – Człowiek jest naszym Zbawicielem!
Wszystkie modlitwy Kościoła kończą się słowami „Przez Chrystusa Pana naszego”. Co dzień obijają się o nasze uszy te słowa, ale tylko wtenczas zrozumiemy je naprawdę, gdy poznamy dzieło odkupienia Chrystusa.
„Przez Chrystusa Pana naszego”. – jak głębokie myśli kryją te słowa!
Co przez nie wyznajemy?

→ A) Przede wszystkim naszą radość, że Chrystus był także człowiekiem, że w Jego osobie żył między nami prawdziwy Bóg! Że mamy w Nim brata, który jest Bogiem! Że człowiek w oczach Boga nie jest już przeklętym stworzeniem, ale jest z Nim spokrewniony przez Chrystusa.
Głębia dzieła Chrystusowego odkupienia nie polega na tym że Chrystus podniósł ludzkość do Boga, ale, że Boga zbliżył do ludzkości. Nie ludzkie ciało stało się Słowem Bożym, ale Słowo Boże ciałem się stało. Doskonale ilustruje tę prawdę święty Paweł „…lecz ogołocił samego siebie, przyjąwszy postać sługi, stawszy się podobnym do ludzi. A w zewnętrznym przejawie, uznany za człowieka,…”(Flp.2,7).
Dlaczego radujemy się wcieleniem Chrystusa? Dlatego, że Jezus Chrystus przez to, że stał się człowiekiem, zbliżył nas do Boga, zadośćuczynił za nasze grzechy i stał się naszym pośrednikiem.

→ B) Syn Boży stał się naszym bratem – przez to, że przyjął na Siebie ludzkie ciało i to stanowi istotę naszej radości podczas uroczystości Bożego Narodzenia. Wcielony Chrystus postawił ludzkość na nowej płaszczyźnie. Otworzył przed nią zdroje nowego życia, zjednoczył ją i uczynił członkami jednej wielkiej rodziny Bożej, której Ojcem i głową jest sam Bóg.
Jeśli głębiej zastanowimy się nad słowami „przez Pana naszego, Jezusa Chrystusa…” widzimy, jaka się w nich kryje głęboka nauka! Teraz rozumiecie, że nie jest to jakiś tam frazes, ale pełne treści słowa, że jesteśmy spokrewnieni nie tylko z sobą, ale i z Bogiem! Kiedy mówimy słowa „ ... przez Pana naszego, Jezusa Chrystusa”, wyznajemy podstawową prawdę, że stanowimy jedność z Chrystusem Panem.

→ C) Wyznajemy przez to prawdę chrześcijańskiego życia duchowego, że naszym obowiązkiem jest żyć i walczyć w Chrystusie! Wyznajemy prawdę, że bez pomocy Jezusa Chrystusa nie możemy podnieść do Boga naszej skłonnej do złego natury ludzkiej. Ile razy to wyznajemy, powinniśmy mieć świadomość naszej nicości wobec Boga, Słowa te jednak są i naszą nadzieją. Jesteśmy pewni, że otrzymamy od Pana Jezusa to, o co prosimy.
Wypływa z nich radość pełna ufności, że jeśli Bóg jest z nami, nie powinniśmy się niczego obawiać! Przejawiają się w nich najpiękniejsze akordy naszej wiary – radość, spokój, ufność i dziękczynienie.
Wszyscy słyszeliście o Joannie d’Arc. Urodziła się w małej mieścinie Domrèmy. W paryskich księgach podatkowych przy słowie – gmina Domremy, czytamy dopisek „Z powodu zasług bohaterki gmina nie płaci podatków”. Tak było do rewolucji francuskiej. Zasługi ubogiej pasterki uwolniły jej rodzinną wieś na długie lata od podatków. Co wobec tego mamy sądzić o zasługach Syna Bożego, który całą ludzkość wybawił z grzechu?
O, zastanówmy się poważnie nad słowami „Przez naszego, Pana Jezusa Chrystus”.
Gdybyśmy chcieli głębiej rozmyślać nad wszystkimi drobnymi praktykami życia duchowego, musielibyśmy bardzo dużo mówić! Ile to w naszym życiu zmarnowanych postanowień, wysiłków, dobrej woli, daremnych czynów dlatego tylko, że nie zastanawiamy się nad prawdami naszej wiary. Ile z tego powodu rozgoryczenia, wpadania w te sanie wady, z których już niejednokrotnie postanawialiśmy się stanowczo poprawić – a wszystko dlatego, że nie pogłębiamy słów „Przez naszego Pana, Jezusa Chrystusa”. Ilekroć je wypowiemy, niech całą naszą istotę przeniknie odżywcza radość i kojąca nadzieja. Patrzmy na Jezusa Chrystusa, naszego Pana, jako na najwyższą postać w dziejach świata! Cyrus, Aleksander Wielki byli wspaniałymi bohaterami w historii świata, ale wobec Chrystusa, który zwyciężył świat na krwawej Golgocie, są pyłem. Imiona wielkich ludzi prędko pokrywa pył zapomnienia, ale Chrystus i dziś jest świeży, żywy i panuje wszechwładnie tak w krainie zmarłych, jak i żywych. Pełno na świecie jest krzyży, widzimy je w kościołach, w szkołach, w domach prywatnych, na cmentarzach, w koronach królewskich i w ręku konającego. Dopóki ludzkość będzie istnieć na ziemi, z jej wnętrza będzie płynęła chwała i dziękczynienie dla Zbawiciela, naszego Pana, Jezusa Chrystusa.

* * *

Moi drodzy, teraz już rozumiemy – czym jest dzieło odkupienia i co to znaczy „być chrześcijaninem”.
Być chrześcijaninem znaczy mieć w swoim sercu Chrystusa i być przezeń zbawionym „przez naszego Pana, Jezusa Chrystusa”.
Być chrześcijaninem znaczy wszystkie swoje myśli ofiarować Bogu i z Niego czerpać nadzieję.
Być chrześcijaninem znaczy więcej kochać, aniżeli bać się Boga.
Być chrześcijaninem znaczy pełnić wolę Bożą. Jeśli upadniemy... jak to? Czy chrześcijanin może upaść? Nie ma człowieka, któryby nie upadł. Być chrześcijaninem nie znaczy być człowiekiem, któryby nie upadł, ale który nie pozostaje w grzechu, lecz z całego serca pragnie ratować się łaskami Chrystusa Zbawiciela.
Kto w ten sposób żyje, może mieć nadzieję zbawienia. Kto z niezachwianą wiarą trwa pokornie przy Chrystusie, ten mimo swojej skłonnej do złego natury ludzkiej dotrze wprost do Boga.
Chrześcijanin, to optymista, pełen radości i wesela, że nań spływają wyjątkowe laski Boże. Rozumie słowa świętego Piotra: „Pana zaś Chrystusa miejcie w sercach za Świętego i bądźcie zawsze gotowi do obrony wobec każdego, kto domaga się od was uzasadnienia tej nadziei, która w was jest.”(1.P.3,15). Rozumie słowa świętego Pawła „Radujcie się zawsze w Panu; jeszcze raz powtarzam: radujcie się!”(Flp.4,4). Rozumie prawdę słów „ Jeżeli ktoś nie kocha Pana, niech będzie wyklęty. Maranatha.”(1.Kor.16,22). Ale „Łaska niech będzie ze wszystkimi, którzy miłują Pana naszego Jezusa Chrystusa w nieskazitelności.”(Ef.6,24).
Wiecie, w jaki sposób najserdeczniej podziękujemy Chrystusowi za Jego dzieło odkupienia? Poddając się bez zastrzeżeń Jego świętej woli. On jest szczepem winnym, my Jego latoroślami.

Życie moje – księgą zapisaną krwią Chrystusa!
Życie moje – ogniem Chrystusowej wiary!
Życie moje – huragan, uświęcony Chrystusową miłością!
Życie moje – walką, którą staczam przy pomocy sił Chrystusa, żeby kiedyś zwycięsko dostać się do chwały wiecznej!

Amen.




Autor: ksiądz Antoni Wac
str 32-37 , publikacja na DDN dn. 09-01-2015

_________________
+ Z Bogiem i Maryją.


Góra   
  Zobacz profil Wyślij e-mail      
 
Admin_DDN
 Tytuł: Re: Chrystus w Cierpieniu i Chwale. Rozważania rekolekcyjne+
PostNapisane: 18 sty 2015, o 01:08 
Offline
1000p
1000p
Postów: 6537
Skąd: Polska
Seria – A – O Jezusie Chrystusie naszym Zbawicielu
Konferencja VII

Wąż i Baranek.



Moi drodzy!

Temat dzisiejszego rozważania jest bardzo dziwny. Doskonale wręcz nadawałby się do bajki, ale kto zna Pismo święte, zaraz się zorientuje, że w słowach „Wąż” i „Baranek” zamyka się najokrutniejsza i najbardziej wzniosła treść dziejów ludzkości. Pismo święte, mówiąc o „wężu”, ma na myśli zło, które prowadzi ludzkość do zguby „A wąż był bardziej przebiegły niż wszystkie zwierzęta lądowe, które Pan Bóg stworzył. On to rzekł do niewiasty: Czy rzeczywiście Bóg powiedział: Nie jedzcie owoców ze wszystkich drzew tego ogrodu?”(Rdz.3,1), „Baranek” zaś „ A oni zwyciężyli dzięki krwi Baranka i dzięki słowu swojego świadectwa i nie umiłowali dusz swych - aż do śmierci.”(Ap.12,11) oznacza Chrystusa, który zwyciężył węża.
W dzisiejszym rozważaniu o „wężu” i o „Baranku”, będziemy w dalszym ciągu mówili o istocie odkupienia. Dlaczego cierpiał Chrystus? Pismo święte, opisując upadek człowieka, mówi, że wąż skusił pierwszych rodziców do grzechu, że człowiek nie mógł wydobyć się z grzechu i jego następstw, dopóki nie przyszedł Syn Boży, Jezus Chrystus, który ofiarował się za nas, jako niewinny Baranek, „Baranek Boży”.
Znacie wzruszającą sceną ukrzyżowania Chrystusa. Baranek Boży wisi przybity do krzyża, a pod krzyżem kona, zwinięty w kłębek, śmiertelnie raniony wąż. Przed śmiercią Baranka, kąsał śmiertelnie ludzi słabej woli, ale teraz może szkodzić tylko temu, kto dobrowolnie się do niego zbliży, jednak krew Baranka leczy ukąszenia. Właśnie o tym chcę dziś mówić.
Rozważmy
I) czy wylana krew Baranka faktycznie pokonała węża (to nazywamy zbawieniem)
II) Jaka powinna być nasza współpraca w dziele odkupienia?



I. Baranek Boży zwyciężył węża.

→ A) Podstawową prawdą chrześcijaństwa jest, że Pan Jezus, druga Osoba Boska, przybrał na Siebie ludzkie ciało, cierpiał i umarł, żeby wybawić ludzkość z grzechu.
Chrystus nas odkupił.
Odkupił? Z czego? Z przekleństwa, które ciążyło na nas za grzech pierworodny, „Do mężczyzny zaś Bóg rzekł: Ponieważ posłuchałeś swej żony i zjadłeś z drzewa, co do którego dałem ci rozkaz w słowach: Nie będziesz z niego jeść - przeklęta niech będzie ziemia z twego powodu: w trudzie będziesz zdobywał od niej pożywienie dla siebie po wszystkie dni twego życia. Cierń i oset będzie ci ona rodziła, a przecież pokarmem twym są płody roli.”(Rdz.3,17-18).

a) „Naiwna bajka” – mówią niewierzący. Bajka? Nieszczęście nawiedziło twojego znajomego, popadł w ciężką chorobę, ciało jego gnije i kawałkami odpada... leży bez opieki w okropnych brudach. Odwiedziłeś go i mówisz – „Człowiecze, co się dzieje z tobą?” A on odpowiada: „Nic, głupstwo, wszystko to bajka.. ”.
Bajką jest grzech pierworodny? Jeśli tak, to jak wytłumaczyć mnóstwo zła i cierni, którymi jest usiane życie człowieka, spragnionego szczęścia?!
Bajką jest grzech pierworodny? Czy rzęsisty pot nie zrasza twego czoła, kiedy uganiasz się za chlebem codziennym?
Bajką jest grzech pierworodny? Czy nie giniemy wszyscy w szponach śmierci? Czy nie ulegamy pokusie, grzechowi, cierpieniu? My stworzeni do szczęścia i wielkich ideałów, toniemy w bagnie grzechu i trzęsawisku nieprawości. Mój drogi! Moja droga! Czy nie czujesz na sobie śladów smutnej tragedii?
Przypatrz się krwawym dziejom ludzkości. Przypatrz się ponurym postaciom, despotów, tyranów, przypatrz się niewolnictwu, grzechowi, morderstwom, rozpuście, wojnom – czy to nie świadczy o przekleństwie ciążącym na ludzkości?

b) Czy widzieliście kiedy ruiny starego klasztoru? Kiedy na nich stoimy, wyobraźnią widzimy życie, które niegdyś tam tętniło – widzimy zakonników, jak wczesnym rankiem, lub późną nocą spieszą, do kościoła na wspólną modlitwę – potem każdy idzie do wyznaczonego zajęcia.
Tak działo się przez stulecia...
Wszystko minęło, pod nogami rozsypuje się teraz gruz, ze wzruszeniem chodzę po ruinach klasztornego dziedzińca i po długich, starych krużgankach. Niegdyś były tu cele, w których odpoczywali zakonnicy po uciążliwej, codziennej pracy. Tu był refektarz, a tam kościół, teraz stoją tylko walące się mury. Wkoło widać straszne zniszczenie, za chwilę wszystko może rozsypać się w proch i pójść w niepamięć. Otacza mnie smutna, przygnębiająca cisza... stojące w pobliżu stare drzewa już przez lata pochylone, szepcą o minionej świetności... Jakiś niepokój ogarnia duszą. Na miejscu, gdzie stoję, był ołtarz, z którego co dzień płynęła ku niebiosom wdzięczna ofiara... miejsce to minionej radości... radosnego śpiewu wiernych... to miejsce modlitwy, służby Bożej, tu mieszkał Bóg... a dziś? Dziś panuje tu głucha cisza, zniszczenie i śmierć!

→ B) Zastanów się mój drogi i moja droga. Taką ruiną była dusza człowieka upadłego, dopóki nie przyszedł Bóg – Człowiek, by nas odkupić!

a) Bóg – Człowiek! Bóg, bo człowiek nie mógł samego siebie odkupić. Człowiek, to ludzka natura, która zbuntowała się i człowiek musiał zadośćuczynić za winy.
Chrystus nas odkupił. Czym? Cierpieniem i Swoją śmiercią. Grzech był buntem przeciw Bogu – odkupienie, to ukorzenie się przed wolą Bożą. Grzech to pycha, odkupienie – pokora. Grzech to egoizm, odkupienie to wyrzeczenie się własnej woli.
Francuscy katolicy z pietyzmem wspominają, księdza w pewnym, bogatym paryskim kościele, który dobrowolnie się zrzekł wielkiego beneficjum i poszedł nawracać mieszkańców zdziczałych i bezbożnych przedmieść Paryża. Saint Ouen nazywała się dzielnica, w której założył swą placówkę. Pewnego razu na ulicy napadła go hołota i obrzuciła kamieniami. Jeden z kamieni trafił go w głowę i zranił do krwi! Ksiądz Macchiavelli podniósł kamień i powiedział: „Dziękuję wam, moi kochani! Ten zakrwawiony kamień dobrze zachowam do budowy kościoła, który zamierzam tu postawić!" Przyrzeczenia dotrzymał, zbudował kościół, w którym wmurowano kamień zaróżowiony krwią miłu-jącego kapłana.

b) Nasz Arcykapłan, Jezus Chrystus, w podobny sposób wmurował Swoją Przenajświętszą Krew w dzieło odkupienia, dlatego nazywamy Go naszym kochanym Panem.
Historia Kościoła mówi, że słowo „Kyrios” (Pan), którym nazywamy Chrystusa, jest tak stare, jak Kościół. W słowie „Kyrios” i „Dominus” zawarta jest cała istota chrześcijaństwa. Słowo „Kyrios” mieści w sobie uczucie i stosunek człowieka do Chrystusa, Dawniej chrześcijanie w swoich modlitwach Boga zwali „Abba”, „Ojcze”; Chrystusa „Kyrios", „Dominus”, słusznie oceniając zasługi Baranka: „Baranek zabity jest godzien wziąć potęgę i bogactwo, i mądrość, i moc, i cześć, i chwałę, i błogosławieństwo.”(Ap.5,12).




II. Powinniśmy współpracować w dziele odkupienia!

Nie wystarczy wiedzieć, że Baranek Boży wylał za nas Swoja krew, ale sami musimy starać się zapewnić sobie owoc Jego ofiary. By to osiągnąć, musimy współpracować w dziełu odkupienia, co jest dopiero wtedy możliwe, gdy należycie je oceniany.
Jestem odkupiony? Nie sądzę. Już minął okres wyczekiwania. – Zbawiciel jest wśród nas – czy to widać? Jesteśmy odkupieni! Od czego? Czy nie padamy ofiarą zła? O, jeszcze jak! Czy ustało cierpienie? Czy niema grzechu, śmierci? Jeszcze ile! W takim razie, na czym polega odkupienie?

A) Najpierw przypatrzmy się – czym nie jest odkupienie?

a) Odkupienie nie znaczy uwolnienia człowieka od pokus. Chrześcijanin jest wystawiony na zgubne wpływy zła? Tak „A od czasu Jana Chrzciciela aż dotąd królestwo niebieskie doznaje gwałtu i ludzie gwałtowni zdobywają je.”(Mt.11,12). Chrystus Pan dał nam przykład, jak mamy prze-ciwstawiać się złu. Słyszymy narzekania: „Dlaczego Chrystus nie uwolnił nas od pokus?” Dlatego, że na ziemi powinienem hartować wolę i wykazać swoją wierność. Nie odczuwałeś, że piękniejsze stało się oblicze Boże w twojej duszy, gdy mężnie oparłeś się pokusie?
Chrystus nie uwolnił nas od pokus, ale dał nam siły, by je przezwyciężyć. Wąż i dziś kąsa, ale mamy już odtrutkę w postaci Krwi Baranka. Teraz już rozumiem, co to znaczy być odkupionym. Nie uniknę czarnych chwil i trosk, ale mogę patrzeć w życiodajne oblicze Chrystusa i stamtąd czerpać siły. Otaczają mnie ponęty grzechu, ale dumnie stawiam im opór, jak Chrystus na pustyni. Zdaje się, że już tonę w powodzi pokus, ale ramię Chrystusowe mnie ratuje.
Jesteśmy odkupieni, więc bądźmy mężni! Jesteśmy odkupieni, więc porzućmy knieje życia zmysłowego! „ Błogosławiony mąż, który wytrwa w pokusie, gdy bowiem zostanie poddany próbie, otrzyma wieniec życia, obiecany przez Pana tym, którzy Go miłują.”(Jk.l,12), Chrystus pozwala nas kusić, ale również daje nam siłę do zwyciężenia zła.

b) Odkupienie nie oznacza, że jesteśmy wolni od wszelkiego grzechu.
„Człowiek odkupiony może popełnić grzech? Jeśli tak, to czy potrzebne było odkupienie?” Niestety, człowiek odkupiony nie jest wolny od grzechu. Chrystus pozostawił nam możność grzeszenia, ale również dał nam możność pokonać pokusę i podnieść się z upadku. Smutny los jest człowieka upadłego, ale nic bardziej nie wzrusza i nie buduje, jak widok człowieka pokutującego.
O, nie mówcie, że smutną jest droga pokuty. Nie wierzcie, że pokuta odbiera człowiekowi honor, jak twierdzą niewierzący. Niewiara jest zupełnie bezradna wobec grzechu. Czy zdołała kogo nawrócić? Wielu ludziom natomiast odebrała życie. Chrystus zawsze jest z tobą, zarówno w radościach jak i smutku zachęca cię do urzeczywistniania boskich ideałów! Chrystus daje siłą do pokonania grzechów. „Powiadam wam: Tak samo w niebie większa będzie radość z jednego grzesznika, który się nawraca, niż z dziewięćdziesięciu dziewięciu sprawiedliwych, którzy nie potrzebują nawrócenia.”(Łk.15,7)...
Chrystus nie uwolnił nas od grzechu, ale nauczył jak mamy go zwyciężać.

c) Odkupienie nie oznacza, że Chrystus uwolnił nas od śmierci.
Nie tylko, że nas nie uwolnił, ale Sam umarł na krzyżu, aby Swa śmiercią pokonał śmierć! Śmierć to rzecz poważna, ale tylko dla łudzi niewierzących jest straszna. Podczas kataklizmów życiowych jedyną ich bronią jest złość, zresztą są bezradni. Chrześcijanin natomiast wie, że celem ostatecznym nie jest świat i dlatego ze spokojem poddaje się zarządzeniom Opatrzności. Wie, że życie ziemskie jest tylko wstępem do życia wiecznego, że po krótkim, pełnym cierpień istnieniu, nastąpi wieczna szczęśliwość, że pragnienia duszy znajdą zaspokojenie, że smutek i cierpienie zamienią się w wieczną światłość i radość, że po śmierci nastąpi zmartwychwstanie tak jak pokazał nam to Chrystus. Dlatego obchodzimy uroczystość świętych w rocznicę ich śmierci.
Chrystus nie wybawił nas od śmierci, ale nauczył mężnie umierać. Jeśli wiem to wszystko, zwyciężę pokusy, pokonam cierpienia, przeciwstawię się złu! Śmierć mnie nie przestraszy, bo wiem, że tylko przez nią mogę dojść tam, gdzie już nie ma cierpień, pokus, grzechu, śmierci, gdzie czeka mnie korona żywota wiecznego.

→ B) Już teraz sami potrafimy odpowiedzieć na pytanie: co to jest odkupienie?
Odkupienie znaczy, że jesteśmy zaproszeni na niebiańska ucztę Baranka Bożego „Błogosławieni, którzy są wezwani na ucztę Godów Baranka!”(Ap.19,9). Uzbrojeni Jego łaska, pokonujemy grzechy, znosimy cierpienia i śmierć.

a) Ale nie wolno nam tylko wierzyć, że jesteśmy odkupieni. Powinniśmy współpracować ze Zbawicielem! „Nie każdy, który Mi mówi: Panie, Panie!, wejdzie do królestwa niebieskiego, lecz ten, kto spełnia wolę mojego Ojca, który jest w niebie.”(Mt.7,21). Chrystus odkupił mnie Swoim cierpieniem. W jaki sposób? Dla mnie otworzył źródło żywych wód i zaprasza – przyjdź, pij a będziesz zbawiony! Ustanowił sakramenty i wola – przyjdź, czerp, a będziesz zbawiony! Co to jest odkupienie? „Wszystkim tym jednak, którzy Je przyjęli, dało moc, aby się stali dziećmi Bożymi, tym, którzy wierzą w imię Jego – którzy ani z krwi, ani z żądzy ciała, ani z woli męża, ale z Boga się narodzili.”(J.l,12-13). Chrystus nie odkupił nas przez Swoje narodzenie w Betlejem, ale przez narodziny w naszym sercu, gdy pracujemy nad naszym zbawieniem!
Pewien niemiecki pisarz trafnie scharakteryzował zbawienie – „odkupienie jest darem, ale i obowiązkiem”.

b) Jak mogę brać udział w łasce odkupienia?
Nade wszystko przez chrzest. Łaska Chrztu Świętego gładzi grzech pierworodny, ale pozostają po nim ślady i blizny. Bóg żąda ode mnie współpracy nad moim zbawieniem, chce żebym prze-ciwstawiał się zgubnym wpływom grzechu pierworodnego, moim złym skłonnościom, cierpieniom, chorobom a nade wszystko śmierci duszy poprzez grzech ciężki. Tę walkę ma na myśli święty Paweł, mówiąc „co się tyczy poprzedniego sposobu życia - trzeba porzucić dawnego człowieka, który ulega zepsuciu na skutek zwodniczych żądz, odnawiać się duchem w waszym myśleniu i przyoblec człowieka nowego, stworzonego według Boga, w sprawiedliwości i prawdziwej świętości.”(Ef.4,22-24). Bo „ Również jeżeli ktoś staje do zapasów, otrzymuje wieniec tylko (wtedy), jeżeli walczył przepisowo.”(2.Tm.2,5)…
Jeśli ktoś nie troszczy się o łaskę zbawienia, niech sobie przypomni wzruszającą legendę, w której obrazowo przedstawiono, prawdę, że człowiek sam winien swego potępienia.
Pewnego razu pustelnik Makarjusz znalazł czaszkę ludzka i zapytał „Do kogo należałaś?” Czaszka odpowiedziała „Do pewnego poganina”. „A gdzie twoja dusza” – pytał dalej pustelnik. „W piekle” – odpowiada czaszka. „Czy daleko?” „Tak daleko, jak ziemia od nieba”. „Czy jest jeszcze ktoś głębiej w piekle?” – pyta Makarjusz. „Owszem, żydzi”. „Czy jest kto jeszcze głębiej?” „Tak, – odpowiada czaszka, – źli chrześcijanie, których Bóg odkupił krwią Swoją, ale oni Nim wzgardzili! ci są, najgłębiej w piekle”.
Moi drodzy! Nie oszukujmy samych siebie! Chrystus jest Lekarzem i dał nam lekarstwo przeciw grzechowi, ale chcąc się ratować, musimy zażywać tego lekarstwa. Chrystus jest ogrod-nikiem, zasadził drzewo żywota, – ale kto chce być zbawiony, musi pożywać z niego owoc! Chrystus Baranek Boży, zwyciężył węża, – więc kto chce w życiu pokonać węża grzechu, musi posilać się ciałem Baranka!

* * *

W zapiskach starych kronik zachowało się ciekawe zdarzenie z dziejów pewnego francuskiego hrabstwa. Po krwawym i burzliwym panowaniu umaił władca, małego hrabstwa. Lud wymęczony ciągłymi wojnami, zapragnął mieć na tronie człowieka o usposobieniu łagodnym i spokojnym. Zmarły zostawił dwóch małych synów, trudno było przewidzieć, który z nich ladzie łagodniejszy. Mężowie stanu nie mogli się zdecydować, którego uczynić władcą. Zakłopotani, zdecydowali obrać tego, który jest spokojniejszy, mniej hałaśliwy. Gdy weszli do sypialnego pokoju malców, obaj spali piękni, mili, jak aniołki, – jeden śliczny zarówno jak drugi. Którego obrać? Kiedy tak stoją bezradni, jeden z elektorów zauważył, że pięść jednego chłopczyka jest zaciśnięta, a drugi spał spokojnie z otwartymi rączkami. Panowie bez wahania wybrali tego z otwartymi rączkami. Kronika zaznacza, że był dobrym i łagodnym władcą.
Dzisiejsza ludzkość sterana wojnami i kryzysami społecznymi – pragnie również spokojnego, łagodnego władcy. Patrzcie na małego Jezusa, z jaką miłością wyciąga do was Swoje rączki z betlejemskiego żłóbka, a później z krzyża na górze Kalwarii! Patrzcie, na Baranka Bożego, który odkupił nas Swoją krwią! Pokonał węża grzechu!
Wąż i Baranek! Dziś ma się wrażenie, że Baranek na próżno ofiarował się za nas. Zdaje się, że waż grzechu panuje wszechwładnie …
Nie wolno rozpaczać! Ostateczne zwycięstwo należy do Baranka! Bóg jest straszny, ale „…Baranek ich zwycięży, bo Panem jest panów i Królem królów…”(Ap.17,14).
„I powiedziałem do niego: Panie, ty wiesz. I rzekł do mnie: To ci, którzy przychodzą z wielkiego ucisku i opłukali swe szaty, i w krwi Baranka je wybielili. Dlatego są przed tronem Boga i w Jego świątyni cześć Mu oddają we dnie i w nocy. A Zasiadający na tronie rozciągnie namiot nad nimi. Nie będą już łaknąć ani nie będą już pragnąć, i nie porazi ich słońce ani żaden upał, bo paść ich będzie Baranek, który jest pośrodku tronu, i poprowadzi ich do źródeł wód życia: i każdą łzę otrze Bóg z ich oczu.”(Ap.7,14-17).
Moi drodzy!

Unikajmy węża, ukochajmy zaś nade wszystko Baranka!
Ufajmy tylko Barankowi!
Uciekajmy od węża, a idźmy za Barankiem!


Żeby się spełniły na nas słowa Pisma świętego: „Błogosławieni, którzy płuczą swe szaty, aby władza nad drzewem życia do nich należała i aby bramami wchodzili do Miasta.”(Ap.22,14).

Amen.



Autor: ksiądz Antoni Wac
str 38-43 , publikacja na DDN dn. 18-01-2015

_________________
+ Z Bogiem i Maryją.


Góra   
  Zobacz profil Wyślij e-mail      
 
Admin_DDN
 Tytuł: Re: Chrystus w Cierpieniu i Chwale. Rozważania rekolekcyjne+
PostNapisane: 18 sty 2015, o 01:10 
Offline
1000p
1000p
Postów: 6537
Skąd: Polska
Seria – A – O Jezusie Chrystusie naszym Zbawicielu
Konferencja VIII

Odkupieni.




Moi drodzy!

Odkupienie nasze datuje się od chwili, kiedy krew Baranka Bożego zwyciężyła węża grzechu. Dzieło odkupienia jest podstawową prawdą naszej wiary. Życie katolika powinno być nią prze-siąknięte. Żebyśmy lepiej mogli poznać i pokochać dzieło odkupienia, poświęcę mu dzisiejsze nasze rozważanie.
Być chrześcijaninem, nie wystarczy wierzyć w Boga i zachowywać Boże Przykazania, ale trzeba się odrodzić w Duchu Świętym, trzeba być zbawionym przez Jezusa Chrystusa. Świadomość, że jesteśmy odkupieni, daje nam siły do życia, wzmacnia nas i napełnia nadzieją, ale przez to samo nakłada ciężki obowiązek – współpracy z Chrystusem.
Szczęśliwy, kto jasno pojmuje znaczenie odkupienia, może być z tego dumny i zadowolony, ale tym bardziej powinien pamiętać o obowiązkach z tym związanych. Niestety, wielu chrześcijan zapomina, że w ich życiu nie widać owoców Chrystusowej krwi.
Dziś przypatrzymy się bliżej
I) co znaczy, że jesteśmy odkupieni? Następnie urobimy mały rachunek sumienia,
II) czy poznać po nas, że „jesteśmy odkupieni”?


I. „Jestem odkupiony!”

→ A) Podstawową teza chrześcijaństwa jest Jezus Chrystus odkupił nas! Co znaczą te słowa? „Jestem odkupiony?”

a) W Niemczech między innymi znana jest miła kolęda, której dwie pierwsze zwrotki są doskonałą odpowiedzią na pytanie Co to jest zbawienie? Dwa pierwsze wiersze mówią: „Świat zbliżał się do zguby – ale uratował go Chrystus przez Swe narodziny – i to jest odkupienie. Prosty, naiwny werset, ale pełen głębokiej i pouczającej treści! Kto tak pojmuje dzieło odkupienia, ten rozumie radość z Bożego Narodzenia, które ze wszystkich świąt jest najpiękniejsze i najmilsze!
Przez co Boże Narodzenie jest tak miłe? Może dzięki choince? Wieczerzy wigilijnej? Z racji serdecznych chwil, które przeżywamy w gronie rodzinnym? Może z powodu miłych upominków?
Nie! Wszystko to tylko dodatek świąteczny, nie istota. Istotą jest radość, radość niebiańska, która aniołowie zwiastują pasterzom: „ Lecz anioł rzekł do nich: Nie bójcie się! Oto zwiastuję wam radość wielką, która będzie udziałem całego narodu: dziś w mieście Dawida narodził się wam Zbawiciel, którym jest Mesjasz, Pan.”(Łk.2,10-11).
Moi drodzy! Za nas Chrystus przelał Swoją krew! Nie tylko krew ale ofiarował życie i to nie tylko raz, ale co dzień, w czasie każdej Mszy świętej ofiaruje całego siebie za nas wszystkich! To jest odkupienie.

b) Tą samą myśl możemy jeszcze inaczej wyrazić. Odkupienie oznacza, że Chrystus stał się naszym bratem, czyli, że przyjął na Siebie ludzkie ciało, naszą naturę i przez to włączył nas w Siebie, i od tego czasu przynależymy do Chrystusa. Wszystko, co On zdziałał, zdziałał dla nas, do nas należą wszystkie Jego cierpienia, łzy, smutki, śmierć, radości tryumfy.
Głębokie to, wprost niepojęte twierdzenia! Boskie dzieło odkupienia, życie Chrystusa od Betlejem aż po Golgotę, Jego miłość, cierpienia, trudy, nieskończone zasługi, które położył za nas – wszystko do nas należy! Tak, w tym znaczeniu mówi się „Jesteśmy odkupieni!” Tę samą myśl rozwija święty Tomasz z Akwinu: „Cierpienie Chrystusa tak jest nasze, jakbyśmy je sami byli przeżyli”.
Odkupienie znaczy, że jesteśmy z Chrystusem zespoleni, a jako Jego bracia i siostry, byliśmy wszyscy na krzyżu. Odkupienie znaczy zadośćuczynienie Bogu za krzywdy wyrządzone Mu przez człowieka. Dokonał tego Chrystus, Baranek Boży, a w Nim cała ludzkość. Odkupienie znaczy, że niema już czarnej chmury, która dzieliła nas od Boga, Bóg należy już teraz do nas, a my do Niego. „A właśnie za wszystkich umarł (Chrystus) po to, aby ci, co żyją, już nie żyli dla siebie, lecz dla Tego, który za nich umarł i zmartwychwstał.”(2.Kor,5,15). „On bowiem jest ofiarą przebłagalną za nasze grzechy i nie tylko za nasze, lecz również za grzechy całego świata.”(1.J.2,2).

c) Kto się nad tym zastanowi, powinien być dumny! Dumny? Z czego? Z chrześcijaństwa! Tak! Powinniśmy być dumni z naszego Zbawiciela, Jezusa Chrystusa!
Chrystus na górze Oliwnej, żegnając się z apostołami, wyrzekł te wspaniałe słowa „Dana Mi jest wszelka władza w niebie i na ziemi.”(Mt.28.18). Słyszycie, moi drodzy? Wszystka moc! Wspaniałe powiedzenie! Kiedy Franklin wynalazł piorunochron, mógł o sobie powiedzieć, że – dana mu jest moc nad piorunami. Kiedy Lindbergh przeleciał przez Ocean, mógł powiedzieć – Dana mi jest moc nad oceanem... Ale twierdzić „Dana Mi jest wszelka władza w niebie i na ziemi” Na całej ziemi! W niebie! Od najmniejszego pyłku ziemi, aż po nieznane mgławice włącznie! Czy mógł to powiedzieć o Sobie Ten, który nigdy się nie przechwalał, zawsze był zrównoważony i opanowany?! Teraz rozkazał: „Dana Mi jest wszelka władza w niebie i na ziemi. Idźcie więc i nauczajcie wszystkie narody, udzielając im chrztu w imię Ojca i Syna, i Ducha Świętego. Uczcie je zachowywać wszystko, co wam przykazałem. A oto Ja jestem z wami przez wszystkie dni, aż do skończenia świata.”(Mt.28,18-20). Zawsze jestem z wami. Z wami byłem za czasów prześladowań, z wami byłem podczas waszych smutnych powstań, z wami byłem w czasie najazdu bolszewickiego, z wami jestem w ciężkich chwilach przesilenia moralnego i gospodarczego...

→ B) Takie jest znaczenie odkupienia. Bądźmy dumni, że Chrystus nas odkupił!
Święty Piotr w drugim swoim liście uzupełnia nasze wiadomości o odkupieniu. „ Dlatego bardziej jeszcze, bracia, starajcie się umocnić wasze powołanie i wybór! To bowiem czyniąc nie upadniecie nigdy.”(2.P.l,10). To znaczy, że Chrystus bezwątpienia umarł za nas wszystkich, ale nie ma dla mnie znaczenia Jego śmierć, jeśli nie chcą brać udziału w Jego zasługach. Chrystus otworzył nam. źródło, ale my musimy z niego sami czerpać i pić! Nie ma znaczenia źródło, którego się unika!

a) Strach pomyśleć, że są ludzie, dla których Chrystus na próżno przelot Swoją krew i umarł!
Czy są tacy?
Razu pewnego Konstantyn Wielki ciężko zachorował. Lekarze powiedzieli, że jest tylko jeden ratunek, wykąpać go we krwi zdrowych dzieci. Kąpiel w młodej, świeżej krwi miała uleczyć cesarza.... Okropny pomysł, na wykonanie którego cesarz nie zgodził się. Pomyślmy jednak, gdyby usłuchał rady lekarzy i kazał pomordować dzieci – w państwie rozległby się płacz i rozpaczliwy krzyk matek... Ale powiedzmy, że zdrowie cesarza byłoby tego warte! Pomyślmy, że Konstantyn pozwoliłby zamordować dzieci, wykąpałby się w ich krwi, ale na próżno, czy potrafiłby kto opisać straszną rozpacz matek, które na darmo poniosły największą ofiarę?!
Idźmy dalej. Pomyślmy, że cesarz kazał sobie urządzić tę cenną kąpiel, ale z powodu kaprysu nie chce się na nią zgodzić, co gorsza, przewraca wannę z krwią – jaki był z tego powodu smutek i rozpacz matek?!
Moi drodzy, czego Konstantyn nie zrobił z krwią swoich poddanych, to czyni co dzień okrutny człowiek z krwią Syna Bożego! Chrystus dał Swoją krew i dla złych, ale na próżno! Chrystus wszystkich chciał zbawić, ale wielu ludzi gardzi zbawieniem!

b) Moi drodzy! Niech nas nie przeraża fakt, że musimy pracować dla swojego zbawienia! Na czym polega ta praca? Na czerpaniu ze źródeł, które otworzył przed nami ukrzyżowany Chrystus. Nie powinniśmy przeszkadzać łasce, płynącej z Jego sakramentów. Powinniśmy współpracować z Chrystusem przez to, by okazać gotowość we współdziałaniu z łaską Bożą.
„Powinienem współpracować z łaska”, to znaczy z pokora przyjmować jej działanie. Ogromu zbawienia dokonał Chrystus, ale musimy z Nim współdziałać, to znaczy korzystać z owoców Jego dzieła.
Jak dobry ojciec podnosi synka, lub córeczkę, żeby sobie mogli urwać cukierek z choinki, tak mnie podnosi łaska Chrystusa do drzewa krzyża, żebym sobie zerwał owoc żywota wiecznego, który urósł z boskiej krwi Chrystusa.



II. Czy znać po nas, że jesteśmy odkupieni?

Moi drodzy, mówimy o sobie, że jesteśmy odkupieni, ale czy widać to po nas? Czy możemy o sobie powiedzieć słowami św. Pawła: „z Chrystusem zostałem przybity do krzyża. Teraz zaś już nie ja żyję, lecz żyje we mnie Chrystus. Choć nadal prowadzę życie w ciele, jednak obecne życie moje jest życiem wiary w Syna Bożego, który umiłował mnie i samego siebie wydał za mnie.”(Ga.2,19-20). Czy moim moralnym ideałem jest Chrystus? Czy Jemu ofiaruję swoją prace, trudy, wypoczynek, radość, zabawy, dom i rodzinę? Czy proszę Go o radę: Panie, jakbyś to Ty zrobił? – Tak powinien postępować człowiek odkupiony, który żyje w Chrystusie i korzysta z darów Jego łaski.
Z Chrystusem łatwo pokonamy trudności życia, bez Niego zginie, jednostka i społeczeństwo!

→ A) Z Chrystusem łatwo pokonamy trudności życia. Pewien pacjent przyszedł przygnębiony do lekarza dla nerwowo chorych. Po gruntownym badaniu, lekarz rzeki:
— Wady organicznej pan nie ma, przygnębienie, na które się pan uskarża, pochodzi z depresji psychicznej. Radzę panu więcej zażywać świeżego powietrza i ruchu.
— Proszę pana doktora, mieszkam za miastem, w ślicznej okolicy, wśród lasów, zieleni i kwiecia.
— W takim razie niech pan sobie weźmie dłuższy urlop – mówi lekarz.
— Co roku trzy miesiące spędzam na Riwierze – odpowiada chory.
— No, to niech pan więcej przebywa w towarzystwie, niech pan obcuje z ludźmi wesołego usposobienia.
— Panie doktorze, jestem Cardol, światowej sławy komik, tysiące ludzi pobudzam do wesołości i humoru, ale sam jestem smutny i przygnębiony...
Czy nie jest prawdą, że człowiek tylko z Chrystusem może pokonać trudności życia?! Z Chrystusem jesteśmy siebie pewni nawet wśród chaosu dzisiejszego niepewnego życia społecznego, gdzie dochodzi nas żałosne echo psalmu: „oplątały mnie pęta Szeolu, zaskoczyły mnie sidła śmierci.”(Ps.17.6). A jednak noszę dumnie czoło i wołam – jestem odkupiony. Przytłaczają mnie moje własne namiętności, a jednak wierzę, że jestem odkupiony! Często upadam – nawet bardzo – ale podnoszę się, bo jestem odkupiony! Może duszę moja przygniata straszny ciężar jakiegoś grzechu, może muszę przyłączyć się do zatroskanych niewiast, które spieszyły do grobu Pana i rozmawiały między sobą: „Kto nam odsunie kamień od wejścia do grobu? Gdy jednak spojrzały, zauważyły, że kamień był już odsunięty, a był bardzo duży.”(Mk.16,3-4) – wierzę jednak w nieskończoną moc zasług Chrystusa Pana!

→ B) Owoce dzieła odkupienia są nie tylko moim udziałem, ale korzysta z nich cała ludzkość. Łaska Boża, złożona w Sakramentach Chrystusowych, jest jedynym, skutecznym lekarstwem na rany dzisiejszego społeczeństwa.
Ile było w ostatnich latach konferencji i posiedzeń różnych pokojowych organizacji międzynarodowych, ile pomysłów, rozporządzeń i nakazów, by ratować zagrożoną sytuację gospodarczo-społeczną współczesnego świata – wszystkie okazały się bezskuteczne! Dlatego, że są to tylko środki usuwające objawy choroby, a nie leczące radykalnie owo schorzenie.
Człowiek rozumny, jeśli często miewa ból głowy, nie zadawala się proszkami, chwilowo znieczulającymi centralny układ nerwowy, ale stara się zapobiec przyczynom, lecząc cały organizm, usuwa ból głowy.
Wszystkie objawy dzisiejszego przesilenia gospodarczo-społecznego świadczą o tym, że współczesna ludzkość doszła do kresu, i musi się zdecydować – albo zreformować prawa Chrystusowe, albo zmienić swój tryb życia. Trzeciego wyjścia nie ma.
Prawa Chrystusowe są wieczne, bo są prawami natury i szaleństwem byłoby je zmieniać tylko dlatego, że i tak ich nikt nie przestrzega! Jeśli mój zegarek źle chodzi, to czy słońce mam do niego dostosowywać? Wielu ludzi bagatelizuje piąte Przykazanie, czy więc dlatego powinniśmy je znieść? Wielu małżonków nie zachowuje wierności, więc mamy znieść sakrament małżeństwa? Wielu ludzi kradnie, więc powinniśmy znieść własność prywatną? Wielu ludzi kłamie, więc mamy znieść prawdomówność?
Nie! Nie, praw Chrystusowych nie trzeba zmieniać, ale dotychczasowe nasze życie. Musimy przyznać, że wszystkie dotychczasowe próby uleczenia ran ludzkości zawiodły, bo mało, albo wcale nie były oparte na zasadach Chrystusowych! Rany ludzkości domagają się bardziej Chrystusowego życia! Społeczeństwo woła – Dajcie nam Chrystusa! Całe życie nasze musi być przepojone Jego zasadami, kierowane Jego prawami, dopiero wtenczas usuniemy bolączki naszego ustroju społecznego!
Świat był na wymarciu, ale uratował go Chrystus Zbawiciel. Taka jest nauka o zbawieniu i pod jej wpływem powinna cała ludzkość śpiewać hymny pochwalne na cześć Chrystusa.

* * *

Zbawieni powinni śpiewać hymny pochwalne na, cześć Chrystusa Pana!
Gdy król hiszpański Ferdynand i królowa Izabella wracali po zwycięskiej bitwie z Maurami, by odpocząć w pewnym miasteczku, rozentuzjazmowany tłum śpiewał z całej duszy uroczyste „Te Deum” nagle, jakby z pod ziemi ozwał się odgłos tej chwalebnej pieśni. Co to jest? Wszyscy byli zaskoczeni niezwykłymi głosami. Czy to echo? Nie! To śpiewali chrześcijanie, uwięzieni przez Maurów w podziemnych lochach, skąd słysząc radosne pienia, przyłączyli rozradowane swe głosy, ciesząc się, że Bóg ich ocalił.
Ciekawszy i piękniejszy jest inny pochód – wdzięczna ludzkość, śpiewająca hymny pochwalne na cześć Boga, który ją odkupił z grzechu.
Pochód ludzkości...
Na początku idzie Człowiek zbroczony krwią, na ramieniu niesie krzyż, za Nim kroczą najprzedniejsi mężowie, a następnie niezliczone rzesze narodów.
Idą za krzyżem apostołowie, na czele z świętym Piotrem, biskupi, kapłani, Ojcowie Kościoła, tysiące męczenników o wybladłych twarzach, ale z ogniem miłości w sercach. Spieszą niezliczone tłumy pustelników i zakonników... dalej ludy wszystkich epok, ras i narodowości.
Idą świeci królowie w purpurze, idą święci z warstw najniższych. Idą sławni kaznodzieje, prowadząc przed Boga wielkie tłumy słuchaczy. Idą młodzieńcy i panny o czystych sercach... a na czele olbrzymiego pochodu, pod ciężarem krzyża ugina, się On...
Przy drodze, którą idzie ten pochód już blisko dwa tysiące lat stoją tłumy gapiów.
Stoją ludzie leniwi, opieszali, obojętni, uznający tylko rozkosz i zabawę. Chrystus spogląda na nich litościwym okiem, ale to ich nie wzrusza.
Stoją obojętni, niema nikogo, kto by ich popchnął do szeregu. Stoją wrogowie Chrystusa i z oburzeniem rzucają na Niego kamieniami.
Opodal stoją półdzikie narody z nietajonym pragnieniem i trwogą w sercu, chętnie przyłączyłyby się do szeregów i śpiewałyby razem – O, Panie Jezu, przyjdź Królestwo Twoje!...
Przypatrują się pochodowi miliony pobożnych, wiernych Chrystusa...
Między nimi stoimy i my – ty – ja.
Czy miedzy nimi stoimy? – A może między obojętnymi, leniwymi, oziębłymi? Może miedzy wrogami?
Nie! Nie!
My wszyscy idziemy za krwawym Chrystusem i dziękczynnym sercem śpiewamy – Tobie Panie chwała i dziękczynienie za nasze zbawienie!

Amen.




Autor: ksiądz Antoni Wac
str 44-48 , publikacja na DDN dn. 18-01-2015

_________________
+ Z Bogiem i Maryją.


Góra   
  Zobacz profil Wyślij e-mail      
 
Admin_DDN
 Tytuł: Re: Chrystus w Cierpieniu i Chwale. Rozważania rekolekcyjne+
PostNapisane: 21 sty 2015, o 13:09 
Offline
1000p
1000p
Postów: 6537
Skąd: Polska
Seria – A – O Jezusie Chrystusie naszym Zbawicielu
Konferencja IX

Jestem Synem Bożym.




Moi drodzy!

Córka Ludwika XV-go, Lujza, podczas jakiejś sprzeczki, z dumą rzekła do jednej z pań dworu „Proszę pamiętać, jestem córką króla!” Dama spokojnie odpowiedziała; „Ja zaś jestem córką. Boga!”
Tak! Od czasu, kiedy Chrystus nas odkupił, jesteśmy jego dziećmi synami i córkami Boga! O tym uczy nas katechizm, o tym słyszymy na kazaniach, oswoiliśmy się z tą prawdą, która niestety stała się prawie pusto brzmiącym frazesem! „Jestem synem Bożym – jestem córką Boga!”
Właśnie dziś będziemy rozważać o godności naszego synostwa Bożego, które otrzymaliśmy dzięki Chrystusowi.
Postaramy się zgłębić wzniosłą prawdę „Jestem synem Bożym!” I przypomnieć obowiązki, które wypływają z tego nadprzyrodzonego wyróżnienia.


I. Jestem synem Bożym.


→ A) Myśl o naszym synostwie Bożym i obowiązki z nim związane, doskonale są przedstawione w rozmowie, jaka miała miejsce w pewnej zamożnej i szanowanej rodzinie.
Żegnano syna wyjeżdżającego zagranicę – ojciec mówił: „Pamiętaj, że jesteś Ravenstein! Jeśli przyjdą na ciebie chwile zwątpienia i staniesz na bezdrożu, powiedz sobie – Ravenstein tego nie zrobi!” Z tymi słowami wyprawił ojciec swego potomka na studia zagranicę.
Młodzieniec, znalazłszy się zagranicą, odwiedził krewnych, a między innymi bliskiego krewnego, starszego, doświadczonego zakonnika, Benedyktyna, i w rozmowie pochwalił się, jak żegnał go ojciec. Zakonnik chwilkę zastanowił się nad tymi słowami, spojrzał w młodzieńczą twarz studenta i powiedział.
– Stałeś się dorosłym, dowiesz się o wielu rzeczach i będziesz musiał sam wyrabiać sobie o nich sąd. Słuchaj, co ci powiem. Mój ojciec również podobnie wyprawił mnie w świat, jako dumny Ravenstein wyjechałem z domu. Tak byłem siebie pewny, że więcej ufałem w siłę tradycji naszego rodu, niż w moc Boga, ale życie zdruzgotało moją pychę.
Mój drogi, jeśli sobie teraz przypomnę ponure postępki swojego życia i porównam je z hasłem naszego rodu: „Ravenstein tego nie robi!” – drżę z przerażenia. Bez wątpienia, wiele skrytego lub jawnego zła popełnili członkowie naszego rodu. To samo powiem ci, co twój ojciec, ale z pewnym dodatkiem. Pamiętaj, że jesteś Ravenstein i nosisz w sobie niebezpieczny zarodek zła. W naszym rodzie obok znakomitych jednostek, byli również i bandyci. Bóg tylko wie, jaki jest prawdziwy Ravenstein. Wiesz, co było źródłem mego niecnego, grzesznego życia? Fałszywa durna, że jestem członkiem znakomitego rodu, lepszym, niż inni ludzie. Fałszywa pycha, że jesteśmy wysokiego pochodzenia, łatwo może osłabić nasze siły życiowe i chęć pokonywania trudności. Świadomość znakomitego pochodzenia łatwo odbiera poczucie zła i moralności!...
Młody student słuchał zdziwiony słów swego stryja i z rozpaczą spytał:
– Rozumiem, co mówi stryjaszek, ale wobec tego, co mam robić? Niech stryj da mi nową dewizę życia.
Stary Benedyktyn wziął w swoje dłonie ręce młodzieńca i z głębi duszy powiedział:
– Zapomnij, że jesteś Ravenstein, ale zawsze pamiętaj, że jesteś dzieckiem Bożym, że Bóg, który stał się dla ciebie człowiekiem i umarł na krzyżu, jest najwyższym ideałem bogatych i biednych, że tylko pokonanie swojego „ja” może człowiekowi zapewnić szczęście na ziemi i zbawienie wieczne...
Moi drodzy! Naprawdę wzniosłą i godna naśladowania jest dewiza, którą stary zakonnik dał swojemu krewniakowi. Zapomnij, że jesteś synem znakomitego, możnego rodu, ale zawsze pamiętaj, że jesteś synem Bożym!

→ B) Błogosławieństwem jest, że Bóg stał się człowiekiem!

a) Wiecie, co stąd wynikło? Że obrał sobie Matkę, podobną do naszej, że żył w rodzinie, kochał ojczyznę, miał kłopoty i zmartwienia, jak i my, słowem we wszystkim był do nas podobny. Z chwilą, kiedy nazwał Najświętszą Pannę Maryję Swoją matką, staliśmy się Jego braćmi i siostrami Jeśli jesteśmy braćmi Chrystusa, prawdziwego Syna Bożego, w takim razie jesteśmy wszyscy przybranymi dziećmi Ojca Niebieskiego.
W pałacu królewskim w Schönbrunn można oglądać srebrna kołyskę, którą Paryż ofiarował synowi Napoleona I-go. Jest to sprzęt kunsztownej roboty, na środku widać dużego, złotego orła, wysadzanego drogimi kamieniami, słowem – mebel godny tytułów, jakimi obsypano malca już w kołysce...
A co pokazało życie? Tytuły, honory, poszły w niepamięć, jak zużyty mebel! Prawdziwym tytułem, który nigdy nie minie, jest nasze synostwu Boże, któreśmy otrzymali na chrzcie św. Podczas chrztu powinny dzwonić wszystkie dzwony, bo wtenczas dusza ludzka przybiera koronę wiecznej chwały.

b) Ryszard Wagner napisał te głębokie słowa „dla człowieka największą wartość ma fakt, że Zbawiciel był kiedyś wśród nas”. Świadomość ta sama przez się nie ma jednak żadnej wartości! Główną rzeczą jest nie to, że Zbawiciel żył kiedyś wśród nas, ale fakt, że i dziś żyje między nami i obdarza nas ciągle Swą łaską, że jesteśmy dziećmi Bożymi, rodzeństwem Chrystusa, członkami Jego mistycznego Ciała!
Jestem członkiem mistycznego Ciała Chrystusa. Jego krew krąży we mnie, Jego serce we mnie bije, Jego powietrzem oddycham.

c) W dawnych wiekach alchemicy usilnie pracowali nad odkryciem „kamienia mądrości”. Szukali sposobu wyrabiania złota. „Kamień mądrości” został tajemnicą, zresztą nie ma on żadnego znaczenia, jest głupstwem w stosunku do tajemnicy o mistycznym Ciele Chrystusa Pana, którego łaska jest naszą tarczą obronną, siłą i nadzieją, i drogą do Boga. Powinniśmy dużo pracować w swym życiu nad tajemnicą swojego synostwa Bożego, przez sumienne wypełnianie naszych codziennych zwyczajnych obowiązków, przez trudy i cierpienia... „Przeto czy jecie, czy pijecie, czy cokolwiek innego czynicie, wszystko na chwałę Bożą czyńcie” (1.Kor.10.31).
Jeśli można użyć tego porównania – jesteśmy na zawsze zespoleni z Chrystusem. Niema w nas myśli, mowy, planu, czynu, które by miały wartość bez Chrystusa dla żywota wiecznego! Podobnie, jak w jaskiniach wapiennych stalagmity rosną od dołu do góry dzięki stalaktytom, z których co pewien czas spada kropla wapna, tak i my o tyle rośniemy do nieba, o ile Chrystus dostarczy nam materiału budulcowego w postaci łaski.
W tym tkwi pełna nadziei świadomość naszego przybranego synostwa Bożego!


II. Jakie obowiązki nakłada na nas synostwo Boże?

Przed chwilą wspomniane myśli zdają, się już mówić o naszych obowiązkach, wypływających z synostwa Bożego. Posłuchajmy słów świętego Augustyna: „Perpende, qui tale pro nobis dedit pretium, qualem a nobis sit exacturus usuram?” – „pomyśl, jak wysokich procentów zażąda od nas ten, kto nam pożyczył tak wielką sumę”.

→ A) Jestem synem Bożym! – ile razy ogarnia mnie zwątpienie i zniechęcenie, powinienem sobie przypomnieć tę prawdę – Jestem synem Bożym! – powinienem o tym pamiętać w czasie pokusy. Jestem synem Bożym! – to mam mieć na uwadze, kiedy upadłem i zwracam się szczerze skruszony do Ojca Niebieskiego.

a) Wysoka moja godność, bo jestem synem Bożym. Godność ta i szlachetne pochodzenie nakłada na mnie pewne obowiązki! Noblesse oblige. Peryklesa prosił jeden z jego przyjaciół, żeby mu w czymś dopomógł przez drobne kłamstwo, a wtedy Perykles taką dał odpowiedź, której by się nie powstydził najpobożniejszy chrześcijanin: „Jestem twym przyjacielem, ale tylko w prawdzie!”
Godność synostwa Bożego nakłada na nas wielki obowiązek! Powinniśmy wszelkimi siłami dbać, żebyśmy nie odeszli od Chrystusa. „W Nim bowiem mieszka cała Pełnia: Bóstwo, na sposób ciała, bo zostaliście napełnieni w Nim, który jest Głową wszelkiej Zwierzchności i Władzy. I w Nim też otrzymaliście obrzezanie, nie z ręki ludzkiej, lecz Chrystusowe obrzezanie, polegające na zupełnym wyzuciu się z ciała grzesznego, jako razem z Nim pogrzebani w chrzcie, w którym też razem zostaliście wskrzeszeni przez wiarę w moc Boga, który Go wskrzesił.” (Kol,2,9-12).

b) „Czy Ty jesteś Królem żydowskim?(Łk.23,3a) – pyta Piłat Chrystusa. „Tak, Ja Nim jestem.”(Łk.23,3c) – ale czy ty wiesz biedny człowiecze, grzęznący w błocie ziemi, czym jest moje Królestwo? Jestem królem dusz szukających Prawdy. „Królestwo moje nie jest z tego świata. Gdyby królestwo moje było z tego świata, słudzy moi biliby się, abym nie został wydany Żydom. Teraz zaś królestwo moje nie jest stąd.”(J.18,36).
Moi drodzy! Jesteśmy spokrewnieni z tym Królem, jesteśmy Jego braćmi, czyli, że i my jesteśmy królami! Królestwo Boże jest jedynym państwem, w którym wszyscy mieszkańcy są królami, żyjącymi między sobą w najdoskonalszej zgodzie! Krzepiąca jest myśl – jestem bratem Chrystusa, który chce, żebym był również królem, chce mnie wyzwolić z grzechu! Powinienem dbać o swoją godność królewską! Tragedią jest, gdy król nie szanuje swej godności, a tak czyni każdy chrześcijanin, żyjąc w grzechu.
Pewnego razu zaproszono w gościnę syna króla Menedema do ludzi, niskiego stanu. Królewicz napytał ojca, czy może iść, a ojciec odpowiedział „Tak, tylko nie zapominaj, że jesteś synem króla!” To napomnienie i do mnie się odnosi. Jesteś wolny, tylko nie zapominaj, że jesteś spokrewniony z Chrystusem, że jesteś adoptowanym synem Boga!

c) pierwszego października wspominamy świętego Remigiusza biskupa. Kiedy na Boże Narodzenie 496 roku w kościele świętego Marcina w Reims święty Remigiusz chrzcił Klodwiga, królu frankońskiego, chciał, żeby obrzęd ten odbył się jak najuroczyściej. Drogę prowadzącą do kościoła kazał wysłać kobiercami, kościół oświetlić tysiącem świec, które subtelną wonią napełniły świątynie, gdyż dawniej dodawano do wosku zapachu różnych kwiatów. Król, zachwycony tym wszystkim zapytał biskupa:
– Powiedz, czy to jest raj, o którym mi tyle mówiłeś?
– Nie, to tylko symbol niebiańskich rozkoszy. Bramą, która zaprowadzi cię do nieba, jest krzyż, przed którym musisz się ukorzyć i uwielbiać to, coś dotąd niszczył, i zniszczyć to, coś dotąd cenił. Adora, quod combussisti, combure, quod adorasti.
Taki nakłada na mnie obowiązek synostwo Boże! Czyli, że mam dosłownie wypełnić słowa św. Pawia: „ I wszystko, cokolwiek działacie słowem lub czynem, wszystko (czyńcie) w imię Pana Jezusa, dziękując Bogu Ojcu przez Niego.”(Kol.3,17).

→ B) Ktoś może powiedzieć, że to tylko poezja, twór zrodzony przez wyobraźnię w zaciszu klasztornym. Jak można stawiać tego rodzaju wymagania dzisiejszemu człowiekowi, który ma tysiące kłopotów? W czasach, kiedy troska o chleb pochłania całą energię fizyczną i duchową człowieka, niema czasu na rozważania teologiczne!

a) Odpowiem na ten zarzut, ale najpierw przytoczę parę zdań z pewnej książki, która stanowi swoiste wyznanie pewnego artysty malarza.
„Kłopoty życiowe – pisze – nie pozwalają mi więcej czasu poświęcać sprawom wiary, mogę tylko wysłuchać Mszy świętej w niedzielę i święta. Kazania słucham już tylko za pośrednictwem radia w swojej pracowni. Z zawodu jestem malarzem – grafikiem, ale zajmuję się i literaturą piękną. Wspominam to dlatego, żebyście wiedzieli, z jakim człowiekiem macie do czynienia, czytając moje wyznanie. Jestem typem dociekającym prawdy, niezadowolonym, pełnym zwątpień, ale chcę się wydobyć nad poziom szarych, codziennych trosk. Jestem więcej skłonny do niewiary, niż do pokornego poddania się Bogu.
Z politowaniem zaznaczam, że byłem przez dwadzieścia lat niewierzącym. Jak wielu ludzi, tak i ja padłem ofiarą monizmu i pesymizmu. Ale łaska Boża uratowała mnie od zguby. Przed kilku laty moja mała córeczka zaprowadziła mnie pewnego razu do kościoła, i od tego czasu chętnie tam chodzę. Od tej pory jestem spokojniejszy, bardziej zrównoważony, mogę więcej pracować, lepiej rozumiem niektóre zagadnienia filozoficzne, nawet materialnie. Jestem lepiej sytuowany.
Czy to przypadek?
Nie! To rzecz wykluczona! Jestem pewny, że jest to skutek modlitwy mojej zmarłej kochanej matki. Wierzę, że Bóg przeznaczył mi rolę w życiu tą, którą mam i wbrew wszelkim przeszkodom zewnętrznym i wbrew rozterkom wewnętrznym, idę do celu – bo wiem, że w życiu niema przypadku!”
Oto kilka zdań z owego swoistego publicznego wyznania człowieka, który również zajęty był zdobywaniem chleba, żyć na ziemi zgodnie z godnością synostwa Bożego, jest obowiązkiem i człowieka zapracowanego. Im więcej dokucza nam życie, tym bardziej powinniśmy poświęcić chwilkę czasu na sprawy wiary! Musimy przyznać, że wspomniany artysta ma racje, pisząc „Od tej pory jestem spokojniejszy, bardziej zrównoważony, mogę więcej pracować, jaśniej widzę niektóre zagadnienia filozoficzne, nawet materialnie. Jestem lepiej sytuowany”.
Moi drodzy! My, których stale ożywia łaska Boża., którzy nie znamy przykrych mroków niewiary, a rośniemy w cieniu życiodajnego krzyża, w kochającym Sercu Chrystusa Pana pamiętajmy w swych modlitwach o ludziach nieszczęśliwych, którzy na padole płaczu błąkają się bez Chrystusa.

b) Niestety, musimy stwierdzić smutny fakt, że w wielu ludziach zamarła świadomość Bożego Synostwa. Drżąc, patrzymy na liczne rzesze, dla których Chrystus na próżno przelał Swoja Przenajdroższą Krew! Moi drodzy! Nie żałujecie przelanej Krwi Chrystusa? Świętej Krwi, która została przelana za wszystkich ludzi, za cały świat?
– Za cały świat? – pytasz zdziwiony. – Patrzę na świat, ale widzę tylko brudną ziemię, skały, wody...
Jeśli w ten sposób mówisz, to nie patrzysz wzrokiem chrześcijanina, bo widziałbyś i w błocie ziemi rozlaną Krew Chrystusa! Przypatrz się małemu dziecku, które dotąd było dobre, posłuszne, a teraz smutek przynosi rodzicom – oto Krew Chrystusowa w błocie! Przypatrz się młodzieńcowi, którego czyste serce skalały brudne piśmidła, który padł ofiarą nieczystości – oto Krew Chrystusa w błocie! Popatrz na człowieka zatopionego w troskach życiowych, który zapomina o wierze, o Bogu – oto Krew Chrystusa w błocie! Przypatrz się na ojca rodziny, na dorosłego syna samotnej matki, który wraca do domu pijany tarzając się w błocie i we własnych fekaliach – oto Krew Chrystusa w błocie!
Wszędzie, gdzie na ziemi człowiek popada w grzech, gdzie śmierć moralna sieje zgubę, przelewa się Krew Chrystusowa w błoto. Natomiast, gdzie ludzie ocierają pot zmęczenia i trudów życia, tak jak święta Weronika pot Chrystusowy, gdzie ludzie, jak pokutująca Magdalena, opłakują swe winy, gdzie, jak Szymon z Cyreny, pomagają dźwigać bliźnim krzyż społu z Chrystusem, gdzie pracują nad nawracaniem zbłąkanego stada Chrystusowego – tam szacunek otacza Krew Chrystusa Pana, tam jest uwielbiony cierpiący Chrystus.
Moi drodzy, cierpiący Chrystus szuka współpracowników! Chrystus Odkupiciel, szuka towarzyszów pracy! Czy nie chciałbyś z Nim wspólnie pracować?

* * *

Legenda mówi, że kiedy Chrystus był osamotniony na górze Oliwnej, przyszedł bezdomny pies i położył się u Jego stóp. Tylko bezpański pies współczuł cierpiącemu Chrystusowi!
To tylko legenda… Ale nie legendą, tylko istotnym faktem niech będzie moje przywiązanie do Chrystusa, niech Jego przelana za mnie krew wzbudzi w moim sercu gorliwość i umiłowanie cnoty, abym starł się ze wszystkich sił o godność przybranego Syna Bożego!
My, ludzie wierzący, jesteśmy solą ziemi. „Wy jesteście solą dla ziemi. Lecz jeśli sól utraci swój smak, czymże ją posolić? Na nic się już nie przyda, chyba na wyrzucenie i podeptanie przez ludzi.”(Mt.5,13). Bądźmy zatem dumni z naszego posłannictwa, którego celem jest szerzyć zdrowie moralne w dzisiejszym świecie.
Jesteśmy światłością świata. „Wy jesteście światłem świata. Nie może się ukryć miasto położone na górze. Nie zapala się też światła i nie stawia pod korcem, ale na świeczniku, aby świeciło wszystkim, którzy są w domu. Tak niech świeci wasze światło przed ludźmi, aby widzieli wasze dobre uczynki i chwalili Ojca waszego, który jest w niebie.”(Mt.5,14-16). Bądźmy zatem dumni, że możemy przyświecać swoim zbłąkanym braciom, ale uważajmy, żebyśmy nie byli błędnym ognikiem!
Jesteśmy miastem zbudowanym na górze, więc żyjmy tak, żeby widok nasz budził radość!
Jesteśmy przybranymi dziećmi Boga, rodzeństwem Chrystusa, starajmy się być godni naszego Boskiego Rodu, abyśmy po śmierci stali się godni dziedzictwa Bożego!

Amen.



Autor: ksiądz Antoni Wac
str 49-55 , publikacja na DDN dn. 21-01-2015

_________________
+ Z Bogiem i Maryją.


Góra   
  Zobacz profil Wyślij e-mail      
 
Admin_DDN
 Tytuł: Re: Chrystus w Cierpieniu i Chwale. Rozważania rekolekcyjne+
PostNapisane: 21 sty 2015, o 13:11 
Offline
1000p
1000p
Postów: 6537
Skąd: Polska
Seria – A – O Jezusie Chrystusie naszym Zbawicielu
Konferencja X


Syn Marnotrawny.


(Łk.15,11-32)
Moi drodzy!

Chrystus Pan dużo mówił o miłości i o wiekiem Bożym miłosierdziu, o odpuszczaniu grzechów, ale najbardziej wzruszająco przedstawił bezinteresowną miłość Boga względem grzesznika w przypowieści o synu marnotrawnym.
Omawiając mękę Chrystusa Pana, jej istotę i znaczenie, nie odbiegnę od tematu, jeśli kilka chwil zatrzymam się nad tą głęboką przypowieścią. W przypowieści o synu marnotrawnym mamy z jednej strony wierny obraz upadającego człowieka, uchwycony przez bystrego obserwatora, i zarazem głęboką psychoanalizę tragedii grzesznika, a z drugiej dowód nieograniczonego miłosierdzia Bożego. Rozważanie wiec nad wspomnianą przypowieścią pozwoli nam bliżej poznać chwalebne dzieło odkupienia Chrystusa Pana.
Przypowieść ta składa się z dwóch części. W pierwszej widzimy, jak syn grzesznie żyjąc, trwoni majątek ojcowski i opuszcza rodzinny dom. Druga część przedstawia nam nawrócenie się marnotrawnego syna i powrót do domu rodzinnego. O ile smutną jest część pierwsza, o tyle budującą i pełną nadziei jest część druga. W pierwszej części każdy może poznać wierną odbitkę swojego życia – ale oby Bóg sprawił, byśmy naśladowali drugą połowę życia marnotrawnego syna!



I. Precz od ojca...


→ A) „Pewien człowiek miał dwóch synów.”(Łk.15,11) – rozpoczyna przypowieść Bóg. Już w tych pierwszych słowach przejawia się serdeczność, bo wiemy, że mówi o Sobie, Wszechmocnym, Niezmierzonym, Świętym Królu królów, Panu nieba i ziemi..., ale żebyśmy się nie lękali, mówi jak o zwyczajnym człowieku.
„Pewien człowiek miał dwóch synów. Młodszy z nich rzekł do ojca: Ojcze, daj mi część majątku, która na mnie przypada. Podzielił więc majątek między nich.”(Łk.15,11-12). Pewien malarz 16-go wieku we wzruszający sposób przedstawił tę scenę. Syn wybierający się w świat, stoi przed ojcem i bezczelnie, z dumą, trzymając ręce w kieszeniach, chciwie spogląda na stół, na którym ojciec drżącą od starości ręką liczy monety – część jego majątku. Obok stoi matka i zanosi się płaczem. Doskonale ujęcie – młodszy syn odchodzi! O, ty młodości, pełna żaru ślepych instynktów! Młodość, tak lekkomyślnie szafująca czystością! Niebezpieczny wiek, w którym chaos zmysłowych pragnień i bezkrytycznych pożądań rzuca gęstą zasłonę na oczy duszy, żeby nie rozróżniała co dobre jest, a co grzechem stoi!
Głębokie psychologiczne ujęcie przypowieści w tym się przejawia, że mowa o dwóch synach jednego ojca, którzy otrzymali jednakowe wychowanie, a jednak tak bardzo różnią się między sobą, są zupełnie do siebie nie podobni. Starszy jest sumienny, uczciwy, pracowity, posłuszny, młodszy zaś to leń, nieposłuszny i rozpustnik.

→ B) Młodszy wziął część swej majętności i poszedł w daleki świat, „odjechał w dalekie strony”(Łk.15,13). Dokąd idą rozpustni młodzieńcy? Jedni do bagna rozpusty, drudzy do niewiary, inni do kryminału – „w dalekie strony”, daleko od Boga, gdzie nie dochodzi światło łaski Bożej, gdzie zamiast odżywczych promieni Bożej miłości, błądzą zwodnicze światełka rozpusty.
Poszedł niewierny syn i roztrwonił ojcowską spuściznę. Pierwszym najcenniejszym skarbem, który w świecie utracił, była niewinność duszy! Potem nastąpiło zrujnowanie ciała i duszy, bo nie ujarzmione zmysły osłabiają umysł, wypaczają charakter, uczą cynizmu wobec wszystkiego, co szlachetne. Pan Jezus –tylko kilkoma dosadnymi wyjaśnieniami opisuje ten stan „A gdy wszystko wydał, nastał ciężki głód w owej krainie i on sam zaczął cierpieć niedostatek.”(Łk.15,14) – mówi Pan. Trafna to charakterystyka! Głód nastał w tych stronach.
Moi drodzy, czy nie wiemy, że w strasznej krainie grzechu zawsze panuje głód?! Z daleka zdawałoby się, że życie grzeszne upływa przy obficie zastawionym stole, łakociami używania; ale jeśli po nie sięgamy, w ręku pozostaje nam tylko pył, popiół i błoto. Z daleka życie grzeszne wygląda, jak bujny łan pszenicy, nęci – ale jeśli zerwiemy kłosy, zostanie w naszym ręku tylko słoma i plewy. Życie grzeszne z daleka wyglądem przypomina czarownego motyla, pełnego wdzięku i powabu, ale gdyśmy się śmiertelnie znużyli, uganiając za nim, i w końcu złapaliśmy go w rękę, to widzimy, że trzymamy tylko trochę pyłu... „A gdy wszystko wydał, nastał ciężki głód w owej krainie i on sam zaczął cierpieć niedostatek.”(Łk.15,14).
Co za rozczarowanie! Jaki bolesny zawód!
Wyobrażam sobie pierwsze chwile rozkoszy syna marnotrawnego ... Nadszedł moment, o którym marzył, do którego tęsknił stał się wolny! Nie ma już surowej ręki ojca, ani rozbrajających łez matki, nie ma, wymówek, ani nagan. Wszystkie przeszkody i przepisy rodzinne ustały... Gnany nieokiełzaną rozkoszą, chciałby cały świat przycisnąć do zbuntowanego serca – cały świat jest mój! Wolność, wolność! jestem wolny!
Ale świat jest złudny i nienasycony! Pieniędzy było coraz mniej... wkrótce ich zabrakło ... trzeba było szukać pożyczki. Chciał pożyczyć od kolegów, z którymi hulał, bawił się całymi dniami i nocami, z którymi roztrwonił część swej ojcowizny... Gdzie się podziali? Nie ma żadnego! Znikli, jakby ich nigdy nie było... „A gdy wszystko wydał, nastał ciężki głód w owej krainie i on sam zaczął cierpieć niedostatek.” (Łk.15,14).

→ C) Biedny młodzieniec przetrząsnął wszystkie kieszenie, ale ani grosza już nie znalazł. Wszystko poszło! Tak nadal być nie może. Z początku przez pewien czas wałęsał się bezradny, ale głód coraz bardziej mu dokuczał. Niema pracy, a darmo nikt nic nie daje, przyjaciele go porzucili, nikt go nie przygarnie do serca... Po długiej tułacze został pasterzem świń. Ale i tu mu dokuczał głód! „Pragnął on napełnić swój żołądek strąkami, którymi żywiły się świnie, lecz nikt mu ich nie dawał.”(Łk.15,16).
Straszny upadek! Coraz głębiej staczał się po pochyłości zła. Czym był dawniej? – a czym jest teraz? Przekonał się, że grzech jest złudzeniem! Obiecywał niebo, dopóki nie wpadł w jego sidła, a kiedy już ugrzązł, zostawił mu piekło w duszy. Człowiek grzeszny jest niewybredny w grzechach – żaden go nie zadawala. Pije grzech, jak wodę, a nie znajduje spokoju. Żyje, jak szczur, który zjadł trutkę palącą jego wnętrzności – biega zrozpaczony tu i tam, szukając ochłody, pije z każdej napotkanej kałuży i brudów, jednak pragnienie staje się coraz bardziej dokuczliwym, aż w końcu go dobija. „Pragnął on napełnić swój żołądek strąkami, którymi żywiły się świnie, lecz nikt mu ich nie dawał.”(Łk.15,16).
Straszny widok! A ilu ludzi chodzi w życiu takimi drogami?! Najpierw trwonią majątek otrzymany od swojego Ojca Niebieskiego i marnują swoje zdolności, chęć do pracy, zapał, idealizm, czystość; później wiarę, wytrwałość, nadzieję, rozum, zdrowie; potem wloką się, jak inwalidzi za kolumnami wojsk, zniechęceni, złamani, rozbici. „A gdy wszystko wydał, nastał ciężki głód w owej krainie i on sam zaczął cierpieć niedostatek. Poszedł i przystał do jednego z obywateli owej krainy, a ten posłał go na swoje pola żeby pasł świnie. Pragnął on napełnić swój żołądek strąkami, którymi żywiły się świnie, lecz nikt mu ich nie dawał”(Łk.15,16).


II. Z powrotem do ojca!

Przyszło mi na myśl – Co by się stało z nieszczęśliwym młodzieńcem, gdyby pozostał w tej strasznej nędzy? Gdyby przemocą złamał głos sumienia i powiedział: „Sam zgotowałem swój upadek, więc w nim pozostanę! Postanowiłem nie wracać! Wypiję do dna czarę rozpusty! Radość będzie mi sprawiać brud i zaraza, będę dążył, by wciągnąć w przepaść zła, jak najwięcej ludzi!”
Gdyby tak powiedział, jak mówi wielu współczesnych ludzi, z pewnością byłby potępiony!

→ A) „Wtedy zastanowił się…”(Łk.15,17), nad sobą.
O, błogosławiona chwila, w której nieszczęśliwy grzesznik opamięta się i zaczyna się zastanawiać nad swymi uczynkami. Mój Boże, co się ze mną stało? Do czego doszedłem? Byłem kochanym synem Ojca Niebieskiego, urodziłem się dla Królestwa Chrystusowego, a teraz jem odpadki przeznaczone dla nierogacizny i piję pomyje! Kiedyś świeciło dla mnie ożywcze słonce, a teraz zaległa nade mną czarna noc, straciłem honor, majątek i zdrowie!
Miałem wiele nadziei na przyszłość, oczekiwałem szczęścia od mojego wolnego życia – a co się ze mną stało?! Czy może być większe kłamstwo, samooszukiwanie się, bardziej ułudna nadzieja, niż ta, której padłem ofiarą, myśląc, że dostąpię największego szczęścia w życiu. Duszę moją zalała niewypowiedziana gorycz, serce moje puste do dna. Przygnębienie ciąży na mnie, niby olbrzymia skała!
„Iluż to najemników mojego ojca ma pod dostatkiem chleba, a ja tu z głodu ginę.” (Łk.15,17).
Smutna rzeczywistość! O moi drodzy, czy możecie powiedzieć, że nie konacie z głodu, wtedy, gdy całymi miesiącami nie pojednani z Bogiem trwacie w grzechu i nie możecie przystępować do ożywczych źródeł Eucharystii? Czy cieszycie się życiem? Czy znaleźliście zadowolenie w rozpuście? „Owszem” – może ktoś powiedzieć. Mój drogi, nie kłam w żywe oczy! Jeśli pożera cię grzech, to jesteś pusty, głodny, nędzny, obdarty, brudny, złamany, zniechęcony do życia! Czy przypominasz sobie szczęście i zadowolenie, jakie miałeś w domu u Ojca swego? Czy pamiętasz Chleb, którego miałeś pod dostatkiem? A teraz musisz z zazdrością przyznać: „Jak dobrze jest tym ludziom czystym, życie uśmiecha się do nich, używają łask Sakramentu pokuty i Eucharystii, a mnie grzech oddalił od Boga!”
W ten sposób wyobrażam sobie pierwsze, przebudzenie porzuconego, opuszczonego grzesznika, który boryka się w odmętach grzechów!
– Dlaczego Bóg zesłał na mnie okropne męczarnie i upokorzenie? – pyta. najpierw człowiek budzący się z odrętwienia. O biedny człowiecze! Czy to Bóg zesłał na ciebie okropne męczarnie?
– Prawda, nie On, tylko moi rodzice są wszystkiemu winni! Dlaczego nie trzymali mnie krótko? – O przypomnij sobie, jak cię karcili, byłeś jednak uparty, nieposłuszny i niepoprawny!
– Przyjaciele mnie zepsuli! Ci przeklęci wspólnicy grzechu przywiedli mnie do zguby... Owszem, owszem, przyczynili się do twego nieszczęścia, ale bądź szczerszy – zupełnie otwarty! Czy nie przypominasz sobie, jak buntowałeś się przeciwko nakazom ojca i matki? Kto podeptał szyderczo i lekkomyślnie przepisy moralności? Kto się lumpował, hulał, uprawiał nierząd? Powiedz, czy nie ty? Czy nie czujesz wyrzutów sumienia? Czy czujesz się bez winy?
Na kongresie psychologów pewien uczony zabrał glos na temat „świadomości zła” i „nawrócenia się” i opowiedział, jak w czasie kąpieli przyszło mu na myśl „Czy i wewnątrz jesteś czysty?”, i nie dało mu to spokoju, aż przewertował całe swoje sumienie. I nasza poprawa możliwa jest tylko na tej drodze. Nic nie pomoże spirytyzm, ani okultyzm! Tylko wtenczas pozbędziemy się grzechu, jeśli odważymy się zrobić dobry i stanowczy rachunek sumienia, obudziwszy szczery żal za grzechy, jeśli skierujemy swoją wolę na moralne tory życia.

→ B) Jak okropne męczarnie musiał przeżywać syn marnotrawny! Widział wyobraźnią dawne, szczęśliwe chwile życia w domu ojca, widział matkę i rodzeństwo. – A teraz? Została nędza, zapomnienie i głód!
„Zabiorę się i pójdę do mego ojca, i powiem mu:” – zabłysło światło nadziei. „Zabiorę się i pójdę do mego ojca,...”(Łk.15,18) – zadecydował „pójdę do mego ojca”
Tak, ale czy już nie za późno? Czy mnie nie wypędzi? Czy wybaczy mój błąd? Bo strasznie upadłem! „Zabiorę się i pójdę do mego ojca” Patrzy na siebie i pytaj – Gdzie jestem? Okropność. Jadłem odpadki, piłem pomyje – jestem obdarty! Kim jest tyran, który nałożył na mnie kajdany grzechu? Obiecywał, nęcił, czarował, a co mi dał naprawdę? Tylko kajdany! Ale przezwyciężę mą opieszałość, wstaną z barłogu grzechu i oczyszczę się!
Odważne postanowienie! Syn marnotrawny nie mówił – już za późno... choćbym nawet pragnął uwolnić się od dręczących mnie namiętności... wyśmialiby mnie przyjaciele ... przyzwyczaiłem się już do tego, ale zerwał się i wytężył resztę woli, zerwał kajdany grzechu... i poszedł do ojca swego!
Moi drodzy! Nie szczędźmy ofiar! Nie zniechęcajmy się i nie traćmy nadziei, a jeśli bardzo nam ciężko wrócić do Boga, to pamiętajmy, że człowiek niełatwo odzwyczaja się od tego, co stało się drugą jego naturą.
Syn marnotrawny na pewno byłby zginął, gdyby nie wytężył wszystkich sił, by wykonać powzięty zamiar i powrócić do ojca.
Syn marnotrawny wracał do domu krokiem stanowczym. Gdyby go wtenczas spotkali dawni koledzy i zapytali – dokąd tak raźno idziesz? Z pewnością odpowiedziałby śmiało: Wracam do domu ojca!
— Wracasz do starego? Czyś oszalał? Z pewnością każe cię wyrzucić z domu! Lepiej trzymaj z nami...
Syn marnotrawny bez wahania szedł do ojca! Nie zatrzymały go wspomnienia rozkosznych chwil, ani miejsca dawnych zabaw i hulanek, gdzie stracił pieniądze, radość życia, duszę i honor... Nie zatrzymały go towarzyszki rozpusty w nadziei przyszłych rozkoszy. Stanowczo oparł się grzesznej miłości.
Teraz, na starość chcesz się nawrócić? Po dwudziestu latach? Po trzydziestu latach chcesz się wyspowiadać? – słyszą tego rodzaju słowa nowocześni synowie marnotrawni.
Biedny człowiek ... żal mu porzucić grzesznych rozkoszy – coś, co nie da się wypowiedzieć, ciągnie go z powrotem do dawnych nałogów. – Biedne ludzkie serce, które wacha się, któremu nie ma kto powiedzieć – idź śmiało, idź tylko śmiało naprzód! Nie bój się, zerwiesz więzy grzechu, jeśli tylko chcesz! Dobrze idę naprzód! Naprzód! Naprzód! Idę do ojca mojego!

→ C) A co robi opuszczony ojciec?

„A gdy był jeszcze daleko, ujrzał go jego ojciec i wzruszył się głęboko; wybiegł naprzeciw niego, rzucił mu się na szyję i ucałował go.”(Łk,15,20) – mówi Pan Jezus. Jeszcze był daleko od domu, gdy ojciec go zauważył. Jakżeby go nie zauważył, przecież od chwili, kiedy opuścił dom, zawsze długo patrzył w stronę, w którą się oddalił i myślał – czy nie wraca mój biedny syn.
A może ojciec zaczeka, aż syn do niego podejdzie? Niech go to speszy, niech uzna, że źle zrobił. Nie! Bo może biedak w ostatniej chwili zawstydziłby się i wrócił, gdy całe otoczenie, dom, ogród, domownicy czynią mu wyrzuty, ojciec śpieszy na jego spotkanie, zapomina nawet o synu dobrym, który zawsze był posłuszny i pracowity. Idzie, biegnie, pędzi na spotkanie syna marnotrawnego, obejmuje go, tuli do swego serca. Tuli tego obdartego, brudnego, całuje jego twarz steraną grzechami i wybladłą.
Po tak serdecznym powitaniu, ledwie do słowa może przyjść młodzieniec „Ojcze, zgrzeszyłem przeciw Bogu i względem ciebie, już nie jestem godzien nazywać się twoim synem.”(Łk,15,21) Jeszcze chciał dodać – „uczyń mię choćby jednym z najemników.”(Łk,15,19), ale nie zdążył, bo mu ojciec nie pozwolił. Widział szczere łzy skruchy i szczere postanowienie poprawy. Zawołał sługi i rozkazał „Przynieście szybko najlepszą szatę i ubierzcie go; dajcie mu też pierścień na rękę i sandały na nogi. Przyprowadźcie utuczone cielę i zabijcie: będziemy ucztować i bawić się, ponieważ ten mój syn był umarły, a znów ożył; zaginął, a odnalazł się.”(Łk,15,22-24).
Czy nie widzicie, jakie uderzające jest podobieństwo tej przypowieści do Sakramentu pokuty, w którym moc odpuszczania grzechów złożył Bóg w ręce Swoich niegodnych sług? Słyszeliście, że syn marnotrawny przy świadkach przyznał się do winy – czy nie widzicie uderzającego podobieństwa opowieści w tym, że grzesznik oskarża się nie tylko wobec samego Boga, ale i wobec kapłana? Wiem, że trudny jest pierwszy krok poprawy! Tyle razy przygotowujemy się, a jednak odkładamy na później, ale jeśli przystąpiliśmy do Sakramentu pokuty, nasz Ojciec Niebieski ubiera nas w białą szatę czystości, włoży na nasz palec pierścień, symbol wierności, a na nogi da mu obuwie łaski, żebyśmy odtąd niezachwianie szli Jego drogami, w końcu zabija najlepszego baranka, Baranka Bożego, którego ciałem i krwią nas karmi.

* * *

Taka jest opowieść o synu marnotrawnym. Opowieść? Czy to nie prawda? Czy to tylko zmyślona bajka?
Podobny los, jak syna marnotrawnego, spotyka niejednego, lecz miliony, a nawet miliardy ludzi na całym świecie! Straszny upadek syna marnotrawnego jest obrazem całej ludzkości i wiernym odbiciem miłości Bożej względem grzesznika! Kochający, litościwy Ojciec do dziś dnia żyje. Miłość Jego i dziś jest równie wielka. Spokój i radość, jakie ogarniają duszę pokutującego grzesznika, zawsze spłyną na nas z serca Ojca Niebieskiego. Jezu ufam Tobie, czy też Йесу я уфайу Тівя – te słowa od kilku lat powtarzają usta całego świata, a początek dał Sługa Boży Jan Paweł II.
Z serca Tego, Który umarł za nas na krzyżu, Który dał nam tę przypowieść i czeka na nas z ojcowską miłością płynie nieskończone orędzie miłosierdzia. Pan Jezus bierze w Swoje skrwawione ramiona dzisiejszych, zbłąkanych i uwikłanych w ciernie synów marnotrawnych, zachęca ich do poprawy, do tego by odważnie przyznali się do winy: „Ojcze, zgrzeszyłem przeciw Bogu i względem ciebie, już nie jestem godzien nazywać się twoim synem.”(Łk,15,21).
Panie Jezu zapomnij na chwilę o Swoich dobrych dzieciach i zajmij się przede wszystkim tymi, którzy znękani, obdarci, głodni wracają do domu Ojca. Wlej im w ich oziębłe serca otuchę i przytul do Swego przebitego Serca z którego wypłynęła woda dla obmycia i krew dla zaspokojenia pragnienia, udziel Swojej łaski, żebyś mógł o nas wszystkich powiedzieć: „…trzeba się weselić i cieszyć z tego, że ten brat twój był umarły, a znów ożył, zaginął a odnalazł się.”(Łk,15,32).

Amen,



Autor: ksiądz Antoni Wac
str 55-61 , publikacja na DDN dn. 21-01-2015

_________________
+ Z Bogiem i Maryją.


Góra   
  Zobacz profil Wyślij e-mail      
 
Admin_DDN
 Tytuł: Re: Chrystus w Cierpieniu i Chwale. Rozważania rekolekcyjne+
PostNapisane: 21 sty 2015, o 13:14 
Offline
1000p
1000p
Postów: 6537
Skąd: Polska
Seria – A – O Jezusie Chrystusie naszym Zbawicielu
Konferencja XI


Chrystus cierpiący a Ja. (cz. I)


Moi drodzy!

Na początku naszych rozważań rekolekcyjnych zajmujemy się pytaniem: Dlaczego Chrystus cierpiał? Jaki miał cel, przyjmując gorzką mękę? Bez wątpienia w tym celu, żeby nas zbawić. Jego przelana Krew stała się zadośćuczynieniem, za grzechy całej ludzkości. Ale żeby nas zbawić, wystarczała kropla Krwi Chrystusa. Skoro więc przyjął na Siebie całe morze cierpień i szedł najboleśniejszą drogą ludzką, widocznie miał jeszcze inny cel.
Jaki? Dać przykład, pomoc, wsparcie i otuchą cierpiącym.
Każdy z nas ma krzyż! Jesteśmy również wystawieni na tysiące doświadczeń! Szlaki naszego życia zroszone są znojem i krwią, wiec przykład Chrystusa jest nam pomocą w utrapieniach, jest nam lżej, że On już przedtem przecierpiał najgorsze i najokropniejsze męki jakie może znieść człowiek, a że obecnie współczuje i cierpi razem z nami. Jest to zachęta dla nas, żebyśmy szli Jego śladami.
Czego nas uczy cierpiący Chrystus? – o tym będziemy mówić w naszych następnych rozważaniach. Musimy o tym dużo mówić, bo kielich cierpienia prawie u każdego człowieka jest przepełniony. Na każdym kroku słyszymy rozpaczliwe narzekania: „Jestem zupełnie wyczerpany, już nie mam sił więcej cierpieć!” Trzeba o tym dużo mówić, bo dzisiejszy człowiek, tonący w niedostatkach, zaczyna wątpić w Opatrzność Bożą, zaczyna tracić wiarę, w Boga.
To jest najważniejsze zagadnienie współczesne! Gnębi nas niedostatek, nędza, nie możemy uniknąć klęsk, a w jaki sposób mamy się do nich ustosunkować, czy narzekać, czy przyjmować je z dumnie wzniesionym czołem? Katastrofa, cierpienie, które nas nawiedziło, albo nas uszlachetni, wyrobi, że staniemy się lepsi, niż w dostatkach, albo złamie i całkowicie zdruzgoce.
Cierpienie Chrystusa a moje – taki będzie temat naszych najbliższych rozważań, w których pójdziemy śladami Chrystusa, by znaleźć lekarstwo na dręczący nas ból. Postaramy się skorzystać z łask, płynących blisko od dwóch tysięcy lat z kochającego Serca Chrystusowego, które tak wiele za nas cierpiało. W czym tkwi tajemnica, że nasze człowieczeństwo krzepi Chrystus Swoim cierpieniem? W przykładzie, jaki daje nam przez Swą mękę.
Jeśli wiemy
I) jak cierpiał Chrystus, zrozumiemy także
II) dlaczego niesie nam pomoc?


I. Jak cierpiał Chrystus?

→ A) W prezbiterium katedry w Regensburgu wisi ciekawy obraz, przedstawiający Marię Magdalenę, patrzącą z utęsknieniem na Chrystusa, który majestatycznym ruchem wskazuje Swój otwarty bok. W ruchu tym doskonale jest przedstawiona, wyższość idei chrześcijańskiej ponad wszystkimi systemami filozoficznymi i religijnymi. Pokażcie filozofa, przyjaciela ludzkości, bohatera, kogoś kto mógłby się pochwalić, że ranami swoimi zbawił ludzkość, żeby do dna wypił kielich goryczy, zdrady i ludzkiej niewdzięczności, że zstąpił na dno cierpień i skrajnej nędzy, by zostawić nam przykład, w jaki sposób mężnie należy znosić trudy życia!
Całe życie Chrystusa na ziemi było przepojone goryczą cierpień. W stajence betlejemskiej widzimy ubóstwo, niedostatek, zimno. Droga do Egiptu prowadziła na wygnanie. Domek Nazaretański był zapomniany. W życiu publicznym Pan Jezus również cierpi, doznaje zawodów, nienawiści, a w końcu spotyka Go śmierć krzyżowa.

→ B) Chrystus przyszedł ubogi na świat, a życie Jego było nieprzerwanym pasmem cierpień! Dlaczego urodził się wśród nędzy i niedostatku, jeśli mógł zjawić się w królewskich pałacach i chodzić w purpurze? Dlaczego chciał umrzeć okrutną, śmiercią? Dlatego, że z wyjątkiem grzechu, chciał poznać całą nędzę ludzką. Chciał przejść drogą bólów ludzkich, żebyśmy w trudnych chwilach życia, z ufnością mogli się do Niego zwracać „Panie, byłeś człowiekiem, jak ja, rozumiesz moją nędzą, dopomóż mi!”
Chrystus wiele cierpiał z powodu ran zadanych gwoźdźmi i knutym, cierpiał z powodu pragnienia, ale najbardziej bolało Go serce, które przygniotły grzechy, podłość i ogrom wszelkiej złości ludzkiej, dlatego wśród krwawego potu wołał „Smutna jest moja dusza aż do śmierci; zostańcie tu i czuwajcie ze Mną!”(Mt.26,38).
Otuchą napawa mnie smutek Chrystusa! On już przede mną przeszedł wszystkie cierpienia, które mnie gnębią i które mnie będą dręczyły – z tą tylko różnicą, że On cierpiał więcej ode mnie. Niema wzgardy, bólu, szyderstwa, męczarni, okrucieństwa, których by Chrystus nie zaznał. Mój drogi, jeśli cię one nawiedzą w życiu, pomnij, że On przeżył je, ale w daleko wyższym stopniu.
Rozumiemy, jak olbrzymia siła spływa na nas czerpiących z cierpienia Chrystusowego. Teraz rozumiemy słowa największych Świętych Kościoła – świętego Ambrożego, który cierpienie nazywa, „koroną”, świętego Jana Złotoustego, który mawiał, iż jest to „najlepsza szkoła”, świętego Kamila, dla którego cierpienie było „miłosierdziem Bożym”, świętego Franciszka z Asyżu, który w cierpieniu widział „brata”. Teraz rozumiemy powszechne zdanie Apostołów, że „Skoro więc Chrystus cierpiał w ciele, wy również tą samą myślą się uzbrójcie, że kto poniósł mękę na ciele, zerwał z grzechem, aby resztę czasu w ciele przeżyć już nie dla pełnienia ludzkich żądz, ale woli Bożej….Umiłowani! Temu żarowi, który w pośrodku was trwa dla waszego doświadczenia, nie dziwcie się, jakby was spotkało coś niezwykłego, ale cieszcie się, im bardziej jesteście uczestnikami cierpień Chrystusowych, abyście się cieszyli i radowali przy objawieniu się Jego chwały.”(1.P.4,1-2.12-13). „Dlatego to nie poddajemy się zwątpieniu, chociaż bowiem niszczeje nasz człowiek zewnętrzny, to jednak ten, który jest wewnątrz, odnawia się z dnia na dzień. Niewielkie bowiem utrapienia naszego obecnego czasu gotują bezmiar chwały przyszłego wieku dla nas, którzy się wpatrujemy nie w to, co widzialne, lecz w to, co niewidzialne. To bowiem, co widzialne, przemija, to zaś, co niewidzialne, trwa wiecznie.”(2.Kor.4,16-18).
Jak wielka przepaść leży między zgorzkniałym pesymistą, a radosną nadzieją chrześcijańską!

→ C) Czy wszyscy rozumiemy wzniosłą naukę Apostołów? Nie! Rozumieją tylko ci, którzy zrozumieli cierpiącego Chrystusa.
O jak wielu wcale Go nie rozumie! Z zapałem rozwiązują najtrudniejsze zagadki przyrody, ale nie troszczą się o rozwiązanie tajemnicy Chrystusowego krzyża.

a) Cieszymy się Dzieciątkiem w żłóbku betlejemskim, podziwiamy potężnego Chrystusa czyniącego cuda, tylko trudno nam zrozumieć cierpiącego Chrystusa. Oburzamy się, gdy zarzucają nam oszczerstwo, niezrozumienie, obmowę, gdy nas posądzają, ociągamy się nosić krzyż zawodów życia – a zapominamy, że Chrystus wszystko to znosił cierpliwie! „Naśladować Chrystusa” znaczy iść Jego śladami, drogą wzgardy i szyderstwa, Chrystus cierpiący uczy nas, że nie po to żyjemy na świecie, żeby nas inni rozumieli i uznali, ale po to żebyśmy uznali i zrozumieli innych.

b) Otuchą napawa mnie świadomość, że cierpienie nie ominęło Chrystusa, chociaż był On Jednorodzonym Synem Boga. Cóż więc mam powiedzieć o sobie, ja – nędzny grzesznik?!
Dlaczego karze mnie Bóg, dlaczego zsyła na mnie klęski? – mówi z oburzeniem wielu ludzi, a postąpiliby bardziej po chrześcijańsku, gdyby w chwilach doświadczeń zapytali: Czego ode mnie chce Bóg zsyłając na mnie, to cierpienie? Bóg, który rzekł, że droga prowadząca do Niego wysłana jest cierpieniem.
Tak Bóg powiedział? Kiedy?
Wtenczas, kiedy dał nam słowa prawdy. „Jeśli kto chce iść za Mną, niech się zaprze samego siebie, niech co dnia bierze krzyż swój i niech Mnie naśladuje!”(Łk.9,23). „niech co dnia bierze krzyż swój”. Czyli, Chrystus nie mówi, żebyśmy, ot jakoś prze-cierpieli naszą niedolę, ale każe nam cierpieć dobrowolnie, z radością, z ochotą.

c) Czy to możliwe? Może nie znał natury ludzkiej? Jak mógł nam nakazać coś podobnego? Z ochotą przyjmować cierpienie? Czy jakieś stworzenie zechce cierpieć dobrowolnie? Czy kogo cieszy smutek, choroba, klęska? Nie, nie ma takiego człowieka! Każdy szuka swego dobra, radości i szczęścia!
Pan Jezus dobrze o tym wiedział, a jeśli pomimo to kazał nam z ochotą, cierpieć, to z pewnością znał ukrytą wartość cierpienia.
A to co innego! Jeśli tak, to owszem, można, cierpieć! Uczniowi nie bardzo smakuje przesiadywanie nad książką, a jednak uczy się w nadziei lepszej przyszłości. Rolnik również chętnie uchyliłby się od uciążliwej pracy, chory nie lubi gorzkich lekarstw, a jednak zażywa je w celu poprawienia zdrowia. Malarz używa nie tylko barw jasnych, ale i ciemnych, czarnych. Opatrzność Boża malująca historię świata, posługuje się rozmaitymi kolorami. Zsyła na nas nie tylko promienną radość, ale także smutek, gorycz i ból. Zawsze jednak chce mojego dobra, i choć zanoszę się płaczem w czasie niepowodzeń, jednak nigdy nie przestanę wołać do Boga „Ojcze, jeśli chcesz, zabierz ode Mnie ten kielich! Jednak nie moja wola, lecz Twoja niech się stanie!”(Łk.22,42).



II. Dlaczego pomocą jest dla nas cierpiący Chrystus?

Czy droga cierpień jest uciążliwa? Tak, jeśli znamy tylko smutek wielkopiątkowy. Przygnębiające jest cierpienie, jeśli znamy tylko Przykazania, a nie pamiętamy o ich skutkach. Nie moglibyśmy znieść cierpień, gdyby nie szedł przed nami Chrystus, który
A) uczy, jak należy cierpieć, i
B) pomaga nam w cierpieniu.

→ A) Chrystus uczy, Jak należy cierpieć.

a) Chrystus uczy, jak mamy cierpieć. Nie teoretycznie, abstrakcyjnie przemawia do nas, ale pokazuje Sam na Sobie.
Kto nas potrafi naprawdę pocieszyć w strapieniu? Czy nie ten, kto miał podobne przeżycia? Chrystus doznał wszystkich możliwych niepowodzeń ludzkich i od tego czasu każda troska, nasuwa myśl, że Chrystus już przede mną to przecierpiał.
Dokucza, ci nędza? Z pewnością Chrystus był biedniejszy! Nie masz ciepłego odzienia? – pomyśl w jak ubogich łachmanach leży Bóg w betlejemskiej stajence!
Brak ci chwilowo chleba? Jesteś Spragniony – popatrz na Chrystusa, który pod żarem południowego słońca robił dziesiątki kilometrów głodny i spragniony!
Jesteś pokrzywdzony? O Nim mówili, że ze złymi duchami obcuje! Zapomnieli o tobie przyjaciele? – Jego sprzedali za kilkanaście srebrników! O, tak, On miałby powody narzekać!
Urodziłeś się biedny i cierpisz niedostatek? Ale nie powiła cię matka w brudnej stajni i nie musiała cię ukrywać przed wrogami! Jesteś bez posady, straciłeś majątek, sławę? – Patrz, Chrystus będąc Bogiem stał się synem biednego cieśli! Krzywdzą cię, obmawiają, nienawidzą? – pomyśl, co zrobili z Chrystusem – ubrali Go w czerwony płaszcz, w symbol błazeństwa, plwali Mu w twarz, uczynili przedmiot szyderstw motłochu. Zawiodłeś się na tych, po których się najwięcej spodziewałeś? Przypomnij sobie zdradzieckie pochlebstwa Judasza! Powaliła cię ciężka choroba? – ale z pewnością cierpisz mniej, niż Chrystus na ziemi!
O, Panie, błogosławieństwem jest dla nas Twoje miłosierdzie, które wspiera nas zbłąkanych na morzu cierpień! Szczęśliwi jesteśmy, że wśród cierpień możemy wołać Twoimi słowami do Boga: „Eli, Eli, lema sabachthani? to znaczy Boże mój, Boże mój, czemuś Mnie opuścił?”(Mt,27,46).
O Panie, niewypowiedziane jest, Twe miłosierdzie, że w chwilach okropnego smutku. Twoimi słowami możemy skarżyć się Panu; „Smutna jest moja dusza aż do śmierci; zostańcie tu i czuwajcie ze Mną!”(Mt.26,38), Jesteśmy Ci niezmiernie wdzięczni, że w chwilach przygnębienia, nędzy, trosk i rozpaczy rozumiesz nas, bo Sam to wszystko przeżywałeś: „Począł się stracha* i tęsknić w Sobie” (Mt.14,33). „Pogrążony w udręce jeszcze usilniej się modlił, a Jego pot był jak gęste krople krwi, sączące się na ziemię.”(Łk.22,44).
Kiedy gorzko płaczę nad mogiłą matki, ojca, brata, siostry, przyjaciela, przychodzą mi na myśl Twoje łzy, które wylałeś nad grobem Łazarza, Gdy ból przeszywa me serce na widok rozdartej ojczyzny, przypominam sobie łzy które wylałeś nad zguba Jerozolimy. Kiedy z bólu trudno mi mówić, rozpaczliwie błagam o miłosierdzie Boże Twoimi słowami „Pogrążony w udręce jeszcze usilniej się modlił, a Jego pot był jak gęste krople krwi, sączące się na ziemię.”(Łk.22.42).

b) Z cierpienia Chrystusa wypływa jeszcze nauka, jak powinniśmy przyjmować ciosy zadane nam przez bliźnich. Przykład daje nam Chrystus.
Pewne cierpienia i niedostatki, które przyjęliśmy dobrowolnie na siebie, jako pokutę za grzechy, znosimy stosunkowo łatwo, ale są bóle, kłopoty, które spotykają nas wbrew woli na każdym kroku, których próżno chcielibyśmy uniknąć – tego rodzaju cierpienia bolą nas najwięcej! Trudno pokonać codzienne przykrości. Unosimy się z powodu kaprysów żony, z powodu szorstkiego obejścia męża, chcielibyśmy mieć w domu większe wygody, lepszy zarobek, gorszymy się z powodu otaczającej nas rozpusty, nieuctwa, głupoty i bezczelności ludzkiej... o dużo jest krzyżów, które kładą nam bliźni na barki, a które musimy wlec za sobą.
„Gdybym przynajmniej wiedział, że tego sobie życzy Bóg, to jakoś dałbym sobie radę! Chętnie bym je znosił, gdyby je na mnie zesłał Bóg, a nie ludzie” – często utyskujemy.
Posłuchajcie, moi drodzy, co powiedział Pan Jezus do Piotra „ Zaprawdę, zaprawdę, powiadam ci: Gdy byłeś młodszy, opasywałeś się sam i chodziłeś, gdzie chciałeś. Ale gdy się zestarzejesz, wyciągniesz ręce swoje, a inny cię opasze i poprowadzi, dokąd nie chcesz.”(J.21,18), a ewangelista, dodaje: „To powiedział, aby zaznaczyć, jaką śmiercią uwielbi Boga. A wypowiedziawszy to rzekł do niego: Pójdź za Mną!”(J.21,19).
Słyszeliście, moi drodzy? Piękna i szlachetna jest ofiara i wyrzeczenie się dobrowolnie złożone dla Boga, ale daleko większa mamy zasługę znosząc cierpienie nałożone wbrew naszej woli.
Oto doniosłe znaczenie cierpienia Chrystusowego. W nim znajdziemy kojący balsam na wszystkie bóle doczesne.

→ B) Chrystus nie tylko uczył nas, jak znosić cierpienie, ale i dał nam do tego siłę.

a) Tylko Chrystus może nam pomóc, bo On rozwiązał problem cierpienia. Ludzkość cierpiała i przed Chrystusem, ale jej męczarnia nie miała celu, wytłumaczenia, racji bytu. Człowiek cierpiąc w czasach przedchrystusowych, był rozgoryczony, okrutny, zrozpaczony, złamany... jakby to lepiej powiedzieć – nie mógł sobie dać rady z cierpieniem! Przyszedł Chrystus i nauczył nas kochać cierpienie! Chrystus z, prawdziwą miłością przyjmował cierpienia, Namiętniej i żarliwiej kochał Swój krzyż, niż młodzieniec swą oblubienicę. Miłość, którą ukochał krzyż, zmazała piętno przekleństwa i bezcelowości cierpienia. Wielkość Chrystusa leży w serdecznym, szczerym ukochaniu cierpienia.
Niektórzy upadają pod ciężarem cierpień. Inni drętwieją i stają się niewrażliwi, brutalni, Chrystus jest największy w cieniu krzyża. Od tego czasu cierpienie jest bezradne wobec ludzi, którzy żyją duchem Chrystusowym. Tam, gdzie inni upadają, oni pracują nadal. Wśród klęsk i trudów śmiało podnoszą w górę czoło! Ze wszystkich stron walą się na nich nieszczęścia, pomimo to nie zapominają o Bogu. Zachmurzyło się nad niemi niebo, ale nie tracą nadziei, bo czują odżywcze promienie słońca, bo wiedzą, że spokojnie cierpiąc, nie tylko stają się mądrzejszymi, bardziej wyrozumiałymi, pokornymi, ale prawdziwie uwielbiają Boga.
Czy wiecie, jak przyjęła św. Teresa od Dzieciątka Jezus największy cios swojego życia? Była jeszcze za młoda, żeby wstąpić do wymarzonego zakonu, chcąc jednak otrzymać zezwolenie papieża, udała się do Rzymu. Leon XIII nie uwzględnił jej prośby. Możemy sobie wyobrazić zmartwienie małej Teresy. Czy narzekała z tego powodu? O nie! Z pokorą, stara się przyjąć swoje niepowodzenie.
„Strapienie moje było wielkie; ale uczyniwszy wszystko, co ode mnie zależało, by odpowiedzieć głosowi Bożemu, przyznać muszę, że mimo łez wylanych, byłam zupełnie spokojna. Spokój spoczywał w głębi duszy, a gorycz zalewała serce... Jezus milczał... Zdawało się, że był nieobecny nic mi nie mówiło o Jego obecności.
Wszystko się skończyło! Cel mojej podróży był chybiony. Nic mnie nie zajmowało!... W rzeczy samej, pomimo wszystkich zapór stało się, co Bóg chciał, nie według przewidzeń i rozporządzeń ludzkich, ale według woli Jego.
Od pewnego czasu ofiarowałam się Dzieciątku Jezus, jako zabawka dla Niego, i prosiłam, aby się mną bawił, nie jak drogocennym darem, na który dzieci patrzą, nie śmiejąc go dotykać, ale jak piłką bez wartości, którą to rzuca się, podbija, odpycha, podnosi, przyciska do serca – wszystko według upodobania. Chciałam się stać rzeczywistą igraszką Jezusową, uległą Jego dziecinnym, zachciankom. I wysłuchał mych życzeń! – W Rzymie Dzieciątko Jezus wypuściło z rąk piłeczkę i zasnęło.
Pojmujesz, droga Matko, boleść piłeczki, gdy się ujrzała na ziemi. Ufała jednak wbrew wszelkiej nadziei”.
Oto, jak uszlachetnia cierpiącą duszę myśl o Chrystusie! Cierpienie zbliża nas do Boga.

b) Czy każde cierpienie powoduje taki skutek? Czy każde cierpienie ma wartość? O, nie! Czy każde cierpienie oczyszcza, uszlachetnia, podnosi na duchu? Nie! Jeżeli cierpimy tylko sami w sobie, stajemy się zgorzkniałymi, szorstkimi, okrutnymi, ale jeśli cierpimy z Chrystusem i w Chrystusie, wtenczas sprawdzają się słowa św. Pawła „aby żyć dla Boga: razem z Chrystusem zostałem przybity do krzyża.”(Ga.2,19) – wtenczas z cierpienia Chrystusowego spływa na nas moc oczyszczająca grzechy, wtenczas ogień piekielny, który zaczął trawić nasze grzeszne życie, zamienia się w ogień czyśćcowy.

c) Teraz już rozumiemy, dlaczego chrześcijaństwo jest źródłem żywych wód, które zaprawiają nas do walki z życiem, do mężnego znoszenia cierpień. Dziwne, że chrześcijaństwo, głosząc, iż cierpienie jest doskonałym środkiem uszlachetniającym, nie przedstawia ponurego, beznadziejnego światopoglądu! Dzieje się to dlatego, że chociaż drogi, którymi nas prowadzi, są uciążliwe i trudne, ale zawsze towarzyszy nam światło łaski Bożej. Idziemy śladami Chrystusa, który przeszedł krwawą drogę cierpień, zanim ukazał się w chwale zmartwychwstania. Według psalmisty musimy siać ze łzami, żebyśmy mogli radośnie zbierać. (por.Ps.125,5) – żebyśmy mogli powiedzieć Panu „ Dobrze to dla mnie, że mnie poniżyłeś, bym się nauczył Twych ustaw.”(Ps.118,71) – żebyśmy się mogli modlić, słowami króla Stefana Batorego, wpisanymi do jego osobistego modlitewnika.
„Boże, który jesteś skarbnicą wszelkiego dobra, wzniosłości doskonałości i szlachetności, napełnij umysł mój i serce Duchem Twoim. Wspieraj mnie Swoją wszechmocą, żebym po uciążliwym życiu ziemskim mógł Ciebie osiągnąć. Wybaw mnie z pod panowania instynktów, uszlachetnij moją duszę, żebym się stał godnym Ciebie. Wlej do duszy mojej nadzieję i nie pozwól, żebym krytykował, albo powątpiewał w Twoje wszechmocne miłosierdzie i opiekę. Udziel nam wszystkim Swojej łaski, żebyśmy kiedyś wielbili Cię na wieki. Amen.
Panie, niech będzie wola, Twoja na niebie i na ziemi”.
Tak wygląda radosna siła świętej tajemnicy Chrystusowego cierpienia!

* * *

Moi drodzy! Potężny król Persów, Kserkses, przed którym drżały mocarstwa ziemi, razu pewnego był bardzo zdenerwowany i rozkazał biczować wzburzoną powierzchnie morza. Między Europą a Azją kazał wznieść most, by przeprawić swe wojska, ale burza udaremniła wszelką pracę, więc rozgniewany władca kazał wymierzyć trzysta batów morzu z tymi słowami „Oto twój pan karze cię, wodo gorzka, za to, żeś się zbuntowała...” Naturalnie, że morze szalało nadal i pozostało gorzkie jak dawniej, nie przejmując się bezsilnym gniewem obrażonego w swej dumie króla.
Natychmiast jednak ucichło wzburzone morze – umilkła burza... gdy Pan, Stwórca świata. Jezus Chrystus, znalazłszy się wraz z uczniami w małej łódce, „A On im rzekł: Czemu bojaźliwi jesteście, małej wiary? Potem wstał, rozkazał wichrom i jezioru, i nastała głęboka cisza.”(Mt.8,26).
Moi drodzy! Wzburzone morze życia i cierpień rzuca nas z fali na falę, i bez Chrystusa jesteśmy bezradni wobec cierpień, a z Nim przetrwamy najstraszniejsze burze.
Sceptycy, niedowiarkowie pokażcie strwożone oblicze swoich serc, miotanych burzami cierpień – jesteście bezsilni!
Katolik wśród najstraszniejszej nawały jest pewny siebie.
W czasie zawieruchy cierpienia, bezradnie opadają wam ręce, gdy nasze – złożone są do modlitwy!
Twarze wasze wykrzywia widmo rozpaczy – a my łagodnie spoglądamy na Chrystusa!
Jesteście pogrążeni w ciemnościach grzechu – dla nas świeci jutrzenka radości!
Pozostała wam tylko rozpacz – a nam przyświeca wiara!
Waszym udziałem jest śmierć, naszym życie!

Amen.




Autor: ksiądz Antoni Wac
str 61-67 , publikacja na DDN dn. 21-01-2015

_________________
+ Z Bogiem i Maryją.


Góra   
  Zobacz profil Wyślij e-mail      
 
Wyświetl posty nie starsze niż:  Sortuj wg  
Utwórz nowy wątek Odpowiedz w temacie           [ Posty: 40 ]  Idź do strony nr...     1, 2, 3  

Strefa czasowa: UTC + 1 [ DST ]


    |    Kto przegląda ten dział ?

Użytkownicy przeglądający ten dział: Brak zidentyfikowanych użytkowników i 11 gości


Nie możesz rozpoczynać nowych wątków
Nie możesz odpowiadać w wątkach
Nie możesz edytować swoich postów
Nie możesz usuwać swoich postów

..
Skocz do:  

cron

Chwała Ojcu i Synowi, i Duchowi Świętemu, jak była na początku, teraz i zawsze i na wieki wieków. Amen.
Czytając to Forum DDN, wyrażam swoją Miłość do Maryi i Jezusa Chrystusa, wierząc w Jego Wszechmoc i Miłosierdzie.

"Od Prawdy zależy przyszłość naszej Ojczyzny" - święty Jan Paweł II


Sanktuarium Matki Bożej Kębelskiej w Wąwolnicy Jezu Ufam Tobie!

+ Ewangelia na każdy dzień     + Pismo Święte     + Katechizm Kościoła Katolickiego     + Portal Radio Maryja     + Słuchaj Radia Maryja, przez internet   
Użytkowanie witryny oznacza zgodę na wykorzystywanie plików cookies. Polityka cookies. ;   Polityka prywatności.