Forum DDN - Drogowskazy do Nieba.
  

Strefa czasowa: UTC + 1 [ DST ]



Utwórz nowy wątek Odpowiedz w temacie  [ Posty: 40 ] 
Przeszukiwarka poniższego WĄTKU:
Idź do strony nr...        1, 2, 3  
Autor Wiadomość
Admin_DDN
 Tytuł: Re: Chrystus w Cierpieniu i Chwale. Rozważania rekolekcyjne+
PostNapisane: 21 sty 2015, o 13:16 
Offline
1000p
1000p
Postów: 6537
Skąd: Polska
Seria – A – O Jezusie Chrystusie naszym Zbawicielu
Konferencja XII

Chrystus cierpiący a Ja. (cz. II)



Moi drodzy!

Słyszeliście historie braciszka z Optyny? Lew Tołstoj podaje ją w jednej swej książce. W Rosji, w klasztorze Optyńskim, pewien braciszek był obłożnie chory. Od szeregu lat leżał bezwładnie, niezdolny do żadnej pracy. Był ciężarem dla otoczenia. Trzeba go było obsługiwać, nawet karmić.
Wyobrażam sobie, co powiedziałoby wielu ludzi – zwłaszcza dzisiaj, w świecie, który stara się wszelkimi możliwymi sposobami stać się panem ludzkiego życia – widząc takiego kalekę „Co warte jest takie życie? Po co tyle cierpieć? Dlaczego nie dadzą mu jakiegoś lekarstwa, żeby wreszcie skończyły się te jego i nasze męczarnie?!...”
A wiecie, co pisze Tołstoj o chorym braciszku? Że podobno z takim spokojem, a nawet radością znosił straszną chorobę, iż nie tylko zadziwiał otoczenie, ale nawet z całej Rosji zjeżdżała masa ludzi, by go podziwiać. I ten niedołężny chory zakonnik wlewał otuchę w serca zdrowych, uczył ich cierpliwie pracować. On, kaleka, prowadził ludzi zdrowych na, drogi życiu wiecznego.
Tylko Pan Jezus może obdarzyć serce człowieka cierpiącego tego rodzaju heroizmem. Bez Chrystusa stoimy bezradni wobec cierpienia, największego wroga ludzkości, bez Chrystusa nie rozumiemy istoty i celu cierpienia, tak jak Apostołowie nic rozumieli słów Pana Jezusa, w których przepowiadał Swoje przyszłe męki.
Posłuchajmy, jak mówi o tym Ewangelista „Potem wziął Dwunastu i powiedział do nich: Oto idziemy do Jerozolimy i spełni się wszystko, co napisali prorocy o Synu Człowieczym. Zostanie wydany w ręce pogan, będzie wyszydzony, zelżony i opluty; ubiczują Go i zabiją, a trzeciego dnia zmartwychwstanie.”(Łk.18,31-33). Święty Łukasz jeszcze dodaje „Oni jednak nic z tego nie zrozumieli.”(Łk.18,34a). Uderzają nas fakty, że Apostołowie zrozumieli Chrystusa, kiedy dawał im różne nakazy, przestrogi, przykłady, kiedy nazwał Siebie Synem Bożym, a nie mogli pojąć, kiedy mówił o Swoim cierpieniu. Do tego stopnia, nie rozumieli Chrystusa, że święty Piotr nawet przestrzegł Pana, Jezusa, żeby się nie narażał na śmierć. „Panie, niech Cię Bóg broni! Nie przyjdzie to nigdy na Ciebie.”(Mt,16,22b).
Chrystus Pan oburzył się nawet za to na Piotra i powiedział „Zejdź Mi z oczu, szatanie! Jesteś Mi zawadą, bo nie myślisz o tym, co Boże, ale o tym, co ludzkie.”(Mt,16,23b), jakby przez to chciał powiedzieć – Dopóki nie zrozumiecie, na czym polega cierpienie, nie jesteście moimi uczniami. Naturalnie, później zrozumieli, i to zrozumienie przypieczętowali własną śmiercią.
Moi drodzy! Starajmy się zrozumieć zagadnienie cierpienia! Starajmy się w nie wniknąć; jeśli je poznamy, to damy sobie w życiu radę z cierpieniem. Przypatrzmy się teraz
I) jak pojmował Chrystus cierpienie? i
II) czy cierpienie jest nawiedzeniem Boga?


I. Jak Chrystus pojmował cierpienie?

→ A) Najtrudniejszym zagadnieniem w filozofii i we wszystkich światopoglądach jest kwestia cierpienia. Jak ją pojmują i tłumaczą?
„Oni jednak nic z tego nie zrozumieli. Rzecz ta była zakryta przed nimi i nie pojmowali tego, o czym była mowa.”(Łk.18,34) mówi Ewangelista.
O, do wielu ludzi można zastosować to samo! W żaden sposób nie da się z życia usunąć cierpienia. Ziemia zawsze pozostanie „padołem płaczu”, ludzkość nie pozbędzie się cierpienia. Wszystkich spotka cierpienie i powinniśmy wiedzieć, w juki sposób się do niego ustosunkować, żebyśmy nie byli bezradni.
Czy mamy wziąć stronę filozofii pesymistycznej i narzekać widząc cierpienia, że świat jest z gruntu zły, że szczęście w ogóle nie istnieje na ziemi, że jedynym ratunkiem jest śmierć? Czy to doda nam sił do znoszenia, napotkanych trudności?
A może stanąć w szeregach hedonistów, którzy istotę życia widzą w nieprzerwanym paśmie rozkoszy zmysłowych? Smutny to światopogląd, bo wyjaławia dusze i w rzeczywistości sieje tylko pustkę i smutki!
A może mamy przyłączyć się do obozu huki brutalnych, szorstkich, którzy nie mogąc uniknąć cierpienia, widzą w nim pobudkę do zaciętości, tępej rezygnacji i bezradnej obojętności? O, człowiek nie potrafi długo bezcelowo, ślepo cierpieć! Bardzo to smutne, że znaczna część ludzkości jest bezradna wobec cierpienia. Cierpienie, cierpienie! Pełno go wszędzie – ale czy ma jaki cel?

→ B) Z łatwością zrozumiemy problem cierpienia, jeśli wnikniemy w słowa Pisma świętego „Bo myśli moje nie są myślami waszymi ani wasze drogi moimi drogami – wyrocznia Pana. Bo jak niebiosa górują nad ziemią, tak drogi moje - nad waszymi drogami i myśli moje – nad myślami waszymi.”(Iz.55,8-9). Widzimy więc, że Bóg stosuje inną miarę. Symbolem miłości wśród ludzi jest róża. Oznaką miłości Boga są ciernia. U ludzi popłaca tylko czyn, wobec Boga więcej warte jest cierpienie. Chrystus był wielki, czyniąc cuda, ale większy stał się w cierpieniu.
Kto nie rozumie tej prawdy, ten nie zrozumie ziemskiego życia Chrystusa, przetykanego pasmem cierpienia. Sam Pan Jezus daje klucz do rozwiązania zagadki Swojego życia, w słowach wypowiedzianych do uczniów w drodze do Emaus „O nierozumni, jak nieskore są wasze serca do wierzenia we wszystko, co powiedzieli prorocy! Czyż Mesjasz nie miał tego cierpieć, aby wejść do swej chwały?”(Łk.24,25b-26).
Rzeczywiście tak jest, bo życie Chrystusa, pełne było cierpień. Dlaczego? Dlatego, by nam dać przykład. W Betlejem towarzyszy Mu ubóstwo, w drodze do Egiptu wygnanie, w domku Nazaretańskim i w czasie publicznego życia gnębi Go praca, w końcu czyhają Nań zaprzedanie, oszczerstwo, potępienie, szyderstwo, nienawiść i w końcu śmierć.

→ C) Właśnie dlatego, że Chrystus dobrowolnie przyjął na Siebie cierpienie, łatwiej możemy je pokonać. Pan Jezus nie uwolnił nas od cierpień, ale pozwolił je zrozumieć.
a) Cierpienie wraz z grzechem przyszło na świat i trwać będzie tak długo, jak ludzkość. Cierpienia, zła, choroby, śmierci nie stworzył Bóg, ale spowodował je człowiek, zakłócając ustanowiony przez Boga porządek moralny. Pierwotnie cierpienie nie było właściwością stworzeń, jak dziś. Bóg stworzył człowieka doskonałym „A Bóg widział, że wszystko, co uczynił, było bardzo dobre.”(Rdz.l,31a) – ale „Dlatego też jak przez jednego człowieka grzech wszedł na świat, a przez grzech śmierć, i w ten sposób śmierć przeszła na wszystkich ludzi, ponieważ wszyscy zgrzeszyli...”(Rz.5,12). I od tej pory, od czasu grzechu pierworodnego, cierpienie jest wspólnym udziałem wszystkich ludzi. Od urodzenia aż do śmierci ciąży na synach Adama ciężkie jarzmo grzechu „Wielka udręka stała się udziałem każdego człowieka i ciężkie jarzmo na synów Adama, od dnia wyjścia z łona matki, aż do dnia powrotu do matki wszystkich”.(Syr.40,1) . Życie człowieka jest ciężkie „Czyż nie do bojowania podobny byt człowieka? Czy nie pędzi on dni jak najemnik?”(Hi.7,1).
b) Ale Chrystus uczynił lżejszym jarzmo cierpienia, podnosząc je do rzędu środków, którymi mamy Go naśladować. „Wtedy Jezus rzekł do swoich uczniów: Jeśli kto chce pójść za Mną, niech się zaprze samego siebie, niech weźmie krzyż swój i niech Mnie naśladuje.”(Mt.16,24). Od tej pory nie jest wiernym naśladowcą Chrystusa ten, kto Go zostawia samego w cierpieniu. „Oto idziemy do Jerozolimy. Tam Syn Człowieczy zostanie wydany arcykapłanom i uczonym w Piśmie. Oni skażą Go na śmierć i wydadzą poganom.”(Mk.10,33).
Słyszycie? „Idziemy”. Nie mówi Chrystus, „idę”, ale „Idziemy” Ja i wy, Mistrz i uczniowie. Jak przyjęli te wiadomość apostołowie? Czy cofnęli się i pouciekali? Z początku „nie rozumieli” Pana, ale później mówili: „Chodźmy także i my, aby razem z Nim umrzeć.” (J.11,16b) . Jeśli tak będziemy pojmowali cierpienie, wtenczas zrozumiemy jego głębokie, wręcz boskie przeznaczenie. Choć życie pozostanie nadal trudne, ale pozbędziemy się dręczącej tajemnicy cierpienia.
Kiedy jęczymy pod ciężarem cierpienia, przypomnijmy sobie słowa Pana Jezusa: „Jeśli kto chce pójść za Mną, niech się zaprze samego siebie, niech weźmie krzyż swój i niech Mnie naśladuje”(Mt.16,24b). Czyli, że Chrystus nie każe nam podczas cierpienia buntować się, pałać gniewem, odgrażać się Bogu, ale tulić się do Jego Ojcowskiego serca, bo słyszeliście, kto cierpliwie znosi swój krzyż, ten idzie śladami Chrystusa!
W modlitwie „Wierzę” mówimy „Umęczon pod Pontskim Piłatym, ukrzyżowan, umarł i pogrzebion...” Niech to nie będą pusto brzmiące słowa, ale starajmy się przez swoje cierpienia ściślej zespolić z cierpieniami Chrystusa Pana, żebyśmy z zapałem mogli wołać, jak Tomasz apostoł: „Chodźmy także i my, aby razem z Nim umrzeć.” (J.11,16b). Oto wzniosła nauka Chrystusa o cierpieniu!
Chrześcijańska filozofia i asceza, idąc śladami Chrystusa stara się wyjaśnić nadzwyczaj trudny problem cierpienia. Nie ulega wątpliwości, że nasz Ojciec Niebieski nie może się radować na widok naszego cierpienia, jeśli jednak zsyła na nas klęski, to widocznie ma w tym pewien plan i cel. Plan, którego nigdy, nie będziemy mogli zupełnie zrozumieć, cel, który w życiu ziemskim do pewnego stopnia pozostanie dla nas zagadką, ale w ogólnych zarysach możemy go poznać, a to już nam znacznie ułatwi pokonać cierpienie.
Cierpienie według planów Bożych ma określony cel, jest językiem, w którym Bóg do nas przemawia – jest Jego powitaniem, napomnieniem i miłosierdziem....
Cierpienie jest powitaniem, w którym Bóg mówi: Człowiecze! Chcę ukształtować twoją duszę, uszlachetnić ją! Cierpienie jest napomnieniem: człowiecze – mówi Bóg – wróć do Mnie, bo jesteś na złej drodze! Cierpienie jest miłosierdziem, mówi Bóg: Człowieku! Tu na ziemi odpokutuj swoje winy, żebyś na tamtym świecie uniknął kary!
Starajmy się zrozumieć głos Boży, przemawiający do nas w cierpieniu! W dzisiejszym rozważaniu zastanowimy się tylko, jak wita nas Bóg w cierpieniach – słowa napomnienia i miłosierdzia, rozpatrzymy w następnych naszych rozważaniach.


II. W cierpieniu Bóg nas nawiedza.


Pismo święte Starego i Nowego Testamentu często wspomina, że Bóg przez cierpienie chce oczyścić i uszlachetnić duszę ludzką, „Piec wystawia na próbę naczynia garncarza, a sprawdzianem człowieka jest jego wypowiedź.”(Syr.27,5). „A kiedy nie wahałeś się wstawać i opuszczać swojego posiłku, i iść, i grzebać umarłego, ja zostałem posłany, aby cię wypróbować.”(Tob.12,13). Drzewo, które chcemy, żeby przysoliło owoc, obcinamy z dziczków. Doskonale przedstawił tę prawdę św. Jan Ewangelista „Każdą latorośl, która we Mnie nie przynosi owocu, odcina, a każdą, która przynosi owoc, oczyszcza, aby przynosiła owoc obfitszy.”(J.15,2), „Dlatego radujcie się, choć teraz musicie doznać trochę smutku z powodu różnorodnych doświadczeń. Przez to wartość waszej wiary okaże się o wiele cenniejsza od zniszczalnego złota, które przecież próbuje się w ogniu, na sławę, chwałę i cześć przy objawieniu Jezusa Chrystusa.”(1.P.l,6-7). Czy to możliwe, żeby klęski i cierpienie czyniły duszę naszą piękniejszą, głębszą i cenniejszą?

→ A) Dopiero w klęskach wychodzi na jaw, czy jesteśmy naprawdę religijni. Prawdziwie chrześcijańska istota w czasie ciężkich doświadczeń jest najbardziej oddana Bogu. W całości możemy do niej zastosować słowa Pisma świętego: „Bo w ogniu doświadcza się złoto, a ludzi miłych Bogu – w piecu utrapienia.” (Syr.2,5).
Czy znacie pouczająca legendę o bogatym, człowieku? Byt pewnego razu bogacz, który stracił majątek i złamany na duchu błądził po świecie. Kiedyś przechodził przez jakąś wioskę. Zobaczył chłopa, który łopatą w spichrzu mieszał zboże. „Dlaczego nie dasz spokoju temu ziarnu?” – zapytał. „Dlatego, żeby nie zatęchło” – odpowiedział chłop. Dalej szedł bogacz przez pola, gdzie zobaczył chłopa, który orał, więc zapytał go: „Dlaczego rozdrabniasz ziemię pługiem?” „Po to, żeby była bardziej pulchna i przyjęła nasiona, deszcz i słońce” – odpowiada chłop.
Przechodząc przez winnice, ujrzał robotnika, który obcinał pędy winnej latorośli. „Dlaczego męczysz te krzaki?” – rzekł do niego. „Nic podobnego! Obcinam je, by lepiej rodziły!”
Otworzyły się wtedy oczy biednego wędrowca, zrozumiał, jakie znaczenie ma ból i wołał – Panie, jestem ziarnem, które dlatego przewracałeś, żeby nie zgniło. Jestem ziemią, którą orałeś pługiem cierpienia, żeby się stała pulchniejsza, zdolna do przyjęcia Twojej łaski. Jestem winną latoroślą, którą obcinałeś nożem boleści, żeby lepiej owocowała.
Tak, cierpienie jest nawiedzeniem Bożym, które oczyszcza moje serce!

→ B) Cierpienie jest środkiem do zdobycia zasług na życie wieczne! ,, Za pełną radość poczytujcie to sobie, bracia moi, ilekroć spadają na was różne doświadczenia. Wiedzcie, że to, co wystawia waszą wiarę na próbę, rodzi wytrwałość. Wytrwałość zaś winna być dziełem doskonałym, abyście byli doskonali, nienaganni, w niczym nie wykazując braków.”(Jk.l,2-4). W katedrze Wawelskiej w jej królewskich katakumbach ongiś nad grobami królów, wisiał łańcuch z koroną na jednym końcu, a z krzyżem na drugim doskonały to symbol życia ludzkiego. „Kiedy zaś objawi się Najwyższy Pasterz, otrzymacie niewiędnący wieniec chwały.”(1.P.5,4). Wieniec wiecznej chwały był pobudką dla świętego Pawła w znoszeniu trudów życia: „Na ostatek odłożono dla mnie wieniec sprawiedliwości, który mi w owym dniu odda Pan, sprawiedliwy Sędzia, a nie tylko mnie, ale i wszystkich, którzy umiłowali pojawienie się Jego.”(2.Tm.4,8). Święty Jakub tak pisze o cierpieniu: „Błogosławiony mąż, który wytrwa w pokusie, gdy bowiem zostanie poddany próbie, otrzyma wieniec życia, obiecany przez Pana tym, którzy Go miłują.”(Jk.l,12).
W Szwajcarii, w Kantonie Graubünden. jest głęboka. przepaść, zwana „Bösor Weg”, „zła droga”. Po jednej stronie piętrzą się olbrzymie ściany skalne i głębokie urwiska, po drugiej pędzi Ren ze strasznym hukiem. Faktycznie „zła droga”! Czy nie przypomina życia ludzkiego? „Wchodźcie przez ciasną bramę. Bo szeroka jest brama i przestronna ta droga, która prowadzi do zguby, a wielu jest takich, którzy przez nią wchodzą. Jakże ciasna jest brama i wąska droga, która prowadzi do życia, a mało jest takich, którzy ją znajdują.”(Mt.7,13-14) – napomina nas Pan Jezus. „Bądźcie trzeźwi! Czuwajcie! Przeciwnik wasz, diabeł, jak lew ryczący krąży szukając kogo pożreć. Mocni w wierze przeciwstawcie się jemu! Wiecie, że te same cierpienia ponoszą wasi bracia na świecie.”(1.P.5,8-9).
„…przez wiele ucisków trzeba nam wejść do królestwa Bożego.”(Dz.14,22b). Myśl tę wspaniale rozwija poeta niemiecki Bertram, mówiąc o cedrach Libanu:

Rośniem powoli, czas nasz jest cierpliwość, która przysparza nam potęgi.
Nie zaskoczy nas mróz, ani nie przestraszy zima...
Robak i burza wzmagają naszą moc.
Celem naszej pracy jest rozrosnąć, jak najwspanialej.
Znosimy cierpliwie upał, żar błyskawic, smugi deszczu,
bo jeden, jedyny mamy cel – rosnąć.
Patrzymy z gór czekając, aż z ciał naszych
powstanie świątynia, prawdziwego Boga.

Tak – cierpienie jest nawiedzeniem, przez które wzywa nas Stwórca!

→ C) Cierpienie uszlachetnia nasze serce, robi nas wyrozumiałymi, wybaczającymi w stosunku do bliźnich. O, jak okrutne serca ma wielu ludzi! Na serce choruje dzisiejszy człowiek, ale nie na rozszerzenie, lecz na zwężenie, zmniejszenie, zwapnienie, skamieniałość serca! Jak mało rozumiemy słabości drugich! Zatruwamy otoczenie swoimi nerwami!... Ciekawe, komu lepiej powodzi się w życiu, ten mniej jest wyrozumiały i bardziej nerwowy. Natomiast ludzie przeorani cierpieniem są poważni, spokojni i pełni miłości bliźniego.
Kto w życiu nie zaznał cierpienia, ten jest płytki i trochę lekkomyślny. Najpiękniejsze skarby w charakterze człowieka wydobywa kilof cierpienia. Przypatrzcie się rysom człowieka, który przeszedł przez twardą szkołę cierpienia. Ile w nich dobroci, łagodności, uduchowienia, opanowania!
Taka jest nauka chrześcijańska o wartości cierpienia, zrozumie ją tylko ten, kto pozna i przejmie się jej zasadami.
W dziele Pascala czytamy zadziwiające słowa „Dla chrześcijanina choroba jest stanem normalnym”. Naturalnie, byłaby to niedorzeczność, gdybyśmy rozumieli, że chrześcijanin powinien z upodobaniem szukać cierpienia. W tym wypadku co innego miał na myśli Pascal. Chciał wykazać, że wyższość chrześcijańskiego światopoglądu ponad wszystkie inne najlepiej przejawia się w cierpieniu. Kiedy wszystko zdaje się nam sprzeciwiać, kiedy czujemy się osamotnieni, kiedy zachmurzyło się niebo naszej duszy i pozostały nam dwie możliwości – albo zacisnąć pięści i przeklinać okrutny los, albo mając nadzieję na żywot wieczny, panować nad sobą i ze spokojem patrzeć na wzburzone fale życia.
Gdy człowiek potrafi spokojnie znosić własne cierpienia, można pomyśleć o tym, by był cierpliwy w stosunku do innych ludzi, do tych wszystkich, którzy dawniej łatwo wytrącali go z równowagi. W ten sposób dusza staje się czystszą, delikatniejszą, wyrozumiałą na wady bliźnich.
Przypomnijcie sobie scenę z Ewangelii, kiedy Pan Jezus uleczył paralityka. Przypominacie sobie słowa, które powiedział do chorego? „Wstań, weź swoje łoże i idź do domu!”(Mt.9,6b). Ilu to ludziom mówi to samo Pan Jezus, w duchowym znaczeniu – twoje cierpienie jest dla ciebie oczyszczeniem, uszlachetnieniem, dojrzewaniem, które wyprowadzi cię z ciasnego światopoglądu na wyżyny doskonałości!
Teraz rozumiemy historię braciszka z Optyny! Kto cierpi z pokorą i ufnością, ten przez swój na pozór beznadziejny stan wykonuje olbrzymią pracę – daje dobry przykład. Człowiek długie lata przykuty do łoża boleści, wykonuje pracę apostoła! Najtrudniejszym i najpiękniejszym zadaniem człowieka jest nie konstruowanie kunsztownych maszyn, budowa wspaniałych domów, zdobywanie rekordów szybkości na ziemi, czy to w powietrzu, ale bohaterskie cierpienie i panowanie nad sobą.

* * *

Chrześcijański pogląd na cierpienie jest wzniosły, idealny. Ludzkość nigdy by sama do czegoś podobnego nie doszła.
Cierpienie w chrześcijaństwie może być powołaniem i celem. Powołaniem? Tego nie rozumiem! Na początku dzisiejszego rozważania dułem za przykład jednego zakonnika, więc moglibyście powiedzieć „to był zakonnik – człowiek zaprawiony do cnót.” Otóż patrzcie nie innemu przykładowi. Posłuchajcie co mówi tancerka, bohaterka pewnej książki Turgieniewa.
Zawsze wesoła, uśmiechnięta tancerka miała na imię Lukarja. Pewnego poranku obudził ja cudny śpiew słowika. Zerwała się prędko i pobiegła na wpół senna po schodach do ogrodu, ale źle stąpiła i została sparaliżowana. Nie pomogły żadne lekarstwa, ani kuracje – lata całe leżała chora. Z początku była bardzo przygnębiona, ale powoli oswoiła się ze swoim nieszczęściem... – mówiła „Inni może bardziej cierpią, niż ja”. Później zaś tak mówiła „Obecnie śpiewam stare piosenki, kolędy, i inne pieśni religijne, byle nie kabaretowe, bo to nie licują z moim obecnym powołaniem”.
„Moje obecne powołanie.” co za wspaniała myśl! Zęby być powołanym, trzeba było wezwania, a kto nas wzywa? Bóg! Jednych do pracy fizycznej, innych do umysłowej, twórczej, do wielkich czynów, innych do cierpienia!
Nie pytaj, mój drogi „Dlaczego właśnie mnie powołujesz Panie do trudów i cierpień?” Nie otrzymasz odpowiedzi, pozostanie to Bożą tajemnicą.
Ale pytaj „W jakim celu zsyłasz na mnie tę klęskę Panie? Co chcesz przez to osiągnąć?” Zastanawiaj się nad cierpieniem ze stanowiska życia wiecznego, a wtenczas zrozumiesz jego rolę i usłyszysz odpowiedź z ust Boga.


Jesteś nędzny a Jam bogaty!
Jesteś grzesznikiem – Jam odpuszczeniem!
Jesteś głodny – Jam pokarmem niebieskim!
Jesteś pragnieniem – Jam źródłem żywych wód!
Jesteś ciemnością – Jam światłość!
Skarżysz się – Ja cię wysłucham!
Cierpisz – Zlituję się nad tobą!
Płaczesz – Pocieszę cię!
Jesteś słabym człowiekiem - Jam Wszechmocny Bóg!...

Tak, jesteś moim Panem, Ojcem, Bogiem, w którego wierzą, ufam i kocham ponad wszystkie stworzenia.

Amen.





Autor: ksiądz Antoni Wac
str 68-74 , publikacja na DDN dn. 21-01-2015

_________________
+ Z Bogiem i Maryją.


Góra   
  Zobacz profil Wyślij e-mail      
 
Admin_DDN
 Tytuł: Re: Chrystus w Cierpieniu i Chwale. Rozważania rekolekcyjne+
PostNapisane: 21 sty 2015, o 13:19 
Offline
1000p
1000p
Postów: 6537
Skąd: Polska
Seria – A – O Jezusie Chrystusie naszym Zbawicielu
Konferencja XIII


Chrystus cierpiący a Ja. (cz. III)


Moi drodzy!

Niedawno, przed pierwszą wojną światową, zmarł francuski pisarz światowej sławy Huysmwis. Straszną zostawił po sobie spuściznę literacką. Swoimi demoralizującymi pismami znacznie zasilił literaturę pornograficzną, a tak daleko posunął się w bezbożności, że w książce zatytułowanej „Labas” hołdował satanizmowi. Niedługo potem błyskawicznie rozeszła się wieść, że osławiony pisarz pornograficzny nawrócił się do ideałów chrześcijańskich, a nawet wstąpił do zakonu.
Fakt ten wywołał olbrzymie wrażenie! Dawni przyjaciele byli zgorszeni faktem nawrócenia, niektórzy ludzie z obozu chrześcijańskiego podejrzliwie obserwowali konwertytę, czy niema w jogo postępku tylko chytrego podejścia, by wykorzystać zaufanie Kościoła do dalszej walki z jego ideałami. Wiecie, kiedy przekonano się o szczyrem nawróceniu pisarza? Kiedy zachorował na raka języka i z bólem powiedział: „Dlatego cierpię, żeby ci, którzy czytają moje nowsze książki, przekonali się, że mój katolicyzm nie jest tylko literaturą”.
Słowa godne głęboko myślącego człowieka!
Miarą wartości i głębi naszej duszy jest cierpienie. Cierpienie znoszone z Chrystusem czyni nas piękniejszymi, szlachetniejszymi. Bóg ma cel, zsyłając na nas cierpienia.
Ma cel i to nie jeden!
Chrześcijaństwo w cierpieniu dopatruje się jeszcze innych myśli Bożych, a mianowicie:
I) cierpienie może być napomnieniem Bożym i
II) głosem Jego miłosierdzia.



I. Cierpienie jest napomnieniem Bożym.

Zapytujesz – dlaczego na świecie jest tyle cierpienia?

→ A) Dlatego, żebyś pamiętał wśród spraw doczesnych, które cię może pochłaniają, o życiu wiecznym. Żebyś w chwili, kiedy stracisz zdrowie, majątek, sławę, potęgę, kiedy całe życie ziemskie wyda ci się bezwartościowe, mógł powiedzieć ze świętą Teresą: Sola Dios basta! Bez Boga wszystko jest nicością!
W biały dzień nie widać gwiazd. Podobnie wielu ludzi nie widzi blasku gwiazdy wieczności wśród białego, słonecznego dnia dostatków. „W kościołach pali się lampka wieczna, w pogodny dzień blednie jej światło, prawie go nie widać, ale gdy zapadnie mrok i noc, wtenczas jej światło daleko promienieje” (Gárdonyi).
Pismo święte w wielu miejscach mówi, że klęski i cierpienia są napomnieniem Boga do poprawy życia „Albowiem jak niegdyś doświadczył ich w ogniu, próbując ich serc, tak i teraz nas nie ukarał, lecz chłoszcze Pan tych, którzy zbliżają się do Niego, aby się opamiętali.”(Jdt.8.27). „Bo we wszystkim jest Twoje nieśmiertelne tchnienie. Dlatego nieznacznie karzesz upadających i strofujesz, przypominając, w czym grzeszą, by wyzbywszy się złości, w Ciebie, Panie, uwierzyli.”(Mdr.12,1-2).
Dlatego mówi święty Paweł: „Czyż nie macie domów, aby tam jeść i pić? Czy chcecie znieważać Boże zgromadzenie i zawstydzać tych, którzy nic nie mają? Cóż wam powiem? Czy będę was chwalił? Nie, za to was nie chwalę.”(1.Kor.11,22). Są ludzie zatwardziali, którzy nie słuchają głosu wiary. Co ma z nimi począć Bóg? Skazać ich na potępienie? Ludzie tacy podobni są do orzecha, którego zawartość musimy wydobyć – rozbijając twardą łupinę!

→ B) Przez cierpienie Bóg dobroczynnie na nas działa, w sposób bolesny, ale konieczny, otwiera nasze oczy. Ludzie przeważnie mają zły wzrok wobec rzeczy ziemskich. Patrz, jak kurczowo chwytają najmniejszą radość życia! Jak uganiają się za przyjemnościami doczesnymi, jak w walce o chleb stają się krótkowzrocznymi, gdy chodzi o sprawy wieczne.
Wielu ludzi, żyjąc w dostatkach, zupełnie zapomina o Bogu, a zwracają się do Niego tylko wtenczas, jeśli opuściło ich szczęście. Bądźmy wdzięczni, że Bóg stosując cierpienie, jako środek ostateczny, leczy nasze serce.
Ilu ludzi przejrzało w czasie cierpień i wróciło do Boga, którego się przedtem wyraźnie wyparli! Ilu ludzi cierpienie uratowało od ostatecznej zguby? W Żywotach Świętych często czytamy o dobroczynnym działaniu cierpienia.
Wystarczy, jeśli przytoczę życie świętej Małgorzaty z Cortony. W ósmym roku straciła, matkę, została bez opieki, w końcu ucieka z domu z młodym człowiekiem i oddaje się rozpuście. Tak minęło lat dziewięć... zbliżała się niechybna zguba. Aż pewnego dnia pies owego młodzieńca przybiegł do dziewczyny i skowytem wzywał ją na, miejsce, gdzie znalazła już rozkładającego się trupa swego kochanka... Ta chwila była decydującą w jej życiu, zawróciła z błędnej drogi i 23 lata spędziła na pokucie w ciasnej celi klasztornej, idąc ku wyżynom doskonałości. Gdyby nie ta klęska, może nic by ją nie powstrzymało od zguby!

→ C) Ale poco przytaczać przykłady z życia innych ludzi, patrzmy na siebie! Nie mam zamiaru kogoś zmuszać, do publicznego wyznawania swoich grzechów, ale zdaje mi się nie zostałoby bez odpowiedzi moje zapytanie – Czy wśród nas niema człowieka, który by może nigdy nie trafił do Boga, gdyby nie jakieś wielkie nieszczęście, klęska, choroba, czy wypadek śmierci?
Według Pisma świętego, Bóg dlatego obcina każdą winna latorośl, „Każdą latorośl, która we Mnie nie przynosi owocu, odcina, a każdą, która przynosi owoc, oczyszcza, aby przynosiła owoc obfitszy.”(J.15,2) czyli, że łzy cierpienia są środkiem odkażającym i konserwującym nasze jakżeż skłonne do złego serce.
Cierpienie, ból mogą nas zawrócić ze złej drogi, albo wydobyć nas z rozmiłowania się w ziemskich dostatkach, które odwiodło nas daleko od Boga. Cierpienie może być przygotowaniem do przyjęcia łaski Bożej, ostrzegawczym głosem przed zgubą...
Powiedzcie, czy niema tu między nami nikogo, kogo cierpienie nie uratowało od zguby i nie przyprowadziło do Boga? Oto, inne oświetlenie cierpienia. Cierpienie może być ostatecznym i skutecznym środkiem w ręku Boga, by uratować nasze serce.
Posłuchajmy, jak trafnie powiedział o cierpieniu Piotr Skarga „Widzieliście, jak lekarze obchodzą się z chorymi, chcąc ich życie uratować za wszelką cenę? Na pozór zdawałoby się, że znęcają się nad nimi, a w rzeczywistości chcą ich tylko ratować, morząc głodem, pragnieniom, wykonując strasznie bolesne cięcia nożem, amputacją obumarłe części naszego ciała, karmiąc ich niesmacznymi potrawami, karząc im zażywać rozmaite gorzkie, nieznośne lekarstwa. Ale kiedy widzą, że chory jest nieuleczalny, dogadzają mu w miarę możliwości różnymi smacznymi pokarmami i napojami. Nikt nie ma za złe lekarzom że męczą chorego głodówką, lekarstwami, operacjami i innymi zabiegami lekarskimi, ale wielu ludzi oburza się i gorszy, i czuje nieszczęśliwymi za cierpienie i boi, który zsyła Bóg, by uratować duszę jego dla żywota, wiecznego”. O, jak prawdziwe i głębokie to myśli! Starajmy się w cierpieniu widzieć głos upomnienia Bożego!


II. Cierpienie Jest głosem miłosierdzia Bożego.

Cierpienie jest nie tytko nawiedzeniem i napomnieniem Bożym, ale i objawem Jego nieskończonego, miłosierdzia jest to sposobność odpokutowania tu na ziemi za popełnione winy.

→ A) Człowiek często słyszy pytania – Dlaczego właśnie ja mam cierpieć? Ja,, który wiernie służyłem Bogu! Ja, który zadawalam się małym, a nawet tego Bóg mi nie daje, gdy tymczasem mój znajomy, prawdziwy hultaj, bezbożnik, rozpustnik, a szczęście sypie mu się, jak z rogu obfitości.
Nie gorszmy się takimi ciasnymi poglądami. Nawet święty Piotr rozumował w ten sposób, gdy Pan Jezus powiedział mu, że umrze śmiercią męczeńską, zazdrośnie pytając Pana, co się stanie z Janem? „Gdy więc go Piotr ujrzał, rzekł do Jezusa: Panie, a co z tym będzie?”(J.21,21). Chrystus Pan ostro skarcił jego niezdrową ciekawość: „Odpowiedział mu Jezus: Jeżeli chcę, aby pozostał, aż przyjdę, co tobie do tego? Ty pójdź za Mną.”(J.21,22). Co nam do tego, że temu, lub owemu uśmiecha się szczęście, a dla mnie życie jest tak okrutne! Powinna mi wystarczyć pewność, że idę drogą wyznaczoną przez Boga, i nie troszczyć się o to, czy jest ona wygodna, czy usłana cierniem, czy łatwa, czy trudna i straszna! „Ty pójdź za Mną” – wiernie, jak gwiazdy, które chodzą wyznaczonymi orbitami, choć droga ich wiedzie przez mroźne międzyplanetarne sfery!

→ B) Dlaczego Bóg nawiedza mnie klęskami, skoro zawsze byłem Mu wierny?... Czym zasłużyłem na Jego gniew?!...
Podział cierpienia i bólu jest wielką tajemnicą Opatrzności, której nie możemy pojąć ograniczonym ludzkim umysłem. Wiemy tyłku jedno – klęska niekoniecznie jest dowodem Bożego gniewu i kary! Posłuchajmy, co mówi święty Paweł „ A chociaż był Synem, nauczył się posłuszeństwa przez to, co wycierpiał.”(Hbr.5,8), czyli że Chrystus przez cierpienie okazywał posłuszeństwo „Ja wszystkich, których kocham, karcę i ćwiczę. Bądź więc gorliwy i nawróć się!”(Ap.3,19). „Szczęśliwy, kogo Bóg karci, więc nie odrzucaj nagan Wszechmocnego.”(Hi.5,17). „Bo kogo miłuje Pan, tego karze, chłoszcze zaś każdego, którego za syna przyjmuje. Trwajcież w karności! Bóg obchodzi się z wami jak z dziećmi. Jakiż to bowiem syn, którego by ojciec nie karcił?”(Hbr.12,6-7).
Czy kiedykolwiek żyła na świecie istota, tak wierna Bogu, jak Najświętsza Maryja Panna? A czy Bóg uwolnił Ją od tysiącznych kłopotów, bólu i cierpień związanych z życiem? Patrz, jak ucieka do Egiptu, lękając się Heroda! Ile bezsennych nocy kosztowała Ją ta ucieczka! Patrz, ile wycierpiała, zanim wychowała Jezusa, Każda matka wie, co znaczy odchować dziecko. Patrz na straszne boleści Jej serca, gdy patrzyła na okropną mękę Syna! Dlaczego to wszystko zniosła? Co Jej dawało siłę? Bliska obecność Boża w duszy.

→ C) Nie ważmy się narzekać: „Dlaczego mnie karze Bóg, kiedy jestem niewinny, kiedy nie popełniłem żadnego grzechu?!”
Mój drogi, moja droga! Zastanów się nad tym powiedzeniem, a z pewnością przyznasz, że się mylisz, mówiąc, że nie masz grzechu, że jesteś niewinny. Mówisz, że jesteś bez grzechu? Czy nie jesteś człowiekiem, w którym morze instynktów często zalewa twe serce?! Czy nie uległeś wabiącym słowom pokusy? Pomyśl, chcąc być uczciwym, czy nie musisz wołać z pokutującym łotrem: „My przecież – sprawiedliwie, odbieramy bowiem słuszną karę za nasze uczynki, ale On nic złego nie uczynił.”(Łk.23,41).
Radosna myśl – jeśli tu odpokutuję część swoich grzechów, mniejsza kara spotka mnie na tamtym świecie! Kto może z całą pewnością twierdzić, że już odpokutował za dawne przewinieniu? Owszem, Bóg odpuścił grzechy w sakramencie pokuty, ale pozostało zadośćuczynienie i pokuta za, popełnione przestępstwa!
Jeżeli więc nawiedziło cię cierpienie, zapytaj – Czy nie zasłużyłem na nie? Zbadaj szczerze swoje sumienie, czy w twoim życiu przeszłym nie było upadków, przewinień, którymi obraziłeś Boga i czy nie zasługujesz w ten sposób na karę? Pomyśl, że Bóg zsyłając na ciebie klęski, chce, żebyś odpokutował za swoje grzechy już tu na ziemi. Czy możesz twierdzić, że nie czujesz się winny? Jeśli uznajesz swoje grzechy, czy nie powinieneś z pokorą mówić – Panie, jestem Ci niezmiernie wdzięczny za Twoje miłosierdzie względem mnie. Zasłużyłem na większą karę! Wokoło mnie pełno ludzi błądzi w ciemnościach grzechu, a ja widzę już Twoją jasność! Wokoło mnie pełno kalek, ślepców, a ja jestem zdrowy i widzę! Boli mnie cierpienie, ale inni może stokroć więcej cierpią ode mnie!
Nie mówmy bezmyślnie – jestem bez grzechu, nigdy w życiu nie zrobiłem nic złego, dlaczego Bóg karze mnie cierpieniem?! Ale mówmy a pokorą, jak mówili bracia Józefa z Egiptu: „Ach, zawiniliśmy przeciwko bratu naszemu, patrząc na jego strapienie, kiedy nas błagał o litość, a nie wysłuchaliśmy go! Dlatego przyszło na nas to nieszczęście.”(Rdz.42,21b), dodajmy słowa świętego Augustyna „Panie, karz, bij, pal tu na ziemi – tylko w wieczności okaż mi Swoje miłosierdzie”.

→ D) Czy możesz szczerze powiedzieć – nie zasłużyłem na karę? Moje dotychczasowe życie było czyste, nieskalane, byłym zawsze wierny Bogu, za co spotyka mnie tak straszna kara?
Gdybyś nawet mógł tak powiedzieć, to i wtenczas nie wolno ci rozpaczać, ale zadaj sobie pytanie – czego chce ode mnie Bóg, zsyłając na mnie to cierpienie? W ogniu cierpienia, trudno jest dojrzeć, jaki cel ma Bóg, ale z własnego doświadczenia wiem, że po latach, kiedy rany się zagoiły, ocenia się dobrodziejstwo tego cierpienia i wtenczas wołałem do Pana – Panie cierpienie, które na mnie zesłałeś, stało się moim dobrodziejstwem! Dziękuję Ci, żeś mnie uratował od zguby ostatecznej, od mojej samozagłady. Dziękuję Ci, żeś mnie tak długo budził do przytomności...
Nie zapominajmy, że cierpienie nie koniecznie musi być karą w ręku Boga – może Bóg zsyła na nas klęski, żebyśmy się odwrócili od grzechu. Człowiek, który żyje wśród wygód ziemskich, nie zawsze pamięta o dobru swojej duszy. Nie myślał o tym ani Dawid, ani Salomon. Dawid był bogobojny, dopóki żył na pustyni i walczył z przeciwnościami. Salomon był wierny Bogu, dopóki nie olśnił go blask królewskiej sławy. Obu dobra materialne strąciły ze szczytu potęgi ziemskiej do bagna występków. Czysta jest woda potoku, który płynie po skałach, ale staje się mętną, gdy spłynie w doliny.
Cierpienie może być karą, napomnieniem, ale może być środkiem uszlachetniającym i pogłębiającym jak rzesz skłonne do złego ludzkie serce.

→ E) W takim świetle powinniśmy patrzeć nie tylko na cierpienia jednostki, ale i na klęski całych narodów.
Ale niech narody odpowiedzą na pytanie – czy na kary nie zadłużyły? Czy ich życie prywatne i rodzinne jest bez przywar? Jak zapatrują się na małżeństwo? O czym mówią akta sądowe? Co widzimy w kinach, w teatrach, na wystawach księgarskich? O czym świadczą liczne plakaty i bilbordy? Czy nie o tysiącach bolączek naszych serc? Czy nie mówią, że narody zasługują na gniew Boży?
Tak, zapytajmy się wpierw, czy jesteśmy bez win, a potem idźmy dalej i zastanówmy się nad prawdą, że cierpienie budzi drzemiące siły ducha w narodzie. W czasach dobrobytu, jednostki i narody słabną na duchu, w chwilach ucisku serce bywa szlachetniejsze, litościwsze, człowiek staje się bardziej pracowity. Drzewo zasłonięte od wichrów, płytko zapuszcza korzenie. Już w mądrości naszych pradziadów istniało powiedzenie – jak trwoga, to do Boga.
Tak, boli nas niedostatek, klęska, nędza – chrześcijaństwo nie uczy, że są one celem same w sobie. Zarówno jednostka, jak i narody powinny się modlić do Boga o szczęście. Choć zachmurzone jest nad nami niebo. Nie buntujmy się, ale z pokorą dziękujmy za to Bogu i ufajmy, modląc się – „Boże, Ojcze, nie wiem, co mnie jeszcze spotka w życiu, ale choćby przyszły na mnie najgroźniejsze chwile, klęski, zawody, bóle i cierpienia, wszystko przyjmę z ochotą, bo wiem. że Ty, Ojcze, Boże mój je zsyłasz i że na nie zasłużyłem”.

* * *

Moi drodzy! Świat pełen jest jęków, wołania i tęsknoty, jest ciężko chory i strasznie cierpi, ale mało ludzi utnie na nim cierpieć dla życia wiecznego! Mało ludzi w klęskach i niepowodzeniach dopatruje się woli Bożej i dowodu Jego miłości.
Naturalnie, gdybyśmy sami rozporządzali naszym losem, staralibyśmy się urządzić wszystko jak najlepiej według naszego upodobania i smaku, ale czy wyszłoby to nam na dobre? Czy nie powtórzyłaby się z nami historia pewnego chłopa?...
Żył sobie kmiotek – mówi stara opowieść – który w czasie nieurodzaju zawsze narzekał i mawiał, że Bóg powinien jemu powierzyć sprawy dotyczące pogody i deszczów, bo – jak powiadał – zdaje mi się, że Bóg nie bardzo zna się na gospodarstwie.
Bóg wysłuchał jego słów i powiedział „Tego roku będziesz rządził pogodą. Rób, jak uważasz za dobre”.
Chłop się ucieszył. Zaraz nakazał, by była pogoda „Niech świeci słońce!” I słońce świeciło. Później zawołał „Niech pada deszcz!” I spadł lekki, ciepły deszczyk. Potem znowu przywołał pogodę – i była pogoda, a potem deszcz – i był deszcz. I tak minął cały rok. Zboża cudnie rosły, aż radość była patrzeć. „Niech się Bóg przypatrzy, jak należy rządzić pogodą!” chełpił się gospodarz.
Przyszły żniwa. Chłop z .dumą zabrał się do koszenia... ale omal nie zdrętwiał z przerażenia, bo kłosy co do jednego były puste. Słomy było dużo, ale ziarna ani na lekarstwo.
Przychodzi Bóg i pyta:
- Czy dobry urodzaj?
- Kiepski, Panie, bardzo kiepski – narzeka chłop.
- Przecież ty rządziłeś pogodą i wszystko szło według twojej woli!
- Otóż to, nie mogę tego w żaden sposób zrozumieć. Było słońce i deszcz, a pomimo to urodzaju niema!
- Tak? Teraz rozumiem – mówi Bóg. – Nigdy nie prosiłeś o burzę, która kołysze lasy, ugina drzewa, smaga ziemię, oczyszcza powietrze, wzmacnia korzenie. Nie było wiatru, który by zapłodnił ziarna i dlatego nie ma, urodzaju.
Moi drodzy! Cierpienie nie jest złem, burze klęsk i niedostatki hartują moje i twoje serce! Czy Bóg nas karze, czy błogosławi, czy zsyła klęski, czy dostatki, zawsze ma jedno na względzie – żeby kłosy naszego życia nie okazały się puste w dzień żniwa Sądu Ostatecznego.
Amen.



Autor: ksiądz Antoni Wac
str 74-80 , publikacja na DDN dn. 21-01-2015

_________________
+ Z Bogiem i Maryją.


Góra   
  Zobacz profil Wyślij e-mail      
 
Admin_DDN
 Tytuł: Re: Chrystus w Cierpieniu i Chwale. Rozważania rekolekcyjne+
PostNapisane: 6 lut 2015, o 18:57 
Offline
1000p
1000p
Postów: 6537
Skąd: Polska
Seria – A – O Jezusie Chrystusie naszym Zbawicielu
Konferencja XII

Chrystus cierpiący a Ja. (cz. II)



Moi drodzy!

Słyszeliście historie braciszka z Optyny? Lew Tołstoj podaje ją w jednej swej książce. W Rosji, w klasztorze Optyńskim, pewien braciszek był obłożnie chory. Od szeregu lat leżał bezwładnie, niezdolny do żadnej pracy. Był ciężarem dla otoczenia. Trzeba go było obsługiwać, nawet karmić.
Wyobrażam sobie, co powiedziałoby wielu ludzi – zwłaszcza dzisiaj, w świecie, który stara się wszelkimi możliwymi sposobami stać się panem ludzkiego życia – widząc takiego kalekę „Co warte jest takie życie? Po co tyle cierpieć? Dlaczego nie dadzą mu jakiegoś lekarstwa, żeby wreszcie skończyły się te jego i nasze męczarnie?!...”
A wiecie, co pisze Tołstoj o chorym braciszku? Że podobno z takim spokojem, a nawet radością znosił straszną chorobę, iż nie tylko zadziwiał otoczenie, ale nawet z całej Rosji zjeżdżała masa ludzi, by go podziwiać. I ten niedołężny chory zakonnik wlewał otuchę w serca zdrowych, uczył ich cierpliwie pracować. On, kaleka, prowadził ludzi zdrowych na, drogi życiu wiecznego.
Tylko Pan Jezus może obdarzyć serce człowieka cierpiącego tego rodzaju heroizmem. Bez Chrystusa stoimy bezradni wobec cierpienia, największego wroga ludzkości, bez Chrystusa nie rozumiemy istoty i celu cierpienia, tak jak Apostołowie nic rozumieli słów Pana Jezusa, w których przepowiadał Swoje przyszłe męki.
Posłuchajmy, jak mówi o tym Ewangelista „Potem wziął Dwunastu i powiedział do nich: Oto idziemy do Jerozolimy i spełni się wszystko, co napisali prorocy o Synu Człowieczym. Zostanie wydany w ręce pogan, będzie wyszydzony, zelżony i opluty; ubiczują Go i zabiją, a trzeciego dnia zmartwychwstanie.”(Łk.18,31-33). Święty Łukasz jeszcze dodaje „Oni jednak nic z tego nie zrozumieli.”(Łk.18,34a). Uderzają nas fakty, że Apostołowie zrozumieli Chrystusa, kiedy dawał im różne nakazy, przestrogi, przykłady, kiedy nazwał Siebie Synem Bożym, a nie mogli pojąć, kiedy mówił o Swoim cierpieniu. Do tego stopnia, nie rozumieli Chrystusa, że święty Piotr nawet przestrzegł Pana, Jezusa, żeby się nie narażał na śmierć. „Panie, niech Cię Bóg broni! Nie przyjdzie to nigdy na Ciebie.”(Mt,16,22b).
Chrystus Pan oburzył się nawet za to na Piotra i powiedział „Zejdź Mi z oczu, szatanie! Jesteś Mi zawadą, bo nie myślisz o tym, co Boże, ale o tym, co ludzkie.”(Mt,16,23b), jakby przez to chciał powiedzieć – Dopóki nie zrozumiecie, na czym polega cierpienie, nie jesteście moimi uczniami. Naturalnie, później zrozumieli, i to zrozumienie przypieczętowali własną śmiercią.

Moi drodzy! Starajmy się zrozumieć zagadnienie cierpienia! Starajmy się w nie wniknąć; jeśli je poznamy, to damy sobie w życiu radę z cierpieniem. Przypatrzmy się teraz
I) jak pojmował Chrystus cierpienie? i
II) czy cierpienie jest nawiedzeniem Boga?


I. Jak Chrystus pojmował cierpienie?


→ A) Najtrudniejszym zagadnieniem w filozofii i we wszystkich światopoglądach jest kwestia cierpienia. Jak ją pojmują i tłumaczą?
„Oni jednak nic z tego nie zrozumieli. Rzecz ta była zakryta przed nimi i nie pojmowali tego, o czym była mowa.”(Łk.18,34) mówi Ewangelista.
O, do wielu ludzi można zastosować to samo! W żaden sposób nie da się z życia usunąć cierpienia. Ziemia zawsze pozostanie „padołem płaczu”, ludzkość nie pozbędzie się cierpienia. Wszystkich spotka cierpienie i powinniśmy wiedzieć, w juki sposób się do niego ustosunkować, żebyśmy nie byli bezradni.
Czy mamy wziąć stronę filozofii pesymistycznej i narzekać widząc cierpienia, że świat jest z gruntu zły, że szczęście w ogóle nie istnieje na ziemi, że jedynym ratunkiem jest śmierć? Czy to doda nam sił do znoszenia, napotkanych trudności?
A może stanąć w szeregach hedonistów, którzy istotę życia widzą w nieprzerwanym paśmie rozkoszy zmysłowych? Smutny to światopogląd, bo wyjaławia dusze i w rzeczywistości sieje tylko pustkę i smutki!
A może mamy przyłączyć się do obozu huki brutalnych, szorstkich, którzy nie mogąc uniknąć cierpienia, widzą w nim pobudkę do zaciętości, tępej rezygnacji i bezradnej obojętności? O, człowiek nie potrafi długo bezcelowo, ślepo cierpieć! Bardzo to smutne, że znaczna część ludzkości jest bezradna wobec cierpienia. Cierpienie, cierpienie! Pełno go wszędzie – ale czy ma jaki cel?

→ B) Z łatwością zrozumiemy problem cierpienia, jeśli wnikniemy w słowa Pisma świętego „Bo myśli moje nie są myślami waszymi ani wasze drogi moimi drogami – wyrocznia Pana. Bo jak niebiosa górują nad ziemią, tak drogi moje - nad waszymi drogami i myśli moje – nad myślami waszymi.”(Iz.55,8-9). Widzimy więc, że Bóg stosuje inną miarę. Symbolem miłości wśród ludzi jest róża. Oznaką miłości Boga są ciernia. U ludzi popłaca tylko czyn, wobec Boga więcej warte jest cierpienie. Chrystus był wielki, czyniąc cuda, ale większy stał się w cierpieniu.
Kto nie rozumie tej prawdy, ten nie zrozumie ziemskiego życia Chrystusa, przetykanego pasmem cierpienia. Sam Pan Jezus daje klucz do rozwiązania zagadki Swojego życia, w sło-wach wypowiedzianych do uczniów w drodze do Emaus „O nierozumni, jak nieskore są wasze serca do wierzenia we wszystko, co powiedzieli prorocy! Czyż Mesjasz nie miał tego cierpieć, aby wejść do swej chwały?”(Łk.24,25b-26).
Rzeczywiście tak jest, bo życie Chrystusa, pełne było cierpień. Dlaczego? Dlatego, by nam dać przykład. W Betlejem towarzyszy Mu ubóstwo, w drodze do Egiptu wygnanie, w domku Nazaretańskim i w czasie publicznego życia gnębi Go praca, w końcu czyhają Nań zaprzedanie, oszczerstwo, potępienie, szyderstwo, nienawiść i w końcu śmierć.

→ C) Właśnie dlatego, że Chrystus dobrowolnie przyjął na Siebie cierpienie, łatwiej możemy je pokonać. Pan Jezus nie uwolnił nas od cierpień, ale pozwolił je zrozumieć.
a) Cierpienie wraz z grzechem przyszło na świat i trwać będzie tak długo, jak ludzkość. Cierpienia, zła, choroby, śmierci nie stworzył Bóg, ale spowodował je człowiek, zakłócając ustanowiony przez Boga porządek moralny. Pierwotnie cierpienie nie było właściwością stworzeń, jak dziś. Bóg stworzył człowieka doskonałym „A Bóg widział, że wszystko, co uczynił, było bardzo dobre.”(Rdz.l,31a) – ale „Dlatego też jak przez jednego człowieka grzech wszedł na świat, a przez grzech śmierć, i w ten sposób śmierć przeszła na wszystkich ludzi, ponieważ wszyscy zgrzeszyli...”(Rz.5,12). I od tej pory, od czasu grzechu pierworodnego, cierpienie jest wspólnym udziałem wszystkich ludzi. Od urodzenia aż do śmierci ciąży na synach Adama ciężkie jarzmo grzechu „Wielka udręka stała się udziałem każdego człowieka i ciężkie jarzmo na synów Adama, od dnia wyjścia z łona matki, aż do dnia powrotu do matki wszystkich”.(Syr.40,1) . Życie człowieka jest ciężkie „Czyż nie do bojowania podobny byt człowieka? Czy nie pędzi on dni jak najemnik?”(Hi.7,1).
b) Ale Chrystus uczynił lżejszym jarzmo cierpienia, podnosząc je do rzędu środków, którymi mamy Go naśladować. „Wtedy Jezus rzekł do swoich uczniów: Jeśli kto chce pójść za Mną, niech się zaprze samego siebie, niech weźmie krzyż swój i niech Mnie naśladuje.”(Mt.16,24). Od tej pory nie jest wiernym naśladowcą Chrystusa ten, kto Go zostawia samego w cierpieniu. „Oto idziemy do Jerozolimy. Tam Syn Człowieczy zostanie wydany arcykapłanom i uczonym w Piśmie. Oni skażą Go na śmierć i wydadzą poganom.”(Mk.10,33).
Słyszycie? „Idziemy”. Nie mówi Chrystus, „idę”, ale „Idziemy” Ja i wy, Mistrz i uczniowie. Jak przyjęli te wiadomość apostołowie? Czy cofnęli się i pouciekali? Z początku „nie rozumieli” Pana, ale później mówili: „Chodźmy także i my, aby razem z Nim umrzeć.” (J.11,16b) . Jeśli tak będziemy pojmowali cierpienie, wtenczas zrozumiemy jego głębokie, wręcz boskie przeznaczenie. Choć życie pozostanie nadal trudne, ale pozbędziemy się dręczącej tajemnicy cierpienia.
Kiedy jęczymy pod ciężarem cierpienia, przypomnijmy sobie słowa Pana Jezusa: „Jeśli kto chce pójść za Mną, niech się zaprze samego siebie, niech weźmie krzyż swój i niech Mnie naśladuje”(Mt.16,24b). Czyli, że Chrystus nie każe nam podczas cierpienia buntować się, pałać gniewem, odgrażać się Bogu, ale tulić się do Jego Ojcowskiego serca, bo słyszeliście, kto cierpliwie znosi swój krzyż, ten idzie śladami Chrystusa!
W modlitwie „Wierzę” mówimy „Umęczon pod Pontskim Piłatym, ukrzyżowan, umarł i pogrzebion...” Niech to nie będą pusto brzmiące słowa, ale starajmy się przez swoje cierpienia ściślej zespolić z cierpieniami Chrystusa Pana, żebyśmy z zapałem mogli wołać, jak Tomasz apostoł: „Chodźmy także i my, aby razem z Nim umrzeć.” (J.11,16b). Oto wzniosła nauka Chrystusa o cierpieniu!
Chrześcijańska filozofia i asceza, idąc śladami Chrystusa stara się wyjaśnić nadzwyczaj trudny problem cierpienia. Nie ulega wątpliwości, że nasz Ojciec Niebieski nie może się radować na widok naszego cierpienia, jeśli jednak zsyła na nas klęski, to widocznie ma w tym pewien plan i cel. Plan, którego nigdy, nie będziemy mogli zupełnie zrozumieć, cel, który w życiu ziemskim do pewnego stopnia pozostanie dla nas zagadką, ale w ogólnych zarysach możemy go poznać, a to już nam znacznie ułatwi pokonać cierpienie.
Cierpienie według planów Bożych ma określony cel, jest językiem, w którym Bóg do nas przemawia – jest Jego powitaniem, napomnieniem i miłosierdziem....
Cierpienie jest powitaniem, w którym Bóg mówi: Człowiecze! Chcę ukształtować twoją duszę, uszlachetnić ją! Cierpienie jest napomnieniem: człowiecze – mówi Bóg – wróć do Mnie, bo jesteś na złej drodze! Cierpienie jest miłosierdziem, mówi Bóg: Człowieku! Tu na ziemi odpokutuj swoje winy, żebyś na tamtym świecie uniknął kary!
Starajmy się zrozumieć głos Boży, przemawiający do nas w cierpieniu! W dzisiejszym rozważaniu zastanowimy się tylko, jak wita nas Bóg w cierpieniach – słowa napomnienia i miłosierdzia, rozpatrzymy w następnych naszych rozważaniach.

II. W cierpieniu Bóg nas nawiedza.

Pismo święte Starego i Nowego Testamentu często wspomina, że Bóg przez cierpienie chce oczyścić i uszlachetnić duszę ludzką, „Piec wystawia na próbę naczynia garncarza, a sprawdzianem człowieka jest jego wypowiedź.”(Syr.27,5). „A kiedy nie wahałeś się wstawać i opuszczać swojego posiłku, i iść, i grzebać umarłego, ja zostałem posłany, aby cię wypróbować.”(Tob.12,13). Drzewo, które chcemy, żeby przysoliło owoc, obcinamy z dziczków. Doskonale przedstawił tę prawdę św. Jan Ewangelista „Każdą latorośl, która we Mnie nie przynosi owocu, odcina, a każdą, która przynosi owoc, oczyszcza, aby przynosiła owoc obfitszy.”(J.15,2), „Dlatego radujcie się, choć teraz musicie doznać trochę smutku z powodu różnorodnych doświadczeń. Przez to wartość waszej wiary okaże się o wiele cenniejsza od zniszczalnego złota, które przecież próbuje się w ogniu, na sławę, chwałę i cześć przy objawieniu Jezusa Chrystusa.”(1.P.l,6-7). Czy to możliwe, żeby klęski i cierpienie czyniły duszę naszą piękniejszą, głębszą i cenniejszą?

→ A) Dopiero w klęskach wychodzi na jaw, czy jesteśmy naprawdę religijni. Prawdziwie chrześcijańska istota w czasie ciężkich doświadczeń jest najbardziej oddana Bogu. W całości możemy do niej zastosować słowa Pisma świętego: „Bo w ogniu doświadcza się złoto, a ludzi miłych Bogu – w piecu utrapienia.” (Syr.2,5).
Czy znacie pouczająca legendę o bogatym, człowieku? Byt pewnego razu bogacz, który stracił majątek i złamany na duchu błądził po świecie. Kiedyś przechodził przez jakąś wioskę. Zobaczył chłopa, który łopatą w spichrzu mieszał zboże. „Dlaczego nie dasz spokoju temu ziarnu?” – zapytał. „Dlatego, żeby nie zatęchło” – odpowiedział chłop. Dalej szedł bogacz przez pola, gdzie zobaczył chłopa, który orał, więc zapytał go: „Dlaczego rozdrabniasz ziemię pługiem?” „Po to, żeby była bardziej pulchna i przyjęła nasiona, deszcz i słońce” – odpowiada chłop.
Przechodząc przez winnice, ujrzał robotnika, który obcinał pędy winnej latorośli. „Dlaczego męczysz te krzaki?” – rzekł do niego. „Nic podobnego! Obcinam je, by lepiej rodziły!”
Otworzyły się wtedy oczy biednego wędrowca, zrozumiał, jakie znaczenie ma ból i wołał – Panie, jestem ziarnem, które dlatego przewracałeś, żeby nie zgniło. Jestem ziemią, którą orałeś pługiem cierpienia, żeby się stała pulchniejsza, zdolna do przyjęcia Twojej łaski. Jestem winną latoroślą, którą obcinałeś nożem boleści, żeby lepiej owocowała.
Tak, cierpienie jest nawiedzeniem Bożym, które oczyszcza moje serce!

→ B) Cierpienie jest środkiem do zdobycia zasług na życie wieczne! ,, Za pełną radość poczytujcie to sobie, bracia moi, ilekroć spadają na was różne doświadczenia. Wiedzcie, że to, co wystawia waszą wiarę na próbę, rodzi wytrwałość. Wytrwałość zaś winna być dziełem doskonałym, abyście byli doskonali, nienaganni, w niczym nie wykazując braków.”(Jk.l,2-4). W katedrze Wawelskiej w jej królewskich katakumbach ongiś nad grobami królów, wisiał łańcuch z koroną na jednym końcu, a z krzyżem na drugim doskonały to symbol życia ludzkiego. „Kiedy zaś objawi się Najwyższy Pasterz, otrzymacie niewiędnący wieniec chwały.”(1.P.5,4). Wieniec wiecznej chwały był pobudką dla świętego Pawła w znoszeniu trudów życia: „Na ostatek odłożono dla mnie wieniec sprawiedliwości, który mi w owym dniu odda Pan, sprawiedliwy Sędzia, a nie tylko mnie, ale i wszystkich, którzy umiłowali pojawienie się Jego.”(2.Tm.4,8). Święty Jakub tak pisze o cierpieniu: „Błogosławiony mąż, który wytrwa w pokusie, gdy bowiem zostanie poddany próbie, otrzyma wieniec życia, obiecany przez Pana tym, którzy Go miłują.”(Jk.l,12).
W Szwajcarii, w Kantonie Graubünden. jest głęboka. przepaść, zwana „Bösor Weg”, „zła droga”. Po jednej stronie piętrzą się olbrzymie ściany skalne i głębokie urwiska, po drugiej pędzi Ren ze strasznym hukiem. Faktycznie „zła droga”! Czy nie przypomina życia ludzkiego? „Wchodźcie przez ciasną bramę. Bo szeroka jest brama i przestronna ta droga, która prowadzi do zguby, a wielu jest takich, którzy przez nią wchodzą. Jakże ciasna jest brama i wąska droga, która prowadzi do życia, a mało jest takich, którzy ją znajdują.”(Mt.7,13-14) – napomina nas Pan Jezus. „Bądźcie trzeźwi! Czuwajcie! Przeciwnik wasz, diabeł, jak lew ryczący krąży szukając kogo pożreć. Mocni w wierze przeciwstawcie się jemu! Wiecie, że te same cierpienia ponoszą wasi bracia na świecie.”(1.P.5,8-9).
„…przez wiele ucisków trzeba nam wejść do królestwa Bożego.”(Dz.14,22b). Myśl tę wspaniale rozwija poeta niemiecki Bertram, mówiąc o cedrach Libanu:

Rośniem powoli, czas nasz jest cierpliwość, która przysparza nam potęgi.
Nie zaskoczy nas mróz, ani nie przestraszy zima...
Robak i burza wzmagają naszą moc.
Celem naszej pracy jest rozrosnąć, jak najwspanialej.
Znosimy cierpliwie upał, żar błyskawic, smugi deszczu,
bo jeden, jedyny mamy cel – rosnąć.
Patrzymy z gór czekając, aż z ciał naszych
powstanie świątynia, prawdziwego Boga.

Tak – cierpienie jest nawiedzeniem, przez które wzywa nas Stwórca!

→ C) Cierpienie uszlachetnia nasze serce, robi nas wyrozumiałymi, wybaczającymi w stosunku do bliźnich. O, jak okrutne serca ma wielu ludzi! Na serce choruje dzisiejszy człowiek, ale nie na rozszerzenie, lecz na zwężenie, zmniejszenie, zwapnienie, skamieniałość serca! Jak mało rozumiemy słabości drugich! Zatruwamy otoczenie swoimi nerwami!... Ciekawe, komu lepiej powodzi się w życiu, ten mniej jest wyrozumiały i bardziej nerwowy. Natomiast ludzie przeorani cierpieniem są poważni, spokojni i pełni miłości bliźniego.
Kto w życiu nie zaznał cierpienia, ten jest płytki i trochę lekkomyślny. Najpiękniejsze skarby w charakterze człowieka wydobywa kilof cierpienia. Przypatrzcie się rysom człowieka, który przeszedł przez twardą szkołę cierpienia. Ile w nich dobroci, łagodności, uduchowienia, opanowania!
Taka jest nauka chrześcijańska o wartości cierpienia, zrozumie ją tylko ten, kto pozna i przejmie się jej zasadami.
W dziele Pascala czytamy zadziwiające słowa „Dla chrześcijanina choroba jest stanem normalnym”. Naturalnie, byłaby to niedorzeczność, gdybyśmy rozumieli, że chrześcijanin powinien z upodobaniem szukać cierpienia. W tym wypadku co innego miał na myśli Pascal. Chciał wykazać, że wyższość chrześcijańskiego światopoglądu ponad wszystkie inne najlepiej przejawia się w cierpieniu. Kiedy wszystko zdaje się nam sprzeciwiać, kiedy czujemy się osamotnieni, kiedy zachmurzyło się niebo naszej duszy i pozostały nam dwie możliwości – albo zacisnąć pięści i przeklinać okrutny los, albo mając nadzieję na żywot wieczny, panować nad sobą i ze spokojem patrzeć na wzburzone fale życia.
Gdy człowiek potrafi spokojnie znosić własne cierpienia, można pomyśleć o tym, by był cierpliwy w stosunku do innych ludzi, do tych wszystkich, którzy dawniej łatwo wytrącali go z równowagi. W ten sposób dusza staje się czystszą, delikatniejszą, wyrozumiałą na wady bliźnich.
Przypomnijcie sobie scenę z Ewangelii, kiedy Pan Jezus uleczył paralityka. Przypominacie sobie słowa, które powiedział do chorego? „Wstań, weź swoje łoże i idź do domu!”(Mt.9,6b). Ilu to ludziom mówi to samo Pan Jezus, w duchowym znaczeniu – twoje cierpienie jest dla ciebie oczyszczeniem, uszlachetnieniem, dojrzewaniem, które wyprowadzi cię z ciasnego światopoglądu na wyżyny doskonałości!
Teraz rozumiemy historię braciszka z Optyny! Kto cierpi z pokorą i ufnością, ten przez swój na pozór beznadziejny stan wykonuje olbrzymią pracę – daje dobry przykład. Człowiek długie lata przykuty do łoża boleści, wykonuje pracę apostoła! Najtrudniejszym i najpiękniejszym zadaniem człowieka jest nie konstruowanie kunsztownych maszyn, budowa wspaniałych domów, zdobywanie rekordów szybkości na ziemi, czy to w powietrzu, ale bohaterskie cierpienie i panowanie nad sobą.

* * *

Chrześcijański pogląd na cierpienie jest wzniosły, idealny. Ludzkość nigdy by sama do czegoś podobnego nie doszła.
Cierpienie w chrześcijaństwie może być powołaniem i celem. Powołaniem? Tego nie rozumiem! Na początku dzisiejszego rozważania dułem za przykład jednego zakonnika, więc moglibyście powiedzieć „to był zakonnik – człowiek zaprawiony do cnót.” Otóż patrzcie nie innemu przykładowi. Posłuchajcie co mówi tancerka, bohaterka pewnej książki Turgieniewa.
Zawsze wesoła, uśmiechnięta tancerka miała na imię Lukarja. Pewnego poranku obudził ja cudny śpiew słowika. Zerwała się prędko i pobiegła na wpół senna po schodach do ogrodu, ale źle stąpiła i została sparaliżowana. Nie pomogły żadne lekarstwa, ani kuracje – lata całe leżała chora. Z początku była bardzo przygnębiona, ale powoli oswoiła się ze swoim nieszczęściem... – mówiła „Inni może bardziej cierpią, niż ja”. Później zaś tak mówiła „Obecnie śpiewam stare piosenki, kolędy, i inne pieśni religijne, byle nie kabaretowe, bo to nie licują z moim obecnym powołaniem”.
„Moje obecne powołanie.” co za wspaniała myśl! Zęby być powołanym, trzeba było wezwania, a kto nas wzywa? Bóg! Jednych do pracy fizycznej, innych do umysłowej, twórczej, do wielkich czynów, innych do cierpienia!
Nie pytaj, mój drogi „Dlaczego właśnie mnie powołujesz Panie do trudów i cierpień?” Nie otrzymasz odpowiedzi, pozostanie to Bożą tajemnicą.
Ale pytaj „W jakim celu zsyłasz na mnie tę klęskę Panie? Co chcesz przez to osiągnąć?” Zastanawiaj się nad cierpieniem ze stanowiska życia wiecznego, a wtenczas zrozumiesz jego rolę i usłyszysz odpowiedź z ust Boga.


Jesteś nędzny a Jam bogaty!
Jesteś grzesznikiem – Jam odpuszczeniem!
Jesteś głodny – Jam pokarmem niebieskim!
Jesteś pragnieniem – Jam źródłem żywych wód!
Jesteś ciemnością – Jam światłość!
Skarżysz się – Ja cię wysłucham!
Cierpisz – Zlituję się nad tobą!
Płaczesz – Pocieszę cię!
Jesteś słabym człowiekiem - Jam Wszechmocny Bóg!...

Tak, jesteś moim Panem, Ojcem, Bogiem, w którego wierzą, ufam i kocham ponad wszystkie stworzenia.

Amen.




Autor: ksiądz Antoni Wac
str 68-74 , publikacja na DDN dn. 06-02-2015

_________________
+ Z Bogiem i Maryją.


Góra   
  Zobacz profil Wyślij e-mail      
 
Admin_DDN
 Tytuł: Re: Chrystus w Cierpieniu i Chwale. Rozważania rekolekcyjne+
PostNapisane: 6 lut 2015, o 18:59 
Offline
1000p
1000p
Postów: 6537
Skąd: Polska
Seria – A – O Jezusie Chrystusie naszym Zbawicielu
Konferencja XIII


Chrystus cierpiący a Ja. (cz. III)



Moi drodzy!

Niedawno, przed pierwszą wojną światową, zmarł francuski pisarz światowej sławy Huysmwis. Straszną zostawił po sobie spuściznę literacką. Swoimi demoralizującymi pismami znacznie zasilił literaturę pornograficzną, a tak daleko posunął się w bezbożności, że w książce zatytułowanej „Labas” hołdował satanizmowi. Niedługo potem błyskawicznie rozeszła się wieść, że osławiony pisarz pornograficzny nawrócił się do ideałów chrześcijańskich, a nawet wstąpił do zakonu.
Fakt ten wywołał olbrzymie wrażenie! Dawni przyjaciele byli zgorszeni faktem nawrócenia, niektórzy ludzie z obozu chrześcijańskiego podejrzliwie obserwowali konwertytę, czy niema w jogo postępku tylko chytrego podejścia, by wykorzystać zaufanie Kościoła do dalszej walki z jego ideałami. Wiecie, kiedy przekonano się o szczyrem nawróceniu pisarza? Kiedy zachorował na raka języka i z bólem powiedział: „Dlatego cierpię, żeby ci, którzy czytają moje nowsze książki, przekonali się, że mój katolicyzm nie jest tylko literaturą”.
Słowa godne głęboko myślącego człowieka!
Miarą wartości i głębi naszej duszy jest cierpienie. Cierpienie znoszone z Chrystusem czyni nas piękniejszymi, szlachetniejszymi. Bóg ma cel, zsyłając na nas cierpienia.
Ma cel i to nie jeden!
Chrześcijaństwo w cierpieniu dopatruje się jeszcze innych myśli Bożych, a mianowicie:
I) cierpienie może być napomnieniem Bożym i
II) głosem Jego miłosierdzia.

I. Cierpienie jest napomnieniem Bożym.

Zapytujesz – dlaczego na świecie jest tyle cierpienia?

→ A) Dlatego, żebyś pamiętał wśród spraw doczesnych, które cię może pochłaniają, o życiu wiecznym. Żebyś w chwili, kiedy stracisz zdrowie, majątek, sławę, potęgę, kiedy całe życie ziemskie wyda ci się bezwartościowe, mógł powiedzieć ze świętą Teresą: Sola Dios basta! Bez Boga wszystko jest nicością!
W biały dzień nie widać gwiazd. Podobnie wielu ludzi nie widzi blasku gwiazdy wieczności wśród białego, słonecznego dnia dostatków. „W kościołach pali się lampka wieczna, w pogodny dzień blednie jej światło, prawie go nie widać, ale gdy zapadnie mrok i noc, wtenczas jej światło daleko promienieje” (Gárdonyi).
Pismo święte w wielu miejscach mówi, że klęski i cierpienia są napomnieniem Boga do poprawy życia „Albowiem jak niegdyś doświadczył ich w ogniu, próbując ich serc, tak i teraz nas nie ukarał, lecz chłoszcze Pan tych, którzy zbliżają się do Niego, aby się opamiętali.”(Jdt.8.27). „Bo we wszystkim jest Twoje nieśmiertelne tchnienie. Dlatego nieznacznie karzesz upadających i strofujesz, przypominając, w czym grzeszą, by wyzbywszy się złości, w Ciebie, Panie, uwierzyli.”(Mdr.12,1-2).
Dlatego mówi święty Paweł: „Czyż nie macie domów, aby tam jeść i pić? Czy chcecie znieważać Boże zgromadzenie i zawstydzać tych, którzy nic nie mają? Cóż wam powiem? Czy będę was chwalił? Nie, za to was nie chwalę.”(1.Kor.11,22). Są ludzie zatwardziali, którzy nie słuchają głosu wiary. Co ma z nimi począć Bóg? Skazać ich na potępienie? Ludzie tacy podobni są do orzecha, którego zawartość musimy wydobyć – rozbijając twardą łupinę!

→ B) Przez cierpienie Bóg dobroczynnie na nas działa, w sposób bolesny, ale konieczny, otwiera nasze oczy. Ludzie przeważnie mają zły wzrok wobec rzeczy ziemskich. Patrz, jak kurczowo chwytają najmniejszą radość życia! Jak uganiają się za przyjemnościami doczesnymi, jak w walce o chleb stają się krótkowzrocznymi, gdy chodzi o sprawy wieczne.
Wielu ludzi, żyjąc w dostatkach, zupełnie zapomina o Bogu, a zwracają się do Niego tylko wtenczas, jeśli opuściło ich szczęście. Bądźmy wdzięczni, że Bóg stosując cierpienie, jako środek ostateczny, leczy nasze serce.
Ilu ludzi przejrzało w czasie cierpień i wróciło do Boga, którego się przedtem wyraźnie wyparli! Ilu ludzi cierpienie uratowało od ostatecznej zguby? W Żywotach Świętych często czytamy o dobroczynnym działaniu cierpienia.
Wystarczy, jeśli przytoczę życie świętej Małgorzaty z Cortony. W ósmym roku straciła, matkę, została bez opieki, w końcu ucieka z domu z młodym człowiekiem i oddaje się rozpuście. Tak minęło lat dziewięć... zbliżała się niechybna zguba. Aż pewnego dnia pies owego młodzieńca przybiegł do dziewczyny i skowytem wzywał ją na, miejsce, gdzie znalazła już rozkładającego się trupa swego kochanka... Ta chwila była decydującą w jej życiu, zawróciła z błędnej drogi i 23 lata spędziła na pokucie w ciasnej celi klasztornej, idąc ku wyżynom doskonałości. Gdyby nie ta klęska, może nic by ją nie powstrzymało od zguby!

→ C) Ale poco przytaczać przykłady z życia innych ludzi, patrzmy na siebie! Nie mam zamiaru kogoś zmuszać, do publicznego wyznawania swoich grzechów, ale zdaje mi się nie zostałoby bez odpowiedzi moje zapytanie – Czy wśród nas niema człowieka, któryby może nigdy nie trafił do Boga, gdyby nie jakieś wielkie nieszczęście, klęska, choroba, czy wypadek śmierci?
Według Pisma świętego, Bóg dlatego obcina każdą winna latorośl, „Każdą latorośl, która we Mnie nie przynosi owocu, odcina, a każdą, która przynosi owoc, oczyszcza, aby przynosiła owoc obfitszy.”(J.15,2) czyli, że łzy cierpienia są środkiem odkażającym i konserwującym nasze jakżeż skłonne do złego serce.
Cierpienie, ból mogą nas zawrócić ze złej drogi, albo wydobyć nas z rozmiłowania się w ziemskich dostatkach, które odwiodło nas daleko od Boga. Cierpienie może być przygotowaniem do przyjęcia łaski Bożej, ostrzegawczym głosem przed zgubą...
Powiedzcie, czy niema tu między nami nikogo, kogo cierpienie nie uratowało od zguby i nie przyprowadziło do Boga? Oto, inne oświetlenie cierpienia. Cierpienie może być ostatecznym i skutecznym środkiem w ręku Boga, by uratować nasze serce.
Posłuchajmy, jak trafnie powiedział o cierpieniu Piotr Skarga „Widzieliście, jak lekarze obchodzą się z chorymi, chcąc ich życie uratować za wszelką cenę? Na pozór zdawałoby się, że znęcają się nad nimi, a w rzeczywistości chcą ich tylko ratować, morząc głodem, pragnieniom, wykonując strasznie bolesne cięcia nożem, amputacją obumarłe części naszego ciała, karmiąc ich niesmacznymi potrawami, karząc im zażywać rozmaite gorzkie, nieznośne lekarstwa. Ale kiedy widzą, że chory jest nieuleczalny, dogadzają mu w miarę możliwości różnymi smacznymi pokarmami i napojami. Nikt nie ma za złe lekarzom że męczą chorego głodówką, lekarstwami, operacjami i innymi zabiegami lekarskimi, ale wielu ludzi oburza się i gorszy, i czuje nieszczęśliwymi za cierpienie i boi, który zsyła Bóg, by uratować duszę jego dla żywota, wiecznego”. O, jak prawdziwe i głębokie to myśli! Starajmy się w cierpieniu widzieć głos upomnienia Bożego!

II. Cierpienie Jest głosem miłosierdzia Bożego.

Cierpienie jest nie tytko nawiedzeniem i napomnieniem Bożym, ale i objawem Jego nieskończonego, miłosierdzia jest to sposobność odpokutowania tu na ziemi za popełnione winy.

→ A) Człowiek często słyszy pytania – Dlaczego właśnie ja mam cierpieć? Ja,, który wiernie służyłem Bogu! Ja, który zadawalam się małym, a nawet tego Bóg mi nie daje, gdy tymczasem mój znajomy, prawdziwy hultaj, bezbożnik, rozpustnik, a szczęście sypie mu się, jak z rogu obfitości.
Nie gorszmy się takimi ciasnymi poglądami. Nawet święty Piotr rozumował w ten sposób, gdy Pan Jezus powiedział mu, że umrze śmiercią męczeńską, zazdrośnie pytając Pana, co się stanie z Janem? „Gdy więc go Piotr ujrzał, rzekł do Jezusa: Panie, a co z tym będzie?”(J.21,21). Chrystus Pan ostro skarcił jego niezdrową ciekawość: „Odpowiedział mu Jezus: Jeżeli chcę, aby pozostał, aż przyjdę, co tobie do tego? Ty pójdź za Mną.”(J.21,22). Co nam do tego, że temu, lub owemu uśmiecha się szczęście, a dla mnie życie jest tak okrutne! Powinna mi wystarczyć pewność, że idę drogą wyznaczoną przez Boga, i nie troszczyć się o to, czy jest ona wygodna, czy usłana cierniem, czy łatwa, czy trudna i straszna! „Ty pójdź za Mną” – wiernie, jak gwiazdy, które chodzą wyznaczonymi orbitami, choć droga ich wiedzie przez mroźne międzyplanetarne sfery!

→ B) Dlaczego Bóg nawiedza mnie klęskami, skoro zawsze byłem Mu wierny?... Czym zasłużyłem na Jego gniew?!...
Podział cierpienia i bólu jest wielką tajemnicą Opatrzności, której nie możemy pojąć ograniczonym ludzkim umysłem. Wiemy tyłku jedno – klęska niekoniecznie jest dowodem Bożego gniewu i kary! Posłuchajmy, co mówi święty Paweł „ A chociaż był Synem, nauczył się posłuszeństwa przez to, co wycierpiał.”(Hbr.5,8), czyli że Chrystus przez cierpienie okazywał posłuszeństwo „Ja wszystkich, których kocham, karcę i ćwiczę. Bądź więc gorliwy i nawróć się!”(Ap.3,19). „Szczęśliwy, kogo Bóg karci, więc nie odrzucaj nagan Wszechmocnego.”(Hi.5,17). „Bo kogo miłuje Pan, tego karze, chłoszcze zaś każdego, którego za syna przyjmuje. Trwajcież w karności! Bóg obchodzi się z wami jak z dziećmi. Jakiż to bowiem syn, którego by ojciec nie karcił?”(Hbr.12,6-7).
Czy kiedykolwiek żyła na świecie istota, tak wierna Bogu, jak Najświętsza Maryja Panna? A czy Bóg uwolnił Ją od tysiącznych kłopotów, bólu i cierpień związanych z życiem? Patrz, jak ucieka do Egiptu, lękając się Heroda! Ile bezsennych nocy kosztowała Ją ta ucieczka! Patrz, ile wycierpiała, zanim wychowała Jezusa, Każda matka wie, co znaczy odchować dziecko. Patrz na straszne boleści Jej serca, gdy patrzyła na okropną mękę Syna! Dlaczego to wszystko zniosła? Co Jej dawało siłę? Bliska obecność Boża w duszy.

→ C) Nie ważmy się narzekać: „Dlaczego mnie karze Bóg, kiedy jestem niewinny, kiedy nie popełniłem żadnego grzechu?!”
Mój drogi, moja droga! Zastanów się nad tym powiedzeniem, a z pewnością przyznasz, że się mylisz, mówiąc, że nie masz grzechu, że jesteś niewinny. Mówisz, że jesteś bez grzechu? Czy nie jesteś człowiekiem, w którym morze instynktów często zalewa twe serce?! Czy nie uległeś wabiącym słowom pokusy? Pomyśl, chcąc być uczciwym, czy nie musisz wołać z pokutującym łotrem: „My przecież – sprawiedliwie, odbieramy bowiem słuszną karę za nasze uczynki, ale On nic złego nie uczynił.”(Łk.23,41).
Radosna myśl – jeśli tu odpokutuję część swoich grzechów, mniejsza kara spotka mnie na tamtym świecie! Kto może z całą pewnością twierdzić, że już odpokutował za dawne przewinieniu? Owszem, Bóg odpuścił grzechy w sakramencie pokuty, ale pozostało zadośćuczynienie i pokuta za, popełnione przestępstwa!
Jeżeli więc nawiedziło cię cierpienie, zapytaj – Czy nie zasłużyłem na nie? Zbadaj szczerze swoje sumienie, czy w twoim życiu przeszłym nie było upadków, przewinień, którymi obraziłeś Boga i czy nie zasługujesz w ten sposób na karę? Pomyśl, że Bóg zsyłając na ciebie klęski, chce, żebyś odpokutował za swoje grzechy już tu na ziemi. Czy możesz twierdzić, że nie czujesz się winny? Jeśli uznajesz swoje grzechy, czy nie powinieneś z pokorą mówić – Panie, jestem Ci niezmiernie wdzięczny za Twoje miłosierdzie względem mnie. Zasłużyłem na większą karę! Wokoło mnie pełno ludzi błądzi w ciemnościach grzechu, a ja widzę już Twoją jasność! Wokoło mnie pełno kalek, ślepców, a ja jestem zdrowy i widzę! Boli mnie cierpienie, ale inni może stokroć więcej cierpią ode mnie!
Nie mówmy bezmyślnie – jestem bez grzechu, nigdy w życiu nie zrobiłem nic złego, dlaczego Bóg karze mnie cierpieniem?! Ale mówmy a pokorą, jak mówili bracia Józefa z Egiptu: „Ach, zawiniliśmy przeciwko bratu naszemu, patrząc na jego strapienie, kiedy nas błagał o litość, a nie wysłuchaliśmy go! Dlatego przyszło na nas to nieszczęście.”(Rdz.42,21b), dodajmy słowa świętego Augustyna „Panie, karz, bij, pal tu na ziemi – tylko w wieczności okaż mi Swoje miłosierdzie”.

→ D) Czy możesz szczerze powiedzieć – nie zasłużyłem na karę? Moje dotychczasowe życie było czyste, nieskalane, byłym zawsze wierny Bogu, za co spotyka mnie tak straszna kara?
Gdybyś nawet mógł tak powiedzieć, to i wtenczas nie wolno ci rozpaczać, ale zadaj sobie pytanie – czego chce ode mnie Bóg, zsyłając na mnie to cierpienie? W ogniu cierpienia, trudno jest dojrzeć, jaki cel ma Bóg, ale z własnego doświadczenia wiem, że po latach, kiedy rany się zagoiły, ocenia się dobrodziejstwo tego cierpienia i wtenczas wołałem do Pana – Panie cierpienie, które na mnie zesłałeś, stało się moim dobrodziejstwem! Dziękuję Ci, żeś mnie uratował od zguby ostatecznej, od mojej samozagłady. Dziękuję Ci, żeś mnie tak długo budził do przytomności...
Nie zapominajmy, że cierpienie nie koniecznie musi być karą w ręku Boga – może Bóg zsyła na nas klęski, żebyśmy się odwrócili od grzechu. Człowiek, który żyje wśród wygód ziemskich, nie zawsze pamięta o dobru swojej duszy. Nie myślał o tym ani Dawid, ani Salomon. Dawid był bogobojny, dopóki żył na pustyni i walczył z przeciwnościami. Salomon był wierny Bogu, dopóki nie olśnił go blask królewskiej sławy. Obu dobra materialne strąciły ze szczytu potęgi ziemskiej do bagna występków. Czysta jest woda potoku, który płynie po skałach, ale staje się mętną, gdy spłynie w doliny.
Cierpienie może być karą, napomnieniem, ale może być środkiem uszlachetniającym i pogłębiającym jak rzesz skłonne do złego ludzkie serce.

→ E) W takim świetle powinniśmy patrzeć nie tylko na cierpienia jednostki, ale i na klęski całych narodów.
Ale niech narody odpowiedzą na pytanie – czy na kary nie zadłużyły? Czy ich życie prywatne i rodzinne jest bez przywar? Jak zapatrują się na małżeństwo? O czym mówią akta sądowe? Co widzimy w kinach, w teatrach, na wystawach księgarskich? O czym świadczą liczne plakaty i bilbordy? Czy nie o tysiącach bolączek naszych serc? Czy nie mówią, że narody zasługują na gniew Boży?
Tak, zapytajmy się wpierw, czy jesteśmy bez win, a potem idźmy dalej i zastanówmy się nad prawdą, że cierpienie budzi drzemiące siły ducha w narodzie. W czasach dobrobytu, jednostki i narody słabną na duchu, w chwilach ucisku serce bywa szlachetniejsze, litościwsze, człowiek staje się bardziej pracowity. Drzewo zasłonięte od wichrów, płytko zapuszcza korzenie. Już w mądrości naszych pradziadów istniało powiedzenie – jak trwoga, to do Boga.
Tak, boli nas niedostatek, klęska, nędza – chrześcijaństwo nie uczy, że są one celem same w sobie. Zarówno jednostka, jak i narody powinny się modlić do Boga o szczęście. Choć zachmurzone jest nad nami niebo. Nie buntujmy się, ale z pokorą dziękujmy za to Bogu i ufajmy, modląc się – „Boże, Ojcze, nie wiem, co mnie jeszcze spotka w życiu, ale choćby przyszły na mnie najgroźniejsze chwile, klęski, zawody, bóle i cierpienia, wszystko przyjmę z ochotą, bo wiem. że Ty, Ojcze, Boże mój je zsyłasz i że na nie zasłużyłem”.

* * *

Moi drodzy! Świat pełen jest jęków, wołania i tęsknoty, jest ciężko chory i strasznie cierpi, ale mało ludzi utnie na nim cierpieć dla życia wiecznego! Mało ludzi w klęskach i niepowodzeniach dopatruje się woli Bożej i dowodu Jego miłości.
Naturalnie, gdybyśmy sami rozporządzali naszym losem, staralibyśmy się urządzić wszystko jak najlepiej według naszego upodobania i smaku, ale czy wyszłoby to nam na dobre? Czy nie powtórzyłaby się z nami historia pewnego chłopa?...
Żył sobie kmiotek – mówi stara opowieść – który w czasie nieurodzaju zawsze narzekał i mawiał, że Bóg powinien jemu powierzyć sprawy dotyczące pogody i deszczów, bo – jak powiadał – zdaje mi się, że Bóg nie bardzo zna się na gospodarstwie.
Bóg wysłuchał jego słów i powiedział „Tego roku będziesz rządził pogodą. Rób, jak uważasz za dobre”.
Chłop się ucieszył. Zaraz nakazał, by była pogoda „Niech świeci słońce!” I słońce świeciło. Później zawołał „Niech pada deszcz!” I spadł lekki, ciepły deszczyk. Potem znowu przywołał pogodę – i była pogoda, a potem deszcz – i był deszcz. I tak minął cały rok. Zboża cudnie rosły, aż radość była patrzeć. „Niech się Bóg przypatrzy, jak należy rządzić pogodą!” chełpił się gospodarz.
Przyszły żniwa. Chłop z .dumą zabrał się do koszenia... ale omal nie zdrętwiał z przerażenia, bo kłosy co do jednego były puste. Słomy było dużo, ale ziarna ani na lekarstwo.
Przychodzi Bóg i pyta:
- Czy dobry urodzaj?
- Kiepski, Panie, bardzo kiepski – narzeka chłop.
- Przecież ty rządziłeś pogodą i wszystko szło według twojej woli!
- Otóż to, nie mogę tego w żaden sposób zrozumieć. Było słońce i deszcz, a pomimo to urodzaju niema!
- Tak? Teraz rozumiem – mówi Bóg. – Nigdy nie prosiłeś o burzę, która kołysze lasy, ugina drzewa, smaga ziemię, oczyszcza powietrze, wzmacnia korzenie. Nie było wiatru, któryby zapłodnił ziarna i dlatego nie ma, urodzaju.
Moi drodzy! Cierpienie nie jest złem, burze klęsk i niedostatki hartują moje i twoje serce! Czy Bóg nas karze, czy błogosławi, czy zsyła klęski, czy dostatki, zawsze ma jedno na względzie – żeby kłosy naszego życia nie okazały się puste w dzień żniwa Sądu Ostatecznego.
Amen.


Autor: ksiądz Antoni Wac
str 75-80 , publikacja na DDN dn. 06-01-2015

_________________
+ Z Bogiem i Maryją.


Góra   
  Zobacz profil Wyślij e-mail      
 
Admin_DDN
 Tytuł: Re: Chrystus w Cierpieniu i Chwale. Rozważania rekolekcyjne+
PostNapisane: 6 lut 2015, o 19:02 
Offline
1000p
1000p
Postów: 6537
Skąd: Polska
Seria – A – O Jezusie Chrystusie naszym Zbawicielu
Konferencja XIV


Chrystus cierpiący a Ja. (cz. IV)




Moi drodzy!

Na pewno słyszeliście o największym kaznodziei Kościoła Katolickiego, o świętym Janie Złotoustym. Wielki to byt człowiek na ambonie, na katedrze i niepospolity administrator diecezji, ale wiecie w czym okazał się największy? W cierpieniu!
Pełna tajemnic wola Boża kazała mu iść drogą cierpień, jak wielu innym chrześcijanom. Obrażona do żywego, cesarzowa Eudoksja skazała sędziwego biskupa na wygnanie. Piechotą, w czasie strasznego upału, musiał przejść święty Jan przez Bitynię, Persję, Kapadocję i Cylicję na daleki Kaukaz. W czasie podróży licho się odżywiał, i rozchorował się na przewód pokarmowy, ból głowy i malarię – zresztą możemy sobie wyobrazić, ile trudności musiał pokonać sędziwy, 70-letni starzec, przebywając pieszo taki olbrzymi szmat drogi!
Na miejscu czekały go nowe przykrości! Umieszczono go w starym zamczysku, gdzie w zimie dokuczał mróz i straszliwa wilgoć. Po pewnym czasie napadli bandyci na zamek i między innymi wzięli do niewoli biednego staruszka do Arabissus. Stąd nowym rozporządzeniem cesarza został przeniesiony jeszcze dalej, do Pitynsu, miasta leżącego u stóp Kaukazu. Rozpoczęły się znowu marsze, trwające tygodniami. Upał sprawiał ostry ból głowy biskupowi, który na próżno prosił o odpoczynek w cieniu. Ciało jego, osłabione gorączką, było zupełnie wyczerpano, a żołnierze bez miłosierdzia pędzili go przed sobą.
Zrozumiał ich zamiary. Z niezrównanym bohaterstwem wlókł się dalej... aż w końcu padł z wycieńczenia, puls coraz bardziej słabł... zaniesiono go do jednego domu, gdzie jeszcze przyszedł do siebie i powiedział ostatnie słowa, dla których przytoczyłem całą tę historię Δόξά τω ύέώ πάντων ένεχά „Niech będzie Bóg błogosławiony za wszystko” – i umarł.
Moi drodzy! Wyobraźmy sobie tę scenę. Największy kaznodzieja chrześcijański, biskup, pisarz Kościoła, bohaterski obrońca nauki Chrystusowej, po pracowitym życiu, zostaje na starość zesłany na wygnanie i w drodze, wśród strasznych cierpień, umiera opuszczony, z tymi słowami na ustach „Niech będzie Bóg błogosławiony za wszystko”.
O, jak daleko jesteśmy od tego prawdziwie chrześcijańskiego bohatera! Jak obce jest nam tego rodzaju usposobienie, które w utrapieniach, klęsce i cierpieniu widzi kochające oblicze Ojca Niebieskiego i każe mówić słowami godnymi chrześcijanina „Niech będzie Bóg błogosławiony za wszystko!”
W pierwszych trzech naszych rozważaniach staraliśmy się poznać wolę Boża, przejawiającą się w zesłanych na nas cierpieniach. W zaś następnych wspólnych rozważaniach będziemy szukali odpowiedzi na dalsze pytania –
I) W jakiem usposobieniu powinniśmy przyjąć cierpienie? i
II) Jak to usposobienie możemy zdobyć?



I. W jakiem usposobieniu powinniśmy przyjąć cierpienie?

→ A) Cierpienie! Jest to najtrudniejsze zagadnienie życia ludzkiego! Od chwili, kiedy brama raju zamknęła się przed grzesznym człowiekiem, idziemy ciernistą drogą cierpienia i włożone jest „Wielka udręka stała się udziałem każdego człowieka i ciężkie jarzmo [spoczęło] na synach Adama, od dnia wyjścia z łona matki, aż do dnia powrotu do matki wszystkich”. (Syr.40,1).

a) Każdy wiek, płeć, stanowisko, potęga, klasa społeczna podlega cierpieniu, które zadomowiło się w chacie ubogich i w pałacach bogaczy. Znajdziemy je u ludzi prostych, a również u filozofów i uczonych. Miliony ludzi jęczy w jego pętach i woła z rozpaczą – Kim jesteś, o cierpienie?! Czego chcesz? Dlaczego nie dajesz nam biednym spokoju?
Cierpienie zawsze będzie istnieć na ziemi. Technika i wiedza mogą zrobić zadziwiające postępy, systemy społeczne mogą uleczyć wiele bolączek, ale zło, choroba, klęski, śmierć – czyli cierpienie, zawsze będą towarzyszyć ludzkości, która potrzebuje wsparcia krzyżu.
Niemiecki wierszyk taką daje radę cierpiącym
„Jeśli nie można, ominąć cierpienia, nie przejmujmy się niem!”
Łatwo to powiedzieć, lecz proszę zastosować tę zbawienną radę! Ale powiedzmy, że zlekceważyliśmy cierpienie – czy w ten sposób postępuje człowiek, żeby wobec tysiąca bolączek życia zachowywać obojętność? Jeśli tak, to cierpienie zawsze pozostanie tajemnicą, tak, jak dla tych, którzy cierpią zdała od Boga. Należy śmiało spojrzeć cierpieniu w oczy i zbadać je przy świetle wiary. Wtenczas lepiej poznamy jego istotę i cel.

→ B) Doszliśmy do bardzo ważnego zagadnienia – Jaki jest chrześcijański stosunek do cierpienia?
Odpowiedź znajdziemy w zachowaniu się Szymona z Cyreny.

a.) Szymon z Cyreny był prostym robotnikiem, pewnego razu szedł spokojnie ulicą i spotkał pochód prowadzący Chrystusa na stracenie. Chrystus ustawał pod ciężarem krzyża, żołnierze zmusili Szymona, żeby pomógł nieść krzyż. Szymon z początku wymawiał się, że nie ma czasu, chciał uciec, ale nic nie pomogło, zmuszono go. Co miał robić? – Wziął krzyż i niósł bez szemrania. Nie szukał krzyża, ale kiedy wśród codziennych trosk napotkał go, nie, zrzucił z siebie przymusowo przyjętego ciężaru! Czy powinniśmy szukać cierpienia? Nie! Czy wolno przed niem uciekać? Czy wolno uchylać się przed ciężarem klęsk? Tak! Ale ... ale jeśli Bóg uważa za odpowiednie, żebyśmy cierpieli, to nie wolno się nam buntować!
Jak głęboka nauka kryje się w historii Szymona! Zasługą wobec Boga jest znosić cierpienia, które związane są z obowiązkami wynikającymi z naszego powołania, albo z choroby. Możemy przyjąć radę przed chwilą cytowanego wierszyka w takim oświetleniu, że powinniśmy spokojnie znosić cierpienie, którego nie możemy uniknąć.
Tylko mimochodem zaznaczam, że kto potrafi duchowo zapanować nad cierpieniem, ten i cielesne bóle łatwiej pokona. Przecież wiemy, jak ogromny wpływ ma dusza na ciało. In bardziej zrównoważona i spokojna jest dusza, tym łatwiej pokonujemy cierpienia.
Może to tylko hipoteza? Nie. To fakt stwierdzony psychologicznie. Codzienna doświadczenie o tym mówi. Świadczy o tym pewna rozmowa, którą kiedyś przeprowadziłem z jednym lekarzem, którego syn, odbywający zasadnicza służbę wojskową musiał jako dwudziestolatek wieku poddać się amputacji nogi. Tak mówił do mnie ów lekarz – „Dziękuję księdzu, że wlał ksiądz nadzieję w mojego syna, który cierpi od kilku lat. My, lekarze, leczymy tylko schorzenia ciała, ale dopiero skutki uleczenia duszy są godne podziwu. Syn mój, pokrzepiony na duchu, chętnie przyjmuje cierpienie, bo zrozumiał, że ono może być, przejawem łaski Bożej. Jak księdzu wiadomo, początkowo miał także myśli samobójcze, ale teraz i nam stara się tłumaczyć, jaki jest sens jego cierpienia i dozgonnego kalectwa...” O, moi drodzy, jakim drogocennym skarbem jest nasza święta wiara! Pocieszamy się myślą, że Bóg nie tylko bohaterskie wysiłki i dobrowolnie znoszone cierpienia poczytuje nam za zasługę, ale i cierpienia którymi dręczy nas życie codzienne mimo naszej woli.
Niewielu ludzi potrafi naśladować świętego Andrzeja apostola, który nie tylko nie uciekał przed cierpieniem, ale kiedy prowadzono go na ukrzyżowanie, wyciągnął z radością ramiona, wołając: „O, błogosławiony krzyżu, uświęcony Ciałem Chrystusowym, tak długo tęskniłem za tobą i szukałem cię, nareszcie obdarzyłeś mnie swoim widokiem!” – Co za heroizm ducha!
Kto odważyłby się mówić ze świata Teresą Wielką „Cierpienie, albo śmierć!”
Rzadkością są tego rodzaju bohaterskie serca! Jestem tylko słabym i ułomnym człowiekiem! Unikam cierpień, jak Szymon z Cyreny, ale mogę być odważny i zasłużyć sobie przez cierpienie na żywot wieczny, jeśli potrafię naśladować Chrystusa.
Chrystus dał nam doskonały wzór, jak my, ludzie słabi, ma^.. my cierpieć: „Wziął z sobą Piotra, Jakuba i Jana i począł drżeć, i odczuwać trwogę.”(Mr.14,33). Ze strachu krwią się pocił i wolał „I odszedłszy nieco dalej, upadł na twarz i modlił się tymi słowami: Ojcze mój, jeśli to możliwe, niech Mnie ominie ten kielich! Wszakże nie jak Ja chcę, ale jak Ty.”(Mt.26,39).
„niech Mnie ominie…” O, z pewnością o mnie, o nas wszystkich myślał Pan, gdy ze strachem unikamy cierpień: „Nie, nie, Panie, nie zsyłaj na mnie bólu i klęski! Zgodzę się na wszystko, tylko uwolnij mnie od cierpień!...” „niech Mnie ominie…”. Owszem, możemy o to prosić Boga, ale jeśli cierpienie zwaliło się na nas. powinniśmy skłonić głowę w pokorze i zgadzać się z wolą Bożą, powtarzając za Chrystusem: „Wszakże nie jak Ja chcę, ale jak Ty.”(Mt.26,39b). Fiat voluntas tua Niech się stanie wola Twoja!

b) Według św. Mateusza i św. Marka, połowę ciężaru krzyża dźwigał Chrystus, bo Szymon Cyrenejczyk tylko pomagał Chrystusowi. Ewangelia św. Łukasza mówi, że Szymon przez chwile sam niósł krzyż za Chrystusem. Malarze na ogól malują Chrystusa i Szymona niosących krzyż razem. W misteriach pasyjnych w filmu „Jezus” Szymon sam niesie krzyż.
W życiu spotykają nas te wszystkie wspomniane możliwości, czasem zdaje się nam, że razem z Chrystusem niesiemy krzyż i wtenczas jest nam lekko i błogo. Mamy świadomość, że połowa ciężaru spada z naszych ramion na Chrystusa. Ale są chwile, kiedy ciemna noc ogarnia nasze serce – czy nigdy nie odnieśliśmy tego wrażenia? Wtenczas zdaje nam się, że cały ciężar krzyża na nas spoczywa, że pod nim boleśnie upadamy na ciernistej drodze życia. Jest to najstraszniejsza chwila, gdy sami wleczmy krzyż i nie widzimy w nim zasług dla naszego życia wiecznego.

c) Powiesz, dobrze – Szymon niósł krzyż, ale wiedział, że tym sprawi ulgę Chrystusowi. Ja również chętnie bym znosił klęski, gdybym wiedział, że w ten sposób zmniejszę cierpienia Chrystusa, ale Chrystus obecnie tego nie potrzebuje! On już więcej nie będzie podlega cierpieniom! Kiedyś, za ziemskiego życia cierpiał, ale obecnie otacza Go aureola chwały wiecznej i na co przydałoby Mu się moje cierpienie?
Na co? To, że cierpisz, znaczy to samo, gdybyś był na miejscu Szymona Cyrenejczyka. Cierpienie Chrystusa spowodowane było nie tylko przez grzechy, popełnione przed Jego przyjściem, ale przez winy całego świata przeszłe, obecne i przyszłe bo Chrystus Bóg już naprzód widział nasz stosunek do Niego. Święty Paweł przedstawia, jak Chrystus pokazuje w niebie Swoje rany, poniesione dla odpuszczenia naszych grzechów, ale Chrystus pamięta z pewnością nie tylko o ranach, ale i dobrodziejstwach, doznanych od ludzi.
Kto więc cierpliwie znosi swój krzyż, rzeczywiście pomaga przez to nieść krzyż Chrystusowi! Prawdziwe chrześcijańskie usposobienie i zrozumienie dla cierpień ma ten, kto cierpliwie niesie swój krzyż, żeby przez to lżejszym stał się ciężar Chrystusowego krzyża!

II. W Jaki sposób można zdobyć usposobienie do znoszenia cierpień?

Wszystko to, cośmy dotychczas słyszeli, jest tylko teoretyczną stroną problemu cierpienia. Powstaje teraz ważne pytanie – Jak i skąd zdobyć usposobienie do znoszenia cierpień?

→ A) Tylko z krzyża Chrystusowego. W 1920 roku, na wystawie obrazów w Paryżu był ciekawy szkic pędzla Maxima Real del Sarta, wyobrażający Chrystusa niosącego bez trudu olbrzymi krzyż, którego ramiona sięgały do krańców ziemi. Za triumfalną postacią Chrystusa, w cieniu krzyża, postępuje mnóstwo ludzi, którzy chętnie pragną ulżyć ciężaru Cierpiącemu. Kobiety, mężczyźni, starcy, młodzież, dzieci, kapłani i świeccy, robotnicy i żołnierze, panny i młodzieńcy... wszyscy ofiarowują swą pomoc Chrystusowi. Wszyscy wraz z Nim jednakowo odważnie z ufnością idą na golgotę, składać ofiarę Bogu.
Wspaniała myśl, o której mówię, doskonale tu przedstawiona! Nie cierpienie jest największemu złem, ale serce nim łamane. Nie smutek jest największym bólem, ale serce nim oślepione. Cierpienie było, jest i pozostanie właściwe człowiekowi, ale żebyśmy się nie załamali pod jego ciężarem, więcej, żebyśmy przez cierpienie zasłużyli na, życie wieczny, tego musimy się nauczyć tylko od Chrystusa!
Chrystus nie uciekał przed cierpieniem, ale bohatersko się z niem potykał. Namiętnie kochał Swój krzyż, jak to widać z każdej karty Ewangelii. Chrystus był ubogi, ale ubóstwo Swoje znosił z pogodą ducha. Pościł, ale Jego posty były dobrowolną ofiarą. Cierpiał z wielkiej miłości dla nas. Szedł pod ciężarem krzyża, ale droga ta była „via triumphalis”. Umarł, ale śmiercią Swoją pokonał śmierć!

„Plączący przychodźcie do Boga, który z wami plącze;
Cierpiący szukajcie u Niego ratunku;
Którzy się boicie, przychodźcie do Niego, bo jest łagodny;
Śmiertelnicy, zbliżajcie się do źródła, wieczności...”
(Wiktor Hugo).

Słowa poety francuskiego potwierdzają nasze doświadczenia.

→ B) Teraz rozumiemy siłę i odwagę tych, którzy w cierpieniach żyją w Chrystusie, a o których światy Paweł mówi jako o bohaterach wiary: „Inni zaś doznali zelżywości i biczowania, a nadto kajdan i więzienia. Kamienowano ich, przerzynano piłą, <kuszono>, przebijano mieczem; tułali się w skórach owczych, kozich, w nędzy, w utrapieniu, w ucisku – świat nie był ich wart – i błąkali się po pustyniach i górach, po jaskiniach i rozpadlinach ziemi.”(Hbr.11,36-38).

a) Są silni w cierpieniu, bo z Chrystusa czerpią moc, śmiało stawiają czoło kląskam, gdy inni bezradnie uginają się pod ich ciężarem. Chrystus dał nam sposób i prawo znoszenia cierpień, jak to prześlicznie wyraził sławny generał Radetzky – Wola Boża jest moim prawem.
Goethe powiedział te znamienne słowa: „Najgłębszym zagadnieniem historii świata i ludzkości jest kwestia wiary i niewiary. Każda epoka, w której kwitnie wiara – jest promienna, podniosła i obfita w dobra dla ludzkości”. Faktycznie, wiara jest kapitałem, z którego procentów może człowiek korzystać w razie potrzeby.
b) „Wierzę w Boga” – modlimy się. Dlatego w szczęściu, nieszczęściu, w dostatkach i nędzy, w cierpieniu i radości powinniśmy zawsze ufać w Jego Opatrzność, rządzącą światem – to jest prawdziwie chrześcijańskie zrozumienie Boga!
Powiesz jednak – Owszem, chętnie zgodziłbym się na cierpienie, gdybym był pewny, że zsyła je Bóg, ale z jakiej racji mam cierpieć dla złych ludzi?! Jedna moja, znajoma wygaduje o mnie niestworzone rzeczy... mój mąż jest straszny w pożyciu domowym... żona moja jest kapryśna... ludzie rozkradli moje, z wielkim trudem, uciułane mienie…
Próżne narzekania! Zapominamy bowiem, że nauka Chrystusowa każe nam we wszystkim widzieć plany Boże, Jego świętą wolę. Chce, żebyśmy wszystkie klęski i cierpienia przyjmowali tak, jak przyjmował je Chrystus. Kto pojmał Jezusa w noc wielkoczwartkowa? Ili ludzie! A co powiedział Chrystus do Piotra, który użył broni w Jego i swojej obronie? „Schowaj miecz do pochwy. Czyż nie mam pić kielicha, który Mi podał Ojciec?”(J.18,11). Nam zdawałoby się, że źli ludzie spowodowali cierpienie Chrystusowe, On zaś mówił, że zesłał je Ojciec.
Gdzie nabędziemy silnego ducha, abyśmy się mogli przeciwstawić cierpieniu, tej bolączce ludzkiego życia? W szkole Chrystusowej, w Kościele katolickim!
Jeśli wierzę w Boga, to ufam Mu! Ślepiec idzie, gdzie go prowadzi dziwko, chory zdaje się na lekarza, chrześcijanin ufa Bogu. Wiciu, że pamięta o mnie Ten. który wskazał szlaki chmurom i kierunek wiatrom, jestem pewny, że prędzej przeminie niebo i ziemia, aniżeli On mnie zawiedzie.

Za wszystko dobro z Bożej ręki wzięte,
Za skarby wiary, za pociechy święte,
Za trudy, prace i trudów owoce,
Za chwile siły i długie niemoce,
Za spokój, wszelki, zdrowie i choroby,
Za uśmiech szczęścia i za łzy żałoby,
I za krzyż ciężki na barki włożony,
Niech będzie Jesus Chrystus pochwalony!
(K. Antoniewicz).

* * *

Moi drodzy! To już kolejne nasze rozważanie o cierpieniu, ale jeszcze nie wyczerpał się temat. Czy może być coś bardziej aktualnego, aniżeli cierpienie? Czy jest ktoś wśród nas, kto by się nie uginał pod ciężarem krzyża? Na jednym z pomników w nadmorskim parku w Odessie widnieje napis „Jak każda kropla wody morskiej jest gorzka, tak każdy człowiek cierpi i ma swe troski”.
Jedni walczą rozpaczliwie o kawałek czarnego chleba, drudzy płaczą nad łożeni konającego, lub sami walczą ze śmiercią, inni żyją w nieszczęśliwym małżeństwie, wielu wylewa rzewne łzy nad mogiłami matek, ojców, mężów, żon, lub dzieci, cierpimy wszyscy. O, jak dobrze w chwilach smutku spojrzeć na Chrystusa, dźwigającego krzyż! O, jak błogo wiedzieć, że Bóg dał nam przykład, jak mamy cierpieć!
W Landsbergu, w kościele jezuickim, znajduje się ciekawy obraz – na środku stoi święty Franciszek Ksawery, a z nieba spada na niego wiele krzyży – zdaje się, że go zagrzebią.
Oto obraz ludzkiego życia! Przed krzyżem nie możemy się ukryć. Każdy człowiek cierpi, tylko z tą różnicą, że jeden ściska pięść z rozpaczy, nie widzi zasług w cierpieniu, a drugi ugina się pod ciężarem krzyża, ale patrzy na oblicze Chrystusa i wychodzi zwycięsko z boju.
Kto wierzy w Chrystusa, tego nie złamie cierpienie! W alfabecie muzycznym krzyżyk oznacza, że trzeba podnieść ton, i krzyż dla cierpiącego człowieka oznacza silę która podniesie go z niedoli.
„Niech będzie błogosławiony Bóg za wszystko!” – takie były ostatnie słowa świętego Jana Złotoustego. Dałby Bóg, żebyśmy je mogli powtórzyć w chwili cierpienia i mojej śmierci!
Dalby Bóg żebyśmy należycie zrozumieli ostatnie słowa Chrystusa: „Ojcze, w Twoje ręce powierzam ducha mojego.”(Łk.23,46b). Ojcze, prowadź umie według Twojej woli trudną drogą życia! Prowadź mnie przez krzyż do chwały żywota wiecznego!
Amen.



Autor: ksiądz Antoni Wac
str 81-87 , publikacja na DDN dn. 06-01-2015

_________________
+ Z Bogiem i Maryją.


Góra   
  Zobacz profil Wyślij e-mail      
 
Admin_DDN
 Tytuł: Re: Chrystus w Cierpieniu i Chwale. Rozważania rekolekcyjne+
PostNapisane: 6 lut 2015, o 19:03 
Offline
1000p
1000p
Postów: 6537
Skąd: Polska
Seria – A – O Jezusie Chrystusie naszym Zbawicielu
Konferencja XV


Chrystus cierpiący a Ja. (cz. V)



Moi drodzy!

W dziesiąty m rozdziale drugiej księgi Mojżesza, gdzie mowa, o dziesięciu plagach, czytamy ciekawy szczegół. „Wyciągnął Mojżesz rękę do nieba i nastała ciemność gęsta w całej ziemi egipskiej przez trzy dni. Jeden drugiego nie widział i nikt nie mógł wstać z miejsca swego przez trzy dni. Ale Izraelici wszyscy mieli światło w swoich mieszkaniach.”(Wj.10,22-23). Ciekawa rzecz, że mieszkania Żydów oddanych Bogu, były oświetlone, bo ciemności nie miały mocy nad nimi.
Ten biblijny obraz doskonale nadaje się do dzisiejszego naszego rozważania, w którym w dalszym ciągu będziemy się zastanawiać nad cierpieniem. Ludzie dobrzy i źli, wierzący i bezbożnicy mieszkają razem na ziemi. Wszyscy podlegają klęskom, bólowi, cierpieniom – ale cierpienie dla niewierzących jest beznadziejną ciemnością, gdy tymczasem wierzącym w Boga nawet w największych ciemnościach przyświeca światło nadziei i wiary.
Światło, które spływa z krzyża Chrystusowego. Od czasów przyjścia na świat Chrystusa, ludzkość może zwycięsko staczać boje z najstraszniejszym swym wrogiem, z cierpieniem.
Czy nie spostrzegliście, że Chrystus na ogól unikał wszelkich uroczystości, tylko raz jeden, w wigilię Swojej męki, w Wielki Czwartek, triumfalnie wjechał do Jerozolimy i pozwolił Sobie złożyć hołd, po za tym unikał wszystkich innych sposobności wyróżnienia. Tylko przed dniem Swojej Męki przyjmuje hołdy rozentuzjazmowanego ludu.
Dlaczego? Dlatego, że chce zmienić dawną opinię ludzką o cierpieniu. Uroczysty wjazd do Jerozolimy miał ten cel, żeby zwrócić uwagę świata na nową naukę, że cierpienie jest nie tylko czczym bólem, złością, bezcelową walką, ciężarem, smutkiem, łzami, ale zwycięską palmą, laurem chwały i źródłem pokoju człowieka.
Podnieśmy wzrok na cierpiącego Chrystusa i zapytajmy Go, jaką drogę wskazuje nam przez Swoje cierpienie do zwyciężenia naszych męk? Otrzymamy następującą odpowiedź:
I) w chwilach cierpienia powinniśmy Go naśladować,
II) przez cierpienie musimy zbliżyć się do Boga.


I. „…abyście szli za Nim Jego śladami.” (1.P.2,21b).

Święty Piotr o cierpieniu Pana Jezusa tak pisał: „Co bowiem za chwała, jeżeli przetrzymacie chłostę jako grzesznicy? - Ale to się Bogu podoba, jeżeli dobrze czynicie, a przetrzymacie cierpienia. Do tego bowiem jesteście powołani. Chrystus przecież również cierpiał za was i zostawił wam wzór, abyście szli za Nim Jego śladami.”(1.P.2,20-21).
Czyli, że Chrystus w tym celu przeszedł wszelkie męczarnie ciała i duszy, żebyśmy Go naśladowali.

→ A) Pan Jezus faktycznie przeszedł wszelkie męki. Doskonale odzwierciedlił ten fakt Mel Gipson w filmie pt. „Pasja”. Wiecie jakie są najstraszniejsze chwile w cierpieniu? Kiedy człowiek cierpi samotnie, kiedy nikogo niema na Świecie, kto by mu współczuł, kto by się nad nim litował, kiedy zdaje się, że i Bóg o nas zapomniał!

a) Czy byliście kiedy ciężko chorzy, zdala od swoich, na obczyźnie? Czy przykuci do łoża, nie mieliście przy sobie bliskiej wam osoby, która by wam współczuła? Człowieka ogarnia wtenczas tęsknota. O, gdyby tu była moja matka, ojciec, brat, siostra, przyjaciel!... jedna bliska mi osoba, z którą mógłbym podzielić swój smutek!... Cierpieć w osamotnieniu, to znaczy cierpieć podwójnie. Takiego cierpienia podjął się Pan Jezus. On cierpiał osamotniony!
Samotnie cierpieć, to straszne! Przypatrz się małym dzieciom idącym ulicą, instynktownie trzymają się za rączki, bo wtedy czują, że nie są same. Popatrz na, dorosłych, przy przywitaniu, podają sobie ręce – podawanie rąk znaczy, że jest ktoś, na kogo możemy liczyć.

b) Chrystus był osamotniony w cierpieniu! Zapomnieli o Nim Jego uczniowie, przyjaciele, aniołowie, znajomi, mówiąc po ludzku – Bóg o Nim zapomniał.
Opuścili Go uczniowie. Jeden z nich wyparł się, że w ogóle Go nie zna, drugi, kiedy go złapano, zrzucił z siebie ubranie i ratował się ucieczką, nie bacząc nawet na to, iż jest nagi, reszta się rozpierzchła „jak iskry po ściernisku.”(Mdr.3,7).
Zostawili Go przyjaciele. Gdzie się podziały rzesze, które uzdrowił? Gdzie byli ci, których pocieszał? Wszyscy byli zajęci przygotowaniami świątecznymi. Nakarmił pięć tysięcy na pustyni, a ani jeden z nich nie przyszedł Go pocieszyć w chwili cierpienia. Nie przyszli ślepi, chromi, którym przywrócił zdrowie, bo zajęci byli na roli, w domu.
Gdzie są aniołowie? Pocieszyliby przynajmniej Pana w chwilach smutku. Kiedy święty Piotr chciał bronić Pana, uciął ucho jednemu ze sług. Wówczas Chrystus dumnie zapytał go „Czy myślisz, że nie mógłbym poprosić Ojca mojego, a zaraz wystawiłby Mi więcej niż dwanaście zastępów aniołów?”(Mt.26,53). Chrystus w strasznych męczarniach był opuszczony, i ale żaden anioł Go nie pocieszył.
Jakby i Ojciec zapomniał o Nim – okropne słowa! Ewangelista mówi, że Chrystus czuł się bardzo opuszczony, a najlepiej świadczą o tym rozpaczliwe słowa, które wypowiedział Pan Jezus na krzyżu „Eloi, Eloi, lema sabachthani, to znaczy: Boże mój, Boże mój, czemuś Mnie opuścił?”(Mk.15,34). Od tego czasu wołanie to przeszywa świat cały – i nie znajduje oddźwięku...
Moi drodzy! Czy możemy sobie wyobrazić straszniejszą chwile? Patrzcie, w jakiem opuszczeniu i zapomnieniu cierpi za mnie i za ciebie, za nas wszystkich Chrystus!

→ B) Dlaczego? – budzi się w nas pytanie. Dlaczego chciał cierpieć w zapomnieniu?
Z pewnością, że jedynie dla nas i za nas, żeby pocieszyć nas cierpiących, żeby dać nam przykład, jak mamy cierpieć. Żebyśmy w chwilach cierpienia mieli przykład, jak należy cierpieć, chcąc zasłużyć na żywot wieczny.

a) Cierpienie jest, wspólnym losem wszystkich ludzi, ale zbierać zasługi przez cierpienie, jest, przywilejem chrześcijan. Cierpienie jest bezsensowną gmatwaniną życia dla tego, kto nie zna jego boskiego znaczenia i celu. Kto jednak przez nie uszlachetnia swoją duszę, ten widzi w niem dobrodziejstwo.
Kiedy ogarnie nas ciemna noc cierpień i niema nikogo. Kto by nam współczuł i zrozumiał nasz ból, stańmy pod krzyżem Chrystusa. Jemu możemy się poskarżyć, przed Nim płakać, narzekać, jęczeć. Tylko zawsze kochajmy Go i bądźmy posłuszni Jego świętej woli!

b) Często słyszymy narzekania – O, jak okrutny jest los! Wątpią, czy Bóg istnieje! A jeśli jest, to dlaczego zesłał na mnie tak okropne męczarnie?
Dlaczego? Nikt nie potrafi dać wyczerpującej odpowiedzi, ale kto powie, dlaczego Bóg pozwolił dręczyć cierpieniem Swego Jednorodzonego Syna – od dzieciństwa aż do śmierci?
Często zastanawia nas posłuszeństwo świętego Józefa, który bez osobistych zastrzeżeń przyjmował nakaz Boży.
Pan Bóg kazał świętemu Józefowi „Wstań, weź Dziecię i Jego Matkę i uchodź do Egiptu; pozostań tam, aż ci powiem; bo Herod będzie szukał Dziecięcia, aby Je zgładzić.”(Mt.2,13). Wstań! Kiedy? Zaraz w nocy, bez żadnego przygotowania do drogi. Weź niemowlę i uciekaj z Nim w obce strony, gdzie nikogo nie znasz.
Nie wiem, czy nie oburzylibyśmy się, gdyby nas spotkało coś podobnego. Na pewno narzekalibyśmy – Dlaczego Bóg zsyła na mnie taką klęskę? Czy nie mógł obrać innego sposobu? Dlaczego nie uśmiercił żadnego krwi Heroda? Dlaczego mam uciekać z małym Jezusem?
A święty Józef nie szemrał. Myśl, że wola Boża jest najlepsza, dodała mu sił. Bóg pozostaje naszym Ojcom i w cierpieniu. Tak! To jest chrześcijański pogląd, że Bóg i w cierpieniu jest naszym Ojcem!

→ C) Życie moje jest pełne męki i smutku! – jakżeż często słyszymy narzekania.
Mój drogi, moja droga, nie mów tego lekkomyślnie! Wiem, że cierpisz pod gradem klęsk, ale czy naprawdę tylko z samych bólów i smutku składa się twoje życie? Możliwe, miałaś smutne lata, pełne rozpaczy tygodnie, miesiące, może nawet i lata, borykałaś się ze smutkiem, ale powiedz, czy nie miałaś pogodnych dni, kiedy szczęściem tętniło twe serce? Dziwnie – człowiek bardzo prędko zapomina radości, a długo pamięta ból i smutek. Cierpienie jest ciężkie, radość lekka. Smutek zalega serce, jak gęsta, ołowiana, jesienna mgła bory podtatrzańskie, słońce zaś radości znika i ulatnia się.
Nie bądź niesprawiedliwy! Cichą, wieczorną godziną usiądź przy stole i zastanów się, ile otrzymałeś od Boga radości i szczęścia.
Kiedy? Jakich?
Gdy człowiek złamie nogę, dopiero wtenczas docenia, co znaczy mieć zdrowe obie nogi, gdy zachoruje, dopiero wtenczas przekona się, co znaczy być zdrowym, gdy oślepnie, przekona się, jakie to straszne kalectwo, jak przeogromna klęska – stracić wzrok. Gdy straci ojca, matkę, rodzeństwo i zostanie sam dopiero wtedy pozna, ile miał oddanych osób. I tak dalej. Prawda, wiele jest ponurych chwil w życiu, ale nie brak również pogody, radości i szczęścia. Gdyby radość, której doznajemy, była tak głośna, jak ból, z pewnością nie narzekalibyśmy na życie. Szlibyśmy lekko, znosząc cierpienie tak, jak kmiotek torbę z małym świerszczem.
Słońce zbliżało się już ku zachodowi, gdy po długiej, uciążliwej pracy chłop, wracał z pola do domu. W domu czeka, go jałowa bryja, kupa głodnych dzieci, z kątów szczerzy zęby troska i nędza. Znużony, przygnębiony chłop idzie i rozmyśla, nad swoją niedolą. Życie jest tak smutne... niema w nim ani za grosz radości.... Aż oto nagle zaczyna nucić świerszcz – gdzie jest? Chłop wodzi ręką po kapocie, po spodniach – nie ma nic ale gdzieś jest bardzo blisko... a niechże cię... znalazł go na dnie torby. Świerszcz w ciągu dnia wlazł do torby, leżącej na ziemi i teraz tak się rozśpiewał. Chłop idzie i przysłuchuje się śpiewowi świerszcza, i powoli się uspokajał – zanim doszedł do domu, był prawie wesoły.
Moi drodzy, ciężkie jest życie, ciężkie, ale posłuchajmy, jak wesoło śpiewa w nim wiara. Co robisz i cierpisz dla Boga, On ci to wynagrodzi! Szczęśliwy człowiek, który u schyłku życia czuje w swojej duszy pieśń o zasługach uczciwie spędzonego życia.
W tym nastroju potrafię cierpliwie znosić różne niedomagania starości. Wtenczas zrozumiem ojcowską miłość Boga, która wzywa mis, ale nie chce nas raptownie oderwać od ziemi, tylko powoli przez choroby, starcze niedołęstwo, daje nam poznać marności świata i w ten sposób przecina węzły łączące nas z ziemią, można powiedzieć, że zniechęca nas do życia ziemskiego do tego stopnia, że wielu widzi w śmierci „zbawienie”.
Oto wytłumaczenie niedomagań starości w świetle nauki Chrystusowej.

II. Cierpienie zbliża nas do Boga.

Kto w chwilach cierpienia nauczył się uciekać cło Boga, ten nie zachwieje się w wierze, lecz jeszcze bardziej zbliży do Stwórcy.

→ A) Dusza ludzka zatopiona w krzyżu Chrystusa staje się piękniejsza, szlachetniejsza, silniejsza.

a) Rząd Stanów Zjednoczonych zdecydował postawić białe marmurowe pomniki swoim bohaterom, poległym w I i II wojnie światowej, a potem w wojnie wietnamskiej. Teraz stawia pomniki poległym w Iraku. Te pierwsze pomniki zamówiono we Włoszech pod ciekawym warunkiem, że robotnicy obrabiający marmur nie będą przeklinać. Robotnicy przyrzekli i dotrzymali danego słowa. Moi drodzy, nie wypada przeklinać robiąc krzyże, tym bardziej nie wypada narzekać i oburzać się, gdy się je niesie. Człowiek nie powinien się załamać pod ciężarem cierpień, odwrotnie krzyż powinien zbliżyć jeszcze bardziej nas do Boga.
W drugi dzień Świąt Bożego Narodzenia obchodzimy uroczystość Świętego Szczepana – pierwszego męczennika, a w dwa dni później pamiątkę rzezi dokonanej na małych dzieciach w Betlejem „Krzyk usłyszano w Rama, płacz i jęk wielki. Rachel opłakuje swe dzieci i nie chce utulić się w żalu, bo ich już nie ma.” (Mt.2,18). Kościół przez to mówi nam, że na skałach jaskini betlejemskiej kwitną czerwone róże męczeństwa, czyli, że naśladowanie Chrystusa jest połączone z ofiarami, jest twardą drogą życia. Na drodze wiodącej do Rzymu na tzw. „Via Antiqua” człowiek po obu stronach napotyka grobowce – podobnie droga do wiecznego miasta, Nowego Jeruzalem, droga do Boga, prowadzi wśród mogił naszych niskich instynktów, kaprysów, lenistwa i zmysłowości.

b) Szczęśliwy człowiek, który w zawierusze cierpienia słyszy głos Boga. Cierpienie jest naprawdę głosem Bożym, wzywającym nas do Siebie.
Słynny malarz Dore stworzył znany obraz: „Padół płaczu”. Jest tam przedstawiona nędza ludzka we wszystkich odcieniach. Tłumy cierpiących, płaczących ludzi – mali, wielcy, starzy, młodzi, królowie, niewolnicy, w kajdanach... sama nędza i cierpienie: ale oto wśród cierpiącego tłumu stoi w białej szacie mężczyzna, z krzyżem na ramionach i daje znak tłumowi, żeby szedł za Mim. Oczy wszystkich są zwrócone na krzyż, na stromą ścieżkę, którą wskazuje Pan Jezus... a która pod koniec ginie w kwitnących łąkach, wśród uśmiechów wiosennej radości. Tak, gdyby Bóg dał nam tylko cierpienie, nie pomagał nam jego znosić za przykładem Chrystusa, wtedy słusznie moglibyśmy narzekać. Ale od czasu życia Chrystusa Pana na ziemi, krzyż jest nie tylko bólem, ule błogosławieństwem i szczęściem.

→ B) Może to wszystko, co powiedziałem o cierpieniu jest tylko barwną przenośnią? Poezją? Czy możliwe, by ciężar licznych męk doczesnych prowadził naprawdę nie do samobójstwa, do grobu, do rozpaczy i niewiary, ale do ideałów, do lepszego i szlachetniejszego życia?

a) Posłuchajcie kilku zdań z pewnej opowieści. Autorką jest uciekinierka z Siedmiogrodu, kobieta z dobrego domu, inteligentna.
„Proszę się nie dziwić, że tak dotkliwie odczuwam nędze. Kiedyś prowadziłam życic na szeroką stopę, miałam paląc, powozy, samochody, wielki majątek i ogólne poważanie, daleko bardziej odczuwam ubóstwo, niż ten, kto się w niem urodził. Pomimo, że cierpię nędzę, żyjąc w chałupie, jestem daleko bardziej szczęśliwa, niż dawniej w pałacu, bo większa mam wiarę! Kiedy spojrzę przez małe okienko na gwiaździsty firmament, czuje, że jestem bliżej nieba, niż byłam dawniej, stojąc na wysokim balkonie... Jestem pewna, że obecnie jestem bliżej Boga!”
Człowiek na widok takiej żywej wiary zaczyna rozumieć pian Boży, ukryty w cierpieniu. Podobnie, jak łódź miotana przez burzliwe fale, natrafia na nieznane dotąd lądy, tak burze duszy często odkrywają przed nami jej nieznane głębie – mawiał ongiś bp. Keppler – katolicki ordynariusz hitlerowskiego Berlina.

b) O, gdybyśmy potrafili uświęcić nasze cierpienia i podnieść się z ich pomocą do Boga! Żebyśmy treść naszego ciężkiego życia wypełnili prawdziwie ofiarnym usposobieniem chrześcijańskim! Na świecie jest wiele zła, wiele cierpienia, ale mogą nas prowadzić do dobrego, jeśli znosimy je z pomocą łaski Chrystusowej.
Starajmy się więc cierpieć dla zasług – niestety mało ludzi cierpi w ten sposób. Cierpienie nie uświęcone łaska Bożą jest zakopanym, bezużytecznym skarbem.
Uczmy się sztuki cierpienia u krzyża Chrystusowego. Dwie belki krzyża, pozioma i pionowa, są symbolem celu życia ludzkiego. Z czego składa się życie? Z linii wzbijających się ku wyżynom, z planów, zamiarów wznoszących się pionowo, jak strzała, która w końcu przecina poprzeczną linię śmierci – tak powstaje kształt krzyża.
Ale jest zasadnicza różnica między krzyżem Chrystusa, a drzewem próżnego cierpienia ludzkiego. Niektórzy daremnie, chociaż może i cierpliwie wloką za sobą swój krzyż, gdy krzyż Chrystusa zwycięża. Człowiek, zdany sam na siebie, cierpiąc, zgrzyta zębami i wygraża pięścią losowi – cierpiąc z Chrystusem, widzi w doznawanych klęskach wole Bożą. Zło i nieszczęścia w postaci cierpień prowadzą nas do zwycięstwa.
„Dobrowolnie, czy wbrew woli, jednak wszyscy podlegamy cierpieniu, ale rozumniej w spokoju ducha znosić klaski w nadziei wiecznej zapłaty, niż trwać niecierpliwie w bezsensownym bólu. Im więcej się rzuca zwierzę schwytane w pułapkę, tym mocniej zacieśnia swe więzy, ryba im więcej rzuca się w sieci, tym bardziej się zapłacze, każde jarzmo jest tym cięższe, im dźwigamy go z większym niezadowoleniem” pisał ongiś wielki kaznodzieja królewski – Piotr Skarga.
Krzyż Chrystusowy jest jedynym skutecznym lekarstwem, na cierpienia! Chrystus daje nam przykład, jak wśród trosk życia, najtrudniejszych przeszkód, zawodów, niepowodzeń i bólów, mamy dążyć do Boga. Niech na mnie przyjdą najboleśniejsze nieszczęścia, zawody, smutki i cierpienia, wiem, że zawsze jest ze mną Bóg, dlatego bez szemrania poddaję się Jego świętej woli. „Moim celem jest pełnienie woli Bosej!”

* * *

W polskiej literaturze religijnej jest piękna legenda o stworzeniu skowronka.
Kiedy Bóg widział, jak ciężko pracuje człowiek wypędzony z raju. zlitował się nad nim, podniósł grudkę ziemi i rzucił ja wysoko w powietrze... a oto wyrzucona grudka zamieniła się w ślicznie śpiewającego ptaszka i tak powstał skowronek, który od tej pory swoim śpiewem rozwesela ciężko pracującego rolnika.
Moi drodzy! Śpiewającym skowronkiem naszego ciężkiego życia ziemskiego jest niezachwiana wiara w Boga. Kiedy troski skłaniają głowę naszą ku ziemi, pamiętajmy, że powinniśmy pełnić wolę Bożą! Pamiętajmy o tym wtenczas, kiedy naszą łodzią miotają burzliwe fale cierpienia, kiedy uginamy się pod krzyżem bólu i smutku.
Wspomniana legenda mówi dalej, że skowronek, chcąc się odwdzięczyć za to, że go Bóg stworzył, jeszcze zanim Chrystus zaczął nauczać w Palestynie, przynosił co dzień o Nim wieści Jego Najświętszej Matce. A kiedy Pan Jezus umarł na krzyżu, skowronek chciał powyciągać z ciężko zranionej głowy Chrystusa kolce cierniowej korony, ale był za słaby, więc swoim wzruszającym świergotem pocieszał Matkę Bolesna...
Wiara w Boga, w cierpiącego Chrystusa nie usuwa z naszego życia kolców cierpienia, ale jest nam pociechą, daje nam siłę wytrwania i wlewa nadzieję życia wiecznego.
Kiedy piętrzą, się nad nami czarne chmury smutku, światło wiary powinno rozjaśnić ścieżki naszego życia!
O, Moi drodzy, którzy niesiecie krzyż cierpienia, nie traćcie nadziei, ale starajcie się zrozumieć, że celem ludzkiego życia jest pełnić wolą Bożą!

Amen.




Autor: ksiądz Antoni Wac
str 88-92 , publikacja na DDN dn. 06-01-2015

_________________
+ Z Bogiem i Maryją.


Góra   
  Zobacz profil Wyślij e-mail      
 
Admin_DDN
 Tytuł: Re: Chrystus w Cierpieniu i Chwale. Rozważania rekolekcyjne+
PostNapisane: 6 lut 2015, o 19:05 
Offline
1000p
1000p
Postów: 6537
Skąd: Polska
Seria – A – O Jezusie Chrystusie naszym Zbawicielu
Konferencja XVI


Chrystus cierpiący a Ja. (cz. VI)



Moi drodzy!

W roku 1981 umarł magnat węgierski, który prowadził świątobliwe życie, książę Władysław Batthyany-Strattmann. Był on wzorowym mężem i ojcem, znakomitym specjalistą chorób oczu i wielkim filantropom.
Bóg obdarzył go dziesięciorgiem dzieci, własnym kosztem zbudował olbrzymi zakład oftalmologiczny i tysiącom ludzi uratował wzrok.
Człowiek ten, 14 miesięcy przed śmiercią, leżał w strasznych męczarniach w pewnym wiedeńskim sanatorium. Wielu innych ludzi, będąc na jego miejscu, z pewnością byłoby się załamało na duchu: „Jak to – ja za swoją dobroć zasłużyłem na cierpienie? Ja, który przez całe życie byłem szczerze oddany Bogu i tyle dobra wyświadczyłem innym ludziom”.
Ale obłożnie chory magnat, lekarz inaczej rozumował. Nie tylko że cierpliwie znosił ból, ale nawet potrafił być wesoły i pocieszał swoją zasmuconą rodzinę. Jako lekarz znał beznadziejny stan swego zdrowia, a jednak każdy, kto go odwiedzał, wychodził pokrzepiony na duchu.
Nad ranem, w przeddzień śmierci jeszcze odmówił swoją zwyczajną modlitwę, przez cały dzień leżał nieprzytomny, dopiero wieczór – o godz. 700 – przytomność mu wróciła. O tej porze zwykle cała rodzina odmawiała wspólny różaniec. Przy łożu umierającego ustawiono prowizoryczny ołtarzyk Matki Bożej przybrany kwieciem, wkoło klęczała rodzina chorego i wszyscy rzewnie razem z chorym ojcom odmawiają różaniec. Z różańcem w ręku, ze wzrokiem utkwionym w pogodne oblicze Matki Boskiej – skonał sławny na Węgrzech lekarz.
Przypuszczam, że wiecie, dlaczego opowiedziałem dziś tę historię. Dlatego, że jeszcze raz chcę was zaprowadzić do źródła, z którego wspomniany świątobliwy lekarz czerpał nadprzyrodzoną siłę – do cierpienia Chrystusowego. Cierpienie Chrystusa, a cierpienie moje - było tematem pięciu naszych poprzednich rozważań. Ale i dzisiejsze rozważanie również poświęcę temu zagadnieniu, chcę, żebyśmy sobie dobrze zapamiętali źródła siły, z których płynie zdrój żywota wiecznego na tonącą w cierpieniach ludzkość. Trudno sobie wyobrazić nawet najmniejszy strumień, który nie posiadałby swojego początku, swojego źródła, a tym bardziej trudno sobie wyobrazić osobę naprawdę wierzącą, któryby w swoim życiu nie czerpała ze źródła Bożej łaski i miłosierdzia.
„Wiara” i „życie wieczne” są dla chrześcijanina pobudką i celem. W cierpieniu
I) wierzymy niezachwianie
II) w życie wieczne!

I. „Wierzymy niezachwianie”.


→ A) O rolach cierpienia w planach Opatrzności Bożej mówiłem już w naszych poprzednich pięciu rozważaniach. Czy to znaczy, że teraz dobrze rozumiemy problem cierpienia? Czy rozwiązaliśmy go zupełnie? O, nie! Zadowalającą odpowiedź mogą nam dać słowa, które powiedział Chrystus Pan do Jaira, przełożonego synagogi.
Córka Jaira, jedynaczka, leżała ciężko chora, zrozpaczony ojciec na klęczkach błagał Pana Jezusa, żeby jej uratował życie, ale nim Chrystus wszedł do jego domu. córka zmarła.
Co mówił Chrystus zrozpaczonemu ojcu? Posłuchajcie! „Nie bój się; wierz tylko, a będzie ocalona.”(Łk.8,50).

a) Ile jest na świecie nędzy i bólu, ilu ludzi cierpi z powodu nędzy i bezrobocia! Ilu jest Kłamanych życiowymi niepowodzeniami i klęskami? Ilu leży ciężko chorych! Ale czy wszyscy naśladują Jaira, który troszcząc się o życie swojego dziecka, „Upadł Jezusowi do nóg i prosił Go, żeby zaszedł do jego domu.”(Łk.8,41).
Odpowiedzmy sobie na pytanie – czy w chwili nieszczęścia szukamy Boga, czy błagamy Go o pomoc? Czy pamiętamy, że bez Jego woli nic się nie dzieje na świecie?
Czy cierpiąc mam przede wszystkim pamiętać o Bogu? – pytasz – Czy nie powinienem najpierw ratować siebie? Czy mam czekać, aż mi Bóg pomoże? Jestem na przykład chory – więc przede wszystkim powinienem modlić się a nie wołać lekarza? Owszem, szukaj pracy, wołaj lekarza! Tylko... tylko wierz w Boga! Pamiętaj, że i w cierpieniu jest On z tobą i na nic się przyda wszelki zabieg lekarski, jeśli On cię nie wesprze. Uwierz, że na nic pomoc lekarzu, jedli Bóg ci nie pomoże. Uwierz słowom świętego Pawła: „Wszystko bowiem jest wasze: czy to Paweł, czy Apollos, czy Kefas; czy to świat, czy życie, czy śmierć, czy to rzeczy teraźniejsze, czy przyszłe; wszystko jest wasze, wy zaś Chrystusa, a Chrystus – Boga.” (1.Kor.3,21b-23).
Braciszek ze siostrzyczką nosili drzewo. Dziewczynka nastawiła ramiona, a ojciec kładł na nie polana. Braciszek, który uważał, że już dosyć drzewa na siły siostry, powiedział:
- Janeczko, wystarczy dla ciebie, więcej i tak nie uniesiesz.
A siostrzyczka odpowiedziała:
- Ojciec wie ile mogę unieść – i tyle mi nałoży!
Tak. kto tak głęboko wierzy Bogn, jak ta dziewczynka ojcu, tego cierpienie może przycisnąć, przejąć smutkiem, ale nigdy go nie złamie! Nigdy go nie zmiażdży, bo taki człowiek wytłumaczy sobie ciężar cierpienia: „Ojciec wie, ile mogę unieść!”

→ B) Głęboka wiara zbliża nas w cierpieniu do Boga. Ludzie niewierzący w Boga uczą nas cierpieć „po męsku”, z zaciśniętymi pięściami, hardo. Na nic się nie przyda ich zbawienna rada, jeśli nie wiem jaki jest ostateczny cel cierpienia. Łatwo powtórzyć cierp cierpliwie, ale proszę spróbować uśmiechać się w cierpieniu, kiedy serce i ciało świeci pustką i niewiarą!
Owszem, możemy mężnie cierpieć, ale tylko wtenczas, jeśli widzimy w tym wolę Bożą.
Pewien turysta, rozgoryczony na niepogodę, napisał przeciw niej na ścianie schroniska jakąś liryczną skargę, pod którą później jakiś inny podpisał te słowa:
„Nie narzekaj na wolę Boża!” Niech w niedoli pociesza cię myśl: „Bądź wola Twoja....”
W ten sposób znoszone cierpienie zbliża nas do cierpiącego Chrystusa! Nawet wśród najcięższych bólów rozbrzmiewają w naszym sercu słowa zachwytu świętego Pawła: „Z wielką ufnością odnoszę się do was, chlubię się wami bardzo. Pełen jestem pociechy, opływam w radość w każdym ucisku.”(2.Kor.7,4). Światowej sławy pisarz francuski Coppee długie lata szukał szczęścia zdała od Boga. Kiedy go wszystko zawiodło, na łożu śmierci odnalazł swoją dawną dziecięcą wiarę, a tym samem i szczęście. Możemy wierzyć jego słowom, które oparł na własnym doświadczeniu, że „życie jest jak cebula, jeśli poznamy jego treść, łzy cisną się nam do oczu”.
Czy nie to samo stwierdził Chopin, który na łożu śmierci serdecznie całował krzyż, mówiąc: „Teraz jestem u źródła szczęścia”.
Choroba może być nie tylko pustą, beznadziejną chwilą cierpienia, ale również świętą chwilą, zrozumieniem woli Bożej – kto tak pojmuje cierpienie, ten łatwiej znosi niedomagania ciała, a duszę ma coraz piękniejszą. Choroba jest dla nas często dobrodziejstwem, bo daje nam możność zastanowienia się nad sobą, na co nie mamy czasu z powodu naszego gorączkowego, pełnego trosk życia i pogoni za chlebem. „Upokórzcie się więc pod mocną ręką Boga, aby was wywyższył w stosownej chwili.”(1.P.5,6), W ten sposób pokój chorego może się stać kościołem, łoże ołtarzem, gdy w postaci cierpień składamy Bogu ofiarę zadośćuczynienia.

→ C) Kto potrafi w klaskach i cierpieniu pozostać wierny Bogu? Kto w pogodnych, szczęśliwych dniach życia o Nim pamięta! Smutny widok człowieka, który w cierpieniu nie umie przemówić do Boga, bo przedtem Go nie uznawał. O, jak straszne jest położenie niewierzącego ojca, którego syn kona, lekarze stracili wszelką nadzieję, lada chwila śmierć zabierze mu jedyną pociechę i radość życia... Niejeden pyszałek, niedowiarek, w takich chwilach pada bezwiednie wobec Tego, którego przedtem nie chciał uznać. Moi drodzy! Uczmy się w pogodnych chwilach życia obcować z Bogiem, szczerze modlić się do Niego, żebyśmy w razie cierpienia mogli z całą ufnością i odwagą prosić Go o pomoc – jeśli tak będziemy żyli, z pewnością w chwilach utrapienia usłyszymy Jego pełne nadziei słowa: „Nie bój się; wierz tylko,…”

II. Wierz w życie wieczne!

→ A) Zastanówmy się nad powiedzeniem Pana Jezusa: „Nie bój się; wierz tylko,…”. Nie znaczy ono, że Pan Jezus natychmiast spełnia nasze prośby, że jeśli nie mam posady, a wierzę Mu, to ją zawsze dostanę – jeśli jestem chory i z ufnością zwracam się do Niego, to natychmiast mnie uleczy. Nie takie znaczenie mają te słowa Pana Jezusa! Należy je rozumieć w ten sposób, że Bóg wysłuchuje naszych próśb, ale postąpi tak, jak będzie uważał za dobre – czyli, że powinniśmy wierzyć w ostateczną zapłatę, jaka czeka, nas w ojczyźnie wiecznej.
Jeśli gdzie, to wobec tajemnicy cierpienia musimy powiedzieć o Bogu słowami świętego Pawła: „ O głębokości bogactw, mądrości i wiedzy Boga! Jakże niezbadane są Jego wyroki i nie do wyśledzenia Jego drogi!”(Rz.11,33). Skoro nie chcę oszukiwać siebie i innych, że rozum ludzki może zgłębić istotę i cel cierpienia, to powinienem powiedzieć otwarcie, że możemy w sposób względny poznać cierpienie, ale tylko w duchu życia pozagrobowego, w świetle łaski Bożej.
Kiedy Dante w ostatnich latach swego wygnania przebywał w Weronie, usłyszał ciekawy dialog, jaki dwie kobiety rozpoczęły na jego widok.
- Popatrz, to ten, który był w piekle i wrócił stamtąd – rzekła jedna.
A druga na to.
- Rzeczywiście!... Piątego ma tak rozczochraną brodę i straszną twarz ... Diabli go tak wystroili...
Kto raz dobrze się przyjrzał wieczności, ten spoważniał, złagodniał, stał się silny, z twarzy jego promieniuje znamię wieczności! Człowiek taki potrafi panować nad codziennymi troskami życia, nad bólem, smutkiem, cierpieniem, patrzy krytycznie na bogactwa i rozkosze, bo wie, że to wszystko biegnie w niepowstrzymanym pędzie na niechybną zagładę – a potem? Potem czeka, wieczność!
Niedawno pewna kobieta wyznała mi: „Mając czas, dobrą posadę, czułam się pewniej, ale niestety, obecnie jestem zwolniona i stoję wobec nieopisanych trosk życia. Nie byłabym straciła posady, gdybym potrafiła pogodzić grzech ze swoimi obowiązkami – ale raczej zgodzę się na najtrudniejsze warunki życia, niżeli miałabym porzucić Boga!”
Kiedy słyszy się tego rodzaju smutne wieści, rozpacz ogarnia człowieka! Na każdym kroku można spotkać ludzi, którymi pomiatają w życiu, których krzywdzą, więc czy nie słusznie wyrywa się głos oburzenia – Dlaczego Bóg pozwala panoszyć się złu, gnębić cnotę i prawdę? Jak dobrze powodzi się ludziom nieuczciwym – mają posady, dobre mieszkania, bawią się, hulają, a człowiek ciężko pracując, ledwie może wyżyć z miesięcznej pensji, albo jest bez posady, zdany na niepewność losu!
Gdzie szukać odpowiedzi na te dręczące pytania? Odpowiedź daje nauka naszej wiary o sprawiedliwości ostatecznej. Żyjąc na ziemi, jesteśmy niby podróżni w pociągu – jeden siedzi na miękkich pluszach w pierwszej klasie, drugi na twardej ławie w klasie trzeciej – jeden siedzi w osobnym przedziale eleganckiego wagonu salonowego, drugi z trudem dostał się na korytarz drugiej klasy i tak przejeżdża długi kawał drogi – ale wszyscy jadą do tej samej stacji. Tam dopiero naprawdę nastąpi podział decydujący, kto czego jest wart!
W ostatniej chwili naszego życia, kiedy cała nasza przeszłość stanie przed nami jakby w streszczeniu, smutne byłoby, jeśli musielibyśmy uznać, że życie nasze upływało na samych rozkoszach, przyjemnościach i zabawach, natomiast z korną nadzieją i ufnością spojrzymy w oblicze Chrystusa, jeśli cierpliwie znosiliśmy nałożone na nas krzyże. Wtenczas dziękczynnym sercem będziemy mogli zawołać słowami Psalmisty: „Dobrze to dla mnie, że mnie poniżyłeś, bym się nauczył Twych ustaw.”(Ps.119,71).
Chciałbym te kobietę, która wolała się zdecydować na najtrudniejszą drogę życia, aniżeli stracić Boga, pocieszyć słowami Pisma świętego „ Wchodźcie przez ciasną bramę. Bo szeroka jest brama i przestronna ta droga, która prowadzi do zguby, a wielu jest takich, którzy przez nią wchodzą.”(Mt.7,13), ale „Jakże ciasna jest brama i wąska droga, która prowadzi do życia, a mało jest takich, którzy ją znajdują.”(Mt.7,14). Pozdrawiam ją słowami prawdy naszej wiary – Żyć po chrześcijańsku jest bardzo trudno, ale umierać lekko – a ciężko umierać temu, dla kogo życie było lekkie!

→ B) Żeby to zrozumieć i zastosować w życiu, trzeba patrzeć oczyma duszy przez pryzmat wieczności, który do dna przenika pozorne szczęście, fałszywe radości doczesne, a pozwala nam poznać wartość życia wiecznego. Jak światło lamp rozjaśnia ciemność nocne, tak życie ziemskie, pełno smutku, staje się bardziej znośne, jeśli zostaje opromienione światłem życia wiecznego.
Kto w życiu stosuje zasady wiary, ten układa sobie z cierpienia ścieżkę do nieba. Kto pamięta, że po życiu ziemskim czeka nas życie wieczne, któremu należy wszystko podporządkować, że naszym zadaniem jest upodobnić się do Boga – ten cierpienia, jakie go spotykają w stosunkach rodzinnych i publicznych, wszystkie bóle i niedostatki stara się wykorzystać jako środek wiodący do ostatecznego celu.
Każde cierpienie, każdą klęskę można pokonać. Życie przedstawia wielką wartość, tylko człowiek niewierzący załamuje się pod jego ciężarem!
Posłuchajcie, co mówią, o trudach życia ateiści, pesymiści. Nic! Upadają pod ich ciężarami!
„Żyć znaczy tyle, co cierpieć, cały świat przedstawia się jako jeden wielki szpital, którego lekarzem jest śmierć” – mówi Heine. „Czym jest życie wieczne, nie wiem, ale wiem na pewno, że życie ziemskie to brzydki żart” – mówi Voltaire. Lenau zaś twierdzi, że „najszczęśliwszy ten, kto umrze za młodu”.
Oto, jak opada człowiek z sił, jeśli straci wiarę w Boga. Natomiast śmiało stawia w życiu kroki, kto całym sercem zaufał Boskiej Opatrzności. Najnowszego systemu latarnie morskie rzucają snopy światła nie na otwarte morze, ale w górę, na chmury, które szeroko zalegają widnokrąg, a światło, odbijając się o nie, rozjaśnia olbrzymie przestrzenie i jest bardzo daleko widoczne. Światło naszej wiary podobnie oświetla chmury naszego życia. Bez niego zbłądzilibyśmy na bezbrzeżnych wodach cierpienia. Z łatwością pokonamy cierpienie, jeśli uznamy życie wieczne, jeśli pokochamy Boga i uwierzymy, że owo cierpienie, do ostatnia deska ratunku dla naszego zbrukanego grzechem jestestwa!
Człowiek stworzony jest do szczęścia, a nie do cierpienia. Cała nasza natura dąży do szczęścia! Wspaniała jest postać Marii Magdaleny, wylewającej łzy pokuty u stóp Pana, ale ona sama napełniła się radością i szczęściem dopiero wtedy, gdy ujrzała zmartwychwstałego Pana i usłyszała z Jego ust swoje imię – „Mario”(J.20,16). Wspaniałą jest Matka Boska, stojąca w smutku i bólu pod krzyżem, ale cel jej życia objawił się w chwale wiekuistej.
Wiara, nasza wśród cierpienia wskazuje nam nieustannie na cel ostateczny naszych trudów, na pełnię szczęścia wiecznego. Jeśli teraz przyjmiesz z pokora cierpienie i ofiarujesz je Bogu, to kiedyś będziesz mógł spokojnie za św. Pawłem powtórzyć „W dobrych zawodach wystąpiłem, bieg ukończyłem, wiarę ustrzegłem. Na ostatek odłożono dla mnie wieniec sprawiedliwości, który mi w owym dniu odda Pan, sprawiedliwy Sędzia, a nie tylko mnie, ale i wszystkich, którzy umiłowali pojawienie się Jego.”(2.Tm.4,7-8).
W ten sposób otrzymujemy zadawalającą odpowiedź na problem cierpienia.

* * *

Moi drodzy! Dzisiejsze rozważanie rozpocząłem historią zmarłego lekarza, zakończę je przykładem żyjącego człowieka.
Pewnego razu byłym wezwany do ciężko, od dwóch lat chorego pana. Leczyli go najsłynniejsi lekarze – profesorowie, operowany był kilka razy, ale nic nie pomogło, leżał bez żadnej nadziei odzyskania zdrowia.
Uderzyło mnie jego pogodne usposobienie. „Proszę księdza – rzekł do mnie – ten krzyż, który wisi na ścianie, dodaje mi otuchy w cierpieniu. Jak byłem jeszcze zdrowy, wisiał w domu nad moim łóżkiem, ale kazałem go przynieść do szpitala i powiesić tu na ścianie, bo łatwiej mi jest cierpieć, kiedy patrzę na cierpiącego Chrystusa...”
Oto są słowa beznadziejnie chorego, przykutego blisko dwa lata do łoża boleści – jaka w tych słowach moc i ukojenie, które dał mu cierpiący Chrystus!
O, Panie, daj, żebym w chwilach cierpienia nie narzekał na Ciebie, ale z pokorą przyjął Twoją wolą! Nie zsyłaj na mnie więcej cierpień, aniżeli mógłbym znieść. Jeśli uważasz za dobre, ulżyj moim mękom. Jeśli możliwe, uwolnij mnie od cierpień, zdają się zupełnie na Twą wolą. Niech we wszystkim dzieje się, wola Twoja święta! „Bądź wola Twoja, jako w niebie, tak i na ziemi…”

Amen.



Autor: ksiądz Antoni Wac
str 93-98 , publikacja na DDN dn. 06-01-2015

_________________
+ Z Bogiem i Maryją.


Góra   
  Zobacz profil Wyślij e-mail      
 
Admin_DDN
 Tytuł: Re: Chrystus w Cierpieniu i Chwale. Rozważania rekolekcyjne+
PostNapisane: 6 lut 2015, o 19:06 
Offline
1000p
1000p
Postów: 6537
Skąd: Polska
Seria – A – O Jezusie Chrystusie naszym Zbawicielu
Konferencja XVII


Owoce cierpienia Chrystusowego.




Moi drodzy!

W dotychczasowych naszych rozważaniach o Chrystusie cierpiącym szukaliśmy odpowiedzi na pytanie – dlaczego cierpiał Chrystus? Robiliśmy to dlatego, żebyśmy mogli poznać Jego cierpienia i iść w Jego ślady.
Niebawem już będziemy rozważać drogę krzyżową Chrystusa Pana i zajmiemy się kwestią, co cierpiał Chrystus. Dzisiejsze nasze rozważanie poświęcę, temu, by ująć w swoiste klamry dotychczas powiedziane myśli – dlaczego cierpiał Chrystus? Poznamy przez to lepiej Jego ofiarną miłość i z większym zrozumieniem będziemy mogli uczestniczyć w naszych następnych rozważaniach.
Zastanowimy się nad trzema pytaniami:
I) Co dało nam cierpienie Chrystusa,
II) czego nas nauczyło i
III) jakie wkłada na nas obowiązki.

I. Co dało nam cierpienie Chrystusa?

Zastanawiając się nad owocami cierpienia Chrystusowego, uderzają nas dwie prawdy – Pan Jezus przez Swoje cierpienia i śmierć stał się
A) naszym arcykapłanem, jak mówi święty Paweł w liście do Hebrajczyków „…Jezus poprzednik wszedł za nas, stawszy się arcykapłanem na wieki na wzór Melchizedeka.”(Hbr.6,20b), i
B) Zbawicielem.

→ A) Chrystus jest naszym arcykapłanem.

a) W każdej epoce, u wszystkich ludów spotykamy urząd kapłański. Świadczy to o instynkcie właściwym rodzajowi ludzkiemu, o bezustannym i wręcz instynktownym szukaniu łącznika, który by pośredniczył między człowiekiem i Bogiem. Dlatego ludzkość wybiera z pośród siebie odpowiednie jednostki. Najgłówniejszego kapłana zwano „pontifex”, czyli ten, który buduje pomost między niebem a ziemią. Główny obowiązek kapłanów polegał na składaniu ofiar, żeby przez nie wyjednać odpuszczenie grzechów, prosić o dalszą pomoc dla słabej ludzkości i dziękować za otrzymane dobrodziejstwa.
Ponad wszystkimi kapłanami i arcykapłanami stoi najwyższy arcypasterz – Pan Jezus. Święty Paweł w liście do Hebrajczyków pisze o Nim te słowa: „Trzymajmy się jej jako bezpiecznej i silnej kotwicy duszy, (kotwicy), która przenika poza zasłonę, gdzie Jezus poprzednik wszedł za nas, stawszy się arcykapłanem na wieki na wzór Melchizedeka.”(Hbr.6,19-20). „Takiego bowiem potrzeba nam było arcykapłana: świętego, niewinnego, nieskalanego, oddzielonego od grzeszników, wywyższonego ponad niebiosa, takiego, który nie jest obowiązany, jak inni arcykapłani, do składania codziennej ofiary najpierw za swoje grzechy, a potem za grzechy ludu. To bowiem uczynił raz na zawsze, ofiarując samego siebie.”(Hbr.7,26-27).

b) Dlaczego Chrystus jest naszym arcykapłanem? Bo łączy w sobie ofiarą i kapłaństwo. Jego życie, od żłóbka, aż po Golgotę, było ofiarą, którą za nas składał, było nieustanną ofiarą, a zakończyło się nadludzkim wysiłkiem miłości i cierpienia, które stanowiło istotny cel Jego przyjścia.
Niejednokrotnie o tym mówił: „Bo i Syn Człowieczy nie przyszedł, aby Mu służono, lecz żeby służyć i dać swoje życie na okup za wielu.”(Mk.10,45). „…bo to jest moja Krew Przymierza, która za wielu będzie wylana na odpuszczenie grzechów.” (Mt.26,28).
Kiedy pewnego razu faryzeusze zapytali Go, dlaczego nie poszczą Jego uczniowie – odpowiedział „Jezus im odpowiedział: Czy goście weselni mogą pościć, dopóki pan młody jest z nimi? Nie mogą pościć, jak długo pana młodego majką u siebie. Lecz przyjdzie czas, kiedy zabiorą im pana młodego, a wtedy, w ów dzień, będą pościć.”(Mk.2,19-20).
Uczniowie Jego dobijali się o pierwszeństwo, On zwraca im uwagę na Swoje męczeństwo „Kto nie bierze swego krzyża, a idzie za Mną, nie jest Mnie godzien.”(Mt.10,38). Na ten sam temat mówi z Mojżeszem i Eliaszem na górze Tabor „Ukazali się oni w chwale i mówili o Jego odejściu, którego miał dokonać w Jerozolimie.”(Łk.9,31). „Chrzest mam przyjąć i jakiej doznaję udręki, aż się to stanie.”(Łk.12,50). Celem Jego życia jest umrzeć za nas, mówi o Sobie na ostatniej wieczerzy „To jest Ciało moje, które za was będzie wydane: to czyńcie na moją pamiątkę!”(Łk.22,19b).
Pierwszym skutkiem Chrystusowego cierpienia jest, że stał się przezeń naszym arcykapłanem.

→ B) Ale Chrystus przez cierpienie stał się naszym Zbawicielem.
Dlaczego cierpiał Chrystus? Każda karta Pisma świętego wyraźnie o tym mówi. Dla nas i za nas! Posłuchajmy co mówi prorok Izajasz „ Lecz On był przebity za nasze grzechy, zdruzgotany za nasze winy. Spadła Nań chłosta zbawienna dla nas, a w Jego ranach jest nasze zdrowie.”(Iz.53,5), a święty Paweł dodaje „Przekazałem wam na początku to, co przejąłem; że Chrystus umarł – zgodnie z Pismem - za nasze grzechy,…”(1.Kor.15,3).
Chrystus stał się Barankiem Bożym, który przez Swe cierpienie wybawił was z grzechu „Nazajutrz zobaczył Jezusa, nadchodzącego ku niemu, i rzekł: Oto Baranek Boży, który gładzi grzech świata.”(J.1,29). Pojednał nas z Bogiem „Jeżeli bowiem, będąc nieprzyjaciółmi, zostaliśmy pojednani z Bogiem przez śmierć Jego Syna, to tym bardziej, będąc już pojednani, dostąpimy zbawienia przez Jego życie.”(Rz.5,10). „Chrystus bowiem został złożony w ofierze jako nasza Pascha.”(1.Kor.5,7b). Bóg przyjął nas „Z miłości przeznaczył nas dla siebie jako przybranych synów przez Jezusa Chrystusa, według postanowienia swej woli, ku chwale majestatu swej łaski, którą obdarzył nas w Umiłowanym. W Nim mamy odkupienie przez Jego krew – odpuszczenie występków, według bogactwa Jego łaski.”(Ef.l,5-7). Chrystus „… bowiem jest ofiarą przebłagalną za nasze grzechy i nie tylko za nasze, lecz również za grzechy całego świata.”(1.J.2,2). „Za (wielką) bowiem cenę zostaliście nabyci. Chwalcie więc Boga w waszym ciele!”(1.Kor.6,20). „Wiecie bowiem, że z waszego, odziedziczonego po przodkach, złego postępowania zostaliście wykupieni nie czymś przemijającym, srebrem lub złotem, ale drogocenną krwią Chrystusa, jako baranka niepokalanego i bez zmazy.”(1.P.l,18-19). „Z tego przekleństwa Prawa Chrystus nas wykupił - stawszy się za nas przekleństwem, bo napisane jest: Przeklęty każdy, którego powieszono na drzewie – aby błogosławieństwo Abrahama stało się w Chrystusie Jezusie udziałem pogan i abyśmy przez wiarę otrzymali obiecanego Ducha.”(Ga.3,13-14), czyli, że przyjął na Siebie nasze grzechy.
Tak mówi Chrystus o Swoim powołaniu. Był posłuszny Ojcu, przeciwko któremu człowiek się jeszcze buntował. Kochał Boga, kiedy człowiek pałał jeszcze nienawiścią ku Niemu. Był czysty, kiedy nas kalały jeszcze grzechy. Był poddany Jego woli, kiedyśmy się jeszcze swawolnie rządzili.

II. Czego nas uczy cierpienie Chrystusa?

Chrystus cierpiący jest nie tylko naszym Arcykapłanem, Zbawcą, ale i naszym Mistrzem i Nauczycielem. Jego krzyż to nie tylko ołtarz ofiarny, ale katedra profesorska i ambona kaznodziejska. Co nam mówi cierpienie Chrystusa? Czym jest dla nas?
Cierpienie Chrystusa jest
A) wilkiem objawieniem i
B) nadzieją naszą.

→ A) Cierpienie Chrystusa jest dla nas wielkim objawieniem.

a) Chrystus objawił nam sprawiedliwość Bożą, bo On jest, tym, „Jego to ustanowił Bóg narzędziem przebłagania przez wiarę mocą Jego krwi. Chciał przez to okazać, że sprawiedliwość Jego względem grzechów popełnionych dawniej - za dni cierpliwości Bożej – wyrażała się”(Rz.3,25). „On to dla nas grzechem uczynił Tego, który nie znał grzechu, abyśmy się stali w Nim sprawiedliwością Bożą.”(2.Kor.5,21).

b) Chrystus przez Swe cierpienie objawił nam miłosierdzie Boże! „Tak bowiem Bóg umiłował świat, że Syna swego Jednorodzonego dał, aby każdy, kto w Niego wierzy, nie zginął, ale miał życie wieczne.”(J.3,16). „W tym objawiła się miłość Boga ku nam, że zesłał Syna swego Jednorodzonego na świat, abyśmy życie mieli dzięki Niemu.”(1.J.4,9). „Bóg zaś okazuje nam swoją miłość właśnie przez to, że Chrystus umarł za nas, gdyśmy byli jeszcze grzesznikami. Tym bardziej więc będziemy przez Niego zachowani od karzącego gniewu, gdy teraz przez krew Jego zostaliśmy usprawiedliwieni.”(Rz.5,8-9). „W tym przejawia się miłość, że nie my umiłowaliśmy Boga, ale że On sam nas umiłował i posłał Syna swojego jako ofiarę przebłagalną za nasze grzechy.”(1.J.4,10).

c) Cierpienie Chrystusa odsłoniło nam Jego wielką miłość wzglądem Boga! Chrystus Pan przez Swe cierpienie chce nam przedstawić Swój stosunek względem Boga, „Ale niech świat się dowie, że Ja miłuję Ojca, i że tak czynię, jak Mi Ojciec nakazał. Wstańcie, idźmy stąd!”(J.14,31). „A w zewnętrznym przejawie, uznany za człowieka, uniżył samego siebie, stawszy się posłusznym aż do śmierci – i to śmierci krzyżowej.”(Flp.2,7a-8). „A chociaż był Synem, nauczył się posłuszeństwa przez to, co wycierpiał.”(Hbr.5,8).

d) Cierpienie Chrystusa objawiło nam Jego wielką miłość względem ludzi! „Jeżeli was świat nienawidzi, wiedzcie, że Mnie pierwej znienawidził.”(J.15,18). „Chrystus bowiem umarł za nas, jako za grzeszników, w oznaczonym czasie, gdyśmy jeszcze byli bezsilni. A nawet za człowieka sprawiedliwego podejmuje się ktoś umrzeć tylko z największą trudnością. Chociaż może jeszcze za człowieka życzliwego odważyłby się ktoś ponieść śmierć. Bóg zaś okazuje nam swoją miłość właśnie przez to, że Chrystus umarł za nas, gdyśmy byli jeszcze grzesznikami. Tym bardziej więc będziemy przez Niego zachowani od karzącego gniewu, gdy teraz przez krew Jego zostaliśmy usprawiedliwieni.”(Rz.5,6-9). Chrystus „… umiłował mnie i samego siebie wydał za mnie.”(Ga.2,20b). Chrystus „…oddał za nas życie swoje.”(1.J.3,16b).

→ B) Cierpienie Chrystusa jest nie tylko objawieniem, ale i nadzieją dla nas cierpiących.
Chrystus przecierpiał wszystkie możliwe męczarnie ludzkie na ziemi, żeby służyć przykładem i wlać ufność w każdego uciśnionego. W każdej potrzebie możemy się do Niego zwrócić z ufnością, bo przez cierpienie stał się wyrozumiałym dla nas i nam podobnym. Na górze Oliwnej mówi do Boga czysto ludzką psychiką „Ojcze mój, jeśli to możliwe, niech Mnie ominie ten kielich! Wszakże nie jak Ja chcę, ale jak Ty.”(Mt.26,39b). Tak samo na Golgocie: „Eli, Eli, lema sabachthani? to znaczy Boże mój, Boże mój, czemuś Mnie opuścił?”(Mt.27,46b).
Czy naprawdę Ojciec Niebieski zapomniał o cierpiącym Chrystusie? Czy Chrystus rozpaczał, gdy był przybity do krzyża? O, nie! To, co na pozór zdawałoby się słowami rozpaczy, było modlitwą! Kto woła: „Boże mój, Boże mój” ten nie popadł w pesymizm!
Co chciał zaznaczyć Chrystus przez Swe cierpienia? Chciał nas nauczyć, że to nie grzech płakać w cierpieniu, ale gdy pod obuchem strasznych męk jęczy nasze serce, to wszystkie nasze skargi powinno poprzedzać wezwanie „Boże mój, Boże mój”.
Pochowałaś męża? Zmarło ci dziecko? Straciłeś majątek? Jesteś przykuty długie lata do łoża boleści? – rozumiem twój smutek i cierpienie, nie obce mi twe łzy, żal, rozpacz, ale zawsze pamiętaj powtarzać w strapieniu za Chrystusem „Boże mój, Boże mój”.
Czy cierpienie Chrystusa daje nam naprawdę tak niezwykłą moc? Posłuchajcie słów kobiety cierpiącej od jedenastu lat, która z miejsca nie może się ruszyć o własnych siłach „Przeżywam smutne chwile, Strąciłam wszystko, co człowiek może stracić na ziemi. Umarli mi rodzice, stan wojenny zabrała mi narzeczonego, straciłam majątek, zostałam w nadzy, a, kiedy zdawało mi się, że jestem najbardziej nieszczęśliwa, bo już nic nie mam do stracenia, nawiedziła mnie ciężka choroba, która trwa już lat jedenaście (rok 1998). Cały ten czas jestem przykuta do łóżka przebyłam kilka ciężkich operacji. Każda z nich groziła mi śmiercią, wśród okropnych męczarni. Od kilku lat leżę w tym ośrodku prowadzonym przez te siostry zakonne, na łasce społeczeństwa, bezdomna, nie mam żadnych dochodów, ale spokojnie i cierpliwie znoszą swój krzyż, bo wierzą w Boga, w Jezusa Chrystusa, który Swoją mąką uczy mnie, jak powinnam cierpieć i we wszystkim szukać woli Bożej!”
Moi drodzy, teraz już wiecie, dlaczego cierpiał Chrystus?!
Oto, owoce Jego męki!

III. Jakie obowiązki nakłada na nas cierpienie Chrystusa?

Powstaje pytanie – Jakie obowiązki nakłada na nas cierpienie Chrystusa? Jest o rzecz ważna, bo tylko ci mogą korzystać z Chrystusowego pocieszenia, którzy wypełniają obowiązki wynikające z ofiarnego przykładu Chrystusa. Do czego zobowiązuje nas Chrystusowe cierpienie? Jakie są nasze obowiązki w tej mierze?

→ A) Nie we wszystkich lustrach, w których się przyglądamy, znajdziemy dokładne odbicie. Niektóre powiększają, inne zmniejszają, niektóre zniekształcają. Kto stanie przed lustrem wypukłym, lub wklęsłem, uśmieje się na widok swojej komicznej figury. Tuk samo życie ludzkie w lustrze namiętności staje się wykoślawione, zdeformowane – co z punktu widzenia wieczności jest mniej ważne, np. pieniądz, potęga ziemska, sława, rozkosze – wydają się nam istotnymi, decydującymi zadaniami życiowymi, natomiast cnota, uczciwość, czystość, wydają się w lustrze naszych namiętności jako coś karykaturalnego i śmiesznego! Ale w lustrze cierpienia Chrystusowego wiernie odbijają się wszystkie przeżycia ludzkie.
Do czego obowiązują, nas cierpienia Chrystusa? Wyraźną odpowiedź dają nam apostołowie Chrystus umarł dla nas, a my powinniśmy umrzeć dla grzechu!
„Co bowiem za chwała, jeżeli przetrzymacie chłostę jako grzesznicy? - Ale to się Bogu podoba, jeżeli dobrze czynicie, a przetrzymacie cierpienia. Do tego bowiem jesteście powołani. Chrystus przecież również cierpiał za was i zostawił wam wzór, abyście szli za Nim Jego śladami.”(1.P.2,20-21). Chrystus „…umarł, abyśmy, czy żywi, czy umarli, razem z Nim żyli.”(1.Tes.5,10b).
„A ci, którzy należą do Chrystusa Jezusa, ukrzyżowali ciało swoje z jego namiętnościami i pożądaniami.”(Ga.5,24). Ciało i dusza nieustannie walczą ze sobą i każdy chrześcijanin powinien pamiętać, że wymagania ciała powinny być zharmonizowane z życiem duszy, że tylko ten potrafi ująć w karby swe namiętności, kto wypełnia obowiązki wynikające z cierpień Chrystusa – kto zwalcza grzech. „ I my zatem mając dokoła siebie takie mnóstwo świadków, odłożywszy wszelki ciężar, a przede wszystkim grzech, który nas łatwo zwodzi, winniśmy wytrwale biec w wyznaczonych nam zawodach. Patrzmy na Jezusa, który nam w wierze przewodzi i ją wydoskonala. On to zamiast radości, którą Mu obiecywano, przecierpiał krzyż, nie bacząc na jego hańbę, i zasiadł po prawicy tronu Boga.”(Hbr.12,1-2).
Sportowcy starają się by mieć jak najlżejsze kombinezony podczas zawodów. My również jesteśmy i sportowcami, biegniemy do mety żywota wiecznego, więc powinniśmy starać się uwolnić od ciężaru wszelkiego grzechu.

→ B) Z Chrystusowego cierpienia wynika jeszcze inny obowiązek. Powinniśmy kochać cierpiącego za nas Chrystusa!
Kiedy kochamy Chrystusa? Kiedy Go żałujemy? Czy wtedy, gdy nad Nim płaczemy? Nie!

a) Kochamy Chrystusa, jeśli pamiętamy o Nim w naszych cierpieniach. „ Skoro więc Chrystus cierpiał w ciele, wy również tą samą myślą się uzbrójcie, że kto poniósł mękę na ciele, zerwał z grzechem, aby resztę czasu w ciele przeżyć już nie dla pełnienia ludzkich żądz, ale woli Bożej.”(1.P.4,1-2).
„Umiłowani! Temu żarowi, który w pośrodku was trwa dla waszego doświadczenia, nie dziwcie się, jakby was spotkało coś niezwykłego, ale cieszcie się, im bardziej jesteście uczestnikami cierpień Chrystusowych, abyście się cieszyli i radowali przy objawieniu się Jego chwały.”(1.P.4,12-13).
„To się bowiem podoba Bogu, jeżeli ktoś ze względu na sumienie uległe Bogu znosi smutki i cierpi niesprawiedliwie. Co bowiem za chwała, jeżeli przetrzymacie chłostę jako grzesznicy? – Ale to się Bogu podoba, jeżeli dobrze czynicie, a przetrzymacie cierpienia. Do tego bowiem jesteście powołani. Chrystus przecież również cierpiał za was i zostawił wam wzór, abyście szli za Nim Jego śladami.”(1.P.2,19-21).
Powinniśmy kochać Chrystusa, który sprawia nam ulgę w cierpieniu.
Na pewnym statku zabrakło wody do picia. Zrozpaczeni marynarze błagali o trochę słodkiej wody przepływający nieopodal okręt, którego marynarze powiedzieli: „Możecie czerpać”. Jak się okazało, statek, któremu brakło wody, znajdował się właśnie u ujścia wielkiej rzeki, ale załoga, nie wiedząc o tym, błagała o wodę, którą trzeba było tylko czerpać.
Dzisiejsza ludzkość ciągle narzeka, skarży się, rozpacza, ale niewielu czerpie z żywych wód Chrystusowego krzyża! Kto pije z tych wód, ten zrozumie istotę życia i nie będzie się dziwić nawróconemu pisarzowi Papininią, który wziął sobie za godło krzyż z nadpisem: „Inveni portum”, „znalazłem port”.

b) Kochamy Chrystusa, jeśli pojmiemy Jego cierpienie. W jaki sposób? Rozumem? Sercem? Nie! Tylko? Całym życiem, całą naszą istotą!
Pan Jezus wisząc na krzyżu, trawiony cierpieniem gorączki, wołał: „Pragnę” (J.19,28). Jeden z żołnierzy podał Mu na trzcinie w occie umaczaną gąbkę.
Od tego czasu po całym świecie rozbrzmiewa krzyk wołającego Chrystusa. Pragnę! Pragnę ludzi, dla których przyszedłem, dla których cierpiałem i umarłem! Z pewnością lepszym byłoby moje życie, gdybym wśród pokus, cierpień i walk pamiętał wołanie Chrystusa „Pragnę”. Nasz arcykapłan Chrystus pragnie mojego serca. Chrystus więcej już nie będzie cierpieć i nie umrze, ale co dzień składa na naszych ołtarzach ofiarę arcykapłańską. Jego przebite ręce więcej nie będą Go bolały, ale ciągle je wznosi błagalnie do Boga za nasze grzechy. Nasz Arcykapłan Jezus Chrystus nieustannie pośredniczy między nami a Bogiem, bo ,, Ten właśnie, ponieważ trwa na wieki, ma kapłaństwo nieprzemijające.”(Hbr.7,24).
Święte są nasze kościoły, tak samo jak Kalwaria, skonał Chrystus. Świętością jest Eucharystia, tak samo jaki i Chrystus przybity do krzyża. Teraz rozumiem dlaczego Kościół nakazuje pod grzechem ciężkim uczestniczyć w niedzielę i w święta we Mszy świętej. Nie nakazuje odmawiać różańca, uczestniczyć w nieszporach czy też w rozmaitych nabożeństw, brać udział w procesji, ale nakazuje uczestniczyć we Mszy świętej. Dlaczego? Dlatego, że Msza święta jest niekrwawym powtórzeniem ofiary Chrystusowej.

* * *

Kiedy uprzytomnimy sobie wszystkie błogosławieństwa i obowiązki, wynikające z cierpienia Chrystusowego, możemy dać jasną odpowiedź na pytanie, postawione na początku naszego rozważania – Dlaczego cierpiał dla nas Chrystus?
Nie wystarcza wiedzieć, dlaczego Chrystus ponosił tyle ofiar. Nałoży pojąć tę prawdę nie tylko rozumem, ale wolą i sercem – całą naszą istotą, by zapłonąć miłością do Chrystusa! „Wszystko dla Flandrii, a Flandria dla Chrystusa” – brzmi toast Flamandczyków.
Żeby dzisiejsze rozważanie pozostało nam długo żywo w pamięci, zwrócę uwagą na małą drobnostkę. Każdy z nas ma książeczkę do nabożeństwa i w niej kilka ulubionych obrazków. Włóżmy do niej jeszcze jeden obrazek przedstawiający cierpiącego Chrystusa i często, zwłaszcza w trudnych chwilach życia, patrzmy na ten obrazek. Przypatrujmy mu się długo ze zrozumieniem i starajmy się w sobie wzbudzić uczucia miłości dla cierpiącego Chrystusa – nie słowami, ale sercem i całym naszym życiem.
Wiecie, jaki będzie tego skutek? Taki, że nie potraficie długo patrzeć. Przypomną się wam dawne i teraźniejsze grzechy, które was zawstydzą.
Z duszy wyrwą się wam słowa modlitwy: „Panie, który tyle cierpiałeś dla mnie, udziel mi Swej łaski, żebym od tej chwili cierpliwie znosił smutki życia, których przyczyną jestem czy to sam, czy to moi bliźni!
Panie, którego cierniem koronowano za moje grzechy, daj mi siły, żebym mógł cierpliwie znosić kolce mojego życia!
Panie, do tej pory biczowałem Cię moimi grzechami, oto klękam przed trybunałem pokuty i błagam o ich odpuszczenie!
Panie, ofiarowałeś się za mnie, oto ja, z wdzięczności za Twoja nieskończona miłość, postanawiam Ci całe życie złożyć w ofierze, przez bezwzględne posłuszeństwo Twojej świętej woli.”

Amen.



Autor: ksiądz Antoni Wac
str 99-105 , publikacja na DDN dn. 06-01-2015

_________________
+ Z Bogiem i Maryją.


Góra   
  Zobacz profil Wyślij e-mail      
 
Admin_DDN
 Tytuł: Re: Chrystus w Cierpieniu i Chwale. Rozważania rekolekcyjne+
PostNapisane: 6 lut 2015, o 20:13 
Offline
1000p
1000p
Postów: 6537
Skąd: Polska
Seria – B – Co cierpiał Chrystus?
Konferencja XVIII/I


Chrystus na górze oliwnej,




Moi drodzy!

Dwunastego sierpnia 1239 roku, na ulicach Paryża widać było olbrzymie tłumy ludzi. Święty Ludwik, król francuski, od Cesarza Balduina otrzymał w darze nadzwyczaj cenną rzecz cierniową koronę Chrystusa. W miastach i wioskach, przez które przejeżdżała świta z tym niezwykłym podarunkiem, urządzano wielkie uroczystości, a jak głęboko przejęci byli ludzie, świadczy o tym fakt, że jeszcze i dziś mieszkańcy miast Vercelli i Sens obchodzą pamiątkę tego dnia, kiedy gościli u siebie cenną relikwię.
O, tak! Prawdziwy chrześcijanin zawsze odznaczała się wielkim pietyzmem, gorącą miłością dla cierpiącego Chrystusa, i wszystkich kich pamiątek po Nim! Jeszcze i dziś najbardziej ulubionym tematem religijnym jest męka Pana naszego Jezusa Chrystusa.
W naszych rekolekcyjnych rozważaniach doszliśmy już do szczegółowego rozważania cierpień Chrystusa Pana.
Chrystus był wielki, kiedy nauczał, działał cuda – ale największym, kiedy cierpiał. Sam Pan Jezus stwierdza tę prawdę w słowach wypowiedzianych do uczniów z Emaus „Czyż Mesjasz nie miał tego cierpieć, aby wejść do swej chwały?”(Łk.24,26).
Istotną treść naszych dalszych rozważań mógłbym ująć w słowach „Passio Domini nostri Jesu Christi...” czyli „Cierpienie naszego Pana Jezusa Chrystusa”.
Wiele osób zawsze niejako uspakajało się w rozważaniach o Męce Pańskiej ale zdaje się, że w obecnych trudnych czasach temat ten będzie bardziej zrozumiały. W tradycji polskiego chrześcijaństwa droga krzyżowa, nabożeństwo pasyjne – zwane tez Gorzkimi Żalami zawsze były lubiane, ale zdaje się, że nigdy tak, jak dziś, kiedy cała ludzkość przebywa drogę krzyżowa, i kona na swoistej Golgocie.
W naszych rozważaniach będziemy towarzyszyli Chrystusowi po drodze krzyżowej i przekonamy się, jak prawdziwe są słowa świętego Pawła „Tak więc, gdy Żydzi żądają znaków, a Grecy szukają mądrości, my głosimy Chrystusa ukrzyżowanego, który jest zgorszeniem dla Żydów, a głupstwem dla pogan, dla tych zaś, którzy są powołani, tak spośród Żydów, jak i spośród Greków, Chrystusem, mocą Bożą i mądrością Bożą.”(1.Kor.l,22-24).
W ten sposób pragniemy rozważać cierpienie Pana Jezusa, żeby przez nie spłynęła łaska i moc Boża w nasze serca.

I. Krótka historia Męki Pana Jezusa.


Obraz ostatniej wieczerzy żywo stoi w umyśle każdego chrześcijanina, więc zbyteczne jest rozwodzić się nad nim. Nie będę szczegółowo opowiadał całej historii cierpienia Chrystusa Pana. Podkreślę tylko te momenty, które w dzisiejszych czasach są bardzo pouczające. Żeby przedstawić ogólny obraz Męki Chrystusa, w którym moglibyśmy umieścić znane szczegóły – uważam, że trzeba pokrótce zastanowić się nad ostatnimi godzinami życia Pana Jezusa. Po spożyciu ostatniej wieczerzy, Pan Jezus z apostołami udał się na górę Oliwną, do ogrodu Gethsemani. Tu opanował Go przedśmiertelny strach, że aż krwią się pocił. Około północy pojmały Go straże świątynne z Judaszem na czele i odprowadzili na przesłuchanie do arcykapłana Annasza. Przez ten czas zebrał się sanhedryn na czele z Kajfaszem i przyprowadzono tam Chrystusa.
Posiedzenie nie dało żadnych wyników, bo świadkowie zaprzeczali sami sobie. Wtenczas arcykapłan postawił uroczyście pytanie: „... A najwyższy kapłan rzekł do Niego: Poprzysięgam Cię na Boga żywego, powiedz nam: Czy Ty jesteś Mesjasz, Syn Boży? Jezus mu odpowiedział: Tak, Ja Nim jestem. Ale powiadam wam: Odtąd ujrzycie Syna Człowieczego, siedzącego po prawicy Wszechmocnego, i nadchodzącego na obłokach niebieskich.”(Mt.26,63b-65).
Rada najwyższa zasądziła Chrystusa na śmierć. Ponieważ Żydzi byli pod protektoratem Rzymu i nie wolno im było samodzielnie wykonywać wyroków śmierci, więc następnego dnia wczesnym rankiem przyprowadzili Jezusa do Piłata, z ramienia cesarza namiestnika Judei, żeby tylko potwierdził ich wyrok już wcześniej wydany.
Około godziny ósmej Chrystus stanął przed Piłatem. Podniesiono zarzuty, że mieni Siebie królem, że buntuje lud. Piłat chciał uwolnić Jezusa, bo poddał wniosek, żeby lud zadecydował, kogo zwolnić, czy mordercę Barabasza, czy Chrystusa, ale Żydzi wypowiedzieli się za Barabaszem. Piłat rozkazał ubiczować Chrystusa w nadziei, że może to zaspokoi nienawiść Żydów, ale oni twardo obstawali za swoim wnioskiem. Kiedy widzieli, że ich zarzuty polityczne robione Chrystusowi są mniej ważkie, wysunęli kwestie religijne: „My mamy Prawo, a według Prawa powinien On umrzeć, bo sam siebie uczynił Synem Bożym.”(J.19,7), ale to również nie zmieniło decyzji Piłata.
Poskutkowały dopiero dalsze groźby Żydów, którzy rzekli Piłatowi, że oskarżą go przed cesarzem, że nie dba o dobro państwa, Piłat ustąpił i dał rozkaz ukrzyżowania Chrystusa.
Był to najstraszniejszy sposób gładzenia przestępców, stosowano go tylko względem największych zbrodniarzy. Według Cycerona była to najokrutniejsza kara: „crudelissimum teterrimumque supplicium” (Cicero in Verr. V. 641).
Kiedy przybijano Chrystusa do krzyża – podano Mu oszałamiający napój, ale go nie przyjął, chciał cierpieć z całą świadomością. Wisząc na krzyżu powiedział jeszcze siedem krótkich słów. Po południu koło godziny 3-ciej zmarł.
Tak wygląda krótka historia ostatnich godzin życia Chrystusa. Jak straszna głębia boleści i cierpień duchowych, ile podłości i nikczemności ludzkiej mieści się w tych kilku ostatnich chwilach życia Chrystusa – zobaczymy to dopiero, szczegółowo rozważając niektóre momenty męki i śmierci Chrystusa Pana.
Przystąpmy ze współczuciem i pietyzmem do zastanawiania się nad cierpieniami Chrystusa. Stańmy teraz obok Niego na górze Oliwnej.

II. Chrystus na górze Oliwnej.

→ A) Jest Wielki Czwartek wieczór. Nad Jerozolimą zapadła już ciemna noc ludzie udali się na spoczynek. Pan Jezus razem z uczniami wychodzi z Wieczernika i przez potok Cedron idzie na Górę Oliwną. 'Idzie na miejsce cierpień, żeby zadośćuczynić za winy, które człowiek popełnił w ogrodzie rozkoszy, w raju. Ludzie śpią spokojnie i ani przez myśl im nie przeszło, jak olbrzymiego znaczenia fakt rozgrywa się w tej chwili, wśród ciemnej nocy, w Ogrodzie Gethsemani. Rozpoczyna się bowiem męka Pana Jezusa, rozpoczyna się moje i twoje zbawienie!
Chrystus klęczy osamotniony, spowity całunem nocy! Zapomnieli o Nim nie tylko grzesznicy, ale i najukochańsi uczniowie, trzej wybrani, których wziął z Sobą do Ogrodu Gethsemani, śpią najspokojniej. Kiedy się modlił na klęczkach, opanowuje Go niewymowny ból i tęsknota. On, który „będąc jasnością chwały” Boga, walczy teraz rozpaczliwie z grozą śmierci. On, o którym napisano „Nie był on światłością, lecz (posłanym), aby zaświadczyć o światłości. Była światłość prawdziwa, która oświeca każdego człowieka, gdy na świat przychodzi.” (J.l,8-9) – walczy w ciemnościach nieogarnionego smutku. Ten, który na górze Tabor jaśniał majestatem promiennym, jak słońce, obecnie złamany, skruszony, zmaga się z cierpieniem!
Blady księżyc patrzy na Niego spoza drzew, tak samo, jak niegdyś patrzał w raju na grzech pierwszego człowieka, który stał się powodem Chrystusowego cierpienia. Blada poświata księżyca rzuca tajemnicze cienie na bolesne oblicze naszego Pana. Wzruszająca jest postać cierpiącego Chrystusa, który naprzód przeżywał Swoją straszną mękę! Świat jeszcze czegoś podobnego nie oglądał! Bóg-człowiek walczy ze śmiercią!

→ B) Wzniosła, majestatu pełna chwila, w której Chrystus śmiało spojrzał w oblicze śmierci!

a) Inny jest los zwykłych, skazańców. Wprawdzie w więzieniu czekają na śmierć, ale nie sami budują sobie szubienicę, nie muszą na nią patrzeć przed śmiercią. Do ostatniej chwili mają nadzieję. W razie zatwierdzenia wyroku śmierci, prędko następuje jego wykonanie i ostatnie chwile skazańca mogą być uprzyjemnione według jego życzeń. Doprowadzony na stracenie, krótko męczy się widokiem narzędzi śmierci.
Pan Jezus chciał, umrzeć z cała świadomością groźnych okoliczności. Na górze Oliwnej, na długo przed śmiercią przeżył wszystkie udręczenia, związane ze Swoją męką.
Naprzód przebolał wszystkie czekające Go męki ciała. Człowiek już na kilka dni przed ciężką operacją jest zdenerwowany, nie może sobie znaleźć miejsca. Chrystus był człowiekiem i Bogiem, wiedział bowiem naprzód wszystko, z najmniejszymi szczegółami, co Go czeka i przeżywał to jako człowiek. A ponadto Serce Jego ubolewało jeszcze nad niewdzięcznością ludzką. Przeżywał wszystkie czekające Go upokorzenia i zniewagi. Widział i czuł, jak brutalni żołdacy rzymscy plwają Mu w twarz, jak Go kopią, koronują cierniem, biczują, wyśmiewają się z Niego! Przeżywa uderzenia bicza, którego ostre końce szarpią Mu ciało, czuje, jak Go wloką na powrozie pod ciężarem krzyża. Widzi Golgotę i Siebie wiszącego miedzy dwoma łotrami, słyszy przekleństwa i obelgi, rzucane przez lud. Widzi, jak stojąca pod krzyżem Matka Bolesna przeżywa w męce hańbę swojego Syna... Cóż dziwnego, że będąc człowiekiem, przeżywał to wszystko i wzdragał się na myśl okrutnej męki, że czuł się opuszczony, złamany, że krzyczał z głębi Swej zbolałej duszy „Ojcze mój, jeśli to możliwe, niech Mnie ominie ten kielich! Wszakże nie jak Ja chcę, ale jak Ty.”(Mt.26,39). W cierpieniu szuka pociechy u ludzi, idzie do Swoich uczniów, ale ci najspokojniej śpią. Biedny Chrystus, samotnie wydany na pastwę cierpień. Wraca na poprzednie miejsce, gdzie jeszcze większe ogarnia Go przygnębienie, smutek i ból.

b) Daleko większy ból od cierpień fizycznych, które przebywał, sprawiało Chrystusowi bezbrzeżne morze ludzkich grzechów, które przyjął na Siebie, by nas odkupić. Wszystkie okrucieństwa, wstręt, hańba, płynące z niezmierzonego bagna naszych win, zwaliły się na Jego drżące z bólu ramiona.
Przygniotły Go wszystkie grzechy – od czasów Adama aż po dziś dzień! Przyjął na Siebie wszystkie winy, popełnione przed Nim, w Jego czasach i po Nim, aż do skończenia, świata! Przed Jego oczyma przesunęły się stulecia wraz ze wszystkiemu brudami ludzkimi, morderstwa, rozpusta, przekleństwa, cała ohyda niemoralności... Dusza Chrystusowa wolna nawet od cienia grzechu, spojrzała w bezdenną przepaść nędzy ludzkiej, która swymi odmętami zalała słodką, niewinną, świętą Jego postać.
„Serce Jezusa, Syna Ojca Przedwiecznego”, rzucone w błocie!
„Serce Jezusa, Świątynia Boga”, powalone w brudy grzechu!
„Serce Jezusa, dobroci i miłości pełne”, napiętnowano wszystkimi grzechami świata!
On, o którym mówił święty Jan, że „Wiecie, że On się objawił po to, aby zgładzić grzechy, w Nim zaś nie ma grzechu.”(1.J.3,5), przyjął na Siebie wszystkie grzechy świata. Przygniotły Go grzechy ludzkości od początku świnia aż do chwili obecnej i ziściły się na Nim słowa proroka Izajasza „Dlatego w nagrodę przydzielę Mu tłumy, i posiądzie możnych jako zdobycz, za to, że Siebie na śmierć ofiarował i policzony został pomiędzy przestępców. A On poniósł grzechy wielu, i oręduje za przestępcami.”(Iz.53,12). Słusznie pisze o Nim święty Paweł „On to dla nas grzechem uczynił Tego, który nie znał grzechu, abyśmy się stali w Nim sprawiedliwością Bożą.”(2.Kor.5,21). Kiedy Chrystus jęczał pod ciężarem grzechów świata i wił się przez nie z bólu, spełniło się to, o czym później pisał święty Paweł, że „Z głośnym wołaniem i płaczem za dni ciała swego zanosił On gorące prośby i błagania do Tego, który mógł Go wybawić od śmierci, i został wysłuchany dzięki swej uległości.”(Hbr.5,7).
Nikt nie pocieszył Chrystusa! Żaden żywy twór nie ulżył Jego smutkowi, ani nie dodał Mu otuchy! Cierpienie jest straszne, ale być w nim opuszczonym jest stokroć straszniejsze.
Pan Jezus ponownie wstał i przyszedł do Swoich trzech ukochanych uczniów, którzy jeszcze spali.
Janie, śpicie? Wy, którzy jesteście Moimi przyjaciółmi, na których najbardziej liczyłem w swoim cierpieniu?!
Moi drodzy. Czy nic wzruszą się nasze serca, widokiem cierpiącego Chrystusa? Gorzkie wyrzuty, które czynił Apostołom, i nas dotyczą. Jesteśmy otoczeni morzem grzechu, okrucieństwem zła, koło nas szleją fale moralnego brudu, a uczniowie Chrystusa śpią. Tysiące sposobów walki zna podłość grzechu – ulice, sklepy, wystawy, internet są pełne brudu rozpusty, wszędzie czyha wy-stępek i niemoralność – a uczniowie Chrystusa spokojnie śpią! Dziś również dźwięczy nam w uszach bolesne wołanie Chrystusa – Czy nie możecie czuwać ze Mną choć jedną godzinę? Nie chcecie Mi pomóc w moim cierpieniu i w moich trudach, które za was ponoszę? Niestety, wielu ludzi pracuje na niwie grzechu – a znikoma jest liczba robotników Bożych. Przypatrzcie się, ilu ludzi ginie w przepaści grzechu – a nie ma nikogo, kto by ich nawrócił na drogę cnoty!

→ C) Uczniowie Chrystusa śpią – ale szatan czuwa i szykuje się do decydującego boju.
Chrystus po raz trzeci wraca na dawne miejsce i teraz walą się na Niego najokropniejsze cierpienia. Największą męką Chrystusa nie była świadomość cierpień fizycznych, ani też ciężar grzechów, które przyjął na Siebie, ale to, że za wielu cierpi daremnie! Za chwilę Judasz odpadnie z grona Jego wiernych, a potem przyjdą niezliczone szeregi innych „Judaszów” i będzie to trwało tysiąclecia... Nad tom najbardziej bolał Chrystus!

a) Rozpoczyna się walka między Chrystusem a szatanem. Po upadku pierwszych rodaków, Chrystus stanął do boju ze złem i przybył na pole watki.
Nieprzyjaciel nie czeka. Z pośród drzew oliwkowych wyłania się olbrzymia postać odziana w purpurę, dumnie podnosi czoło przy bladym świetle księżyca, a na laurowym wieńcu, który nosi na czole, widać napis Superbia! Pycha!
Jestem! Wyzwałeś mnie na bój! Więc przyszłam ja, Pycha! Krzyczałam przez usta zbuntowanych aniołów w niebie „Non serviam” „Nie będę służył”. Ja namówiłam pierwszych ludzi w raju, żeby jedli owoc z zakazanego drzewa! Za moim podszeptem oddawano cześć boską, tyranom świata. Rządziłam sercami okrutników, którzy wymordowali tysiące niewinnych ludzi i całe narody! Zakradam się do ludzkiego umysłu i każę mu wierzyć tylko we własne siły. Na moich usługach jest pieniądz, maszyna, pracownie, szkoły, gdzie walczą z wiarą, z cnotą, gdzie walczą z Bogiem! Droga moja jest jednym triumfem! Przede mną korzą się matki, dziewice, mędrcy, politycy, władcy świata... Ty chcesz ze mną walczyć? Ty, blady, wymizerowany, złamany, opuszczony człowieku? Próżno! Wszystko stracone!...
Chrystus padł na ziemię: „Pogrążony w udręce jeszcze usilniej się modlił, a Jego pot był jak gęste krople krwi, sączące się na ziemię.”(Łk.22,44).

b) Chrystus podnosi Swoje skrwawione oblicze... Okropność ... Zbliża się do Niego druga zjawa. Mniejsza od poprzedniej, nie zadziera głowy tak dumnie, jak pierwsza, filuternie uśmiecha się, podobna do kobiety. Szaty nosi wymięte, podarte i brudne, ale widać, że niegdyś były kosztowne, eleganckie, bije od niej woń perfum... Na głowie nosi zwiędły wianek z napisem „Luxuria” czyli „Niemoralność!”
Co to? Czego się boisz? Czego drżysz? – mówi szyderczym głosem do Chrystusa – Wezwałeś mnie na bój – jestem! Zawojowałam i podbiłam cały świat! Rozumiesz? Cały świat jest mój! Moją jest dziatwa, uważana przez rodziców za niewinną, a którą koledzy, koleżanki, lektura, obrazy, internet już dawno przyprowadziły do mnie! Moi są dorastający chłopcy i dziewczęta, których zabawy, kina, liczne czasopisma, i niezawodna sieć globalna, jak również, wierni przyjaciele i stosowne towarzystwo już dawno przyprowadziło do umie!
Moimi małżonkowie, wyuzdani w swoich niemoralnych zachciankach, a potem zacietrzewieni na nieplanowane potomstwo, jako Herodzi dyszący żądza zabijania, lub skrycie demoralizujący swe potomstwo poprzez różnorakie filmy, czy też zezwalający im bez dozoru buszowanie po globalnych zasobach Internetu.
Moimi jest wielu starców i staruszek, które żyją w bagnie grzechów swojej młodości!
Spaliłeś ogniem z nieba Sodomę i Gomorę – ale ja ocalałam! Teraz panuję w pałacach, w chatach, w sercach ludzi zamożnych i biedaków, Za mną idą miliony!
Szyderczy głos zjawy przeszył cichą noc, a Chrystus, dławiony bólem zawołał „…Ojcze mój, jeśli to możliwe, niech Mnie ominie ten kielich!...”(Mt.26,39b).
Jezusie, co mówisz? „…niech Mnie ominie ten kielich!”? Więc nie po to przyszedłeś, żeby go wypić do dna? Po co pracowałeś przez 33 lata? Po co cierpiałeś? Czy nie dlatego, by wypróżnić czarę cierpienia, by umrzeć? Teraz drżysz na widok bólu? Chciałbyś uniknąć cierpienia? Ociągasz się, Ty, który rzuciłeś hasło „…Ktokolwiek przykłada rękę do pługa, a wstecz się ogląda, nie nadaje się do królestwa Bożego.” (Łk.9,62b). Przyszła chwila naszego zbawienia, a Ty jesteś niezdecydowany, słaby? Panie, tylko teraz, bądź silny! Nie odsuń kielicha cierpienia, bo jeśli go odrzucisz, co się z nami stanie?...
Nie! Nie odrzucił go! Upadł na ziemię, wił się z bólu, zsiniałymi wargami szeptał modlitwę: „…Wszakże nie jak Ja chcę, ale jak Ty.”(Mt.26,39c).
Chrystus zgodził się na krzyż – na dzieło odkupienia!


* * *

Chrystus drżąc, leży na ziemi, wyczerpany, zbroczony krwawym potem – współczuję Mu, chciałbym Go ucałować, przytulić do swojego serca.
Znamy trzy pocałunki w życiu Jezusa.
Pierwszy w Wielkoczwartkową noc Judasz złożył na Jego policzku pocałunek, który był znakiem zdrady i wydania w ręce nieprzyjaciół. Była to podła zniewaga pocałunku, który jest znakiem miłości i uszanowania. Dla Judasza stał się symbolem podłości i zdrady!
Nogi Chrystusa całowała Maria Magdalena. Był to drugi pocałunek. Z jej grzechami rozdartego serca trysły potoki żalu i smutku, płacząc, rzuciła się do nóg Zbawiciela i serdecznie je całowała. – Były to pocałunki żalu za grzechy!
Trzeci pocałunek, o którym Ewangelia nie wspomina, z pewnością składały na bladym czole Chrystusa, usta Jego Przenajświętszej Matki, kiedy zdjęto ciało Jej Syna, by złożyć je do grobu. Był to pocałunek czystej miłości!
Jakim pocałunkiem ty chcesz obdarzyć Chrystusa? Pocałunkiem Judasza? Pocałunkiem człowieka, w którego życiu roi się od grzechów, ale który na zewnątrz udaje pobożnego i świętego? Nie! Tak nisko jeszcze nie upadłem! Nie będę zdrajcą!
Może pocałunkiem Matki Bolesnej? Niestety, nie jestem godzien swój pocałunek upodobnić do pocałunku Najświętszej Panny – jestem grzesznikiem, który często obraża Boga.
Pozostaje mi tylko złożyć na Jego Przenajświętszym obliczu pocałunek pokutującej Magdaleny – pocałunek nawróconego do Boga człowieka!
Klęknijmy w kornym milczeniu u stóp cierpiącego Chrystusa i módlmy się w ciszy.
Jezu Chryste, jestem przy Tobie – podnieś się, wstań. Znikła zjawa Pychy i wyzywające oblicze Niemoralności i Wyuzdania – jestem z Tobą, ja, Twoje wierne dziecię. Moja pycha i moja nieczystość były zjawami, które gnębiły Cię w ogrodzie Oliwnym – ale je pokonałeś i zbawiłeś mnie. Błagamy Cię jedynie zapomnij o mojej przeszłości! Zasłoń wszystkie moje grzechy, bom słaby i grzeszny jak Magdalena.
Zrobię wszystko by się poprawić! Przyrzekamy Tobie żyć odtąd lepiej! O. Chryste, nie na próżno cierpiałeś... O, nie, nie!
Amen.



Autor: ksiądz Antoni Wac
str 105-112 , publikacja na DDN dn. 06-01-2015

_________________
+ Z Bogiem i Maryją.


Góra   
  Zobacz profil Wyślij e-mail      
 
Admin_DDN
 Tytuł: Re: Chrystus w Cierpieniu i Chwale. Rozważania rekolekcyjne+
PostNapisane: 6 lut 2015, o 20:15 
Offline
1000p
1000p
Postów: 6537
Skąd: Polska
Seria – B – Co cierpiał Chrystus?
Konferencja XIX/II


Chrystusa sądzą na śmierć.



Moi drodzy!

Nie dawno świat chrześcijański obchodził wielki jubileusz 2000-lecia narodzin Jezusa Chrystusa, Syna Bożego, Zbawiciela świata. Uważajmy sobie za zaszczyt, że Bóg pozwolił nam dożyć tej chwili. Już w niedługim czasie kolejne milenium – 2000-lecie Męki, Śmierci i Zmartwychwstania Chrystusa Pana. Kto tej chwili doczeka, kto dożyje do tego momentu będzie mógł niejako na nowo przez szczegółowe badania Męki Pańskiej spojrzeć w oblicze Wszechmocnego Boga. Ale my już teraz rozpoczęliśmy nasze dogłębne zgłębianie tej wielkiej tajemnicy.
Ostatnio byliśmy z Jezusem na górze Oliwnej, w Ogrodzie Gethsemani, gdzie zdradzieckim pocałunkiem wydał Go Jego uczeń – Judasz w ręce nieprzyjaciół. Powleczono zatem związanego Pana Jezusa i pośpiesznie starano się załatwić formalności sądowe, żeby lud nie miał czasu zastanowić się nad biegiem wypadków tyczących się Chrystusa.
Całą noc i następnego dnia przed południem Żydzi biegali, agitowali, namawiali, przekonywali siebie i innych o rzekomej winie Chrystusa Pana. Stąd bieganie do Annasza, do Kajfasza, do Piłata, do Heroda, ponownie do Piłata, który w końcu, bojąc się utracić łaski cesarskie, potwierdza wyrok śmierci, skazujący Chrystusa, na ukrzyżowanie.
Zanim do tego doszło, ile to upokorzeń, bólu i hańby musiał przeżyć Chrystus! Właśnie w dzisiejszym rozważaniu chciałbym oświetlić niektóre szczegóły sądu nad Chrystusem. Albowiem kryje się w nich głęboka nauka i ważne dla nas upomnienie.


I. Chrystus przed Najwyższą Radą.

Pojmanego Jezusa przyprowadzono do Annasza, a stamtąd do Kajfasza, „…który w owym roku był najwyższym kapłanem,…”(J.11,49b).

→ A) Chrystus stanął wobec faryzeuszów i kapłanów, których piętnował z powodu ich fałszu i obłudy. Opuszczony przez swoich uczniów, stoi przed nimi w roli oskarżonego. „Arcykapłan więc zapytał Jezusa o Jego uczniów i o Jego naukę.”(J.18,l9), pisze Jan Ewangelista. Jak szyderczo musiały zabrzmieć słowa z ust najwyższego kapłana, który niemalże był wrogiem Chrystusa.
Pan Jezus nic odpowiedział na to pytanie. Milczy boleśnie, bo smutna musiałby dać odpowiedź. Jeden się Go już wyparł, drugi teraz myśli go zdradzić, a reszta się rozprószyła.
„Gdzie są Twoi uczniowie?” Ile razy stawiali to pytanie Kościołowi katolickiemu wrogowie Chrystusa, ile razy słyszymy je i dziś?! Gdzie są uczniowie Chrystusa, gdy bezczelnie szerzy się rozpusta w naszym życiu rodzinnym i społecznym, gdy nasze miasta pełne są bezbożności i zepsucia? Gdzie są uczniowie Chrystusa, którzy by śmiało stanęli w obronie moralności i zdeptanej cnoty? Gdzie są uczniowie Chrystusa, kiedy stanowczo trzeba bronić zasad katolickich, nierozerwalności małżeństwa, czystości młodzieży, kiedy trzeba popierać dobrą prasę, kiedy trzeba wsparcia dla wszelkich akcji katolickich? Gdzie są Twoi uczniowie Panie? – narzuca się pytanie na widok tylu obojętnych, niezdecydowanych, nieśmiały wyznawców Chrystusa.

→ B) Przyszły mi na myśl wzruszające dzieje narodu Irlandzkiego. W 1932 roku kongres Eucharystyczny, odbywający się w Dublinie, zwrócił uwagę, całego świata katolickiego na wspaniałe bohaterstwo dziejów i męki tego narodu w obronie wiary katolickiej.
W Dublinie, stolicy Irlandii, ze szczególnym pietyzmem przechowują drewnianą figurę Matki Boskiej, zwaną „Our Lady of Dublin”, będącą symbolem męczeństwa Irlandczyków. Ta dębowa figura Matki Boskiej przetrwała w St. Mary’s Abbey czasy prześladowania za Henryka VIII-go, który rozwiązał klasztory i zniszczył obrazy. Figurę te rzucono na stos, ale dziwnym trafem ocalała, żeby ją ukryć przed wrogami wiary, ktoś odwracając ją twarzą w dół, zrobił z niej żłób. W XVIII-stym wieku odnaleziono dziwny żłób i z wielkim pietyzmem przechowują do dziś te figurę na znak i pamiątkę wierności narodu irlandzkiego względem Kościoła.
Straszne były czasy, kiedy chcąc przechować figurę Matki Boskiej, musiano z niej zrobić żłób dla zwierząt, ale za to o Irlandczykach nie może powiedzieć wróg Kościoła Katolickiego „Gdzie są twoi uczniowie?” Tam uczniowie zostali wierni Chrystusowi, nie opuścili Go w Jego bolesnych cierpieniach. Pocieszeniem, radością i zadowoleniem napawa cierpiącego Chrystusa nasza wierność, zwłaszcza w tak trudnych czasach, jak dzisiejsze!


II. Szydzenie z Chrystusa.

Najwyższa Rada skazała Chrystusa na śmierć, ponieważ, jednak Żydzi byli pod panowaniem Rzymu, który jedyny mocen był, szafować karą śmierci, więc musieli otrzymać potwierdzenie wyroku od namiestnika cesarskiego – Piłata. W ten sposób sprawa Chrystusa dostała się do rąk Piłata.

→ A) Znane są nam wszystkim zabiegi Piłata, który chciał uwolnić Pana Jezusa. Z pewnością byłby tego dokazał, gdyby był mężczyzną z charakterem, śmiałym, odważnym. Ale on był chwiejny, gnuśny i leniwy, wiec uległ namowom i groźbom Żydów. Najpierw chciał w kompromisowy sposób załatwić sprawę i kazał ubiczować Jezusa, myśląc, że wzbudzi litość w rozjuszonych Żydach.
Zerwano więc szatę z Chrystusa, przywiązano Go do słupa, i żołnierze rozpoczęli biczowanie. W wyśmienity sposób przedstawił to Mel Gipson w „Pasji”, choć dla wielu obraz ten jest wręcz okrutny, nacechowany zbrodnią, to jednak warto wiedzieć, że i tak obraz ten jest bardzo wygładzony. Oprawcami Chrystusa byli żołnierze z tzw. pułków najemnych rekrutujących się głownie z pośród bliskowschodnich narodów okupowanych przez Rzym. Nie brakowało tam też pospolitych morderców i im podobnych, którzy służąc Rzymowi, tak chcieli uniknąć swej kary.
Zrywają zatem szatę z Chrystusa. O, jaki rumieniec wstydu musiał oblać Twarz Jego, gdy Go obnażono! Czekał, żeby Go jak najprędzej zaczęto biczować, żeby strumienie krwi i sińce zastąpiły Mu szatę. Jeśli zastanowimy się nad obnażeniem Chrystusa i pomyślimy, ile wstydu musiał Pan Jezus cierpieć z tego powodu, z niemałym oburzeniem myślimy o bezwstydnych modach balowych, karnawałowych, gdzie ludzie perfidnie obnażają sidła grzechu, który Chrystusowi sprawił tyle męki. Tak, zerwano szaty z Chrystusa i biczowano Go za grzechy wolno prowadzących się dziewcząt i chłopców, za bezwstydne stroje i zebrania towarzyskie... za wiarołomstwo mężów i żon... za niemoralne obrazy, widowiska i filmy, za rozpustę, niszczącą dzisiejsze rodziny i społeczeństwo.
Pamiętajmy o tym, odmawiając tajemnicę różańca „Którego za nas ubiczowano!...”
Mój drogi i moja droga, czy nie litujesz się nad cierpiącym, ubiczowanym, znękanym Chrystusem? Czy spokojnie mógłbyś patrzeć na bicze szarpiące ciało Tego, który Swojo za ciebie ofiarował? Wielu z oburzeniem potrafiło wychodzić z sal kinowych, gdzie wyświetlano wyżej wspomniany już film „Pasja”, twierdząc, że takiej jatki jeszcze nie widzieli i Kościół to popiera? Nikomu zaś przez myśl nie przeszła historyczna prawda, że to ja swoimi grzechami to uczyniłem. Kto naprawdę żałuje Chrystusa, ten w chwilach rozbudzonych namiętności stara się zapanować nad sobą, przypominając sobie męki Pana Jezusa, cierpiącego za nasze grzechy. Jeśli ktoś sparzył się ogniem grzechu, niech klęknie obok słupa ubiczowanego Chrystusa, przy konfesjonale, niech krew Ubiczowanego zmyje brud i zagoi rany, niech oczyści się w ogniu miłości Chrystusowego cierpienia!

B) To cośmy dotąd słyszeli, to tylko początek upokorzeń Chrystusa. Potem ubrano Go w płaszcz purpurowy, oznakę głupców, i w cierniową koronę, dano Mu trzcinę i szyderczo zaczęto Go pozdrawiać „Potem podchodzili do Niego i mówili: Witaj, królu żydowski! I policzkowali Go.”(J.19,3) „Wówczas zaczęli pluć Mu w twarz i bić Go pięściami, a inni policzkowali Go i szydzili: Prorokuj nam, Mesjaszu, kto Cię uderzył?”(Mt.26,67-68). „Przy tym pluli na Niego, brali trzcinę i bili Go po głowie.”(Mt.27,30).
Dosłownie spełniło się to, o czym później pisał św. Piotr „On, gdy Mu złorzeczono, nie złorzeczył, gdy cierpiał, nie groził, ale oddawał się Temu, który sądzi sprawiedliwie. On sam, w swoim ciele poniósł nasze grzechy na drzewo, abyśmy przestali być uczestnikami grzechów, a żyli dla sprawiedliwości - Krwią Jego zostaliście uzdrowieni.”(1.P.2.23-24).
Szydzono z Chrystusa na podwórku arcykapłańskim... jak Go to musiało boleć! Od tego czasu bardzo jednak rozszerzyło się miejsce, gdzie urągają i drwią z Niego – cały świat przynosi wstyd Chrystusowi, od ponad 2000 lat urąga Bogu! O. Chryste mój Panie, ile to razy cierniem koronują Cię nie tylko ci, którzy niejako z premedytacja drwią sobie z ciebie, ale również i ja ileż razy to czynię poprzez swoje wiarołomstwo względem Twojego prawa? Nie tylko oni, ale i ja także wkładam koronę cierniową na Twoją głowę, nie tylko człowiek niewierzący! Wieńcem cierniowym oplata Twa głowę moja pycha, buntująca się przeciw Twym wyrokom!
Koronuje Cię koroną cierniową moja gnuśność, lenistwo, koronuje Ciebie wówczas, gdy kpię sobie z duszy, gdy gardzę życiem wiecznym z Boga, pokładając jedynie nadzieję w tym co ziemskie i zabiegając li tylko o dobra materialne, pozostawiając gdzieś bardzo daleko za sobą wszelkie dobra wieczne!
Koronuję Cię cierniem poprzez swoja rozpustę, szydząc sobie z czystości, mając w pogardzie cnoty i wierność małżeńskiej – jako z przestarzałych zasad! Koronuje ciebie internauta poszukujący w globalnej sieci Internet pornografii dla zaspokojenia swoich jakżeż niskich podzadań cielesnych, koronuje Cię młody chłopak, czy dziewczyna, którzy nie mają szacunku dla swojego ciała i zapominają o tym, że kiedyś, gdy rodzice przynieśli ich do świątyni, aby ich przedstawić Tobie Panie, ty przyjmując ich do grona swoich wybranych poprzez Sakrament Chrztu Świętego z ich ciała uczyniłeś Świątynię Ducha Świętego.
Ale my wiemy, kim jesteś dla nas, o Chryste, że jesteś, pomimo wszelkich obelg, oszczerstw i szyderstw Panem i Królem nieba i ziemi, więc dlatego padamy przed Tobą na kolana, modląc się „Panie, drwiono a Twojego Królestwa – a jednak jesteś naszym Królem! Upokorzyłeś się żeby nas podnieść. Złożyłeś w ofierze Swoje życie, by nas zbawić! Jesteś Królem, który pozwolił Sobie włożyć na skroń koronę cierniową, żebym mógł podnieść z ufnością, swoje blade od grzechów czoło do Boga.”


III. Chrystusa skazują na śmierć.

Piłat mylił się, przypuszczając, że ubiczowanie Chrystusa uspokoi rozjuszonych wrogów i że będzie Go mógł uwolnić. Czy widok krwi uspokoi lamparta? Na widok ubiczowanego Chrystusa, gniew zbuntowanego motłochu zapłonął jeszcze większym ogniem i Piłat niejako został zmuszony do wydania Chrystusa na śmierć.
„Wtedy Piłat, chcąc zadowolić tłum, uwolnił im Barabasza, Jezusa zaś kazał ubiczować i wydał na ukrzyżowanie.”(Mk.15,15).

→ A) Nowa niewinna ofiara złości ludzkiej! – powiesz. Nowa? Nie! Takiej ofiary jeszcze nie było. Kapłani zarzucali Chrystusowi, że buntuje lud „Tam zaczęli oskarżać Go: Stwierdziliśmy, że ten człowiek podburza nasz naród, że odwodzi od płacenia podatków Cezarowi i że siebie podaje za Mesjasza – Króla.”(Łk.23,2). O, kłamcy, kiedy, gdzie słyszeliście, że sieje bunt? Kogo zbuntował? Czy biedną wdowę, wskrzeszając jej zmarłego syna? Czy ludzi, których na pustyni karmił chlebem i rybami? Czy gdy w czasie kazania na górze błogosławionymi nazwał miłosiernych, łagodnych, spokojnych? Powiedzcie, kogo zbuntował? Może ślepego, któremu przywrócił wzrok, albo chromego, którego wybawił z kalectwa? Może kiedy wyciągał Swoje kochające ramiona do wszystkich i wołał „ Przyjdźcie do Mnie wszyscy, którzy utrudzeni i obciążeni jesteście, a Ja was pokrzepię.”(Mt.11,28). Czy to jest podburzanie?
Na podstawie takich bezczelnych kłamstw i bezdennie głupich dowodów, skazano Chrystusa, na śmierć. A dziś może rozumniej i sprawiedliwiej Go sądzą? Tak samo, jak i wtenczas! Niestety historia się nie zmienia, tylko zmieniają się czasy i ludzie.
Piłat – dawno umarł. Lud, który domagała się śmierci Chrystusa, poszedł w zapomnienie. Na Golgocie dziś panuje cisza, wznosi się tam wspaniała bazylika Ukrzyżowania i Grobu Pańskiego. Forteca Antonia dziś jedynie świadczy o dawnej obecności na tych ziemiach okupanta Rzymskiego. Ale moi drodzy to nie znaczy, że dziś nikt nie sadzi Chrystusa i Jego uczniów. Źli ludzie szukający tanich sensacji jeszcze i dziś skazują Chrystusa na śmierć walcząc z jego nauką i z jego apostołami.
Przypatrzmy się, jak często to czynią, jak pienią się ze włości krzycząc – Precz z Chrystusem! Precz z krzyżem! Tylko miasta i ludzie się zmienili, ale sąd pozostał ten sam, okrutny, niesprawiedliwy i głupi. Dziś nie w Jerozolimie skazują na śmierć Chrystusa, ale w Warszawie, w Brukseli, w siedzibie ONZ i u nas w naszym mieście w naszej wiosce! Wrogowie Jego nie noszą li tylko urzędowej togi, ani ekskluzywnych fraków, nie jeżdżą tylko eleganckimi samochodami. Akt oskarżenia przeciwko Chrystusowi dziś nie wytaczają jedynie ci którzy są biegli w Piśmie, ale przywódcy ludu i niejednokrotnie niedouczeni krzykacze... O, jak często skazują dziś Chrystusa na śmierć w prasie, w telewizji w środkach masowego przekazu! Wszyscy jeszcze zapewne pamiętamy pielgrzymkę niezapomnianego naszego rodaka Sługi Bożego Jana Pawła II w 1991 roku, kiedy to głosił nam rekolekcje narodowe oparte o Dekalog. Gdy w Radomiu poruszył problem V Przykazania – Nie zabijaj, a potem jeszcze problem – Nie cudzołóż – jak wrzawa powstała w masmediach, jak zaczęto Mu wyliczać ile to kosztuje każda Papieska pielgrzymka i jakim prawem On o tych sprawach takim tonem mówi?

→ B) Nasuwa mi się wiele poważnych myśli!

Czy nie powinienem być apostołom, pocieszycielem, obrońcą Chrystusa, który tyle za mnie cierpiał, którego świat jeszcze i dziś niesłusznie potępia i uśmierca! Czy nie powinienem stanąć w obronie, jeśli w mojej obecności rzucają obelgi na Jego osobę i naukę, jeśli szydzą z wiary i spotwarzają jej przepisy?
Ale jest daleko smutniejsze zagadnienie – grzech! Czy w moim sercu nie skazuję wciąż na nowo Chrystusa na śmierć? Czy żyje we mnie łaska Pańska? Czy nie mam na sumieniu ciężkiego grzechu? Czy wręcz panicznie nie uciekam od konfesjonału, albo czy nie przystępuję do Sakramentu Pokuty i Pojednania w sposób świętokradzki, tając i świadomie nie wyznając licznych swoich grzechów – zgłasza tych przeciwko V, VI, VII i VIII Przykazaniu – nie zabijaj, nie cudzołóż, nie kradnij, nie mów fałszywie przeciwko bliźniemu swojemu?
Grzech ciężki? O, nie jeden, ale całe mnóstwo. Mój wzrok, słuch, mowa, umysł, niby przewody elektryczne wprowadzają grzechy do mojego wnętrza. Ile razy w tej pompie ssąco-tłoczącej, którą nazywamy pięknie sercem, wre wulkan ognia nienawiści, zemsty i gniewu? Często postępujemy podobnie, jak Piłat, który z początku opierał się żądaniom motłochu, ale w końcu uległ, „Wtedy Piłat, chcąc zadowolić tłum, uwolnił im Barabasza, Jezusa zaś kazał ubiczować i wydał na ukrzyżowanie.”(Mr.15,15). Ilu jest takich, którzy a początku walczą ze swoimi namiętnościami, ale w końcu „chcąc zadowolić” wymaganiom skażonej natury, staczając się w bagno występków – skazując na nowo Chrystusa.
To najboleśniejsze dla Chrystusa, że Jego uczniowie co dzień, co minutę, co chwilę skazują Go na śmierć!


IV. Chrystus bierze krzyż na ramiona.

Przynoszą krzyż. Straszne uczucia przenikały Chrystusowe serce na widok krzyża! Chrystus przecież był też człowiekiem i to co nam sprawia ból, i Jego bolało również. Co nas przeraża, przerażało i Jego. Z pewnością nawet w Chrystusie na widok krzyża odezwał się instynkt samozachowawczy.
Wyobraźmy sobie wzruszającą scenę – Chrystusa uginającego się pod ciężarem krzyża, litujmy się nad Nim i uczmy się od Niego, jak należy cierpieć.

→ A) Litujmy się nad Chrystusem dźwigającym krzyż.

Pewien nowożytny malarz stworzył smutny, wręcz bolesny obraz pod tytułem „Gdyby Chrystus jeszcze raz przyszedł na świat...” No, co by się stało, gdyby jeszcze raz stanął między nami? Na obrazie widać ulicę współczesnego miasta, która idzie Chrystus w cierniowej koronie i niesie ciężki krzyż, jak ongiś przez ulice Jerozolimy. Przygląda Mu się wielki tłum ludzi, jak przed jednym domem upada pod ciężarem krzyża. Znalazło się kilku dobrych, którzy Mu współczują, ale otwarcie nie ośmielają, się przyjść Mu z pomocą, tylko w ukryciu nad Nim boleją. Ale za to pełne są okna i balkony gapiów, łaknących sensacji. Ludzie zrujnowani przez rozpustę, błędnym wzrokiem patrzą na upadającego Chrystusa pod ciężarem krzyża. Dalej całe rzesze grzeszników, ateuszów śledzą z ironią krwawą drogę Chrystusowa.
Czy to nie czczy wymysł artysty? Czy ludzie są tak okrutni wobec Chrystusa? Czyż ja jestem taki?... – To niemożliwe! – powiesz. – Gdybym spotkał Chrystusa, z pewnością, byłbym dobry dla Niego!...
Mój drogi, nic nie mów, bo codziennie Go spotykasz, a czy okazujesz należny Mu szacunek i pomoc? Czy nie ciąży na twoim sumieniu grzech obojętności względem uciśnionych? „Zaprawdę, powiadam wam: Wszystko, czego nie uczyniliście jednemu z tych najmniejszych, tegoście i Mnie nie uczynili.”(Mt.25,45b).
Czy nie widzisz w codziennym życiu krwawych śladów Chrystusa? Ja widzę wyraźnie, widzę mnóstwo grzechu, niesprawiedliwości, którą ludzie nieustannie obrażają Boga. Słyszę uderzenia młota, którym przybijają grzesznicy ręce Chrystusa do krzyża. Okradają kościoły, zbeszczeszczają naczynia święte, profanują Przenajświętszy Sakrament, niszczą życie Boże w sercu człowieka – oto razy, które zadają Chrystusowi nowocześni mordercy – ale najbardziej boli Go rana zadana przez oddalenie się od Niego licznych serc ludzkich. Naokoło zło wabi, zwodzi młodzież i starców, rani Chrystusa. Rany zadane Chrystusowi – to zaniedbane obowiązki, lekceważenie przepisów Kościoła, lekkomyślne zaniedbywanie codziennej porannej i wieczornej modlitwy, brak uczestnictwa w niedzielnej i świątecznej Mszy Świętej, niezachowanie postów. Ranami zadawanymi Chrystusowi jest niemoralna prasa, złe książki, bezwstydne filmy i wiele demoralizujących witryn internetowych propagujących wyuzdanie i brak szacunku dla ludzkiego ciała – jako dla świątyni Ducha Świętego, oraz wszystkie przejawy życia społecznego, sprzeciwiające się etyce chrześcijańskiej.
Wokoło nas panuje straszna nędza ducha i ciała. Każdy chrześcijanin powinien poczuwać się do obowiązku, by ją zwalczać!
„Czym mogę pomóc, kiedy sam nic nie mam. Jestem biedny, niewykształcony, nie mam wymowy, żeby brać udział w życiu publicznym, jestem biedną dziewczyna, zatroskana matką, ojcem obarczonym rodziną!”
Nie mów tak, ale rób co możesz!
Możesz przecież zrobić dużo dobrego! Nie koniecznie musisz zabłysnąć jak gwiazda na firmamencie pracy społecznej, nie możesz być filarem, pochodnią gorejącą, nie możesz być potężnym ogniem, zapalającym tysiące dusz i serc, to bądź skromnym światełkiem w swoim rodzinnym domu, bądź sumiennym ojcem, dobrą matką, grzecznym dzieckiem, a tak pomożesz znosić cierpienia Chrystusowi.

→ B) Uczmy się od cierpiącego Chrystusa! Czego? Cierpliwie znosić swój własny krzyż!
Gdyby Chrystus na Swoje cierpienia patrzał tylko wzrokiem ludzkim, byłby widział tylko podłość, gnuśność uczniów, zdradę Judasza, szyderstwo, nienawiść i przekleństwa... byłby rozpaczał. Ale On we wszystkim dostrzegał wolę Swojego Ojca Niebieskiego.
Wszyscy cierpimy. Każdy człowiek ma swój krzyż.
Powstaje pytanie, jak cierpieć – czy wśród narzekań i złości, czy spokojnie, zgadzając się z wolą Bożą. Z Chrystusem cierpiało dwóch łotrów, ale tylko jeden zasłużył na zbawienie. Wielu ludzi cierpi niedostatek, nędzę, ale nie mają w tym zasług, bo przeklinają Boga. Znośmy cierpliwie nawiedzające nas ciosy, wzorując się na Chrystusie i zgadzając się z Bożą wolą.
„Tak – powiesz – łatwo rozumować, jeśli człowiekowi nie dokucza cierpienie. Nie da się powstrzymać łez bólu”. Moi drodzy, nie o tym mowa. Płacz w cierpieniu nie jest grzechem, tylko pamiętaj, żebyś nie zapominał o Bogu, bo to ci ułatwi znoszenie twojego krzyża.
Skąd to wiem? Wskazuje na to 20-sto wiekowe doświadczenie. Owocnie cierpieli ci, którzy zrozumieli i zastosowali do swego życia słowa Chrystusa Pana „Jeśli kto chce pójść za Mną, niech się zaprze samego siebie, niech weźmie krzyż swój i niech Mnie naśladuje.”(Mt.16,24b). Z pomocą Bożą mężnie znosili trudy i klęski ci, którzy w chwilach utrapień uciekali pod krzyż.

* * *

Moi drodzy! Po zdobyciu prawie całej Hiszpanii przez Arabów urządzono w Kordowie podniosłą uroczystość z racji otwarcia wspaniałego meczetu. By uświetnić zwycięstwo nad chrześcijanami, w meczecie przykuto do filara niewolnika, chrześcijanina pochodzącego ze znakomitego rodu. Wiecie, co dodało sił przykutemu do słupa męczennikowi? Krzyż, który paznokciami wyrysował na kamieniu filara!
Hiszpania wkrótce pozbyła się tyranów, a meczet przerobiono na, świątynię katolicką i pobożny lud z pietyzmem ogląda wyrysowany w skale krzyż, który był źródłem siły, nadziei i wiary dla opuszczonego, cierpiącego bohatera katolicyzmu.
O krzyżu święty, ozdobiony pięcioma płomiennymi różami ran Chrystusowych – bądź moją silą!
Krzyżu święty w tobie pokładam nadzieję w czasie cierpień i niebezpieczeństw grzechu – bądź moją podporą!
Krzyżu święty w tobie mam ufność kiedy spadają na mnie twarde ciosy życia – bądź moją nadzieja!
Krzyżu święty pozwól, żebym w chwili śmierci w twojej obecności żegnał się ze światem i żebym w tobie pokładał nadzieję żywota wiecznego.

Amen.




Autor: ksiądz Antoni Wac
str 113-118 , publikacja na DDN dn. 06-01-2015

_________________
+ Z Bogiem i Maryją.


Góra   
  Zobacz profil Wyślij e-mail      
 
Admin_DDN
 Tytuł: Re: Chrystus w Cierpieniu i Chwale. Rozważania rekolekcyjne+
PostNapisane: 6 lut 2015, o 20:15 
Offline
1000p
1000p
Postów: 6537
Skąd: Polska
Seria – B – Co cierpiał Chrystus?
Konferencja XX/III


„…życie moje jest życiem wiary w Syna Bożego, który umiłował mnie i samego siebie wydał za mnie.”
(Ga.2,20b)




Moi drodzy!

Łaciński pisarz Swetoniusz, wspomina o starym żołnierzu rzymskim, wezwanym do sądu, który przed przesłuchaniem poszedł do Cesarza, z prośbą o obronę. Cezar, zdumiony odwaga żołnierza, chcąc okazać swą wielkoduszność, powiedział mu „Dobrze, pośle, swego zastępcę”. Słysząc to stary weteran zwycięskich bojów cezara, rozpiął szatę na piersi i ukazując wielką bliznę, powiedział „Cezarze! Nie wysyłałem zamiast siebie kogo innego do boju, ale zasłaniałem Cię przed pociskami wroga własną piersią …”
Ile razy mógłby Pan Jezus powiedzieć nam to samo. „Narzekacie na trudy i cierpienia, które was spotykają na drodze, przeze mnie wskazanej, płaczecie i uchylacie się od ofiar, które zapewniają wam zbawienie, a Ja nie narzekam i nie żałują trudów poniesionych dla waszego szczęścia. Nie uchylałem się przed potwarzami, licznymi obelgami, hańbą i cierpieniami, lecz znosiłem je za wasze grzechy, nie posyłam kogo innego, by was bronić, ale zasłoniłem was od złego własnym ciałem”.
Cezara z pewnością rozczuliły blizny starego weterana. Święty Paweł ze wzruszeniem pisze o cierpieniach i ranach Chrystusa, mówiąc, że „Teraz zaś już nie ja żyję, lecz żyje we mnie Chrystus. Choć nadal prowadzę życie w ciele, jednak obecne życie moje jest życiem wiary w Syna Bożego, który umiłował mnie i samego siebie wydał za mnie.”(Ga.2,20). W tych słowach świętego Pawła pełnych zachwytu, mieści się cała treść naszego dzisiejszego rozważania. Musimy sobie uprzytomnić, że
I) Chrystus cierpiał za nas, za mnie, i za ciebie i że
II) powinienem Go za to otoczyć wdzięcznością i miłością. '
Te dwie myśli, będą tematem naszego dzisiejszego rozważania.


I. Chrystus cierpiał za mnie!

→ A) Powstały całe biblioteki z dzieł pisanych za i przeciw Chrystusowi. Miliony ludzi zachwycało się Jego osobą, a wielu buntowało się przeciwko Niemu – ale każdy musi przyznać rację słowom świętego Pawła, że Chrystus „umiłował mnie i samego siebie wydał za mnie” każdy musi przyznać, że Chrystus ukochał nas bezinteresowną i ofiarną miłością.

a) Serce Pana Jezusa płonęło nieustannie miłością dla nas. Gdyby ludzkość zapomniała o nauce i o cudach Chrystusowych, to i tak nigdy nie zatrze w swoim sercu wspomnienia Jego nadludzkiej miłości.
Nigdy nie zapomnimy za nas przebitych Jego rąk i stóp, które Maria Magdalena i miliardy ludzi roszą łzami pokuty i żalu za grzechy. Nie zapomnimy Jego przebitych rak, błogosławiących dzieci, leczących chorych i wskazujących nam drogę do wieczności. Zwłaszcza nie zapomnimy Jego Świętego Serca, z którego biło dla nas źródło nieskończonej miłości. Nie zapomnimy, że nas kochało i za nas umarło.

b) Miłość Chrystusowa była przyczyną Jego śmierci! Miłość kazała Mu się ofiarować za nas grzesznych na krzyżu i zwolnić przestępcą Barabasza.
Barabasz nie rozumiał, z jakiej racji został wypuszczony z więzienia. Gdy przyszedł stróż więzienny oznajmić mu, że jest wolny, przypuszczał, że nadeszła godzina śmierci, tymczasem znalazł się na wolności. Z pewnością dziwił się i pytał siebie „Co się stało?” – nie wiedząc, że umiera za niego kto inny.
Kto inny?
Nie wiem, ale przypuszczam, że gdyby Barabasz poszedł z więzienia na Golgotę i przekonał się, że za niego umiera Chrystus, to z pewnością wzruszyłoby się jego grzeszne serce... Doskonale tę postać zagrał Anthony Quinn w filmie zrealizowanym w 1962 przez Richarda Fleischera pt. „Barabasz”.

→ B) Zastanawiamy się często nad prawdą, że Chrystus umarł za nas, za mnie i za ciebie! Myśl ta może wlać w nasze serca dużo wiary, nadziei i miłości!

a) Myśl ta wzmocni naszą wiarę! Bardzo skromne są nasze wiadomości o wierze. Nawet najgorliwsi ludzie przeżywają chwilo zwątpienia w prawdy religijne. Wielu prawd dotyczących Boga, jest przed nami zakrytych. Nie rozumiemy tajemnicy wcielenia Syna Bożego, tajemnicy Trójcy świętej, tajemnicy Opatrzności Bożej i wielu innych.
Wszystkie wątpliwości usuwa silna wiara. Bóg mnie ukochał bezgraniczną miłością, więc powinienem Mu ufać! Na widok tak ofiarnej miłości, wołam słowami św. Piotra Damiana „Nareszcie wylądowaliśmy po uciążliwej podróży morskiej, spełniły się nasze nadzieje, rozpacz zamieniła się w błogi spokój, po trudach przyszedł czas odpoczynku, po uciążliwej wędrówce, znaleźliśmy się wreszcie w domu”.

b) Wielka miłość Chrystusowa jest naszą nadzieją! Cierpienie Chrystusa mimo mojej podłości podnosi mnie na duchu. Wprawdzie przeraża mnie sama myśl, że Chrystus – Bóg przelał Swoją krew za moje grzechy – ale błoga nadzieja budzi, się w moim sercu, bo wiem, że ta Boska krew zmazała moje liczne winy i wysłużyła dla mnie grzesznego człowieka życie wieczne. Mogę zatem za św. Pawłem powtórzyć „W końcu, już po wszystkich, ukazał się także i mnie jako poronionemu płodowi. Jestem bowiem najmniejszy ze wszystkich…”(1.Kor.8-9a).
Ciekawe jest zjawisko przypływu i odpływu morza. Fale z jednakową siłą uderzają o brzeg – w jednym i w drugim wypadku, ale w czasie odpływu nie sięgają tak daleko, jak w czasie przypływu. Rozpędzają się do swych poprzednich granic, ale posłusznie ulegają jakiejś tajemniczej sile, która, je powstrzymuje.
Podobnie ma się sprawa z ofiarną miłością Chrystusa. Mimo odkupienia nas z grzechu, ciągle piętrzą się fale namiętności – ale krew Chrystusa jest tajemniczą siłą, poskramiającą nawet największe burze ludzkiej zmysłowości. Starożytni wylewali olej na powierzchnię morską, by uspokoić wzburzone fale. Chrystus chcąc uśmierzyć nasze namiętności wylał Swoją własną krew.
Tak, cierpienie Chrystusa jest naszą wielką nadzieją! Gdyby nie krzyż, nie byłoby odpuszczenia grzechów! Bez cierpienia Chrystusowego na krzyżu nie byłoby Sakramentu Pokuty! Czy potrafisz ocenić wielkie dobrodziejstwo tegoz Sakramentu? Nawet wśród katolików często spotykamy powierzchowne zdanie, ba nawet lekce-ważenie tego Sakramentu. Kto jednak odczuwa ciężar grzechu i stara się go pozbyć, ten ocenia znaczenie Sakramentu pokuty, ten wie, że jest on jedyną nadzieją grzesznego człowieka i z radością spieszy do konfesjonału.

c) Cierpienia Chrystusa są nie tylko źródłem wiary i nadziei, ale i poważna nauką i napomnieniem!
Często przejeżdżające przez wsie samochody zabijają dzieci. W małej francuskiej wiosce Pompey, wywieszono tego rodzaju ostrzeżenie dla przejeżdżających „Les Mamans vous demandent de ralehtir”– „Matki proszą was o zmniejszenie szybkości”. Czy można odmówić matkom, kochającym swoje dzieci? Czy można być nieczułym na prośby Chrystusa, który się za nas ofiarował i który prosi „Ja, Chrystus, twój Zbawiciel, który z miłości oddałem za ciebie życie, proszę, nie pędź droga grzechu do własnej zguby!”
Czy mamy być skąpi w ofiarach i wyrzeczeniu się, na widok takiej doskonalej miłości?
Wiliam Achterman, artysta malarz, w swojej wielkiej kompozycji, „Zdjęcie z krzyża”, umieścił siebie między innymi postaciami na tym obrazie. Przedstawił siebie, jako ucznia, który wyciąga gwóźdź z nóg zmarłego Chrystusa. Gdy zapytano artystę, dlaczego przedstawił siebie w takiej roli, odpowiedział w głęboki sposób „Tego rodzaju grzesznik, jak ja, już nie jeden gwóźdź wbił w ciało Chrystusa Pana, więc już czas, żebym chociaż jeden wyciągnął”.
Faktycznie, jeśli zastanowimy się nad swoim życiem, widzimy niezliczoną moc grzechów i musimy powtórzyć słowa artysty – Najwyższy czas, żebym karnością swego życia zaczął wyciągać gwoździe, które wbiłem swoimi grzechami w ciało cierpiącego Chrystusa.
Chrystus „… was umiłował i samego siebie wydał za nas w ofierze i dani na wdzięczną wonność Bogu.”(Ef.5,4b). Umarł, żebym mógł żyć. Ofiarowuję Mu swoje życie, swoje trudy, prace, walki i cierpienia!
Czy przechodziliście świeżo skoszoną łąką? Czuliście wtedy aromat schnącej trawy? Prawami Bożymi i karnością skoszone namiętności naszego życia również powinny wydawać cudowną woń dla Chrystusa, który mię „umiłował i samego siebie wydał” za mnie!


II. Bądźmy wdzięczni Chrystusowi!

Kto w ten sposób myśli, ten okaże swą wdzięczność Chrystusowi. Powinniśmy być Mu wdzięczni! W jaki sposób? Przez roztkliwianie się nad Jego cierpieniami? Przez smutek i ubolewanie nad Nim? Nie! Nie takiej od nas żąda wdzięczności!
Kto jest wdzięczny Chrystusowi?
A) Ten, w kim żyje duch pokuty, i
B) kto stara się go wzbudzić w innych.

→ A) Wdzięczny Chrystusowi jest ten, w kim żyje duch pokuty.

W nocy z 12-go na 13-go marca 1982 roku, o godzinie 11-ej, z katedry kolońskiej wyruszyła procesja mężczyzn, Ucząca blisko 20.000 osób i udała się do prastarej kaplicy w mieście, a stamtąd wróciła nad ranem do katedry, by uczestniczyć we Mszy świętej. Do Komunii św., którą rozdawało 30 księży, przystąpiło z górą ponad 10.000 osób. Była to procesja przebłagalna za grzechy ludzkości.
Z każdym rokiem zwiększa się liczba jej uczestników. Uczeni, prości, zamożni, biedni, idą przez ulice wielkiego miasta w jednym szeregu z modlitwą, lub śpiewem na ustach, złączeni jednym olbrzymim aktem pokuty, wyrażającym ubolewanie nad własnymi grzechami. Na ulicach wrzawa, ruch wielkomiejskiej komunikacji, migocą różnokolorowe światła reklam, chodniki pełne przechodniów, którzy obojętnie, czasami nawet i wrogo, lub z ironią spoglądają na dziwny pochód... Ale uśmiech zastyga im na twarzach, kiedy szeregi postępują bez przerwy... idą ... setki.... tysiące... mężczyzn rozmodlonych za swoje i cudze grzechy.
Pokuta, moi drodzy, pokuta! Nie modne to dziś jest słowo, współczesny człowiek nie chce pokutować, chce się jedynie bawić i używać. A tymczasem prawdziwe współczucie cierpiącemu Chrystusowi okażemy, podnosząc się z barłogu grzechów i zanurzając się w Jego Krwi dla nas przelanej!

→ B) Gorliwy czciciel Chrystusa, nie zaprzestanie na wyzbyciu się własnych grzechów, ale i innych będzie zachęcał do poprawy życia, będzie się starał, jak najwięcej zbłąkanych serc przyprowadzić do Chrystusa.
Z burzliwych fal morza północnego wyłania się mała, licząca zaledwie kilometr kwadratowy, ruda wysepka Helgoland. Mieszkańcy tego małego lądu, z braku wody źródlanej, biorą na użytek domowy deszczówkę. Dobra woda jest tam cennym artykułem spożywczym. Szklanka wody uważana jest za wielkie dobrodziejstwo i świadczy o serdecznym przyjęciu. Wśród mieszkańców panuje piękny zwyczaj, gdy niosą do chrztu noworodka, większe dzieci znoszą po trosze wodę potrzebną do chrztu. W ten sposób wszyscy przyczyniają się, by w duszy nowo ochrzczonego zapłonęła łaska Boża.
Ten piękny zwyczaj powinien być dla nas wzorom i pobudką do ofiarnej, gorącej miłości dla bliźnich i pragnienia, żeby rozniecić w ich duszach płomień łaski Chrystusowej, i w ten sposób okazać Mu swoje współczucie. Współczuj Chrystusowi przez pracę nad duszami oziębłymi i grzesznymi.

a) Współczuj Chrystusowi nawracając oziębłych, nieczułych na Jego cierpienia, zachowujących się biernie wobec Jego ofiary krzyżowej, czyniących podobnie, jak żołnierze rzymscy, którzy stali pod krzyżem Chrystusowym zimni, jak głazy!
Znajdowali się pod krzyżem i ludzie, którzy współcierpieli z Chrystusem. My również chcemy być takimi.
Byli i tacy, Jego zaślepieni wrogowie, którzy przeklinali ze złością.
Nie rozumiem tych, którzy obojętnie stali pod krzyżem Chrystusowym, którzy w najważniejszej chwili dziejów ludzkości, grali spokojnie i obojętnie w kości. Na krzyżu umiera Zbawiciel świata, a oni z nudów grają pod krzyżem w kostki! Blisko nich jest Bóg, a oni są tak daleko od Niego! Ale popatrz się lepiej na świat dzisiejszy, czy nie znajdziesz analogii?
Życie wielu dzisiejszych ludzi jest powtórzeniem tej tajemniczej zagadki. Blisko nich jest Bóg, oni zaś tak daleko od Niego! Ochrzczeni są krwią Chrystusa, ale nie ciekawi są Jego osoby. Przystępowali do Sakramentu Pokuty i Eucharystii, ale już kilkanaście, albo nawet kilkadziesiąt lat temu zerwali duchową łączność z Chrystusem. Żyją wśród nas, może nawet pod jednym dachem, może w niedalekim w sąsiedztwie, może nawet nieopodal kościoła, słyszą głos dzwonów wołających na Eucharystię, ale to ich nie obchodzi, zamiast uczestniczyć w niedzielnej Mszy Świętej, siadają przed telewizorem, jada na wycieczkę, na grzyby, czy tez ryby, albo nudzą się w domu.
Może nie mają złej woli, nie napadają na wiarę, na Kościół, ale są obojętni, dlatego na próżno przelewał dla nich Swoją Krew Jezus Chrystus.
Rozpacz nas ogarnia, kiedy pomyślimy, że Chrystus Pan na próżno wylał za nich Swą Krew! Czy to możliwe, żeby Krew Chrystusa dla wielu na próżno się przelała? Potwierdzają to słowa Pana Jezusa. Chrystus widząc zatwardziałość mieszkańców Jerozolimy, płakał i powiedział: „O gdybyś i ty poznało w ten dzień to, co służy pokojowi. Ale teraz zostało to zakryte przed twoimi oczami.”(Łk.19,42). Jak bliscy byli mieszkańcy Jerozolimy Boga! Słyszeli o Nim dużo, widzieli Go, a jednak serca ich pozostały twarde, nieczułe, obojętne, zimne!
Mój drogi! W miarę możliwości staraj się wynagrodzić Chrystusowi obojętność ludzką. Rozszerzaj, broń i pielęgnuj Jego naukę, żeby Krew Jego, wylana za nas wszystkich, nie płynęła na próżno!

b) Współczuj Chrystusowi przez pracę nad osobami obojętnymi i zimnymi. oraz nad ludźmi złymi i grzesznymi.
Na granicy Chile i Argentyny, w Andach, jest olbrzymi pomnik Chrystusa, który wybudowały te dwa państwa na pamiątkę zgody zawartej za pośrednictwem papieża.
Pomnik ten wśród wysokich granitów stoi już od kilkudziesięciu lat, ale kilka lat temu czytałem o nim smutną wiadomość. Otóż został podziurawiony kulami, bo ostrzeliwują go turyści z Buenos Aires, chcąc wydobyć ciekawe dźwięki brązu w górach.
Smutno pomyśleć, że ludzie dla pustej przyjemności słuchowej, potrafią strzelać do posągu Chrystusa! Ale zastanówmy się, moi drodzy, ile to razy nowocześni Judasze, Kajfasze, Herody zbeszczeszczają nie martwy posąg, ale żywe przybytki Chrystusa, ludzi niewinnych, odkupionych Jego Przenajświętszą Krwią!
Kościół katolicki uczy nas, że wszyscy stanowimy mistyczne Ciało Chrystusa, którego On jest głową. Skoro tak, to wszelka obraza mojej osoby, mojego ciała i wszelka obraza mojego bliźniego jest naruszeniem ciała Samego Chrystusa – dlatego powinniśmy dbać o czystość naszego serca i czystość serc naszych bliźnich, żeby w ten sposób okazać współczucie i wdzięczność Chrystusowi za Jego ofiarę. Powinniśmy rozniecać miłość w sercach nieprzyjaciół Chrystusowych „Wielu bowiem postępuje jak wrogowie krzyża Chrystusowego, o których często wam mówiłem, a teraz mówię z płaczem.”(Flp.3,18), w sercach, które zieją nienawiścią i buntem przeciwko Bogu.

* * *

Moi drodzy! Jednym z najsmutniejszych momentów w cierpieniach Chrystusowych, było ukoronowanie cierniem.
Żołnierze, skończywszy biczować Chrystusa, mieli jeszcze sporo czasu, zanim zapadła decyzja Piłata o dalszych losach Zbawiciela, więc postanowili się zabawić. Słyszeli, że Chrystus uważa się za króla żydowskiego, więc ubrali Go w stary, czerwony płaszcz, „Uplótłszy wieniec z ciernia włożyli Mu na głowę, a do prawej ręki dali Mu trzcinę. Potem przyklękali przed Nim i szydzili z Niego, mówiąc: Witaj, królu żydowski! Przy tym pluli na Niego, brali trzcinę i bili Go po głowie.”(Mt.27,29-30).
Proszę wszystkich, którzy współczują w tak okropny sposób spotwarzonemu Chrystusowi, żeby się rzewnie modlili, bo tak okropną krzywdę, jaką wyrządziła Chrystusowi złość i podłość ludzka, można wynagrodzić tylko serdeczną modlitwą miłości.
Panie, ofiarowałeś się z wielkiej ku nam miłości, znosiłeś najhaniebniejsze cierpienia, więc za to poświęcam Tobie swe życie przez to, że będę posłuszny Twoim Przykazaniom. Żadnego dnia nie zaniedbam się w modlitwie. Będę przestrzegał przepisanych postów, nie opuszczę niedzielnej i świątecznej Mszy świętej! Będę w miarę możności często, a przynajmniej raz na dwa miesiące przystępował do Sakramentu Pokuty i Pojednania, żeby zasłużyć na żywot wieczny.
Wierzę, Panie, że z miłości ofiarowałeś się za mnie i dlatego chcę pozostać na zawsze Twoim wiernym dzieckiem.

Amen.




Autor: ksiądz Antoni Wac
str 119-124 , publikacja na DDN dn. 06-01-2015

_________________
+ Z Bogiem i Maryją.


Góra   
  Zobacz profil Wyślij e-mail      
 
Admin_DDN
 Tytuł: Re: + CHRYSTUS W CIERPIENIU I W CHWALE. Rozważania rekolekcyjne +
PostNapisane: 9 mar 2015, o 18:34 
Offline
1000p
1000p
Postów: 6537
Skąd: Polska
Seria – B – Co cierpiał Chrystus?
Konferencja XXI/IV

Judasz


Moi drodzy!

Lepiej poznamy cierpienie Chrystusa, jeśli przypatrzymy się niektórym ważniejszym postaciom, które odegrały pewną rolę w Jego Męce. Oznaką prawdziwej przyjaźni jest wierność w niedoli. Siła charakteru – czy słabość moralna, szlachetność – czy podłość, wierność – czy interesowność najlepiej uwydatniają się w chwilach ciężkich prób i cierpień.
Przypatrzmy się postaciom bliżej zainteresowanym w cierpieniu Chrystusa, jak się zachowywały, i weźmy przykład z ich ujemnego, czy dodatniego postępowania.
Pierwszą osobą, która rzuca się nam w oczy z powodu swej podłości i nikczemności, jest Judasz. Człowiek powołaniem stojący między najgodniejszymi, a jednak stosują się do niego groźne słowa Ewangelii „Wprawdzie Syn Człowieczy odchodzi, jak o Nim jest napisane, lecz biada temu człowiekowi, przez którego Syn Człowieczy będzie wydany. Byłoby lepiej dla tego człowieka, gdyby się nie narodził.”(Mt.26,24). Z imieniem Judasza związane są najpodlejsze określenia, języka ludzkiego. Już starożytne narody potępiały niewierność i zdradę, która w formie popełnionej przez Judasza jest najokropniejsza. Wszyscy wzdrygają się na słowa „Judaszów pocałunek”, „Judaszowy charakter”, „chciwość Judasza”.
Powinniśmy się wszyscy zastanowić nad
I) upadkiem Judasza i
II) nauką z niego wypływającą.


I. Upadek Judasza.

→ A) W historii cierpienia Pana Jezusa spotykamy rozmaite osoby, które staramy się w różny sposób, z wyjątkiem jednej, usprawiedliwić. Święty Piotr wyparł się Pana Jezusa, ale robił to pod wpływem chwilowej ludzkiej słabości. Piłat skazał Chrystusa, na śmierć, ale zrobił to pod wpływem namów i groźby. Annasz i Kajfasz nienawidzili Chrystusa, ale to ich wrogie ustosunkowanie się tłumaczymy złe zrozumiałą gorliwością – tylko Judasza bezwarunkowo, jednogłośnie, już prawie 2000 lat potępia cała ludzkość.
Dlaczego?
Bo był zdrajcą!
Dzisiejszy świat pod wieloma względami nie jest wybredny, zwłaszcza w kwestiach moralnych. Człowiek przyzwyczaił się do rozmaitych wypaczonych poglądów. Są ludzie, którzy częściowo usprawiedliwiają Judasza. Tłumaczą jego chciwość, egoizm, nawet jego samobójstwo traktują pobłażliwie, ale najbardziej moralnie upadły człowiek oburza się z powodu bezczelności Judasza, który tak haniebnie, pod pozorem miłości, sprzedał osobę zawsze i szczerze mu życzliwą.

→ B) Tym wstrętniejsza jest dla nas postać Judasza, jeśli zważymy liczne środki i sposoby, którymi Pan Jezus chciał go utrzymać na drodze zbawienia!

a) Kiedy Judasz na Ostatniej Wieczerzy bezczelnie zapytał Chrystusa „Czy nie ja, Rabbi?”(Mt.26,25b) – zasłużył, żeby mu Pan Jezus powiedział w oczy wobec wszystkich Apostołów „Tak jest, ty.”(Mt.26,25c).
Ale Chrystus postąpił delikatniej. Dał mu sposobność nawrócić się. „Ponieważ Judasz miał pieczę nad trzosem, niektórzy sądzili, że Jezus powiedział do niego: Zakup, czego nam potrzeba na święto, albo żeby dał coś ubogim.”(J.13,29).
Judasz powinien był w tej chwili upaść na kolana przed Panem i wyznać swój grzech, ale niestety, nie zrobił tego.
Wstał rozgniewany od stołu i wyszedł z Wieczernika, „A on po spożyciu kawałka (chleba) zaraz wyszedł. A była noc.”(J.13,30) – ciemna, beznadziejna noc. Jakżeby nie! Przecież każdy grzesznik, który wyparł się Boga, idzie w ciemność!

b) Ale Chrystus jeszcze nie stracił nadziei, że Judasz się nawróci. Kiedy w ogrodzie Oliwnym „ …przystąpił do Jezusa, mówiąc: Witaj Rabbi! i pocałował Go.”(Mk.14,45b) Chrystus nie ukarał go natychmiast za jego podłość i zdradziecki pocałunek, ale cierpliwie czekał... może się zastanowi.
„Witaj Rabbi” – pozdrowił Judasz Chrystusa. „Witaj – Ave” To pierwsze słowo Pozdrowienia Anielskiego, z którym anioł Gabriel zawitał do Panny Maryi. „Ave, gratia plena! – Bądź pozdrowiona, pełna łaski,”(Łk.1,28) Tym słowem rozpoczynają codziennie miliony ust ludzkich piękną modlitwę „Zdrowaś Mario…”. „Ave, verum corpus natum!” – brzmi początek przepięknej pieśni do Przenajświętszego Sakramentu.
O nieszczęsny człowiecze, jak nisko upadłeś! Najpiękniejszy wyraz miłości, wierności i oddania się, wykorzystałeś jako środek do swego haniebnego i podłego celu. Nikt przed tobą tego nie uczynił, to szczyt podłości! Na zawsze pozostaniesz przedmiotem największej wzgardy, a twój pocałunek, który złożyłeś na obliczu Chrystusa, pocałunek Judasza, będzie symbolem największej podłości!

c) Chrystus nie tracił nadziei nawet wtenczas, kiedy Judasz przyszedł na czele służby arcykapłana, aby wydać Go w ręce nieprzyjaciół. Nawet na zdradziecki pocałunek odpowiada słowami pełnej miłości: „Przyjacielu, po coś przyszedł?” (Mt.26,50).
Przyjacielu! Słowo to na pewno przypomniało wiele serdecznych chwil, spędzonych w obecności Chrystusa, Jego serdeczną miłość. Pytanie to w sercu Judasza z pewnością wywołało uczucie wstydu i pozwoliło mu do głębi ocenić jego podły zamiar. Serdeczne słowa Pana Jezusa nie znalazły oddźwięku w zatwardziałym sercu Judasza. Był bowiem już stracony na zawsze. Już w kieszeni miał 30 srebrników, cenę za martwego niewolnika. Judaszu – tylko tyle był wart dla ciebie twój Bóg?! Można by wytłumaczyć twój czyn, gdybyś wydał Chrystusa z przekonania, albo za wielką sumę pieniędzy, ale za trzydzieści srebrników, za cenę martwego niewolnika zaprzedać swego Mistrza, Pana, Boga?! Taki czyn może napawać tylko oburzeniem i wstrętem do twojej osoby!
Gardzimy tobą! Zresztą sam się potępiłeś, nędznie, marnie, przez powieszenie kończąc swe podłe życie! Doskonale to odzwierciedla Mel Gipson w filmie „Pasja”.
W kilka godzin po strasznej zbrodni, Judasz wpadł w rozpacz. Żałował swojego czynu, ale już nie dało się go odrobić. Jedyne pocieszenie, jakie usłyszał od wrogów Chrystusa, były słowa: „Co nas to obchodzi? To twoje sprawa.” (Mt.27,4b).
Smutnie przedstawiała się ta jego sprawa!
Wzgardzony przez ludzi, zdała od Boga, sam decydował o swoich losach i tą samą ręką, którą liczył pieniądze za Chrystusa, którą Go obejmować w ogrodzie Oliwnym, przeciął pasmo swojego życia.

→ C) Przerażenie ogarnia nas na myśl, że ten człowiek był kiedyś apostołem, powołanym do szczytnych ideałów. Należał do grona uczniów, był bliskim Jezusa, jak dwunastu innych.
Był wybrańcem losu, słusznie mógł wzbudzać powszechną zazdrość. Żył przy boku Jezusa przez trzy lata. Był Jego przyjacielem, co dzień słuchał Jego nauk, patrzył na Jego cuda, widział, jak uzdrawiał chorych, jak pocieszał strapionych i odpuszczał grzechy.
Co dzień czuł w swym sercu ożywcze ciepło Chrystusowej miłości, widział Jego dobry przykład, czyli, że był w centrum miłości Bożej – pomimo to serce jego pozostało zimne, podłe, okrutne.
„…jeden z Dwunastu…”(Mt.26,14b). Nawet przykro pomyśleć. Judasz, miał głosić naukę Chrystusową, miał siać światło prawdy Ewangelii, jak jedenastu innych, miał stanąć w aureoli chwały wiecznej na ołtarzach chrześcijaństwa, jak reszta Apostołów; miał zasiadać w niebie po prawicy Syna Bożego.
Co spowodowało straszny Jego upadek? Posłuchajmy, bo to jest ważną dla nas nauką.


II. Czego nas uczy upadek Judasza?

→ A) Straszny upadek nieszczęśliwego apostoła przede wszystkim przypomina nam, że wszyscy jesteśmy powołani przez Boga, ale nie wszyscy słuchamy Jego głosu. Bóg wszystkich wzywa do Siebie, ale nie każdy człowiek idzie za Jego natchnieniem. Bóg wszystkich obdarzył zdolnościami, ale nie wszyscy je wykorzystujemy. Przyczyną upadku Judasza było, że nie pracował nad doskonaleniem swojego serca, nie niszczył chwastów swojego charakteru i stracił powołanie.
Każdy człowiek ma skłonność do grzechu, wszyscy musimy walczyć ze swoimi złymi nałogami. Judasz tego nie robił i to go zgubiło.
Prawo fizyki – swobodnego spadania ciał, ma zastosowanie także w świecie moralnym. Biada bowiem człowiekowi, który wdaje się w targi i kompromis z grzechem! Kto stanął na pochyłości zła, ten niepowstrzymanie stacza się po niej coraz niżej. Widzimy tysiące ofiar grzechu, które za mało stawiały oporu przy pierwszym upadku.
Jeśli rozpruł się nam szew na ubraniu i nie zaszyjemy go na nowo, podrze się całe ubranie. Jeśli nie naprawimy natychmiast wału przeciwpowodziowego przerwanego przez malutki przeciek, to wszystko w niedługim czasie zaleje ogromna fala powodzi.
W sercu Judasza chciwość zrobiła pierwszy wyłom – u innych ludzi początkiem zguby może być zmysłowość, próżność, żądza sławy, lenistwo, szukanie rozkoszy – Judasza zgubiło lekceważenie swojej złej skłonności.
Prawdopodobnie już za młodu popełniał małe kradzieże, kłamstwa, i nie było nikogo, kto by go powstrzymał od złego. Nie miał kochającego ojca który by go ujął w karby, nie miał czułej opieki matczynej, która by wzruszyła jego twarde serce i zapaliła w nim ogień miłości, dobra i cnoty. Nasienie zła kiełkowało w jego sercu i rozrastało się z biegiem lat. Został wybrany na apostoła – powierzono mu wspólny skarb, który prawdopodobnie nadużywał dla zaspokojenia swego łakomstwa. Umiał ukrywać to przed otoczeniem, z wyjątkiem Chrystusa. Tylko święty Jan znał jego przebiegłość – wspomina o niej, gdyż Judasz gorszył się, że Maria Magdalena kosztownym olejkiem namaściła nogi Jezusowe, zamiast sprzedać wonności, a pieniądze rozdać ubogim. Święty Jan zaznacza, pisząc „Powiedział zaś to nie dlatego, jakoby dbał o biednych, ale ponieważ był złodziejem, i mając trzos wykradał to, co składano.”(J.12,6).
Smutnie kończy człowiek, który zawczasu nie zwalcza swych namiętności! Wszyscy je mamy, jest to wspólny las naszej natury, ale chrześcijańskim obowiązkiem jest go zwalczać! Ludzie podlegają rozmaitym złym skłonnościom – serce Judasza opanowała chciwość pieniądza, i ona go zgubiła.
Na liniach przesyłowych wysokiego napięcia przypina się specjalne tabliczki z witerunkiem trupiej główki, jako znak ostrzegawczy. Nasze namiętności trzeba podobnie znaczyć.
„Co chcecie mi dać, a ja wam Go wydam. A oni wyznaczyli mu trzydzieści srebrników.”(Mt.26,15. Moi drodzy miejmy się na ostrożności, bo srebrniki Judasza tułają się po świecie i tysiące ludzi ulega ich nikłemu czarowi.
Co mi dacie za to, że Go wam wydam? Dajcie mi lepszą posadę, zaszczyty, honory, wyprę się wiary, zasad, swoich przekonań. Daj mi bogactwa, posag zamożnego męża, a wyrzeknę się katolicyzmu, dzieci i szczęścia małżeńskiego. Daj mi brylantowy pierścionek, ładne kolczyki, a oddam się rozpuście. Daj mi piękną suknię i zabierz mnie z sobą na bal, wyrzeknę się swojego zbawienia. Daj mi wygodne, luksusowe mieszkanie, dużo pieniędzy, postaram się pozostać zawsze młodą, powabną, będę unikała zapłodnienia, by zachować piękną linię. Lubię ciepłe łóżeczko, z rana trochę dłużej poleżeć, więc nie nudź mnie w niedzielę Mszą Świętą... Szeroko po świecie brzmią słowa Judasza „Co chcecie mi dać, a ja wam Go wydam.”.

→ B) Ale kto trzeźwo patrzy na jego smutny upadek, ten skorzysta z tego smutnego przykładu. Judasz wierzył złu – a grzech, jak zwykle, okłamał go tylko. Judaszowi zdawało się, że trzydzieści srebrników zaprowadzi go na szczyty szczęścia, innych grzech otumania innego rodzaju obietnicami, każdego potrafi podejść i wykorzystać jego słabostki, każdego oszuka, jak oszukał Judasza.
Nareszcie spełniły się obietnice grzechu, czy jesteś z tego zadowolony? W kieszeni czujesz pieniądze, zdobyte nieuczciwie, czy jesteś spokojny? Czy spokojnie z nich korzystasz? Czy jesteś szczęśliwy? Jak długo? Judasz już w kilka godzin po otrzymaniu nieuczciwie zdobytych srebrników miał wyrzuty sumienia, gnębiło go straszne rozczarowanie, rozpacz i samobójstwo.
Jaka głębia znajomości psychiki ludzkiej bije z kart Ewangelii! Zaledwie Judasz popełnił przestępstwo, następuje naturalny odruch sumienia, i jak wrząca lawa rozlewa się po jego osobowości!
Kto z nas nie doświadczył podobnych rozterek? Chwil, kiedy w nagości ujawnia się przed nami kłam, ułuda i podłość grzechu! Z początku obiecuje nam niewymowne szczęście, pochlebia, wabi, a kiedyśmy mu ulegli, z przerażeniem widzimy szyderczy uśmiech i zostajemy sami wśród męczarni upadku!
Czy chcecie, żeby was spotkał los Judasza? Pamiętajcie o przyrzeczeniu złożonym Bogu podczas chrztu
„Wyrzekasz się czarta?”
„Wyrzekam”.
„I wszystkich uczynków jego?”
„Wyrzekam”.
„I wszelkiej pychy jego?”
„Wyrzekam!”
„Zaprawdę, powiadam wam: jeden z was mnie zdradzi.”(Mt.26,21b) – rzekł Pan Jezus w czasie Ostatniej Wieczerzy. Apostołowie zasmuceni oglądają się wokoło i wołają, z trwogą „Chyba nie ja, Panie?”(Mt.26,22b).
Co mówi głos mojego sumienia o moim, życiu przeszłym, o moich myślach, słowach i uczynkach? – Boże, czy Cię nie zdradziłem?

→ C) Z upadku Judasza wynika jeszcze inna wielka nauka. Wiadomo, że jego grzech był najokropniejszym ze wszystkich, ale daleko straszniejsza jest jego rozpacz i zwątpienie w miłosierdzie Boże, które owładnęły jego grzeszne serce. To było końcem jego tragedii.
Wiecie, dlaczego uległ tak strasznej rozpaczy? Bo nie miał zwyczaju się modlić! Żeby zamaskować swoją pustkę. Na zewnątrz udawał pobożnego i gorliwego, ale dusza jego dawno zerwała z Bogiem. Skąd to wiem? Stąd, że gdyby się szczerze modlił, nigdy by tak strasznie nie upadł! Przypominacie sobie, że kiedy Judasz opamiętał się, szukał różnych sposobów ratunku, tylko o modlitwie, ani o żalu za grzechy nie pomyślał. Przestał dla niego istnieć Bóg, bo się nie modlił!
A przecież Judasz żałował za grzech, „Wtedy Judasz, który Go wydał, widząc, że Go skazano, opamiętał się, zwrócił trzydzieści srebrników arcykapłanom i starszym”(Mt.27,3), czyli, że odbył spowiedź, żal, zadośćuczynienie – a jednak jest stracony, bo brakowało w jego sercu na pozór dobrym, a niezbędnego aktu ufności w miłosierdzie Chrystusa, które wybacza grzesznikom.
Historia nieszczęśliwego apostoła poucza nas, żebyśmy czym prędzej zwalczali swoje złe skłonności, żebyśmy nie wierzyli w ponętne obiecanki grzechu, a jeżeli upadniemy na drodze cnoty, żebyśmy nigdy, przenigdy, w żadnych okolicznościach nie oddali się rozpaczy! Do każdego grzesznika odnoszą się stówa proroka Izajasza „Choćby wasze grzechy były jak szkarłat, jak śnieg wybieleją; choćby czerwone jak purpura, staną się jak wełna.”(Iz.l,18b). Każdego grzesznika dotyczą słowa św. tego Jana Złotoustego „Czy iskry mogą podpalić morzu? Nic! Morze je ugasi. Grzechy twoje to iskry, a miłosierdzie Boga jest bezbrzeżnym morzem”(Horn. 8, de poenit. n. 1).
O, Boże, wielkie są moje grzechy, ale nieskończenie wielkie jest miłosierdzie Twoje!

* * *

Moi drodzy! Tego samego dnia, może nawet w tę samą godzinę, kiedy przybito Chrystusa na Kalwarii do krzyża, w innych stronach za miastem zawisł na drzewie pewien człowiek – Judasz – zdrajca.
Jaka straszna różnica! Na krzyżu umiera Zbawiciel za grzechy całej ludzkości, a między innymi i za grzechy Judasza. Na innym drzewie wisi Judasz, za którego na próżno Chrystus wylał Swą krew.
Imię Judasza łączy się z najohydniejszą ludzką podłością!
Wiemy z historii byli, są i będą rozmaici bezbożnicy, wrogowie religii, którzy miotali i nadal miotają oszczerstwa na Boga i na Jego Kościół. Byli i nadal będą ojcowie, którzy swoim córkom ze względu na pociąg do złego, dawali i nadal dawać będą imię Satanella – ale nikt nie nazwał swego syna Judaszem. Imię to jest powszechnie pogardzane na całym świecie. „Ty Judaszu!” – nazywają człowieka bez czci i honoru. „Jesteś Judaszem” krzyczą na tego, kto łatwo za pieniądze wyrzeka się ideałów, kto za gotówkę zdolny jest zaprzedać rodzinę, wiarę, ojczyznę, Boga.
Judasz się powiesił. Ale gdyby wszyscy Judaszkowie czasów teraźniejszych postanowili się powiesić, czy nie zabrakłoby powrozów w sklepach i drzew w lesie?
Panie Jezu, daj nam siły wytrwać w dobrem, a nadzieję w ciemnościach grzechu. Jeśli sprzeniewierzyliśmy się Tobie i gdy na nowo wracamy z powrotem, ucałuj nas, przytul do Siebie, i zapytaj serdecznie „Przyjacielu, po coś przyszedł?” (Mt.26,50) – a usłyszysz naszą odpowiedź Przychodzę do Ciebie, Panie, żeby już na zawsze z Tobą pozostać, żeby prosić o przebaczenie za grzechy, żałować za nie i zadośćuczynić. Przychodzimy, żeby spocząć w cieniu Twojego miłosierdzia, żeby zapłonąć w świetle Twej miłości.

Amen.


Autor: ksiądz Antoni Wac
str 125-130 , publikacja na DDN dn. 09-03-2015

_________________
+ Z Bogiem i Maryją.


Góra   
  Zobacz profil Wyślij e-mail      
 
Admin_DDN
 Tytuł: Re: + CHRYSTUS W CIERPIENIU I W CHWALE. Rozważania rekolekcyjne +
PostNapisane: 9 mar 2015, o 18:38 
Offline
1000p
1000p
Postów: 6537
Skąd: Polska
Seria – B – Co cierpiał Chrystus?
Konferencja XXII/V


Święty Piotr.



Moi drodzy!

Dwóch apostołów wyparło się Pana Jezusa Judasz i Piotr. Jaka jest jednak olbrzymia różnica w ich losach! Judasz wyparł się Jezusa, a kiedy uprzytomnił sobie ogrom winy, wpadł w rozpacz i powiesił się. Piotr nie mniej obraził Chrystusa, ale kiedy zastanowił się nad swoim upadkiem, serce jego serdecznie zapłakało nad swoją niedolą i zaraz błagał Chrystusa o przebaczenie, a Bóg odpuścił mu jego grzechy!
Jeśli upadek Judasza jest dla nas dobrą przestrogą, to równie pożytecznie jest zastanowić się nad słabością i szczyrem nawróceniem się Piotra.
W dzisiejszym rozważaniu postaramy się dokładniej przyjrzeć jaki był
I) Charakter Piotra, żebyśmy
II) zrozumieli jego upadek i
III) mogli go naśladować w nawróceniu.


I. Charakter Piotra.

Upadek Piotra, byłby dla nas niezrozumiały, gdybyśmy znali tylko jego gorliwość, szlachetne porywy, dobrą wolę, bezinteresowność, a pominęli jego sangwiniczny charakter.

→ A) Święty Piotr był człowiekiem głęboko religijnym. Świadczą o tym Ewangelie. Jeszcze zanim stał się uczniem Chrystusowym, już widzimy go z bratem Andrzejem w gronie uczniów świętego Jana Chrzciciela. Tu poznał Chrystusa i przyłączył się do Niego. Jego gorliwość Pan Jezus często chwalił. Piotr był Jego ulubionym apostołem i uczestnikiem wszystkich ważniejszych wypadków Chrystusowego życia. Widzimy Piotra przy boku Jezusa w czasie przemienienia na górze Tabor i w ogrodzie, Jego ustanowił Pan Jezus głową Kościoła.
Piotr na każdym kroku okazuje Panu Jezusowi bezinteresowność i uczciwość. Przypomnijmy sobie scenę, kiedy Pan Jezus przed ostatnią wieczerzą, myjąc nogi apostołom, zbliżył się do Piotra, a ten zakłopotany, stanowczo zaprotestował „Rzekł do Niego Piotr: Nie, nigdy mi nie będziesz nóg umywał. Odpowiedział mu Jezus: Jeśli cię nie umyję, nie będziesz miał udziału ze Mną. Rzekł do Niego Szymon Piotr: Panie, nie tylko nogi moje, ale i ręce, i głowę. Powiedział do niego Jezus: Wykąpany potrzebuje tylko nogi sobie umyć, bo cały jest czysty. I wy jesteście czyści, ale nie wszyscy. Wiedział bowiem, kto Go wyda, dlatego powiedział: Nie wszyscy jesteście czyści.”(J.13,8-11). Był to żywiołowy wybuch szczerej miłości!
Oto druga scena świadcząca o przywiązaniu Piotra do Chrystusa. Wczesny ranek na wybrzeżu morskim. Apostołowie łowią ryby. Nagle na brzegu zjawia się jakaś postać. Święty Jan poznał, że to Chrystus. Piotr nie czekając aż dopłyną do brzegu, wyskoczył z łodzi i pobiegł do Jezusa. To na pozór drobnostka, ale świadczy o wielkiej, szczerej miłości.

→ B) Piotr był nie tylko człowiekiem dobrej woli, gorliwym, idealistą i uczciwym, ale jak zwykle tego rodzaju ludzie, zanadto pewnym siebie; był zapalczywy i nierozważny, i to spowodowało jego upadek. Tego rodzaju idealistycznie nastrojone charaktery mało zważają na siebie. Wiedzą, że ich zamiary są uczciwe i to im wystarcza. Nie zastanawiają się nad swoją prędkością, często działają zbyt pochopnie i ufają sobie. Wszystkie te wady miał i święty Piotr.
Pan Jezus często zwracał mu na to uwagę, ale na próżno. Oto na przykład, w czasie ostatniej wieczerzy, Chrystus mówił do Piotra „Dokąd Ja idę, ty teraz za Mną pójść nie możesz, ale później pójdziesz.”(J.13,36). Światy Piotr nie daje za wygraną i prędko mówi „Panie, dlaczego teraz nie mogę pójść za Tobą? życie moje oddam za Ciebie. Odpowiedział Jezus: życie swoje oddasz za Mnie? Zaprawdę, zaprawdę, powiadam ci: Kogut nie zapieje, aż ty trzy razy się Mnie wyprzesz.” (J.13,37b-38). Pan Jezus go przestrzegał, ale Piotr ufał we własne siły i zlekceważył słowa napomnienia.
Po wieczerzy, zanim udał się Chrystus z apostołami na górę Oliwną, przepowiedział „Wówczas Jezus rzekł do nich: Wy wszyscy zwątpicie we Mnie tej nocy. Bo jest napisane: Uderzę pasterza, a rozproszą się owce stada. Lecz gdy powstanę, uprzedzę was do Galilei. Odpowiedział Mu Piotr: Choćby wszyscy zwątpili w Ciebie, ja nigdy nie zwątpię. Jezus mu rzekł: Zaprawdę, powiadam ci: Jeszcze tej nocy, zanim kogut zapieje, trzy razy się Mnie wyprzesz. Na to Piotr: Choćby mi przyszło umrzeć z Tobą, nie wyprę się Ciebie. Podobnie zapewniali wszyscy uczniowie.” (Mt.26,31-35).
„Choćby wszyscy zwątpili w Ciebie, ja nigdy nie zwątpię.” Piotrze, to zarozumiałość. Wiemy, że gorąca miłość przemawiała w tej chwili przez ciebie, ale i z miłości można, uczynić głupstwo.
Piotr mówił te słowa pod wpływem czystej, prawdziwej miłości, ale gdyby się trochę głębiej zastanowił nad sobą, spostrzegłby lęk na dnie swej duszy. Kiedy idąc po morzu, zaczął tonąć, prędko opuściła go odwaga. Gdyby się zastanowił nad swym tchórzostwem, nie zlekceważyłby przestrogi Pana Jezusa „Szymonie spisz?”, ale uważałby na siebie i ustrzegł się upadku. „Czuwajcie i módlcie się, abyście nie ulegli pokusie; duch wprawdzie ochoczy, ale ciało słabe.”(Mk.14,37,38). Boskie słowa! Często przekonujemy się o ich prawdziwości! Piotr je lekceważył i nie stosował się do nich w swoim życiu, dlatego upadł.


II. Upadek Piotra.

→ A) Jeśli znamy ujemne i dodatnie cechy charakteru Piotra, zrozumiemy jego upadek, wyparcie się Chrystusa, smutne słowa, które trzy razy powiedział na podwórzu arcykapłana „Nie znam tego człowieka.” (Mt.26,72).

a) O, Boże! Piotrze, co ty mówisz? Ale znasz Go? Przecież przed chwilą wieczerzaliście razem! Upłynęło zaledwie kilka godzin, jak stawałeś w Jego obronie! Człowiecze, opamiętaj się, przecież trzy lata żyłeś z Nim, słuchałeś Jego nauki! „Nie znam tego człowieka.”
Nie znasz Go? Przecież byłeś Jego najukochańszym uczniem! Byłeś z Nim na górze Tabor, w ogrodzie Oliwnym, widziałeś Go, jak się modlił, walczył z trudami życia, krwią się pocił – a teraz mówisz, że Go nie znasz? „Nie znam tego człowieka.”
Piotrze! Czy nie pamiętasz, że kiedy wszyscy chcieli Go opuścić, to powiedziałeś te wzniosłe słowa: „Panie, do kogóż pójdziemy? Ty masz słowa życia wiecznego. A myśmy uwierzyli i poznali, że Ty jesteś Świętym Boga.” (J.6,68b-69), a teraz mówisz, że Go nie znasz? „Nie znam tego człowieka.”
Piotrze! Kiedy On pytał apostołów, za kogo Go mają, ty w imieniu wszystkich odpowiedziałeś: „Ty jesteś Mesjasz, Syn Boga żywego.”(Mt.16,16) – a teraz Go nic poznajesz?
Piotrze, przed kilkoma godzinami, kiedy mówił, że wszyscy Go opuszczą, ty dumnie, pewny siebie, powiedziałeś: „Choćby wszyscy zwątpili w Ciebie, ja nigdy nie zwątpię.”(Mt.26,33) a teraz nie przyznajesz się do Niego?
Mimo woli budzi się w nas pytanie, zarzut – Piotrze, jak mogłeś być tak tchórzliwy? – ale natychmiast cichniemy, gdy zastanowimy się nad swoim życiem. Czy nigdy nie powiedzieliśmy o Chrystusie tych strasznych słów „Nie znam tego człowieka”? – Sami wobec siebie, gdy nas nikt nie widzi, może potrafimy być religijni i pewni swojej wiary, ale broń Boże, w towarzystwie, gdzie spotykamy inne od naszych przekonania, a tym bardziej, jeśli znajdziemy się wśród ludzi innych wyznań, tam zamiera głos na naszych ustach – jedyną odpowiedzią, którą dajemy w obronie Chrystusa, są słowa „Nie znam tego człowieka”!
Piotr wobec służby zaparł się Chrystusa. Dzisiejsi Piotrowie wypierają się Go dla głupiej mody, dla zachowania pozorów ludzi inteligentnych, rozumnych, przejętych duchem postępu, jednym słowem dla zachowania pozorów ludzi nowoczesnych. Dziś jest niemodnie przestrzegać postów, mieć więcej niż jedno dziecko, zawiesić w pokoju krzyż, zamiast rzekomo artystycznych, bezwstydnych aktów. Dziś niemodna jest spowiedź, uczestnictwo we Mszy świętej. Natomiast w jak najlepszym guście jest w towarzystwie obmowa kapłanów i kościoła – i to niejednokrotnie oszczerca, gdyż tematy są wyssane z palna. Czy to nie straszna i smutna rzeczywistość, powtarzać słowa: „Nie znam tego człowieka”!?
Moi drodzy! Zastanówmy się nad sobą, zbadajmy swe sumienie i zapytajmy – Czy nie jesteśmy tchórzliwi, kiedy trzeba śmiało bronić Boga i jego Kościoła? Czy nigdy, podobnie jak Piotr, nie wyparliśmy się Chrystusa?
Wypiera się Chrystusa, kto dla jakichkolwiek względów wyrzeka się zasad, czci, honoru i swoich przekonań.
Wypiera się Chrystusa, kto dla względów materialnych porzuca normy mo-ralne i zasady wiary.
Wypiera się Chrystusa, kto dla krajery politycznej, żeby się trochę – jak to mówią – „odkuć”, nie przyznaje się do wiary, gdyż boi się, by z tego powodu mógł stracić względów swoich przełożonych.
Wypiera się Chrystusa, kto dla ludzkiej słabości boi się wystąpić w razie potrzeby w obronie Wiary, Boga i Kościoła.
Wypiera, się Chrystusa, kto w towarzystwie raczej przyłącza się do banalnych żartów, dwuznacznych dowcipów, żeby tylko nie powiedziano o nim, że jest „świętoszkiem”, „bigotką”, „dzieckiem”, „dewociarzem”.
Wypiera się Chrystusa, kto lekkomyślnie popełnia grzech.

→ B) Moi drodzy! Uciekajmy przed rozpaczą grzechu? Nie chciejmy wyprzeć się Boga? Jeśli pragniemy zostać Mu wierni, to skorzystajmy ze smutnego upadku Piotra, przypatrzmy się, co spowodowało jego straszny grzech, żebyśmy go mogli uniknąć.

a) Czy święty Piotr nie kochał Boga? Kto się ośmieli coś podobnego twierdzić? Kochał Boga, ale też i ślepo wierzył w siebie! Miał naturę, popędliwą. charakter sangwiniczny i to spowodowało, że naraził się na pokusę, której usłuchał. Ślepa ufność we własne siły wzbiła go w dumę, skoro publicznie, z zapałem oświadczył „Choćby wszyscy zwątpili w Ciebie, ja nigdy nie zwątpię.” (Mt.26,33).
Ilu to ludzi zbytnia, ufność we własne siły przyprowadziła do zguby! „Ten, ów padnie, ale ja nigdy” – myśli niejeden z nas.
Młody człowiek nawiąże znajomość z młodą dziewczyną, czują dla siebie tylko szacunek, są dobrzy, moralni, religijni, często się spotykają, spowiednik przestrzega ich o ewentualnym niebezpieczeństwie, oni z oburzeniem protestują – „Proszę się o nas nie obawiać. Inni w podobnych okolicznościach mogą coś złego zrobić, ale my – nigdy! To wykluczone!”
Nie czytaj złej książki, nie chodź na niemoralne przedstawienia, nie przebywaj w złym towarzystwie! – Proszę się o mnie nie bać! Kto inny może zgrzeszyłby z tego powodu, ale ja nigdy! Przecież nie idę tam grzeszyć! – Wiem że nie idziesz w celu grzeszenia... Młynarz również nie idzie do młyna, by się ubielić mąką, a jednak ma zupełnie ubielone ubranie. Święty Piotr też nie po to szedł grzać się przy ogniu, żeby się wyprzeć Boga. Szedł dlatego, że było mu zimno i tak dostał się między ludzi o przeciwnych światopoglądach.
My również często spotykamy się z ludźmi nie mającymi nic wspólnego, albo bardzo mało z chrześcijaństwem. Okoliczności życiowe zmuszają nas obcować z ludźmi o obcych nam poglądach etycznych, religijnych i często musimy słuchać ich szyderczych drwin – „Czy panią tak zaślepiła wiara, że sobie nie chce pozwolić na mały flirt?” „O, jakiem ty jesteś dzieckiem jeśli się boisz takiej muzyki!” „Jesteś człowiekiem zacofanym, bigotem, świętoszkiem, jeśli nawet tego się boisz!”
Szczęśliwy, kto potrafi uniknąć tego rodzaju przyjaciół! Piotr również byłby nie upadł, gdyby się usunął w chwili, kiedy go zaczęli wypytywać – skąd...? jak...?
Co robić, jeśli nie można uniknąć złych ludzi? Co robić, jeśli warunki życiowe naraziły mnie na niebezpieczne towarzystwo? – Starać się wszelkimi siłami zostać wiernym Chrystusowi! Piotr mógł przypuszczać, że będzie nagabywany i powinien być przygotowanym do obrony. Tym bardziej, że dopiero przed chwilą upominał go Pan Jezus w ogrodzie Gethsemani „Czuwajcie i módlcie się, abyście nie ulegli pokusie; duch wprawdzie ochoczy, ale ciało słabe.”(Mt.26,41).

b) Ale Piotr, z powodu zbytniej ufności we własne siły, nie posłuchał słów Chrystusa, naraził się na pokusę i upadł. Grzech jego jest dla nas nauką, żebyśmy sobie nigdy zbytnio nie ufali i nie narażali się na pokusy. Nawet wtenczas, kiedy mamy za sobą kilkanaście lat wiernej służby Bogu. Dopóki człowiek żyje, dopóty narażony jest na niebezpieczeństwo grzechu. Człowiek z pewnością upadnie, jeśli zbytnio sobie ufa. Piotr wyparł się Boga dla względów ludzkich, z powodu swojej słabości. Nie jakaś wielka przeciwność go złamała, ale zdanie prostej służącej, żydówki. Faktycznie można powiedzieć, że głupstwo było powodem jego upadku!
Tajemniczą głębią jest serce człowieka! Głębią, na dnie której wyją z głodu dzikie bestie. Powinniśmy je krótko trzymać na wodzy, powinniśmy je skuć kajdanami pokory i nieustannego czuwania. Biada, jeśli wyrwą się z tych więzów! Na dnie Piętrowego serca kryło się tchórzostwo, przesadne liczenie się ze względami ludzkimi i ono zniszczyło miłość, gorliwość i wiarę. Bywają rozmaite ludzkie słabości – jedni ulegają zmysłowości, zazdrości, inni łakomstwu, chciwości... Moi drodzy, „Czuwajcie i módlcie się, abyście nie ulegli pokusie; duch wprawdzie ochoczy, ale ciało słabe.”

c) Upadek Piotra powinien nas skłonić, żebyśmy słuchali głosu sumienia! Wielką pomocą przeciw pokusie jest sumienie. Piotr upadł, bo nie zwracał uwagi na ostrzeżenie sumienia. Ile to razy sumienie uratowało nas od zguby! Nie wolno ci iść na ten film, do tego towarzystwa, na to przedstawienie, powinieneś zerwać z tym przyjacielem, ten interes jest niemoralny... Szczęśliwy człowiek, który panuje nad sobą i słucha swego sumienia! Tak, szczęśliwy człowiek, który słucha głosu sumienia. Upadek Piotra powinien nas nauczyć, żebyśmy sobie zbytnio nie ufali i nie lekceważyli napomnienia Chrystusowego „Czuwajcie i módlcie się, abyście nie ulegli pokusie; duch wprawdzie ochoczy, ale ciało słabe.”


III. Nawrócenie Piotra.


Upadek Piotra jest dla nas przestrogą, jego wzruszająca pokuta i nawrócenie jest naszym drogowskazem. Smutną właściwością człowieka jest upadać – ale dźwignąć się z grzechu, jest cnotą iście chrześcijańską.

→ A) „A Pan obrócił się i spojrzał na Piotra. Wspomniał Piotr na słowo Pana, jak mu powiedział: Dziś, zanim kogut zapieje, trzy razy się Mnie wyprzesz.”(Łk.22.61) – miało to miejsce zaraz po upadku Apostoła.

a) O, jak smutne było spojrzenie Chrystusa! Piotr widywał często Chrystusa zamyślonego, zadumanego, ale tak smutnego widział Go po raz pierwszy! Chrystus był smutny, kiedy przepowiedział zburzenie Jerozolimy, kiedy stał nad grobem Łazarza, tak niejednokrotnie ból ogarniał Jego Przenajświętsze Serce, ale pierwszy raz Piotr widział Go tak zatroskanego, zawiedzionego, z tak bolesnym wyrazem twarzy.
O jak wiele mówił Mu pełen wyrzutu wzrok Chrystusa – Piotrze! Naprawdę nie znasz Mnie? Ja jestem, który obrałem cię za Apostola „Gdy (Jezus) przechodził obok Jeziora Galilejskiego, ujrzał dwóch braci: Szymona, zwanego Piotrem, i brata jego, Andrzeja, jak zarzucali sieć w jezioro; byli bowiem rybakami. I rzekł do nich: Pójdźcie za Mną, a uczynię was rybakami ludzi. Oni natychmiast zostawili sieci i poszli za Nim. A gdy poszedł stamtąd dalej, ujrzał innych dwóch braci, Jakuba, syna Zebedeusza, i brata jego, Jana, jak z ojcem swym Zebedeuszem naprawiali w łodzi swe sieci. Ich też powołał. A oni natychmiast zostawili łódź i ojca i poszli za Nim.”(Mt.4,18-22). Ja jestem, do którego spieszyłeś po falach morskich, by jak najprędzej dojść do Mnie „Lecz o czwartej straży nocnej przyszedł do nich, krocząc po jeziorze. Uczniowie, zobaczywszy Go kroczącego po jeziorze, zlękli się myśląc, że to zjawa, i ze strachu krzyknęli. Jezus zaraz przemówił do nich: Odwagi! Ja jestem, nie bójcie się! Na to odezwał się Piotr: Panie, jeśli to Ty jesteś, każ mi przyjść do siebie po wodzie! A On rzekł: Przyjdź! Piotr wyszedł z łodzi, i krocząc po wodzie, przyszedł do Jezusa. Lecz na widok silnego wiatru uląkł się i gdy zaczął tonąć, krzyknął: Panie, ratuj mnie! Jezus natychmiast wyciągnął rękę i chwycił go, mówiąc: Czemu zwątpiłeś, małej wiary? Gdy wsiedli do łodzi, wiatr się uciszył. Ci zaś, którzy byli w łodzi, upadli przed Nim, mówiąc: Prawdziwie jesteś Synem Bożym.”(Mt.14,25-33). Nie poznajesz Mnie? Ja jestem, którego uznałeś za Syna Bożego „Odpowiedział Szymon Piotr: Ty jesteś Mesjasz, Syn Boga żywego.”(Mt.16,16). Ani teraz nie poznajesz Mnie? Piotrze! Ja jestem, który przed kilkoma godzinami klęczałem przed tobą i myłem twoje nogi! „ Podszedł więc do Szymona Piotra, a on rzekł do Niego: Panie, Ty chcesz mi umyć nogi? Jezus mu odpowiedział: Tego, co Ja czynię, ty teraz nie rozumiesz, ale później będziesz to wiedział. Rzekł do Niego Piotr: Nie, nigdy mi nie będziesz nóg umywał. Odpowiedział mu Jezus: Jeśli cię nie umyję, nie będziesz miał udziału ze Mną. Rzekł do Niego Szymon Piotr: Panie, nie tylko nogi moje, ale i ręce, i głowę.”(J.13,6-9). Ja jestem tym, przed którym zaklinałeś się, że raczej umrzesz, aniżeli byś miał się Mnie wyprzeć „Na to Piotr: Choćby mi przyszło umrzeć z Tobą, nie wyprę się Ciebie.”(Mt.26,35a). Piotrze, jeszcze Mnie nie poznajesz?

b) „A Pan obrócił się i spojrzał na Piotra. Wspomniał Piotr na słowo Pana, jak mu powiedział: Dziś, zanim kogut zapieje, trzy razy się Mnie wyprzesz.”(Łk.22,61). O, co to za spojrzenie!
Piotr cały zadrżał!
Co się dzieje ze mną?
Czy to o mnie mówił kiedyś Pan „Otóż i Ja tobie powiadam: Ty jesteś Piotr czyli Skała, i na tej Skale zbuduję Kościół mój, a bramy piekielne go nie przemogą.”? (Mt,16.18). Ja jestem skała, Opoka – czy aby nie chwiejna trzcina? Ja fundament Kościoła? Ja tchórz, który się, wyparł Bugu?
Czyż do mnie mówił Pan: „Szymonie, Szymonie, oto szatan domagał się, żeby was przesiać jak pszenicę, ale Ja prosiłem za tobą, żeby nie ustała twoja wiara. Ty ze swej strony utwierdzaj twoich braci.”? (Łk.22.31-32). Jezu modliłeś się, żeby nie ustała wiara moja? O Boże, dlaczego nie pilnowałem siebie, dlaczego się nie modliłem, dlaczego zanadto sobie ufałem?
Obyśmy i my, kiedy wabi nas grzech, ujrzeli miłosierne oblicze Chrystusa! Żebyśmy wśród niebezpieczeństw zawsze mieli przed oczyma smutne, pełne wyrzutu i żalu oblicze Chrystusa Pana naszego!

→ B) „ A Pan obrócił się i spojrzał na Piotra. Wspomniał Piotr na słowo Pana, jak mu powiedział: Dziś, zanim kogut zapieje, trzy razy się Mnie wyprzesz. Wyszedł na zewnątrz i gorzko zapłakał.”(Łk.22,61-62).
Piotr byłby niechybnie zgubiony, gdyby w smutnym spojrzeniu Chrystusa, nie dostrzegł miłosiernego odpuszczenia grzechów. Spojrzenie Chrystusa było bolesne, pełne żalu i smutku człowieka zawiedzionego, ale jednocześnie pełne miłosierdzia, łaskawości i dobroci, co spostrzegł Piotr, i to go uratowało!
Wyobraźmy sobie taką scenę – Zrozpaczony Judasz z powrozem w ręku biegnie szukając stosownego drzewa, gdzieś poza miastem, żeby skończyć ze swoim nędznym życiem, po drodze spotyka gorzko płaczącego mężczyznę, którym był Piotr!
Roztargniony Judasz w pośpiechu odzywa wie do płaczącego.
- Piotrze, rozpacz mnie ogarnęła, wyparłem się Mistrza, idę się powiesić!
A Piotr odpowiada.
- Mój drogi, ile razy się Go wyparłeś?
- Ile razy? – pyta przerażony Judasz. – Czy nie wystarczy wyprzeć się Go raz, żeby z rozpaczy skończyć życie?!
Piotr, szarpany bólem, chwyta Judasza za rękę.
- Mój drogi, ty raz się Go wyparłeś i rozpaczasz? A ja.... tej nocy... po trzykroć... raz za razem... przysięgałem... zaklinałem się, że Go nie znam! Mój drogi, czy nie pamiętasz, co nam mówił, kiedy Go zapytałem, ile razy mamy odpuszczać bliźniemu przewinienia – może siedem razy – a On odpowiedział „Nie mówię ci, że aż siedem razy, lecz aż siedemdziesiąt siedem razy.”(Mt.18,22). O mój drogi, jeszcze z nami nie jest tak źle, chodź ze mną, upadnijmy w pokorze i prośmy Go o przebaczenie...
Gdyby Judasz pokornie ukląkł i pokutował z Piotrem, z nadzieją w miłosierdzie Boże, zapewne zająłby poczesne miejsce z innymi Apostołami na naszych ołtarzach, a tak stał się symbolem najwstrętniejszej zdrady. Jest to dla nas wielka nauka i wzruszające napomnienie, żebyśmy zawsze ufali w mi-łosierdzie Boże!

→ C) Z historii Piotra płynie jeszcze inna nauka. W dwu ostatnich naszych rozważaniach byliśmy świadkami smutnych wypadków – widzieliśmy zawalenie się dwu filarów Kościoła.
Załamał się Judasz i upadł Piotr! Zgrzeszyli, bo pomimo boskiego powołania i zaszczytnej godności, którą piastowali, byli ludźmi. Powinniśmy pamiętać, że Kościół jest instytucją boską, ale sprawowaną za pośrednictwem ułomnych ludzi. Naszym obowiązkiem jest iść z pomocą naszym kapłanom, żeby dzieło Boże na ziemi umacniało się coraz bardziej.
Od czasu grzechu pierwszych apostołów, w historii Kościoła często zdarzały się podobne smutne wypadki. Waliły się, filary, upadały osoby wybrane, natchnione Duchem Świętym, papieże i inni dostojnicy Kościoła – nie gorszmy się z tego powodu, nie krytykujmy i nie potępiajmy ich, ale módlmy się za nich! Moi drodzy! Czy modlicie się za kapłanów? Bo oni w każdej Mszy świętej modlą się za was! Módlcie się za dobrych kapłanów, aby byli godni swego boskiego Mistrza Jezusa Chrystusa, ale nie zapominajcie i o nieszczęśliwych, złamanych, zdruzgotanych filarach Kościoła – nie bierzcie ich złośliwie na języki, nie grzebcie się w brudach, w które popadli, nie gorszcie się nimi, ale módlcie się za nich! Módlcie się za upadłych kapłanów, żeby się opamiętali w nieszczęściu i za przykładem Piotra szczerze żałowali za swoje winy.

* * *

Moi drodzy! Często słyszymy, jak nasi grzeszni bliźni bronią się ten sposób: „Dziwicie się, żeśmy upadli, przecież Piotr był najbliższym Chrystusa, a też upadł” – Tak, ale nie zapominajcie, że Piotr całe życie za to pokutował.
Judasz upadł, ale pozostał w grzechu. Piotr również upadł, ale ratował się miłosierdziem Bożym i powstał z grzechu. Ludzką rzeczą jest upadać, ale trwać w grzechu, to rzecz szatańska!
Zgodnie z legendą, święty Piotr od czasu, gdy zdradził Chrystusa, ile razy zapiał kogut, rzewnie płakał.
Tak. to tylko piękna legenda, ale fakt że Piotr resztę swojego życia niepodzielnie poświęcił Bogu i był Mu wiernie oddany. Miał na myśli swój upadek, kiedy pisał do wiernych słowa napomnienia „Bądźcie trzeźwi! Czuwajcie! Przeciwnik wasz, diabeł, jak lew ryczący krąży szukając kogo pożreć. Mocni w wierze przeciwstawcie się jemu! Wiecie, że te same cierpienia ponoszą wasi bracia na świecie.” (1.P.5,8-9).
Czy Piotr na, każde pianie koguta płakał, nie wiemy, ale jedno wiemy na pewno. Wiemy, że 29-go czerwca 870 roku od założenia Miasta Rzymu, na jednym z siedmiu wzgórz Rzymu na prawym brzegu Tybru – zwanym wzgórzem watykańskim stał krzyż, a na nim głową w dół wisiał ukrzyżowany Piotr. Ten sam Piotr, który w chwili słabości wyparł się Chrystusa, ale męczeńską śmiercią, odpokutował swój grzech...
O, Chryste Ukrzyżowany, daj abyśmy się mogli nawrócić i naprawić nasze grzeszne życie, żebyśmy spokojnie i radośnie mogli stanąć przed Tobą w ojczyźnie chwaty i szczęścia wiecznego.

Amen.




Autor: ksiądz Antoni Wac
str 131-138 , publikacja na DDN dn. 09-03-2015

_________________
+ Z Bogiem i Maryją.


Góra   
  Zobacz profil Wyślij e-mail      
 
Admin_DDN
 Tytuł: Re: + CHRYSTUS W CIERPIENIU I W CHWALE. Rozważania rekolekcyjne +
PostNapisane: 9 mar 2015, o 18:39 
Offline
1000p
1000p
Postów: 6537
Skąd: Polska
Seria – B – Co cierpiał Chrystus?
Konferencja XXIII/VI


Piłat.



Moi drodzy!

Cała podłość, złość i nikczemność, niewierność i niewdzięczność serca ludzkiego ujawniła się w czasie cierpień Pana Jezusa. Widzimy tam straszny grzech Judasza, smutny upadek Piotra, ale także przypatrzmy się słabemu charakterowi Piłata. Obowiązkiem Piłata było bronić sprawiedliwego i niewinnego Chrystusa przed krwawą zemstą zachłannych Żydów, tym bardziej, że przekonał się o niewinności Chrystusa – pomimo to jednak potwierdził wyrok skazujący Go na śmierć. Czyn ten świadczył o słabej, niezdecydowanej woli, o decyzji człowieka ociągającego się przed poniesieniem jakiejkolwiek ofiary na rzecz sprawiedliwości.
W dzisiejszym rozważaniu przedstawię
I) Piłata, żebyśmy mogli zrozumieć
II) jego decyzję w sprawie Chrystusa i
III) jego tragedię.


I. Piłat.

W czasach Chrystusowych cały Izrael był prowincją, rzymską. Przedstawicielem władzy cesarskiej w tej prowincji od 779 do 789 r. od założenia miasta Rzymu był Piłat. (Rzym założono w 753 r. p.n.e)

→ A) Wiemy, że Piłat nie reprezentował rzymian o „stalowych charakterach”. Kraina żydowska była mało znaczącą prowincją w potężnym imperium rzymskim, więc cezar z pewnością nie posłałby tu najlepszego męża stanu. Zaufani cezara nie bardzo kwapili się o stanowisko rządcy Palestyny. Kraj ten nie dawał ani dochodów, ani zadowolenia jak inne prowincje, a ciągłe bunty Żydów narażały na rozmaite nieprzyjemności.
Piłat starał się jak najwygodniej urządzić sobie życie, żeby mieć jak najmniej nieprzyjemności ze strony niesfornego żydostwa, żyć dostatnio i nie denerwować się, było hasłem Piłata.
Piłat mógł się urządzić wygodnie pod tym względem, niczego mu nie brakowało, ale o spokoju trudno było marzyć.
Był to człowiek żonatym, więc tym bardziej mógł się obawiać rozmaitych zatargów z Żydami, bo z pewnością żona jego dużo słyszała o Chrystusie, który był głośny w całej ziemi żydowskiej, jako nowy prorok, czyniący niezwykłe cuda, o którym lud wyrażał się z zachwytem.
Wieści te mogły zaniepokoić Piłata. Wyczuwał, że sprawa tego proroka, dostanie się do Najwyższej Rady Żydowskiej i znajdzie się przed jego trybunałem, często bowiem słyszał, że kapłani niechętnym okiem patrzą na sprawy nowego proroka. Piłat, człowiek z natury szukający wygód, nie chciał się mieszać w tę sprawę.

→ B) To, czego się obawiał, nastąpiło wcześniej, niż przypuszczał.
Zwykle na święta Paschy Żydzi tłumnie zjeżdżali do Jerozolimy, tak samo było i w roku 786 od założenia miasta Rzymu. W tym okresie, żeby zapobiec ewentualnym rozruchom, Piłat obecny był w mieście. Tegoroczna Pascha zapowiadała się nadzwyczajnie, bo z pewnością przybędzie na święta do Jerozolimy i nowy prorok, o którym krążyły wprost nieprawdopodobne wieści, że wskrzesza umarłych, że lud jest nim zachwycony do tego stopnia, iż chce go okrzyknąć królem.
Ten ostatni powód przeraził Piłata. Gdyby to była jakaś kwestia filozoficzna, albo religijna, nie troszczyłby się o to, ale była to kwestia polityczna. Okrzyknąć kogoś królem, znaczyło to podnieść bunt przeciwko państwu rzymskiemu, przeciwko samemu Cezarowi. On, Piłat, jako przedstawiciel cezara, jako noszący tytuł „amicus Caesaris”czyli „przyjaciel Cesarza”, nie może na coś podobnego pozwolić!
Rzecz zrozumiała, że Piłat, myśląc w ten sposób, ucieszył się na wieść, że Chrystusa pojmano. Chwała bogom – będę miał spokój – pomyślał. Żydzi sami sobie dadzą radę z prorokiem, buntownikiem! Mniejsza o to, czy ma rację, czy nie, niech tylko uspokoją się umysły i niech mi nie zawracają głowy…
Ale radość Piłata nie trwała długo. Żydzi zasadzili na śmierć proroka, Chrystusa, dlatego Jego sprawa oparła się o trybunał namiestnika, bo Żydzi nie mogli, bez potwierdzenia władzy cywilnej – byli bez wiedzy Rzymu, wykonywać wyroków śmierci. Kiedy Najwyższa Rada skazała Chrystusa, na śmierć, cały tłum, wrzeszcząc i hałasując, udał się ze Skazańcem do Piłata, żeby potwierdził wyrok Sanhedrynu.
Jezus zatem musiał stanąć przed Piłatem.



II. Chrystus przed Piłatem.

Chrystus przed Piłatem! Wspaniały obraz Munkáesy’ego daje nam doskonałe pojęcie o doniosłości tego faktu, ale daleki jest od nastroju, jaki wtenczas panował!
Po jednej stronie widzimy siedzącego na podwyższeniu Piłata, człowieka bez charakteru, używającego świata, sceptyka, mającego za sobą olbrzymią, nie znającą żadnego oporu potęgę Imperium Rzymskiego – po drugiej stoi opuszczony, wymęczony, skrępowany powrozem Prorok – a za Nim tłum wrogimi okrzykami żądający Jego śmierci.
Nastąpiła chwila, której Piłat rad by uniknąć. Chwila, kiedy miał zadecydować o swoim stanowisku, stanąć po stronie prawdy i w obronie Proroka, czy stanąć po stronie kłamstwa i fałszu wraz z Jego oskarżycieli?

→ A) Z początku zdawało się, że stanie po stronie Chrystusa, że przemówi jego ustami poczucie prawa Rzymskiego i sprawiedliwość prawdziwego rzymianina! Tłum wrzeszczał, domagał się śmierci Chrystusa, ale Piłat chciał najpierw poznać przyczynę, dla której osądzili Go na śmierć. Zapytał więc „Jaką skargę wnosicie przeciwko temu człowiekowi?”(J.18,29).
Ale tłum jeszcze głośniej domagał się potwierdzenia wyroku.
Na to Piłat zasłonił się powagą swego stanowiska i zadecydował szczegółowo rozpatrzyć sprawę Chrystusa. Zapewne pomyślał – zobaczę, co to za człowiek, ten Prorok. Czy naprawdę podburza naród, zakazuje płacić podatek dla cezara, mniema się być królem (por. Łk. rozdz. 23). Jeśli to wszystko prawda, biada Mu!...
Chrystus spotkał się z Piłatem po raz pierwszy, możemy więc sobie wyobrazić, jak wyniośle zachowywał się Piłat, potężny namiestnik Imperium Rzymskiego, wobec skromnego, złamanego bólem, łagodnego Chrystusa!
To ma być ten buntujący Prorok? Ten, który chce być królem? Inaczej sobie wyobrażałem postacie królewskie! Prawdziwą monarszą postacią jest na przykład mój cezar, przed którym drży cały cywilizowany świat! Postawa moja jest również reprezentacyjna ... ale Ten niepozorny Chrystus, bezbronny, skrępowany, złamany bólem ma być kandydatem na króla?!...
Z lekceważeniem pyta więc Chrystusa „Czy Ty jesteś Królem żydowskim?”(J.18,33). Z tonu można było poznać, że taki król z pewnością nie zaszkodzi cesarstwu rzymskiemu!

→ B) Chrystus odpowiada spokojnie, łagodnie, a słowa Jego zapadają głęboko w serce Piłata „Odpowiedział Jezus: Królestwo moje nie jest z tego świata. Gdyby królestwo moje było z tego świata, słudzy moi biliby się, abym nie został wydany Żydom. Teraz zaś królestwo moje nie jest stąd. Piłat zatem powiedział do Niego: A więc jesteś królem? (Odpowiedział Jezus:) Tak, jestem królem. Ja się na to narodziłem i na to przyszedłem na świat, aby dać świadectwo prawdzie. Każdy, kto jest z prawdy, słucha mojego głosu.”(J.18,36-37). Łagodne słowa Chrystusa zrobiły wrażenie na Piłacie!
Przeszyły całą jego postać. Może przypomniał sobie swoją młodość, kiedy jeszcze przyświecała mu idea prawdy, kiedy uznawał różnicę miedzy dobrem a złem, między cnotą a występkiem, między szlachetnością a podłością, kiedy prawda była ideałem jego życia, ale została pogrzebana w gruzach życia! Napotkał ludzi łaknących sławy, powodzenia, bogactwa, wygód, gardzących cnotą, uczciwością, szacunkiem, prawem i sprawiedliwością... Później oswoił się z tym i sam się do nich przyłączył... Karmił się ich filozofią i przesiąkł ich haniebnymi, podłymi zasadami... ale dobrze mu z tym było... Kiedy przypomniał sobie to wszystko, zapytał z cynizmem „Cóż to jest prawda?”(J.18,38).
„Cóż to jest prawda?” Prawdą jest siła legionów rzymskich! Prawdą jest bogactwo Rzymu! Prawdą są rzeczy podpadające pod zmysły, które można zmierzyć i zważyć! Prawdą jest powodzenie, przepych, bogactwo, dobrobyt, życie beztroskie! Czym że jest wobec tego dusza, cnota, prawda w takim znaczeniu, jak ty rozumiesz?...
Tak mówił i tak myślał Piłat. Tak mówią pokrewni mu duchem dzisiejsi sceptycy i niedowiarkowie, którzy z szyderczym uśmiechem współczują i ubolewają na widok prawdziwej prawdy, cnoty i wiary. Tak mówią wreszcie i ci, którzy za wszelka cenę pragną i dziś zniszczyć i zniewolić Kościół Boży wysuwając różnorakie oskarżenia przeciwko jego sługom – nie bacząc na to ile w tych oskarżeniach jest prawdy, albowiem dla potrzeb dzisiejszego świata „Cóż to jest prawda?”

→ C) Dla Piłata prawdą były tylko dobra materialne. Obcą była mu prawda ducha i wiary. Uznał Chrystusa za niewinnego, ale kazał Go ubiczować!
„Przywiedliście mi tego człowieka pod zarzutem, że podburza lud. Otóż ja przesłuchałem Go wobec was i nie znalazłem w Nim żadnej winy w sprawach, o które Go oskarżacie. Ani też Herod - bo odesłał Go do nas; a oto nie popełnił On nic godnego śmierci. Każę Go więc wychłostać i uwolnię.”(Łk.23,14-16).
Dziwne rozumowanie, co za logika? Nie znalazłem w Nim winy, wiec... Go ukarzę! Rozumny człowiek zakończyłby wniosek. Jeżeli ktoś jest niewinnie posadzony, a zbadałem sprawę, więc puszczam na wolność oskarżonego! To jest postępowanie logiczne, sprawiedliwe, decyzja człowieka z charakterem!
Piłat był jednak nędzną kreaturą moralną! Chciał dogodzić i sprawiedliwości i Żydom, którzy na podstawie fałszywych dowodów oskarżyli Chrystusa. Stąd wypaczone rozumowanie – Chrystusa uważam za niewinnego, więc każę Go ubiczować.
Rozumowanie niedorzeczne – a jednak wielu, ludzi podobnie czyni. Wiem i czuję, że Chrystus ma rację, piękna jest Jego wiara, wzniosła Jego nauka, Jego prawa są słuszne i rozumne... ale nie poddam się im, bo wymagają ode mnie dużo ofiar, poświęcenia, a świat by to wyśmiał! Podobnie, jak Piłat, myśli „DZIECKO CHRYSTUSOWE”, „CHRZEŚCIJANIN” tylko z metryki, który całym życiem, moralnością przeczy zasadom Chrystusowym.
„Nigdy nie sprzeciwiłem się światłu” – powiedział o sobie wielki konwertyta angielski, kardynał Newman. Jakże radować się musi serce człowieka, który może o sobie powiedzieć – zawsze postępowałem zgodnie ze swoim sumieniem i z poczuciem moralności!

→ D) Piłat nie mógł tego o sobie powiedzieć, to też z ubolewaniem myślimy, co się działo w jego niezdecydowanym sercu, jaki ból i niepewność w nim nurtowały. Piłat pomimo swojej godności, jako przedstawiciel cezara i potęgi zbrojnej mocy, był jak słaba trzcina, zdana na podmuch wichru. Był tchórzom, człowiekiem nie mającym własnego zdania, czego Żydzi nie omieszkali wykorzystać.
Piłat używa rozmaitych wykrętów, żeby tylko nie wypowiedzieć swego zdania!
Posyła Chrystusa do Heroda, żeby Go ten sądził, ale Herod odsyła Chrystusa z powrotem.
Wtenczas Piłat podaje wniosek uwolnienia Chrystusa, gdyż był zwyczaj, że z racji święta Paschy wypuszczano na wolność jednego ze skazańców – ale się przeliczył. Lud domagał się, by uwolniono Barabasza – zbrodniarza i mordercę, a Chrystusa skazano na śmierć.
Wtedy Piłat każe Chrystusa ubiczować, myśląc, że tym zadowoli się lud, ale rozjuszone pospólstwo na widok krwi jeszcze natarczywiej domagało się śmierci Chrystusa. Wrogowie Jezusa, skoro poznali, że można się targować z Piłatem, uderzyli w najsłabszą stronę jego charakteru.
„Jeżeli Go uwolnisz, nie jesteś przyjacielem Cezara. Każdy, kto się czyni królem, sprzeciwia się Cezarowi.”(J.19,12).
Poznali Piłata!
„…nie jesteś przyjacielem Cezara…” Aha, więc oni chcą mnie oskarżyć przed cezarem! Co on na to powie? Czy nie stracę jego łaski? Chciałbym uwolnić tę nieszczęśliwą ofiarę kłamstwa, ale jaka czeka mnie opinia u cezara, jeśli oni mnie oskarżą? Jaka, będzie moja przyszłość, mój awans?... Ostatecznie, czy ten jeden człowiek cierpi niesprawiedliwie?... I tak raz musi umrzeć! Głupstwo... nie trzeba się tym tak bardzo przejmować! „Ibis ad crucem” czyli „pójdziesz na krzyż” – powiedział Piłat „Wtedy więc wydał Go im, aby Go ukrzyżowano.” (J.19,16a).



III. Tragedia Piłata.

→ A) Tragedia Piłata mieści dla nas poważne napomnienie. Piłat mógł uwolnić Chrystusa, gdyby był człowiekiem z charakterem! Gdyby się nie targował z Żydami o los Jezusa, ale stanowczo zadecydował „Ten człowiek jest niewinny, puszczam Go na wolność i basta!”
Ale Piłat był są slaby, żeby tak postąpić! Nie miał odwagi, by konsekwentnie działać. Był tchórzem, człowiekiem bez zasad, chwiejnym, szedł za zdaniem większości, gotów na wszystko – z wyjątkiem obrony prawdy!
Dziś na każdym kroku widzimy ofiary opinii publicznej, które nie mają własnego wyrobionego zdania, ale zmieniają swoje przekonania zależnie od opinii ogółu, lub większej garstki, zwolenników!
„Nie zrobiłbym tego sam, na własną rękę” – słychać często usprawiedliwianie się. Nie poszłabym tam…, nie robiłabym tego…, nie powtarzałbym tych opinii…, ale inni by mnie wyśmiali, że jestem dziwaczka, bigotem, zgodziłabym się stanąć w obronie tego, czy tamtego człowieka, bo jestem przekonany o jego niewinności, nie prenumerowałabym pisma o którym pan mówi, że jest niemoralne, ale na ogół uchodzi za odpowiednie dla nowoczesnej kobiety... Prawda, Piłat również nie skazałby na śmierć Chrystusa, gdyby się nie kierował zdaniem ogółu pospólstwa!
W gazetach często spotykamy ogłoszenie: „Samodzielny pan poszukuje mieszkania”, ale rzadko spotkać samodzielnego, stanowczego człowieka z charakterem, któryby śmiało bronił prawdy i wypowiedział swoje przekonania religijne i moralne. Prawda nigdy nie będzie miała ogólnego popytu. Prawda często jest zapomniana i wzgardzona. Bo „Cóż to jest prawda?”
A bez prawdy ludzkość zginie! Ludzkość zginie, jeżeli nie będzie miała jednostek o silnych charakterach, o które rozbijałyby się fałszywe zdania ogółu, które by śmiało, nawet kosztem własnego życia stawały w obronie prawdy wobec napaści zepsutej opinii społecznej napędzanej przez masmedia w zależności od tematu, który jest dziś popularny i wygodny.
Kompasy licznych okrętów zaopatrzone są w tzw. pole neutralne, żeby nie ulegały wpływom innych pól magnetycznych, żeby dokładnie mogły wskazywać kierunek. Tylko jednostki o silnych charakterach, niezależnych od utartej opinii ogółu, mogą prowadzić ludzkość na wyżyny prawdziwego postępu!

B) W tragedii Piłata tkwi ważne upomnienie – Gdyby Piłat wiedział, że osoba Chrystusa będzie stanowiła początek nowej ery ludzkości, że narodzenie Chrystusa zacznie i zmieni kalendarz „ab urbe condita”, że odtąd, od narodzenia tej słabej, złamanej bólem postaci, która stanęła przed nim, a nie od czasów Romulusa i Remusa – założycieli Rzymu, będą liczyć lata, z pewnością nie wydałby tak podłogo i haniebnego wyroku. Piłat o tym wszystkim, co dla nas jest jasne, nie wiedział zupełnie nic.
A nowocześni Piłaci wiedzą kim był Chrystus!
Czy dziś żyją ludzie podobni do Piłata?
Tak. Są to ci, którzy trzymają się zasady, że lepiej jest byś w życiu względnym, niż otwarcie bronić zasad moralności. Są to ci, którzy głupcem zwą tego, kto nie korzysta ze sposobności robienia dobrych interesów ze względu na przekonania religijne i moralne. Serce podobne do Piłatowego mają ci, którzy dla pieniędzy, dla kariery, dla stosownej gotówki żenią się i wychodzą za mąż. Serce podobne do Piłatowego mają ci, dla których hasłem jest „używajmy świata, póki służą lata” Jedzmy, pijmy, bawmy się, róbmy interesy! Prawda? Cnota? – cóż to takiego, to nic nie znaczy. Serce podobne do Piłatowego mają ci, którzy płyną z prądem neopoganizmu i wypowiadają się po stronie wolnej miłości i rozerwalności małżeństwa.

→ C) Piłat umył sobie ręce na znak, że nie jest winien w sprawie Chrystusa. Nie kubeł wody, ale nawet cały Jordan nic mu nie pomoże – bo wody całego świata nie zmazą jego grzechu!... Czy woda całego świata mogłaby zmyć grzech jego tchórzostwa? Jak to? Tak, to że postąpił wbrew własnemu sumieniu!
Moi drodzy! Czy zaważę idziemy za głosem naszego sumienia? Czy często nie kierujemy się w życiu, w zasadniczych kwestiach wary i moralności, względami ludzkimi? Co powie ten, lub tamtym, czy nie wyśmieją mnie sąsiedzi, że jestem pod „pantoflem”, że bez wiedzy męża nie pójdę ta,… nie zrobię tego.., że jestem przecież dorosły, a postępuję ściśle według rad rodziców... że dla awansu nie ustąpię z zasad moralności..., że dla prawdy stanę w obronie szykanowanych i pogardzanych. Zbadajmy, co mówi nasze sumienie – czy nie postępujemy wbrew jego ostrzeżeniom?
„Proszę mi nie zawracać głowy jakimś tam sumieniem!” – słyszę często tego rodzaju lekkomyślne słowa. Właśnie to jest największe zło dzisiejszego świata, że mało, albo zupełnie nie liczymy się z głosem sumienia. Sumienność, obowiązkowość, uczciwość – to są rzeczy zapomniane, stare, niemodne! Wierność w małżeństwie – to dziś głupie gadanie!

→ D) Wprawdzie sumienie można na pewien czas uciszyć, ale jeśli obudzi się – to, przemówi strasznym głosem! Smutny przykład Piłata uczy nas, że lepiej jest kosztem trudów i ofiar iść ciężką drogą obowiązków i cnoty, bo to podnosi nas na duchu, gdy tymczasem wygodne życie bez zasad jest krótkotrwałe, i strasznie się mści już na tym świecie.
Jak postępowała dalsza kariera Piłata, nie wiemy szczegółowo – jedno wiemy na pewno, że śmierć Chrystusa nie przyczyniła się do upragnionych awansów.
„…Jeżeli Go uwolnisz, nie jesteś przyjacielem Cezara. Każdy, kto się czyni królem, sprzeciwia się Cezarowi.”(J.19,12b) – wygrażał się tłum, Piłat uległ namowom i wydał Chrystusa na śmierć! Czy został przyjacielem cezara? Nie! Historyk Józef Flawiusz zaznacza (Antiq.18,3,1;4,2), że w 789 roku od założenia miasta Rzymu Piłat został wezwany do Rzymu, żeby zdać swój urząd. Zanim przyjechał do Rzymu, cezar Tyberiusz umarł. U Euzebiusza (Hist.eccl.2,7) z kolei czytamy, że za panowania Kaliguli Piłat odebrał sobie życie.

* * *

Historia mówi mało o losach Piłata, natomiast legenda, daje nam wzruszającą naukę, godną ze wszech miar na uwagę! Płynąc łódką przez jezioro Vierwaldstädt, przykuwa nasz wzrok góra dziwnego kształtu, zwana Piłat. Piłat? Skąd ta dziwna nazwa? Mówią, że po śmierci Chrystusa prześladowały Piłata straszne wizje. Na próżno uciekał do swoich marmurowych komnat i głowę chował w dłonie. Zawsze stała przed nim krwawa postać i pytała „dlaczego skazałeś Mnie, niewinnego na śmierć?”
Piłat, nie mógł długu togo wytrzymać, wyjechał w obce kraje, ale krwawa postać Chrystusa wszędzie szła za nim. Zrozpaczony błąkał się bez celu po świecie, aż przyszedł nad jezioru Vierwaldstädt, z rozpaczy rzucił się do wody i utonął, ale woda wyrzuciła go na brzeg i jakieś nieznane duchy zwaliły na jego ciało olbrzymią górę na wieczną czasów pamiątkę i góra ta zowie się Piłat.
To tylko legenda.
Ale fakt, że Piłat był człowiekiem bez charakteru i jego smutne wspomnienie pozostało w chrześcijańskim wyznaniu wiary daleko wyraźniejsze, niż w legendzie. Co dzień w naszych modlitwach przypominamy sobie imię Piłata, człowieka bez zasad i woli, który zgodził się na największe morderstwo, jakie znamy w historii świata.
Moi drodzy, po tym naszym rozważaniu, wróciwszy do domu, zastanówmy się na chwilkę nad słowami, które wypowiedział Chrystus, skazany na śmierć przez Piłata „Do każdego więc, który się przyzna do Mnie przed ludźmi, przyznam się i Ja przed moim Ojcem, który jest w niebie. Lecz kto się Mnie zaprze przed ludźmi, tego zaprę się i Ja przed moim Ojcem, który jest w niebie.”(Mt.10,32-33).

Amen.



Autor: ksiądz Antoni Wac
str 139-145 , publikacja na DDN dn. 09-03-2015

_________________
+ Z Bogiem i Maryją.


Góra   
  Zobacz profil Wyślij e-mail      
 
Wyświetl posty nie starsze niż:  Sortuj wg  
Utwórz nowy wątek Odpowiedz w temacie           [ Posty: 40 ]  Idź do strony nr...        1, 2, 3  

Strefa czasowa: UTC + 1 [ DST ]


    |    Kto przegląda ten dział ?

Użytkownicy przeglądający ten dział: Brak zidentyfikowanych użytkowników i 7 gości


Nie możesz rozpoczynać nowych wątków
Nie możesz odpowiadać w wątkach
Nie możesz edytować swoich postów
Nie możesz usuwać swoich postów

..
Skocz do:  


Chwała Ojcu i Synowi, i Duchowi Świętemu, jak była na początku, teraz i zawsze i na wieki wieków. Amen.
Czytając to Forum DDN, wyrażam swoją Miłość do Maryi i Jezusa Chrystusa, wierząc w Jego Wszechmoc i Miłosierdzie.

"Od Prawdy zależy przyszłość naszej Ojczyzny" - święty Jan Paweł II


Sanktuarium Matki Bożej Kębelskiej w Wąwolnicy Jezu Ufam Tobie!

+ Ewangelia na każdy dzień     + Pismo Święte     + Katechizm Kościoła Katolickiego     + Portal Radio Maryja     + Słuchaj Radia Maryja, przez internet   
Użytkowanie witryny oznacza zgodę na wykorzystywanie plików cookies. Polityka cookies. ;   Polityka prywatności.