Forum DDN - Drogowskazy do Nieba.
  

Strefa czasowa: UTC + 1 [ DST ]



Utwórz nowy wątek Odpowiedz w temacie  [ Posty: 40 ] 
Przeszukiwarka poniższego WĄTKU:
Idź do strony nr...        1, 2, 3
Autor Wiadomość
Admin_DDN
 Tytuł: Re: + CHRYSTUS W CIERPIENIU I W CHWALE. Rozważania rekolekcyjne +
PostNapisane: 9 mar 2015, o 18:42 
Offline
1000p
1000p
Postów: 6537
Skąd: Polska
Seria – B – Co cierpiał Chrystus?
Konferencja XVIV/VII


Herod.



Moi drodzy!

W dziejach Jezusowego cierpienia spotykamy straszne fakty. Niektóre pobudzają nas do łez, szczerego współczucia, inne oburzają nas na widok strasznej zbrodni ludzkiej. Są też rzeczy, które napełniają niemym przerażeniem, i o nich właśnie będę mówił w dzisiejszym naszym rozważaniu.
Bolesny jest widok, gdy włóczą Chrystusa po różnych urzędach śledczych! Trudno sobie wyobrazić, ile przeżył On upokorzeń, zanim został skazany na śmierć. Po pojmaniu w ogrodzie Gethsemani, zaprowadzono Go do Annasza, stamtąd do Kajfasza. Kajfasz skazał Go na śmierć, i posłał w celu potwierdzenia wyroku do Piłata. Piłat nie znalazł winy, ale z powodu gróźb Żydów, bał się wypuścić Chrystusa na wolność. Kiedy się dowiedział, że Jezus jest z Galilei, gdzie Herod, który był w tym czasie w Jerozolimie, sprawował rządy, wysłał do niego Chrystusa. Myślał, że w ten sposób uwolni się od całej sprawy. Niech sobie Herod sądzi swojego obywatela.
Człowiek nie chce wierzyć oczom, kiedy czyta w Ewangelii, że Herod miał decydować w sprawie Chrystusa.
Herod! Ten kacyk, faworyt cezara rzymskiego, który nad brzegiem jeziora Genezaret w Tiberias wybudował sobie wspaniałe pałace, gdzie w otoczeniu swoich wielbicieli, z żoną swego brata, Herodiadą, prowadził życie rozpustne! Trudno sobie wyobrazić rozpustę, jaka była na dworze Heroda, który dla kaprysu swojej kochanki kazał ściąć głowę wielkiego ascety i proroka, św. Jana Chrzciciela. Chrystusa przywleczono do Heroda i ten rozpustnik miał decydować o Jego losach! O gorzka ironio ludzkiej sprawiedliwości!
Moi drodzy! Towarzyszmy Chrystusowi i na tej drodze upokorzeń. Stańmy w czasie upokarzających poniżeń przy boku Jego z modlitwą przebłagania na ustach i zastanówmy się nad nauką, wypływającą z Jego zachowania się wobec Heroda.


I. Przeszłość Heroda.

→ A) Chrystus przed Herodem. Była to chwila, kiedy Herod po raz pierwszy widział Chrystusa – jak mówi Pismo święte – „Na widok Jezusa Herod bardzo się ucieszył. Od dawna bowiem chciał Go ujrzeć, ponieważ słyszał o Nim i spodziewał się, że zobaczy jaki znak, zdziałany przez Niego.”(Łk.23,8).

a) Nareszcie ma przed sobą Chrystusa! Stoi przed nim obezwładniony, wymęczony. Teraz się Nim pobawię – myślał sobie Herod – odpłacę Mu się za Jego wyzywania – nazwał mnie chytrym lisem!...
Istotnie Pan Jezus pewnego razu nazwał Heroda lisem „Lecz On im odpowiedział: Idźcie i powiedzcie temu lisowi: Oto wyrzucam złe duchy i dokonuję uzdrowień dziś i jutro, a trzeciego dnia będę u kresu.”(Łk.13,32).
Poczekaj! Teraz lis pokaże, co może! We wspaniałej sali audiencyjnej zebrała się cała świta Heroda, by podziwiać sztuczki cudownego Proroka. Niektórzy mówią, że i piękna pasierbica, Salome, cierpiąca na reumatyzm, była obecna. Herod postanowił wykorzystać cudowną moc Jezusa, by uzdrowić swoją pasierbicę.

b) Chrystus stoi przed Herodem, który „Zasypał Go też wieloma pytaniami, lecz Jezus nic mu nie odpowiedział.”(Łk.23,9).
Chrystus ani słówkiem nie odpowiedział na pytania Heroda! A jak łatwo mógł pozyskać jego względy, wtedy z pewnością wypuszczono by Go na wolność i na próżno wściekaliby się jego wrogowie, nic by to nie pomogło!
Pan Jezus wiedział o tym, że gdyby trochę względnie traktować sprawę, pominąć słabości Heroda, otrzymałby wolność. Ale nie okazał nawet najmniejszych względów Herodowi. On bowiem „Na widok Jezusa bardzo się ucieszył. Od dawna bowiem chciał Go ujrzeć, ponieważ słyszał o Nim i spodziewał się, że zobaczy jaki znak, zdziałany przez Niego.”(Łk.23,8).
Kto nie zna przeszłości Heroda, tego zastanawia zachowanie się Chrystusa, ale zrozumiemy grobowe milczenie Pana Jezusa jeśli przyjrzymy się osobie i życiu Heroda.

→ B) Kim był Herod?

a) Herod, o którym mowa, nie jest to Herod morderca niewiniątek w Betlejem, tylko jego następca Herod Antypas. Porzucił on swoją żonę i żył w nieprawym związku z żoną brata swego, Herodiadą. Dla fantazji swojej kochanki kazał zamordować św. Jana Chrzciciela, prowadził życie hulaszcze, gorszące i dlatego Pan Jezus odnosił się do niego z taką pogardą.
Chrystus czuł niewymowny żal do Heroda z powodu zamordowania św. Jana Chrzciciela, który był mężem sprawiedliwym, uczciwym, ofiarnym, karnym. Pan Jezus wyrażał się o nim jak najlepiej „Zaprawdę, powiadam wam: Między narodzonymi z niewiast nie powstał większy od Jana Chrzciciela. Lecz najmniejszy w królestwie niebieskim większy jest niż on.”(Mt.11,11).
Tak kryształowy mąż, jakim był św. Jan Chrzciciel, bohaterski obrońca praw Bożych, nie zachwiał się na widok potęgi Heroda i śmiało potępiał jego rozpustne życie, zarzucając mu, że pojął nieprawnie żonę swego brata „Nie wolno ci mieć żony twego brata.”(Mk.6,18b). Herod mało się przejmował napomnieniem Jana Chrzciciela, ale wiarołomna niewiasta nie mogła ścierpieć słów prawdy.
Wprawdzie ten prorok ma olbrzymi posłuch u ludu i wielu zwolenników, ale nie zniosę, żeby na mnie wygadywał i nazywał mnie rozpustnicą — każ go uwięzić! – namawiała Heroda Herodiada.
I uwięziono świętego Jana.
Czy Herod by poprzestał na uwięzieniu Jana Chrzciciela, nie wiadomo, ale fakt, że uległ namowie swojej kochanki i kazał zamordować wielkiego proroka...
Kto stanął na pochyłości grzechu, ten szybko stacza się w przepaść!

b) Stało się to w ten sposób – Herod obchodził swoje imieniny, był porządnie podpity, tak jak i jego biesiadnicy, a Herodiada – jego kochanka, pozwoliła swojej dorosłej córce Salome, zatańczyć przed gośćmi. Roznamiętniony Herod przypomniał sobie ostre napomnienia Jana Chrzciciela „Nie wolno ci mieć żony twego brata.” Wzburzenie Heroda nie uszło chytrego wzroku kochanki, która czekała tylko na sposobna chwilkę, by wyłudzić pozwolenie na okropny czyn. Na sali robiło się coraz weselej, gorące południowe wino już dobrze rozweseliło gości, oczy wszystkich błyszczały zabójczym ogniem upojenia... Salome z pełna gracją wykonywała różnorakie filuty wschodnich tańców... Matka z zadowoleniem spogląda na zgrabną postać swej córki, czekając, kiedy przemówić do serca Heroda.
Herod upojony winem i tańcem dziewczyny, daje słowo honoru wobec gości, że o cokolwiek poprosi Salonie, da jej, chociażby to była połowa królestwa.
Herodiada czuła, że zbliża, się decydujący moment, czas zemsty nad Janem Chrzcicielem i jak żmija syczącym głosem szepce córce – Proś o głowę Jana Chrzciciela! Słyszysz, o nic innego! 2ail;ij tylko śmierci tego złośliwego proroka!
Salonie stanęła przed Herodem i z dumą, śmiało, rozkazującym tonem powiedziała „Chcę, żebyś mi zaraz dał na misie głowę Jana Chrzciciela.”(Mk.6.25b).
Herod przeraził się, choć był pijany i upojony wdziękami młodego ciała tancerki, przerażała go myśl, że niesprawiedliwie pozbawi życia człowieka... może oprzytomniał na chwilę i uznał, że Jan Chrzciciel ma racje, nazywając go wiarołomnym małżonkiem, rozpustnikiem – co się działo w jego sercu – niewiadomo. Pismo święte zaznacza, że „bardzo się zasmucił, ale przez wzgląd na przysięgę i biesiadników nie chciał jej odmówić.”(Mk.6,26). Chciał obronić Jana, ale stanął na pochyłości grzechu i stoczył się po niej. Dał rozkaz, żeby ścięto głowę Janowi.
Herodiada dobrze obmyśliła plan zbrodni, przy pomocy alkoholu i swojej córki wykorzystała sposobną chwilę i słabość Heroda. Zakrwawiona, głowa znalazła się na misie w rękach pięknej tancerki.
Tak zakończył życie największy prorok. Herodiada z zadowoleniem patrzyła na ociekającą krwią głowę...
Moi drodzy! Herodiada i Salome dawno umarły, ale w historii ludzkości często występują pod nowymi imionami. Świat pełen jest Herodiad, które przysięgają krwawą zemstę Kościołowi, że się ośmiela potępiać ich wiarołomne życie, że zabrania im wstępować za życia prawowitego męża w nowe związki małżeńskie! Nowożytne Herodiady z oburzeniem wołają „Jak to? Co ma Kościół do mojego osobistego życia? Rzucę męża i wiarę katolicką i wyjdę ponownie za mąż!”
Na każdym kroku spotykamy urodziwe Salome, które upijają trzeźwych mężczyzn, a pijanym zupełnie odbierają przytomność. Słychać ochrypłe głosy oszołomionych powabem ciała mężczyzn. Dam ci co tylko zechcesz, pieniądze, honor, majątek, władzę… tak, wszystko, wszystko... Współczesne kurtyzany nie żądają głowy świętego Jana Chrzciciela, ani połowy królestwa – tylko mordują sumienia upojonych namiętnością i alkoholem współczesnych Herodów.


II. Milczący Chrystus.

→ A) Chrystus przed Herodem milczał, w ten sposób bardziej go upokorzył, niż gdyby go najgorzej zwyzywał. Mowa jest potęgą, ale milczenie czasem bardziej zdruzgoce.

a) Biedny Chryste, dokąd się dostałeś! Wiele cierpiałeś z powodu korony cierniowej, biczowania i szyderstwa – ale doznałeś największego bólu, kiedy zaprowadzono Cię do sali kapiącej od bogactw, przed oblicze rozpustnego Heroda, przed jego pochlebców i nałożnice!
Teraz łatwo zrozumiemy, dlaczego Chrystus milczał w otoczeniu grzechu i podłości. Sala przepełniona wyziewami roznamięconych ciał, zapachu alkoholu, nie odpowiadała powadze trybunału sprawiedliwości. W domu, gdzie z każdego kąta szczerzyła zęby rozpusta, gdzie podeptano świętość małżeństwa i cnoty, gdzie wszechwładnie panowała kurtyzana za swoją córką, pomocnicą grzechu, gdzie płynęła krew niewinnej ofiary, męża na wskroś uczciwego i świętego, Chrystus nie mógł zabrać głosu.
Wiemy, że chętnie rozmawiał, rozpraszał troski i bóle, gorliwie nauczał łaknących prawdy, chętnie dysputował z uczonymi swego narodu – ale teraz, przed władcą Galilei milczy i lekceważy Sobie potężnego monarchę. Chrystus nie poskąpił słów dla jawnogrzesznicy, serdecznie rozmawiał z Samarytanką, która porzuciła pięciu mężów, ale wszystkie te osoby okazały skruchę i żal za, swoje grzechy. Herod był jedynym człowiekiem, którego Pan Jezus spotkał i nie odpowiedział na jego pytania. Chrystus rozmawiał z Piłatem, z Annaszem, z Kajfaszem, z ukrzyżowanym łotrem – tylko do Heroda nie odezwał się ani słowem „Nigdy jeszcze nikt nie przemawiał tak, jak ten człowiek przemawia.”(J.7,46b) – mówiono o Chrystusie. Można powiedzieć, że nigdy żaden człowiek tak druzgocąco i lekceważąco nie milczał, jak Chrystus przed Herodem. Słówka nie rzekł, bo rozpustnik nie był godzien, by Chrystus do niego przemówił. Herod był człowiekiem podłym, cynikiem, który pił grzech, jak wodę, który zatracił poczucie zła i zabił własne sumienie.

b) Straszną jest rzeczą, kiedy w człowieku umrze, glos Boży, głos sumienia! Dopóki sumienie dręczy, pali, możliwy jest jeszcze ratunek, ale grozi wielkie niebezpieczeństwo zupełnej zguby, jeżeli sumienie zamarło.
Mój drogi! Gdybyś teraz stanął przed Chrystusem – jak sądzisz – czy rozmawiałby z tobą? Zastanów się...
Najgroźniej karze Bóg, zostawiając nas samych! Dopóki nas karze, zsyła klaski, cuci bólem i cierpieniem – jesteśmy w promieniu działania Jego łaski. Ale biada, jeśli przestanie się nami zajmować! Teraz, rozumiemy błaganie Psalmisty „Widziałeś, Panie, zatem nie milcz, o Panie, nie bądź ode mnie daleko!”(Ps.35,22). „O Boże, nie trwaj w milczeniu, nie milcz i nie spoczywaj, Boże!”(Ps.83,2).
Często słyszymy narzekanie – Jestem człowiekiem religijnym, uczciwym, a życie moje jest pasmem niepowodzeń. Spotykam mnóstwo łajdaków, hultajów, leniwych, rozpustników, którym uśmiecha się szczęście, którym powodzi się w życiu...
Mój drogi! Posłuchaj napomnienia Psalmisty: „Nie unoś się gniewem z powodu złoczyńców ani nie zazdrość niesprawiedliwym, bo znikną tak prędko jak trawa i zwiędną jak świeża zieleń.”(Ps.36,l-2). Raczej przerażaj się ich powodzeniem i spokojem. Czy wiesz, komu daje się folgę w jedzeniu i piciu? Więźniom skazanym na śmierć. Biada, w kim zamarł głos Boga, głos sumienia! Przód burzą bywa cisza, przed zgubą człowieka zamiera w nim głos Boga.

→ B) Głuche milczenie Chrystusa raziło Heroda. W pierwszej chwili był nim zaskoczony i bardzo dotknięty... ale cynizm wziął w nim górę i pomyślał – Poczekaj, zakpię sobie z tego człowieka!

a) „Wówczas wzgardził Nim Herod wraz ze swoją strażą; na pośmiewisko kazał ubrać Go w lśniący płaszcz i odesłał do Piłata.”(Łk.23,11). Wyśmiał Chrystusa, do którego nie dorósł, którego nie mógł pojąć.
Przyszła mu dziwna myśl – zrobić z Chrystusa wariata. Widocznie dowiedział się od arcykapłana, że Chrystus uważa się za Syna Bożego i króla, więc kpinami i drwinami chciał zatuszować zniewagę, jaką mu wyrządził Chrystus swoim milczeniem. Przedstawił Jezusa, jako człowieka niepoczytalnego, wariata, którego nie należy poważnie traktować i po tym wszystkim odesłał Go z powrotem do Piłata, by robił z Nim, co chce.
Herod zemścił się na Chrystusie, jak mszczą się na prawdzie ludzie źli, grzeszni, rozpustnicy, którzy mają zwyczaj drwić z cnoty i uczciwości.

b) Dzisiejszy świat pełen jest Herodów! Wielu jest, którzy nie mogą przy sobie ścierpieć uczciwości, sumienności, którzy pokpiwają z wiary i podłymi, oraz ludźmi niespełna rozumu nazywają tych, którzy pragną być uczciwi, by w ten sposób odwrócić uwagę od własnej podłości. Świat pełen jest ludzi, dla których nie istnieje żadna świętość, żadna wielkość, żaden ideał, którzy wszystko czego się dotkną, skalają grzechem i porwą na dno rozpusty.
Ile razy słyszymy kpiny grzesznego, wyzutego z wszelkiej uczciwości świata z Kościoła, z ludzi porządnych, sumiennych, pracowitych i gorliwych?! Ile razy oskarża się ludzi Kościoła, a wszelkie oskarżenia – choćby nawet i te prawdziwe – jeszcze wyolbrzymia i dodaje stosownej pikanterii?
Szyderstwo jest najstraszliwszą bronią, która tysiące, a nawet miliony ludzi zabija na drodze uczciwości – ale w imię Chrystusa musimy je pokonać!
Rozpustnik i wiarołomca Herod odział Jezusa w biały płaszcz i nazwał Go wariatem. Dzisiejszy świat drwi i wyśmiewa ludzi o nieskalanym sumieniu – i nazywa ich nienormalnymi, zboczeńcami, wariatami. Dlaczego? Bo ośmielili się głośno krytykować i mówić jak ongiś św. Jan Chrzciciel „Nie wolno ci mieć żony twego brata.”
Chrystus milczeniem odpowiadał ciekawemu Herodowi i jego pochlebcom, stał bez słowa, niezachwiany, pełen powagi. Wiemy, jak trudno wśród szyderstw zachować równowagę serca. Trudno wśród miłych znajomych o lekkich obyczajach wytrwać wiernie przy zasadach wiary i moralności! Ile to razy słyszymy drwinki, uśmieszki, widzimy grymasy i krzywienia się nowoczesnych Herodów na widok ludzi o prawdziwie chrześcijańskich zasadach, którzy należycie pojmują miłość, małżeństwo, wychowanie dzieci, życie społeczne. Jak często ludzie źli szyderczo mówią o ludziach którzy mają stałe zasad, nazywając ich „bigotami”, „zacofanymi”, „nieuspołecznionymi”, „nie nadającymi się do dobrego towarzystwa”. Smutek ogarnia nas, słysząc tego rodzaju opinię z ust jednostek, których pełno dziś na ulicach i w naszym towarzystwie!
Młodzieńcze, jesteś wariatem, że prowadzisz życie uczciwe i czyste!... Czy zwariowałaś, będąc tak młodą, siedzisz, w domu i nie używasz świata?... Nie mogę zrozumieć, że pani, badać tak piękną, młodą, pilnuje tylko swojego męża i dzieci?!... Pan jest nieroztropny, będąc w tak krytycznym położeniu, a nie korzysta z nadarzającej się sposobności!... Sam spotkałem się ze stwierdzeniem, że osoby, które poświęcają swe życie Bogu, to jednostki aspołeczne, gdyż wszystko robią aby być jedynie trutniami społecznymi, gdyż dla społeczeństwa są już bezprodukcyjni, a to społeczeństwo musi je utrzymywać.
Tak mówią nowocześni naśladowcy Heroda.
Dałby Róg, żeby ich namowy odbiły się o nasze głuche, stanowcze i wzgardliwe milczenie. Żeby jak najwięcej było „wariatów”, „ludzi nie nadających się do ich dobrego towarzystwa”, żeby nasza młodzież, dorośli, starcy, mężczyźni i kobiety z dumą i odwagą stawiali zwycięski opór szyderstwom nowoczesnych Herodów i pokonywali ich cyniczną ciekawość.
Dziś również się powtarza fakt, o którym wspomina Pismo święte, że Piłat pogodził się z Herodem, posyłając doń Chrystusa, chociaż przedtem się z nim gniewał. Dziś również wszyscy wrogowie Chrystusa łączą się z sobą, choć poza tym nic nie mają wspólnego, a często zwalczają się wzajemnie. Jest to fakt stwierdzony, na który nie potrzeba dowodów. Dla nas, którzy nazywamy siebie uczniami Chrystusa, płynie stąd wielka nauka, żebyśmy się stanowczo, wspólnymi siłami przeciwstawiali Jego i naszym wrogom, i wytrącili im broń z ręki przez dobry przykład, uczciwe życic, nienaganne pożycie małżeńskie, sumienną i gorliwą pracę, przez zakładanie i umiejętne prowadzenie stowarzyszeń, związków i instytucji katolickich, społecznych, przez rozumnie dokonywane wybory rożnych władz, a nade wszystko przez wzajemną miłość Chrystusową!

* * *

Moi drodzy! Stara legenda mówi, że kilka lat po ukrzyżowaniu Chrystusa, Salome, frywolna pasierbica Heroda, chciała pewnego razu przejść przez zamarznięte jezioro, ale lód załamał się pod nią i wpadła po szyję do wody, a kry odcięły jej wystającą głowę, tę piękną główkę, która perlistym śmiechem i czarownymi oczyma wywoływała burzę zmysłów w sercu ojczyma, która stała się powodem śmierci Jana Chrzciciela.
Jest to tylko piękne opowiadanie, bez żadnych historycznych dowodów. Ale faktem jest, że Herod z całą świtą i swoimi nałożnicami stanął przed trybunałem Bożym, gdzie sądzi ten sam Chrystus, którego wykpił, wyśmiał i nazwał wariatem...
Chrystus, jako Sprawiedliwy Sędzia, z pewnością, przemówił do niego...
Panie Jezu, chcą tak żyć, bym stanąwszy przed Twoim obliczem był czysty i wolny od zarzutów, które może kiedyś spotkały nieszczęśliwego Heroda.

Amen.



Autor: ksiądz Antoni Wac
str 146-151 , publikacja na DDN dn. 09-03-2015

_________________
+ Z Bogiem i Maryją.


Góra   
  Zobacz profil Wyślij e-mail      
 
Admin_DDN
 Tytuł: Re: + CHRYSTUS W CIERPIENIU I W CHWALE. Rozważania rekolekcyjne +
PostNapisane: 9 mar 2015, o 18:43 
Offline
1000p
1000p
Postów: 6537
Skąd: Polska
Seria – B – Co cierpiał Chrystus?
Konferencja XXV/VIII


Cierpiący Chrystus i kobiety.




Moi drodzy!

W ostatnich naszych rozważaniach zapoznawaliśmy się z nadzwyczaj smutnymi typami mężczyzn. Poznaliśmy charakterystykę zdrajcy Judasza, tchórzliwego Piotra, Piłata bez charakteru oraz zmysłowego Heroda. Straszna słabość ludzka i smutna nędza duchowa, bije z tych postaci!
To mężczyźni.
Jak przedstawiają się kobiety, występujące w historii cierpienia Chrystusa Pana?
Płeć żeńska nie odegrała wprawdzie smutnej roli w cierpieniu Pana Jezusa. Mężczyźni wyparli się Chrystusa, pojmali Go, osądzili, biczowali i ukrzyżowali. Kobiety zachowały się w sposób szlachetny, budujący. Dzisiejsze nasze rozważanie poświęcimy zagadnieniu – jaką rolę odegrały kobiety w cierpieniu Chrystusa? Niech to nasze rozważanie nie tylko wyrazi pochwałę dla niewiast, ale zarazem pouczy, czym była szlachetna rola kobiet w cierpieniu Chrystusa?



I. Żona Piłata.

Pierwszą kobietą, która odegrała role w cierpieniu Chrystusa, była żona Piłata.
Pan Jezus stanął przed Piłatem, otoczony wrogami, którzy domagali się Jego śmierci.
Wtedy przyszedł posłaniec od żony Piłata z wiadomością „Nie miej nic do czynienia z tym Sprawiedliwym, bo dzisiaj we śnie wiele nacierpiałam się z Jego powodu.”(Mt.27,19b).

→ A) Wśród wielu wrogów znalazła się osoba, która Pana Jezusa nazywa „Sprawiedliwym”! Nareszcie odważył się ktoś zabrać glos w obronie Chrystusa! Było to kobieta.
Kim była. ta kobieta?
Wiemy o niej bardzo mało, prawdopodobnie nazywała się Claudia Procula, ale mniejsza o jej imię. Z jej postępowania widać, że była kobietą uczciwą, sumienną, sprawiedliwą, nie mogła znieść haniebnego oskarżenia i stanęła w obronie Chrystusa. Należy podziwiać jej odwagę, że ośmieliła się bronić Pana, Jezusa, kiedy prawie cały lud był zbuntowany przeciwko Niemu. Jestem przekonany, że taka kobieta, przy każdej sposobności, potrafiłaby zamknąć usta przeciwnikowi dobrych obyczajów, który prawi niesmaczne dowcipy, że ośmieliłaby się w towarzystwie zabrać głos w obronie wiary i prawa Bożego. A była przecież poganką, gorącą czcicielką starożytnej bogini Vesty...

→ B) Żona Piłata nie tylko dlatego, by okazać współczucie Chrystusowi, posłała to oświadczenie, ale powodowała nią troska o męża. Wiedziała, że Piłat ma wiele kłopotów w związku z tą sprawą, więc starała się w miarę możności w decydującej chwili przyjść z pomocą mężowi. Wiemy, że nie ustrzegła go przed popełnieniem błędu, ale zrobiła wszystko, co leżało w jej mocy. Bóg ocenia szlachetne zamiary. Ta mężna kobieta zasługuje na to, żeby mówić o niej, jako o wzorze żony! Spełniła rolę, jaką Bóg powierza żonom – była sumieniem rodziny, aniołem stróżom męża, jak cherub stała na straży w świątyni czystości i uczciwości domowego ogniska! Idealne żony bezwiednie, lub świadomie wzorują się na tej szlachetnej kobiecie, gdy starają się z pobudek miłości ocucić swoich mężów z odrętwienia i zapalić w ich sercach wiarę w Boga.
Nie trzeba udowadniać, że są to prawdziwe święte, szanujące prawo żony. Bo to „prawo”, które wywalczyła sobie nowoczesna kobieta w postaci posłowania, reprezentowania, agitacji, chodzenia na rozmaite zebrania – tylko ośmieszają kobiety i odrywają od jej prawdziwych, naturalnych i szczytnych zadań.

→ C) „…wiele nacierpiałam się z Jego powodu…” – mówiła żona Piłata.
Szczęśliwy człowiek, jeśli może to powiedzieć przy wieczornym rachunku sumienia – Dziś wiele cierpiałem dla Boga! Staczałem zacięty bój ze swoimi namiętnościami, publicznie broniłem zasad wiary i moralności, taktownie i umiejętnie przyczyniłem się do nawrócenia człowieka, który od kilkudziesięciu lat, żył zdała od Boga, od kościoła, starałem się być jasną gwiazdą dla błądzących po manowcach grzechu bliźnich „…wiele nacierpiałam się z Jego powodu…”
Oto powołanie kobiety w Kościele! Często słyszymy ubolewania, dlaczego Bóg nie powołał kobiety do stanu kapłańskiego? Siostry, kobiety, panny – nie narzekajcie! Macie pełnić obowiązki kapłańskie, tylko w innej formie. Powinniście dbać o utrzymanie praw wiary w rodzinie, w towarzystwie, w życiu społecznym.
Kobiety, które jesteście żonami wzorujcie się na żonie Piłata!

II. Weronika.

Drugą kobietą, która okazała serdeczne współczucie Chrystusowi była Weronika.
Pismo święte nie mówi o niej, ale tradycja Kościoła z pietyzmem wspomina o jej miłosierdziu. Kiedy zmęczony Chrystus, dźwigając ciężki krzyż, szedł na górę Kalwarii, otarła z krwi i potu twarz Chrystusa swoją chustą.
Jak piękną i szlachetną jest postać Weroniki wśród tryumfu zła i grzechu! Słaba kobieta niesie pomoc i ulgę cierpiącemu Chrystusowi!
W każdym sercu istnieje obraz Chrystusa, ale niestety nie w każdym równie wyraźny! Kto dba, żeby oblicze Chrystusa było w sercu bliźniego piękne, wyraźne, ten spełnia podobny uczynek, jak Weronika. Niestety, tak mało jest serc podobnych do serca Weroniki!
Nasze miasta, a nawet już i wsie pełne są opryszków, uliczników, którzy bezczelnie sięgają do kieszeni przechodniów i wyrywają torebki z rąk paniom – te wyrzutki tułają się i żyją bez opieki. O, Chryste, gdzie są serca podobne do serca Weroniki, które by obmyły i oczyściły Twoje oblicze w sercach ludzkich?
Tysiące nędzarzy żyje w naszych wielkich miastach. Kto ich zliczy? Wiadomo, że jest ich mnóstwo. Zajmując się choć cokolwiek sprawami społecznymi, człowiek z przerażeniem dowiaduje się co chwile o jakiejś nieszczęśliwej, chorej kobiecie, która już od kilku miesięcy leży gdzieś w wilgotnych suterynach bez środków do życia, wśród obdartych, głodnych dzieci, że w sąsiedztwie nocują cztery małoletnie sieroty, które całe dnie spędzają na ulicy, żyjąc z żebraniny, i to jeszcze dobrze, bo niejeden raz z powodu braku stosownej opieki staczają się w bagno rozpusty, kradzieży a nawet i morderstwa! O Boże, gdzie są ręce Weroniki, które by otarty znój i krew z Twojego oblicza o Chryste, pomagając tym nieszczęśliwym istotom. Pamiętajmy na słowa Pana Jezusa ,, Zaprawdę, powiadam wam: Wszystko, czego nie uczyniliście jednemu z tych najmniejszych, tegoście i Mnie nie uczynili.”(Mt.25,45b). Słyszycie? Każda, osuszona łza na twarzy bliźniego, odpuszczenie urazy, pogoda, którą rozjaśnisz smutne twarze bliźnich, delikatne objęcie się z nieprzychylnymi ludźmi, dobra rada, którą dasz zbłąkanemu w Ciemnościach grzechu, wszystko to są czyny Weroniki ocierającej najdelikatniejszą jedwabną chustką skrwawione oblicze Samego Chrystusa. Nie omieszkaj w miarę swoich możności ulżyć Chrystusowi, który idzie kalwaryjską drogą w milionach stroskanych i zakłopotanych ludzi.
Dbajmy przede wszystkim u własne sumienie! Żeby nigdy nie zataiło się w nim oblicze Chrystusa! Starajmy się, żeby błoto grzechu, nie zaciemniło twarzy Chrystusa w naszym sumieniu, żeby Najświętsze Oblicze Chrystusa jaśniało i promieniowało na całe nasze otoczenie. O Święte Oblicze Jezusa, przeniknij Swoją miłością, całą moją istotę!
Kobiety, wzorujcie się na Weronice!

III. Kobiety płaczące nad Chrystusem.


Wymęczony, skrwawiony Chrystus, upadający pod ciężarem krzyża, spotkał grono opłakujących Go niewiast. Spojrzał na nie z wdzięcznością i powiedział „Córki jerozolimskie, nie płaczcie nade Mną; płaczcie raczej nad sobą i nad waszymi dziećmi!”(Łk.23,28b).

→ A) Płaczące nad Chrystusem kobiety okazały współczucie i nie lada odwagę.

a) Płacząc nad Chrystusem, serdecznie współczuły w Jego cierpieniu. Kobiety łatwiej płaczą, niż mężczyźni i często wylewają łzy z powodu błahostki, kaprysu, uporu, ale córki jerozolimskie płakały wtenczas ze słusznej przyczyny. Ich łzy miały wartość bezcennych brylantów. Strasznie smutny musiał być widok idącego na śmierć Chrystusa!
Córki jerozolimskie, nauczcie nas roztropnie wylewać łzy! Są ludzie, którzy nad byle jakim głupstwem potrafią płakać, ale nie brak i takich, którzy są, jak głazy. Są ludzie, których pobudza do rzewnych łez uczuciowa powieść, rzewnymi łzami opłakują nieszczęśliwe losy bohaterów, lub bohaterki romansu, a bez wzruszenia patrzą na skrwawione oblicze Chrystusa. Starannie ubierają i dobrze karmią pokojowego pieska, ale nie wzruszają się nędzą ludzką. Żyjącą niejednokrotnie w tym samym bloku, i widzą innych, których pożera robactwo i choroba. Jeśli, broń Boże, zdechnie ulubiony kundel, są całe tygodnie niepocie-szeni, ale nic ich nie obchodzi, że dzieci biednej wdowy jedno po drugim umierają na różnorakie choroby. Upadnie koń na bruku, żałuje go dziesiątki ludzi, a czy kto ubolewa nad upadkiem człowieka – zwłaszcza nad upadkiem moralnym? Przecież Chrystus cierpi w każdym grzesznym człowieku, w każdym głodnym i bezdomnym, w zbłąkanym na bezdrożach niewiary, w nakłaniającym do zła. Tak, Chrystus wszędzie cierpi, gdzie dzieje się krzywda ludzka!
Ale ty mi powiesz, że dziś tak dużo jest zła na świecie, że nic możliwe wszystkim pomagać! Prawda, ale róbmy, ile możemy. Jeśli nie możemy dopomóc w sposób materialny, to przynajmniej okazujmy szczere współczucie nieszczęsnym ofiarom macoszego losu przynajmniej obdarzmy je dobrem słowem, zrozumieniem, odczuciem smutnej niedoli życia.

b) Kobiety jerozolimskie miały odwagą na zewnątrz okazać swoje współczucie, co nie było łatwe, jakby się nam zdawało. Przypomnijmy sobie, jakie było otoczenie, wśród którego cierpiał Chrystus. Znaczna część ludu była podburzona przeciwko Niemu, szło wojsko, słudzy kapłanów i faryzeuszów i najgorsi wrogowie, by nasycić się Jogo cierpieniem. Apostołowie pouciekali. Piotr – opoka, załamał się. A gdzie podziały się szeregi cudownie uzdrowionych? Niewiadomo – tylko słabe kobiety współczuły Chrystusowi i ośmieliły się głośno płakać.
Opatrzność Boża tak zrządziła, że kobiety wylewają więcej łez od mężczyzn, ale pomijając, że są delikatniejsze, trzeba przyznać, że więcej cierpią, niż mężczyźni. Dziś również jest dużo płaczących kobiet. Dlaczego płaczą dzisiaj kobiety? Jedne z powodu nędzy materialnej, drugie, że zostały zwolnione z pracy, inne, że straciły dzieci, męża, matki, rozpaczają nad gruzami zburzonego małżeństwa, ale czy płacze która z powodu panoszącego się zła na świecie?

→ B) Chrystus był wdzięczny niewiastom za ich serdeczne współczucie! Spojrzał na nie łaskawym okiem i przemówił do nich z miłością i majestatem „Córki jerozolimskie, nie płaczcie nade Mną; płaczcie raczej nad sobą i nad waszymi dziećmi! Oto bowiem przyjdą dni, kiedy mówić będą: Szczęśliwe niepłodne łona, które nie rodziły, i piersi, które nie karmiły. Wtedy zaczną wołać do gór: Padnijcie na nas; a do pagórków: Przykryjcie nas! Bo jeśli z zielonym drzewem to czynią, cóż się stanie z suchym?”(Łk.23,28b-31).

a) „…nie płaczcie nade Mną; płaczcie raczej nad sobą i nad waszymi dziećmi!” Słowa te nałoży w ten sposób rozumieć, że Bóg pragnie raczej, byśmy opłakiwali swoje grzechy, a nie Jego cierpienia. Żeby nasz smutek i łzy nie były czczym narzekaniem, ale byśmy unikali grzechu. Płaczecie nade Mną! Dobrze, ale niech wasze łzy zwilżą twardą glebę dusz waszych, żeby wyrósł z nich czysty, szlachetny owoc miłości Bożej.
Płaczcie nad sobą, mówi Pan, nad kobietami, które szpecą swoje twarze, które ubóstwiają psy i koty, a nienawidzą innych ludzi, płaczcie nad ofiarami mody i wszelkich konkursów piękności. Płaczcie nad „małżeństwami na próbę”, nad rozwodami i dziećmi zabitymi w łonie ich wyrodnych matek. Płaczcie nad straszliwym upadkiem poczucia kobiecości w dziedzinie niektórych sportów, które wykuwają kobietę z jej cech przyrodzonych.
Płaczcie nad sobą, mówi Pan, nad kobietami, które potrafią dostrzec wręcz mikroskopijna drzazgę w oku sąsiada, sąsiadki, księdza, czy siostry zakonnej, ale własnej belki obmowy czy oszczerstwa nie dostrzegają. Zawsze zasłaniają się jednym stwierdzeniem – a ja przecież mówię prawdę. Tak, prawdę, ale czy w tej twojej prawdzie nie ma już sądu, czy dajesz możliwość obrony osobie, która oskarżasz. No tak, ale temu, czy tamtemu nie wolno prawdy powiedzieć w oczy. A zatem skoro nie masz odwagi, boisz się, co o tobie powiedzą, to nic nie mów, jedynie módl się za tego nieszczęśnika i nieszczęśniczkę. Bierz wzór z tych niewiast. One się nie bały opinii społecznej, one płakały, bo widziały jawna krzywdę, a ile razy ty zamiast krzywdę opłakiwać, dolewasz jeszcze do tej krzywdy swojej goryczy? Ile razy twoja postawa nie jest postawą płaczących niewiast z Jerozolimskiej ulicy, ale postawą tych, którzy plwali na umęczonego syna Bożego? „Zaprawdę, powiadam wam: Wszystko, co uczyniliście jednemu z tych braci moich najmniejszych, Mnieście uczynili”(Mt.25,40).

b) „…nie płaczcie nade Mną; płaczcie raczej nad sobą i nad waszymi dziećmi!” Przypatrzmy się uważnie dzisiejszej młodzieży, czy rozumie zadania Kościoła, wiary, ojczyzny? Rodzice, nie zapominajcie, że odpowiedzialność za to spada na was. Nie rozczulajcie się nad cierpieniem Chrystusa, ale żyjcie sami i wychowujcie swoje dzieci w duchu Jego nauki, bo wtedy okażecie najszczersze współczucie cierpiącemu Jezusowi. Chrystus do was, matek, przemawiał w ostatnich chwilach życia. Przypatrzcie się, w jakich okolicznościach mówił – na głowie miał koronę cierniową, na ramionach krzyż. Słowa Jego, to życzenie umierającego, a życzenia konających z uszanowaniem spełniamy. Chrystus powierzył wam nie tylko zdrowie cielesne waszych dzieci, ale ich dusze. Powinniście dbać, żeby dzieci wasze wyrosły na ludzi uczciwych, sumiennych, pracowitych i dobrych.
Kobiety, matki, starajcie się spełnić, wymaganie, jakie stawia przed wami Chrystus!

IV. Matka Bolesna.

Jestem przy końcu naszego dzisiejszego rozważania, a jeszcze nie powiedziałem wszystkiego, co należy. Bez wątpienia, że Weronika, żona Piłata i inne niewiasty współczując Chrystusowi, okazały bohaterską odwagę, i dowód prawdziwej miłości, ale największą pociechą dla Chrystusa w ciężkich chwilach cierpienia, była Matka Bolesna. Najświętsza Panna Maria!
Matka Bolesna.
W Andaluzji istnieje legenda, która mówi. że kiedy Matka Bolesna stała pod krzyżem, zalewając się gorzkiemu łzami z powodu z powodu śmierci Pana Jezusa, Bóg posłał aniołów, żeby pozbierali Jej łzy. Łzy te rozrzucili aniołowie po błękicie niebios i tak powstały maleńkie, jasne gwiazdy. Mieszkańcy Andaluzji „Mleczną drogę” zwą „lagrimas de la Virgen” – „łzami Panny Maryi”
O, ile łez przelała Matka Bolesna!
Kiedy ostatni raz widziała swojego Syna, był On jeszcze wolny, witano Go uroczyście, a teraz? Jakże bolesne musiało być spotkanie. Na ramionach Chrystus niesie ciężki krzyż, idzie skrwawiony wśród ulicznego kurzu, prowadzą Go na śmierć! Jakiż niewymowny ból i cierpienie musiało przenikać serce Matki i Syna? Żadna gorycz ziemska, żaden smutek, żadne zawody nie dadzą się porównać z męką tych dwóch serc.
Matka Bolesna cierpliwie znosiła ciosy! Stabat Mater dolorosa! Stała Matka Boleściwa!
Każdy ból Jej kochanego Syna przeszywał Jej serce i duszę ale trwała niezłamana – Stabat Mater dolorosa!
Syna Jej poją żółcią, przeklinają, szydzą z Niego, ale Ona niezachwianie wierzy, że Bóg Jej nie opuści – Stabat Mater dolorosa!
Słońce się zaćmiło, ziemia drży w posadach, skały pękają, lud ucieka w rozpaczy i popłochu, Matka Bolesna stoi wiernie przy Swoim kochanym Synu – Stabat Mater dolorosa!
Zdaje się, że znikła dla Niej wszelka nadzieja, że rozpacz rozpostarła nad Nią swe ponuro skrzydła, a jednak nie przeklina, nie odgraża się, nie mówi, że Bóg jest okrutny, ale z miłością kochającej Matki, mając wiarę i nadzieję, czuwa wśród strasznych boleści u stóp Ukrzyżowanego – Stabat Mater dolorosa!
Matka Bolesna jest szczytem szlachetności i serdecznego współczucia, jakie okazały niewiasty cierpiącemu Chrystusowi. Cieszył się Chrystus, kiedy żona Piłata stanęła w Jego obronie, kiedy Weronika otarta Mu pot z czoła, kiedy Mu współczuły niewiasty jerozolimskie – ale ze wszystkiego najbardziej cenił miłość i wierność Swej Najświętszej Matki.

* * *

Moi drodzy! Dzisiejsze rozważanie było pochwalnym hymnom rodzaju niewieściego. Oby to Bóg sprawił, żeby dziś i na przyszłość żadna kobieta nie obrażała Go niemoralnym, gorszącym życiem tak, jak dawniej żadna nie przyczyniła się do Jego cierpień i śmierci.
Chrześcijaństwo podniosło kobietę do rządu ludzi, bo w Starym Przymierzu i w kulturze Arabskiej i Islamistycznej po dzień dzisiejszy jest uważana za istotę podrzędną, niższą od mężczyzny, gdyż w tych kulturach tylko mężczyznę uważa się za człowieka.
Teraz odwrotnie – kobieta powinna podnieść chrześcijaństwo? Pamiętajcie kobiety, że w waszych rękach spoczywa los mężczyzn i całego świata. Możecie miliony serc zepchnąć w błoto, albo je podnieść do Boga.
Dzisiejszy świat potrzebuje idealnych kobiet!

Kobiet, które by potrafiły dużo cierpieć dla, Chrystusa, jak żona Pilota.
Świat potrzebuje kobiet które by łagodziły cierpienia Chrystusa, jak Weronika.
Chrześcijaństwo potrzebuje kobiet, które by wiernie towarzyszyły cierpiącemu Chrystusowi swymi ofiarami, pełnym poświęceń i miłości życiem, jak niewiasty jerozolimskie.
Kościół potrzebuje kobiet, które by zrozumiały wielką miłość Matki Chrystusowej.

Amen.




Autor: ksiądz Antoni Wac
str 152-157 , publikacja na DDN dn. 09-03-2015

_________________
+ Z Bogiem i Maryją.


Góra   
  Zobacz profil Wyślij e-mail      
 
Admin_DDN
 Tytuł: Re: + CHRYSTUS W CIERPIENIU I W CHWALE. Rozważania rekolekcyjne +
PostNapisane: 9 mar 2015, o 18:49 
Offline
1000p
1000p
Postów: 6537
Skąd: Polska
Seria – B – Co cierpiał Chrystus?
Konferencja XXVI/IX


Ukrzyżowany Chrystus.



Moi drodzy!

Niedawno cały chrześcijański świat obchodził jubileusz – Rok Jubileuszowy 2000 – drugie milenium naszego zbawienia
Ufność i nadzieję naszego zbawienia, posłannictwo Chrystusa i istotę chrześcijaństwa można streścić w krótkich słowach – Chrystus umarł za nas na krzyżu!
Pewien pisarz męczył się żeby napisać książkę, która by miała tylko jedna stronę i jedno słowo. Ale żeby w słowie tym zawierało się wszystko, co chciał wypowiedzieć. Długo myślał nad tym i doszedł do wniosku, że jest to niemożliwe.
Co niemożliwym wydawało się pisarzowi – to mieści się w naszym wyznaniu wiary którym jest jedno słowo, zawierające całą głębię objawienia, wszystkie tajemnice wiary, plany Bogu, losy ludzkości, szczęście, radość, siłę, wiarę, filozofię – słowem tym jest „Ukrzyżowan”.
Ukrzyżowany! – w tym mieści się istota chrześcijaństwa i cała istota odkupienia.
Na krzyżu spełniły się słowa Pana Jezusa „Nikt nie ma większej miłości od tej, gdy ktoś życie swoje oddaje za przyjaciół swoich.”(J.15,13).
Na krzyżu zostały potwierdzone słowa św. Pawła „Chrystus was umiłował i samego siebie wydał za nas w ofierze i dani na wdzięczną wonność Bogu.”(Ef.5.2b).
Na krzyżu spełniło się to, o czym mówił św. Jan ,, Po tym poznaliśmy miłość, że On oddał za nas życie swoje. My także winniśmy oddać życie za braci.”(1.J.3,16).
Teraz nadszedł czas, kiedy powinniśmy się przejąć do głębi duszy słowami św. Jana „My miłujemy Boga, ponieważ Bóg sam pierwszy nas umiłował.”(1.J.4,19).
Moi drodzy! Będąc jeszcze pod wpływem świętego jubileuszu, stańmy pod krzyżem Chrystusa Pana i starajmy się zrozumieć
I) czym jest dla nas Jego krzyż? i
II) co należy robić, żebyśmy uczestniczyli w łasce Chrystusowego krzyża?

I. Czym jest dla nas krzyż Chrystusa?

Krzyż Chrystusa jest naszym
A) drogowskazem,
B) zbawieniem,
C) miłosierdziem i
D) pocieszeniem.


→ A) Krzyż Chrystusa jest naszym drogowskazem.

a) Pan Jezus dużo i pięknie nauczał, ale najwspanialej i najskuteczniej czynił to z krzyża. Krzyż uczy nas oceniać prawdziwe wartości życia, rozpoznawać, co jest konieczne, co względne, czego powinienem unikać a co naśladować, wskazuje, jak ohydną rzeczą jest grzech w oczach Boga, mówi o tym, że powinienem zadośćuczynić za popełnione winy i prowadzi na drogę zbawienia.
Pewnej karawanie zabrakło wody na pustyni. Słońce i pragnienie dotkliwie dawało się odczuwać, ludzie i zwierzęta coraz bardziej opadali z sił, gdy oto na horyzoncie ukazały się palmy oazy. Wszyscy rzucili się w kierunku upragnionej zieleni, ale wstrzymał ich przewodnik, wołając „Stójcie! To fata Morgana!”
Zasmucili się podróżni i dręczeni strasznym pragnieniem szli dalej. Rozgorączkowanym wzrokiem co chwilę spostrzegali to tu, to tam urocze pęki zieleni wśród morza suchego piasku, ale przewodnik ich zapewniał, że to tylko złuda. Zniechęcenie opanowało większość ludzi – jeden z uczestników, zniecierpliwiony i zdenerwowany, wydobył rewolwer i zabił przewodnika, który z trudem, resztkami sił, wskazał kierunek, mówiąc „Idźcie tam, bo inaczej zginiecie!”
Dla nas drogowskazem jest śmierć Chrystusa. Konający Jezus wskazuje zbłąkanej na pustyni życia ludzkości źródła żywych wód i woła – Idźcie śladem krzyża, bo inaczej zginiecie! „Do tego bowiem jesteście powołani. Chrystus przecież również cierpiał za was i zostawił wam wzór, abyście szli za Nim Jego śladami.”(1.P.2,21).

b) Krzyż Chrystusa jeszcze w innym znaczeniu jest naszym drogowskazem.
Od chwili, kiedy krzyż Chrystusa stanął na Golgocie, otworzyły się oczy ludzkości na dręczący od wieków problem cierpienia. Przed przyjściem Chrystusa ponury pesymizm, rozpacz, rozdzierały serca ludzkie, na próżno silono się znaleźć rozwiązanie dla zagadnienia cierpienia! Czarną melancholią przepełnione są słowa największych filozofów świata starożytnego – Najlepiej się nie urodzić, a jeśli kogoś spotkało to nieszczęście, że przyszedł na świat, to niech się stara jak najprędzej go opuścić! – powiada Sokrates. Ile bólu i smutku jest w dramatach Sofoklesa i Eurypidesa. Jaki niewymowny chłód wieje z grupy Laokoona! Nawet jeden z natchnionych pisarzy Starego Testamentu przemawia smutnego słowami „Więc za szczęśliwych uznałem umarłych, którzy dawno już zeszli, od żyjących, których życie jeszcze trwa za szczęśliwego zaś od jednych i drugich uznałem tego, co jeszcze wcale nie istnieje ani nie widział spraw niegodziwych, jakie się dzieją pod słońcem.”(Koh.4,2-3).
Krzyż Chrystusa rozwiązał wszystkie trudności związane z cierpieniem. Krzyż Chrystusa jest ołtarzem ofiar niezasłużonego cierpienia. Niewinny Chrystus, w którym nie było ani cienia grzechu, wziął na Siebie wszystkie cierpienia, spowodowane przez zło, żeby zadośćuczynić za nasze grzechy. Krzyż Chrystusa pomaga nam cierpieć i uświęca nas, jeśli z Nim cierpimy.
W ten sposób krzyż Chrystusa jest naszym drogowskazem.

→ B) Krzyż Chrystusa jest naszym zbawieniem.
Gdyby nie niewinnie cierpiący Chrystus, ludzkość nie byłaby odkupiona. Grzeszna ludzkość niejednokrotnie popadała w pychę i gardziła odkupieniem, sądząc, że za pomocą chemii, mechaniki, fizyki znajdzie szczęście... ale wytrzeźwiała – dziś wraca do przytomności, dochodzi do wniosku, że bez Boga na nic postęp, technika, wiedza lekarska – klucz najistotniejszych zagadnień życia spoczywa w ręku wiary. Geniusze wszystkich epok rodzaju ludzkiego wiedzieli o tym i dawali folgę swym tęsknotom do świata nadprzyrodzonego, jak o tym świadczą „Skuty Prometeusz” Aischila, „Parsifal” Wolframa von Esdienbacha, .,Divina Commedia – Boska Komedia” Dantego, „Wicher” Szekspira, „Faust” Goethego, „Dziady” Mickiewicza itd.
Krew Chrystusa utorowała nam drogę do zbawieniu, do łaski Bożej. Wzruszająca jest pewna legenda opowiadająca o murarzach, że używali krwi ludzkiej do budowy zamku, który miał się oprzeć wszelkim napaściom wroga. Z chwilą, kiedy Krew Chrystusa spłynęła na nas, nasza upadła ludzka natura może być twierdzą nie do zdobycia.
W ten sposób krzyż Chrystusa jest naszym zbawieniem.

→ C) Krzyż Chrystusa jest źródłem Miłosierdzia Bożego.
Nasz Ojciec Niebieski faktycznie jest nieskończenie miłosierny – przebaczanie nie jest koszmarem, lecz rzeczywistością – świadczy o tym Chrystus na krzyżu i łotr nawrócony.
Ewangelia nie wspomina, jakie pobudki wpłynęły na postawę łotra, który wisząc na krzyżu, wyszeptał słowa skruchy, ale to łatwo zgadnąć. W ostatnich chwilach życia przejął się współczuciem dla Chrystusa, łaska Boża spłynęła na jego serce, i przypomniał sobie swoją grzeszną przeszłość. Skruszony, spojrzał gasnącymi źrenicami na Chrystusa i wyjąkał słowa żalu „Jezu, wspomnij na mnie, gdy przyjdziesz do swego królestwa.”(Łk.23,42b). Konający Zbawiciel natychmiast go rozgrzeszył „Zaprawdę, powiadam ci: Dziś ze Mną będziesz w raju.” (Łk.23,43b).
Zatrzymajmy się na chwile. Człowiek zdumiony pyta – Jak to? Czy Bóg do tego stopnia jest miłosierny? Czy zadowoli się jednym zdaniem nawróconego człowieka? Wystarczyło, by łotr spojrzał na Chrystusa i powiedział kilka słów, a został zbawiony? Tak, łotrowi utorowało drogę do zbawienia krótkie zdanie, bo płynęło z jego szczerej pokuty. Naturalnie, że nawrócony łotr musiał jeszcze odpokutować na tamtym świecie za swoje grzechy, ale był na pewno zbawiony.
Moi drodzy, którzy smucicie się na wspomnienie swojej przeszłości i wątpicie w zbawienie – patrzcie na nawróconego łotra i za jego przykładem skierujcie swój wzrok na Chrystusa, prosząc Go o przebaczenie. Uklęknijcie z pokorą przed konfesjonałem, wyznajcie szczerze swoje grzechy, a nade wszystko starajcie się poprawić!
„Ty, co Marii grzech zmazałeś,
łotra modłów wysłuchałeś
i mnie też nadzieje dałeś” – mówi Kościół słowami pięknego starożytnego hymnu pokutnego.
W ten sposób krzyż Chrystusa stał się naszym miłosierdziem.

→ D) Krzyż Chrystusa jest naszym pocieszeniem.

Śmierć Pana Jezusa hańbiący znak krzyża zamieniła w symbol pocieszenia. Stawiamy krzyże na grobach naszych zmarłych, jako symbol pocieszenia i nadziei rychłego zmartwychwstania, jako znak życia pozagrobowego. Święty krzyż zdobi nasze kościoły, domy. szkoły, pola. świat cały.
W pobliżu Helgolandu, na morzu Północnym znajduje się mała niezamieszkana wysepka, na której jest cmentarz. Smutnie, melancholijnie nastraja nas widok tego cmentarza, gdzie chowają nieszczęśliwych topielców, których fale morskie wyrzuciły na brzeg wyspy. Już sarna, nazwa cmentarza, „cmentarz tułaczy” wywołuje nieokreślony smutek i ból. Niewiadomo, kim byli pogrzebani tu ludzie, kto był ich ojcem, matką, kto opłakuje ich w domu – śpią, ukołysani szumem morza. Niewymowny, smutek ogarnia nas na myśl, gdy byśmy mieli złożyć swoje prochy na tak opuszczonym cmentarzu... a jednak. Moi drodzy, dla chrześcijanina nie jest smutnym miejsce, jeśli tylko istnieje na nim krzyż Chrystusa – znak naszego zbawienia.
Sztuka ludzka stworzyła wspaniałe pomniki dla zmarłych, ale najpiękniejszy jest prosty krzyż. Każdy chrześcijanin powinien pragnąć, by po śmierci na jego grobie postawiono krzyż. Powtarzajmy pełne miłości słowa św. Jana Damasceńskiego „Krzyż jest naszą obroną, znakiem zwycięstwa, nadzieja grzeszników, podporą świętych, pocieszeniem słabych, siłą nawróconych, drogowskazem cnotliwych, zbawieniem duszy i ciała, obrońcą prawdy, źródłem wszelkiego dobra, rękojmią życia wiecznego”.
Wyznajmy ze św. Pawłem „Co do mnie, nie daj Boże, bym się miał chlubić z czego innego, jak tylko z krzyża Pana naszego Jezusa Chrystusa, dzięki któremu świat stał się ukrzyżowany dla mnie, a ja dla świata.”(Ga.6,14).
Słynny pisarz norweski Strindberg, czując zbliżającą się śmierć, powiedział te budujące słowa – „Na moim grobie postawcie krzyż z napisem – Ave Crux, spes unica”
Bądź pozdrowiony, krzyżu święty, jedyna nadziejo nasza! Bądź pozdrowiony. Chryste, który ofiarowałeś się za nas, co dzień błogosławią Cię miliony serc! Jezu ukrzyżowany, daj żeby moje uczynki, mowa, myśli, były źródłem ofiarnego życia, żebym zrozumiał, żeś dla mnie umarł, żeby twój święty krzyż był moją pociechą!


II. „…razem z Chrystusem zostałem przybity do krzyża.” (Ga.2,19b).

Św. Paweł nie tylko zachwycał się i był dumny z krzyża Chrystusowego, ale wskazał, w jaki sposób możemy osiągnąć błogosławieństwo krzyża.
Co powinniśmy robić, żeby osiągnąć łaski, płynące z krzyża Chrystusowego? Zastanówmy się nad napomnieniem św. Pawia „…razem z Chrystusem zostałem przybity do krzyża.”(Ga.2,19b).
Co przez to chciał wyrazić?

→ A) Jeśli szczerze pragnę uczestniczyć w łaskach krzyża, powinienem przede wszystkim z szacunkiem odnosić się do krzyża i ofiary Chrystusowej. Szanuję krzyż Chrystusa Pana, jeśli szczerze dbam o czystość swojego serca, o życie nadprzyrodzone, jeśli nie szczędzą ofiar, by osiągnąć wieczną szczęśliwość. Powinniśmy uczcie krzyż Chrystusa, szerząc cześć Jego w rodzinie, w społeczeństwie, wypełniając praktyki religijne, które nakazuje Kościół.
Teraz rozumiem, dlaczego Kościół obowiązkowo nakazuje uczestniczyć we Mszy Świętej. Msza święta jest powtórzeniem niekrwawej ofiary Chrystusa Pana.

→ B) Wspomniane przed chwilą słowa świętego Pawła napominają nas, żebyśmy stanęli w szeregach wyznawców krzyża!
Niezliczone mnóstwo obrazów, posągów powstało pod wpływem Męki Pana naszego Jezusa Chrystusa. Wśród wielu arcydzieł malarskiej sztuki sakralnej, Jan Bèrand przedstawił Chrystusa, kroczącego pod ciężarem krzyża na górę Kalwarię. Po jednej stronie drogi stoją, szeregi ludzi Mu oddanych – to tabor miłości, po drugiej skupili się wrogowie – armia nienawiści.
I tak po stronie oddanych Chrystusowi widzimy starca umierającego na rękach kapłana, który wskazuje na Chrystusa, dalej leży ranny żołnierz z rękoma złożonymi do modlitwy, opodal panna w ślubnym wianku pokornie schyla się przed Panem Jezusem i rozmodlona zakonnica...
Wszyscy ci kochają Chrystusa.
Po drugiej stronie widzimy smutne, bolesne sceny. Jeden z katów bije pałką Pana Jezusa. Ubrana w czarną szatę kobieta, „Nienawiść”, buntuje robotników przeciwko Chrystusowi, postacie ludzkie o zwierzęcym wyglądzie, rozzłoszczone pędzą za krzyżem... W rogu obrazu, naprzeciwko grona modlącej się dziatwy, stoi elegancko ubrany młodzian z jakąś podejrzaną damą pod rękę, cynicznie się uśmiecha na widok Chrystusa, kobieta śmieje się bezczelnie. Oni wręcz nienawidzą Chrystusa!
„Dziwaczna fantazja, też pomysł!” – ktoś powie na widok tego obrazu. Mylisz się mój drogi, to nie fantazja, ale to najprawdziwsza rzeczywistość. Od czasów pierwszej drogi krzyżowej, towarzyszą Chrystusowi dwa obozy – obóz Miłości i Nienawiści. Jedni wołają – Hosanna Synowi Bożemu! Drudzy zaś z nienawiścią krzyczą – Ukrzyżuj Go!
Mój drogi, do którego obozu należysz?
Pamiętaj, że ludzkość dziś tak samo jest podzielona, jak w pierwszy Wielki Piątek. Jedni stoją wiernie pod krzyżem, żyjąc według Przykazań Bożych. Drudzy, obojętni, zachowują się cynicznie, jak rzymscy żołnierze, którzy grali w kości kiedy tuż, obok nich Zbawiciel świata umierał na krzyżu. Dziś również pełno jest ludzi zbuntowanych, którzy miotają przekleństwa na Jezusa, którzy Go nienawidzą i zwalczają. Wielu jest obojętnych, którzy za nic Go sobie mają.
Ale nie brak i szczerze Mu oddanych. Do których należysz?
Na średniowiecznych malowidłach, wyobrażających ukrzyżowanie Chrystusa, widnieje ciekawa postać. Obok nienawistnego tłumu faryzeuszów, surowych rzymskich żołnierzy i ciekawych gapiów, w kącie obrazu ktoś klęczy, modląc się żarliwie. Artysta przedstawiał w tej postaci zazwyczaj mecenasa, fundatora kościoła i obrazu, albo siebie.
Oglądając taki obraz czy możemy powiedzieć, że wśród ludzi nienawidzących Chrystusa, jesteśmy Mu oddani i podobni do tej pokornej, rozmodlonej postaci?
Czy możemy powiedzieć, co konając, powiedziała o sobie św. Teresa od Dzieciątka Jesus? Na pytanie „A co powiesz Jezusowi?” – odrzekła „Powiem, że Go kocham!”
Za przykładem małej Tereni pokornie upadamy pod krzyżem Twoim i z głębi serca wołamy do Ciebie – Panie Jezu, kochamy Cię!

* * *

Moi drodzy! Krzyż, w chwili kiedy Chrystus na nim zawisł, był urażany za najbardziej hańbiące narzędzie śmierci.
A czym stał się krzyż w ciągu 20-tu włoków?! Zdobił korony królów i monarchów, bramy miast, wieże kościołów, ołtarze, domy, drogi i pola. Krzyż jest oznaką chwały i zaszczytu! Przed krzyżem klękają i modlą się ludzie. Wstajemy rano czyniąc święty znak krzyża i z nim kładziemy się na spoczynek. Krzyż jest nasza nadzieją ufnością, pomocą i silą, krzyż jest naszym doradcą i przyjacielem – jest naszym ojcem, matką, jest dla nas wszystkim!
Za czasów Chrystusa Pana był zwyczaj w Jerozolimie, że skazanych na ukrzyżowanie przybijano, albo przywiązywano do krzyża twarzą odwróconą od miasta, żeby konający nie przeklął miasta. Pana Jezusa tak samo przybito plecami do miasta. Wzrok ukrzyżowanego Chrystusa był skierowany na zachód, odwrócony od niewiernej, niewdzięcznej Jerozolimy... i poprzez morza, dalekie kraje, poprzez stulecia – wzrok Chrystusa objął cały świat, wszystkie narody... pokolenia... jednostki i... mnie ... Tak, na mnie również spoczął Jego wzrok, krew Jego spłynęła i na moje grzeszne serce!
„Krew Jego na nas i na dzieci nasze.”(Mt.27,25) – ryczały wrogie tłumy pod krzyżem Chrystusa. „Krew Jego na nas i na dzieci nasze.” – modlimy się dziś w pokorze. O Jezu, daj, żeby Twój krzyż był, dla nas drogowskazem i zbawieniem, miłosierdziem i pociechą!
Chryste, wysłuchaj naszego pokornego wołania, które już dwa tysiące lat rozbrzmiewa po całym świecie – Chwalimy i błogosławimy Cię, Panie, boś przez krzyż Swój święty świat odkupić raczył.

Amen.



Autor: ksiądz Antoni Wac
str 158-163 , publikacja na DDN dn. 09-03-2015

_________________
+ Z Bogiem i Maryją.


Góra   
  Zobacz profil Wyślij e-mail      
 
Admin_DDN
 Tytuł: Re: + CHRYSTUS W CIERPIENIU I W CHWALE. Rozważania rekolekcyjne +
PostNapisane: 9 mar 2015, o 18:50 
Offline
1000p
1000p
Postów: 6537
Skąd: Polska
Seria – B – Co cierpiał Chrystus?
Konferencja XXVII/X


„Wykonało się” (J.19,30)



Moi drodzy!

Wielki Piątek, jest dniem zwycięstwa! Łzy które dziś wylewamy pod krzyżem Chrystusa, są łzami dziękczynienia! Ten, który skonał na krzyżu, objął władzę nad całym królestwem wiecznym. Ten, którego przed niemalże 2000 laty przy bito do hańbiącego drzewa krzyża, podniósł i uszlachetnił dawny znak hańby i wprowadził go w nasze życie osobiste i społeczne. Święty znak krzyża zasłynął we wszystkich przejawach świata chrześcijańskiego, stał się naszym celem i naszą nadzieja.
„Wykonało się.” – powiedział Chrystus stygnącymi wargami – i w słowie tym zawiera się pełnia zwycięstwa. Chrystus konając na krzyżu, zawołał potężnym głosem na cały świat „Wykonało się.” Świat chrześcijański 20 wieków wnika w głębię tego słowa i stara się je zrozumieć.
Słowo „Wykonało się.” znaczy, że Chrystus cały rodzaj ludzki odkupił. Chrystus przyszedł, by „…na wzór Syna Człowieczego, który nie przyszedł, aby Mu służono, lecz aby służyć i dać swoje życie na okup za wielu.”(Mt.20,28). Bo tak „Tak bowiem Bóg umiłował świat, że Syna swego Jednorodzonego dał, aby każdy, kto w Niego wierzy, nie zginął, ale miał życie wieczne.”(J.3,16).
Czyli, że
I) dokonało się posłannictwo Chrystusa i
II) Chrystusowa miłość osiągnęła szczyt najwyższy.

I. Dokonało się posłannictwo Chrystusa.

Co to znaczy?

→ A) To znaczy, że z chwilą śmierci Chrystusa, został osiągnięty cel życia ziemskiego Pana Jezusa. Bóg przez cierpienie i śmierć Chrystusa dał świadectwo Swojej nieskończonej miłości.
Dowodem niewymownej miłości Chrystusa względem człowieka jest Jego cierpienie.
Lubimy często mówić o tym, co jest nam bliskie, miłe, kochane. Niezliczoną ilość razy Chrystus mówił o Swoim cierpieniu. Pismo Święte przepełnione jest słowami Pana Jezusa, świadczącymi o Jego wielkiej miłości względem ludzi, za których cierpiał z radością. „Odtąd zaczął Jezus wskazywać swoim uczniom na to, że musi iść do Jerozolimy i wiele cierpieć od starszych i arcykapłanów, i uczonych w Piśmie; że będzie zabity i trzeciego dnia zmartwychwstanie.”(Mt.16,21). „Oto idziemy do Jerozolimy: tam Syn Człowieczy zostanie wydany arcykapłanom i uczonym w Piśmie. Oni skażą Go na śmierć i wydadzą Go poganom na wyszydzenie, ubiczowanie i ukrzyżowanie; a trzeciego dnia zmartwychwstanie.” (Mt.20,18-19). „Weźcie wy sobie dobrze do serca te właśnie słowa: Syn Człowieczy będzie wydany w ręce ludzi.”(Łk.9,44). „A jak Mojżesz wywyższył węża na pustyni, tak potrzeba, by wywyższono Syna Człowieczego,”(J.3,14).
Przepiękne i wstrząsające są słowa, w których z utęsknieniom czeka na Swoją mękę „Chrzest mam przyjąć i jakiej doznaję udręki, aż się to stanie.”(Łk.12.50).
Z chwilą śmierci Chrystusa wszystko się dokonało! Spełniło, się proroctwo Ezechiela „Czyż tak bardzo mi zależy na śmierci występnego - wyrocznia Pana Boga – a nie raczej na tym, by się nawrócił i żył?”(Ez.18.23). Chrystus cel Swego ziemskiego posłannictwa, osiągnął na krzyżu.
Całe życie Jezusa było nieprzerwanym pasmem cierpień... W Betlejem, w Egipcie, w Nazaret, w Jerozolimie widzimy owoce Jego ofiarnej pracy, Krew Jego aż na Golgocie spełniła w całej rozciągłości słowa Modlitwy Arcykapłańskiej.
„Ojcze, nadeszła godzina! Otocz swego Syna chwałą, aby Syn Ciebie nią otoczył i aby mocą władzy udzielonej Mu przez Ciebie nad każdym człowiekiem dał życie wieczne wszystkim tym, których Mu dałeś. A to jest życie wieczne: aby znali Ciebie, jedynego prawdziwego Boga, oraz Tego, którego posłałeś, Jezusa Chrystusa. Ja Ciebie otoczyłem chwałą na ziemi przez to, że wypełniłem dzieło, które Mi dałeś do wykonania. A teraz Ty, Ojcze, otocz Mnie u siebie tą chwałą, którą miałem u Ciebie pierwej, zanim świat powstał. Objawiłem imię Twoje ludziom, których Mi dałeś ze świata. Twoimi byli i Ty Mi ich dałeś, a oni zachowali słowo Twoje. Teraz poznali, że wszystko, cokolwiek Mi dałeś, pochodzi od Ciebie. Słowa bowiem, które Mi powierzyłeś, im przekazałem, a oni je przyjęli i prawdziwie poznali, że od Ciebie wyszedłem, oraz uwierzyli, żeś Ty Mnie posłał. Ja za nimi proszę, nie proszę za światem, ale za tymi, których Mi dałeś, ponieważ są Twoimi. Wszystko bowiem moje jest Twoje, a Twoje jest moje, i w nich zostałem otoczony chwałą. Już nie jestem na świecie, ale oni są jeszcze na świecie, a Ja idę do Ciebie. Ojcze Święty, zachowaj ich w Twoim imieniu, które Mi dałeś, aby tak jak My stanowili jedno. Dopóki z nimi byłem, zachowywałem ich w Twoim imieniu, które Mi dałeś, i ustrzegłem ich, a nikt z nich nie zginął z wyjątkiem syna zatracenia, aby się spełniło Pismo. Ale teraz idę do Ciebie i tak mówię, będąc jeszcze na świecie, aby moją radość mieli w sobie w całej pełni. Ja im przekazałem Twoje słowo, a świat ich znienawidził za to, że nie są ze świata, jak i Ja nie jestem ze świata. Nie proszę, abyś ich zabrał ze świata, ale byś ich ustrzegł od złego. Oni nie są ze świata, jak i Ja nie jestem ze świata. Uświęć ich w prawdzie. Słowo Twoje jest prawdą. Jak Ty Mnie posłałeś na świat, tak i Ja ich na świat posłałem. A za nich Ja poświęcam w ofierze samego siebie, aby i oni byli uświęceni w prawdzie. Nie tylko za nimi proszę, ale i za tymi, którzy dzięki ich słowu będą wierzyć we Mnie; aby wszyscy stanowili jedno, jak Ty, Ojcze, we Mnie, a Ja w Tobie, aby i oni stanowili w Nas jedno, aby świat uwierzył, żeś Ty Mnie posłał. I także chwałę, którą Mi dałeś, przekazałem im, aby stanowili jedno, tak jak My jedno stanowimy. Ja w nich, a Ty we Mnie! Oby się tak zespolili w jedno, aby świat poznał, żeś Ty Mnie posłał i żeś Ty ich umiłował tak, jak Mnie umiłowałeś. Ojcze, chcę, aby także ci, których Mi dałeś, byli ze Mną tam, gdzie Ja jestem, aby widzieli chwałę moją, którą Mi dałeś, bo umiłowałeś Mnie przed założeniem świata. Ojcze sprawiedliwy! Świat Ciebie nie poznał, lecz Ja Ciebie poznałem i oni poznali, żeś Ty Mnie posłał. Objawiłem im Twoje imię i nadal będę objawiał, aby miłość, którą Ty Mnie umiłowałeś, w nich była i Ja w nich.”(J.17,1b-26).
„Moja jest odpłata i kara, w dniu, gdy się noga ich potknie. Nadchodzi bowiem dzień klęski, los ich gotowy, już blisko”(Pwt.32,35) – mówi Bóg. Czas pomsty Bożej nad grzechem nastąpił w chwili, kiedy Pan Jezus skonał na krzyżu, wtedy definitywne pokonał zło i otworzył nam podwoje zbawienia. O błogosławiona, szlachetna zemsta ukrzyżowanego Chrystusa!

→ B) Chwalebna i błogosławiona jest śmierć Chrystusa!

a) Wielki Piątek jest rocznicą śmierci Chrystusa i zbawienia rodzaju ludzkiego. Jest rocznicą ofiary krwawej Mszy świętej, rocznicą Sakramentu Pokuty i Pojednania, który miliony wierzących oczyszcza ze zmazy grzechu, przywracając im źródła łaski Bożej!
Łaski Mszy świętej i wszystkich sakramentów biorą początek z krzyża Chrystusowego – dlatego dzień śmierci Pana Jezusa jest dla nas tak drogi i pełen nadziei.

b) Wielki Piątek jest dla nas wielkim napomnieniem! Krzyż Chrystusa z perspektywy 20-tu wieków historii świata, rozbrzmiewa potężnym wołaniem Ludzie, od chwili, kiedy umarł za was Chrystus, nie możecie żyć bez Niego!
Społeczeństwo, które wyrzekło się Chrystusa, któro wyrzekło się swojego Boga, musi zginąć. W przepaść śmierci stacza się społeczeństwo, które wydaje miliony na luksusowe gmachy grzechu, gdy tymczasem ludzie giną w spelunkach nędzy i rozpusty. Na wymarciu jest społeczeństwo, które pełną garścią sypie pieniędzmi w lupanarach, w nocnych knajpach, w kabaretach, a nie widzi tysięcy wygłodniałych swoich braci i sióstr. Oznaki przedśmiertne widnieją na społeczeństwie, które lekceważy, drwi z sakramentu małżeństwa, które propaguje wolną miłość, zabijanie nienarodzonych. Na wymarciu jest społeczeństwo, którego członkowie zapomnieli o uczciwości, sumienności, obowiązku i pracy!
O tym wszystkim przypomina Wielki Piątek!
Lepiej zrozumiemy cierpienia Chrystusa, jeśli poznamy ich główną przyczynę – grzech. Kto widzi zewnętrzną stronę Męki Pana Jezusa, upokorzenia, biczowanie, cierniem koronowanie, drogę na Kalwarię, ukrzyżowanie, ten może się tym rozczuli, ale nie zrozumie głębi i znaczenia cierpień. Mękę Pana Jezusa zrozumie ten, kto pojął słowa Chrystusa „Albowiem Syn Człowieczy przyszedł ocalić to, co zginęło”(Mt.18,11). „ A kto by chciał być pierwszym między wami, niech będzie niewolnikiem waszym, na wzór Syna Człowieczego, który nie przyszedł, aby Mu służono, lecz aby służyć i dać swoje życie na okup za wielu.”(Mt.20,27-28). „Jeruzalem, Jeruzalem! Ty zabijasz proroków i kamienujesz tych, którzy do ciebie są posłani. Ile razy chciałem zgromadzić twoje dzieci, jak ptak swe pisklęta zbiera pod skrzydła, a nie chcieliście.”(Mt.23,36 i Łk.13,34). Okropny ból rozdzierał Serce Chrystusa, który z wysokości krzyża patrzył na niewdzięczne, zaślepione miasto zbliżające się do zguby! Każdy człowiek jest dla Chrystusa bliski, bliższy, niż Jeruzalem. Jeśli wiec Chrystus płakał nad upadkiem tego miasta, to bez porównania większy smutek przenika Jego Przenajświętsze serce na widok zguby ludzi, których pożera robactwo nędzy moralnej i grzechu!
Ten kocha i współczuje Chrystusowi, kto dba o czystość swojego serca, kto potrafi iść śladami Przykazań Bożych, kto z pokorą wyznaje swoje grzechy i stara się naprawić swoje życie.
Okres Wielkiego Postu daje doskonałą sposobność, by ożywić w sobie ducha pokuty – odświeżyć wzmocnić wiarę. Grzesznik wobec ogromu miłości i cierpienia Chrystusowego stoi skruszony, tym bardziej jeśli zastanawia się nad prawdami wiary.

II. Najwyższy szczyt miłości.

Ostatnie słowo ukrzyżowanego Chrystusa, „Wykonało się”(J.19,30) oznacza nie tylko, że spełniło się dzieło odkupienia, ale także, że nieskończona, Boska miłość Chrystusa Pana zapłonęła w sercach ludzkich.
Spełniła się przepowiednia Jeremiasza „Ukochałem cię odwieczną miłością, dlatego też zachowałem dla ciebie łaskawość”(Jr.31,3b).

→ A) Te piękne słowa Pisma świętego świadczą o wielkiej miłości Chrystusa względom nas. „Ukochałem cię odwieczną miłością, dlatego też zachowałem dla ciebie łaskawość”(Jr.31,3b).
Człowiek religijny czuje się wzruszony do głębi pięknem i szlachetnością słów „Ukochałem cię odwieczną miłością, dlatego też zachowałem dla ciebie łaskawość” Czy istnieje na świecie wieczna miłość? Życie społeczne ludzi unormowane jest miłością, przyjaciele, znajomi, narzeczeni, przyrzekają sobie wieczną miłość i wierność – ale niestety czas pełen zapomnienia i niewierności tłumi szlachetne porywy a czasem przerywa je śmierć – taki jest los tak zwanej „wiecznej miłości” wśród ludzi!
Czy istnieje na świecie wieczna miłość? Czy kto kochał mnie przed stu laty? Ludzie tak samo żyli, chodzili, troszczyli się, jak i dziś, czy kto z nich myślał o mnie wtenczas, czy kto mnie kochał? Nikt, tylko Bóg, który wiecznie kocha wszystkich.
Jak wyglądał nasz kraj przed dwoma tysiącami lat? Inne zamieszkiwały go ludy, inne panowały zwyczaje, inna wiara... Kto myślał o mnie wtenczas, kto mnie kochał? Jedynie Bóg Swoja, wieczną miłością, miłością Krzyża.
A kto myślał o mnie, kiedy jeszcze na ziemi nie żyli ludzie... kiedy jeszcze nie było wogóle naszej ziemi... Kiedy jeszcze nie było aniołów..., kiedy tylko Bóg był we wszechświecie. Kto mnie kochał wtenczas? Bóg Swoją wieczną miłością.

→ B) Ależ to nieprawdopodobne! – może ktoś powiedzieć. A to oczywista prawda, gdyż wyraźnie mówi o tym Pismo Święte.
Tak, moi drodzy, krzyż Chrystusa jest tego dowodem. Potwierdza nam miłość Chrystusa, nieustannie spływająca w nasze serce, bohaterska odwaga Jego wyznawców, cały świat chrześcijański, który w Wielki Piątek obchodzi uroczystość Mąki Pańskiej. Cały świat z utęsknieniem, bezwiednie, lub świadomie spogląda na krzyż Chrystusa i z Niego czeka na ratunek.
Teraz rozumiemy, czym jest dla nas uroczystość Wielko-Piątkowa. Ludzie obchodzą rozmaite rocznice i uroczystości. Obchodzimy imieniny, urodziny, jubileusze pracy społecznej, zawodowej, rocznice zakładów naukowych, przemysłowych, wychowawczych... Kościół katolicki w Wielki Piątek, obchodzi uroczystość pamiątki śmierci Chrystusa Pana.
Bądź błogosławiona święta Krwi, która 2000 lat krążysz, i ożywiasz nasze serca!
Bądź błogosławiona święta Krwi, która wydałaś wspaniałe kwiaty bohaterstwa i duchowego piękna!
Bądź błogosławiona święta Krwi Chrystusa, która już 20 wieków zwilżasz oschłą glebę ludzkich serc i jesteś jedyną nadzieją grzeszników i sprawiedliwych!

* * *

Moi drodzy! Wśród wielkopiątkowych ceremonii najbardziej wzruszająca jest Adoracja Krzyża. Każdy chrześcijanin zna krzyż, ale Kościół w Wielki Piątek specjalnie zwraca uwagę wiernych na krzyż, który stał się ołtarzem ofiarnym, bo skonał na nim Zbawiciel świata.
Kapłan sprawujący ceremonię stoi na najniższym stopniu ołtarza trzymając w ręku zasłonięty welonem krzyż – odsłania, jedno ramię krucyfiksu i śpiewa „Oto drzewo krzyża, na którym zawisło Zbawienie świata...” a chór wraz z wiernymi zgromadzonymi w świątyni odpowiada – „Pójdźmy z pokłonem”. Następnie kapłan do polowy odsłania krzyż i idzie o stopień wyżej i podniesionym głosem śpiewa po raz drugi to samo. Potem odsłania, cały krzyż, i stojąc na środku przed ołtarzem, po raz trzeci śpiewa „Oto drzewo krzyża, na którym zawisło Zbawienie świata”, a chór wraz z wiernymi po raz trzeci od-powiada „Pójdźmy z pokłonem”.
Jest to prastara ależ jakżeż bardzo wzruszająca ceremonia!
Każdy chyba czuje się, na widok krzyża, dłużnikiem Chrystusowym za Jego przelaną Krew za nas, za to że nas odkupił, że Jemu zawdzięczamy nasze cielesne i duchowo życie, że jest źródłem wszystkich dobrodziejstw. Chrystus jest panem naszego serca, naszego umysłu, woli, pragnień, czynów i myśli.
Uklęknijmy pod krzyżem, złóżmy na nim pocałunek i zróbmy szczere postanowienie wiernie stać przy Nim. Wyznajmy Mu swoją miłość i gotowość do czynu i wszelkimi siłami starajmy się z Nim współpracować nad dziełem naszego zbawienia.
Ale przede wszystkim złóżmy przyrzeczenie wierności i miłości za Jego „wieczną miłość”, którą zawsze nas otaczał.
Panie Jezu, dziękujemy Ci za Twą nieskończoną miłość!
Dziękuję za moje zbawienie!
O, Panie Jezu, daj, żebyśmy za cenę Twojej przelanej za nas Krwi zdołał osiągnąć żywot wieczny.

Amen.




Autor: ksiądz Antoni Wac
str 164-168 , publikacja na DDN dn. 09-03-2015

_________________
+ Z Bogiem i Maryją.


Góra   
  Zobacz profil Wyślij e-mail      
 
Admin_DDN
 Tytuł: Re: + CHRYSTUS W CIERPIENIU I W CHWALE. Rozważania rekolekcyjne +
PostNapisane: 9 mar 2015, o 18:53 
Offline
1000p
1000p
Postów: 6537
Skąd: Polska
Seria – C – Chrystus w Chwale.
Konferencja XXVIII/I

Chrystus Zmartwychwstały.


Moi drodzy!

Gdyby katolickie wyznanie wiary zawierało tylko omówiono dotychczas prawdy, Chrześcijaństwo pomimo swego piękna, i czaru, byłoby tylko zwyczajnym, niedołężnym i słabym systemem filozoficznym.
Gdyby nasze „Wierzę w Boga” kończyło się słowami „umęczon pod Ponckim Piłatem, Ukrzyżowan, umarł i pogrzebion” – gdyby się tym tragicznym akordem kończyło działanie Pana Jezusa na ziemi, wtenczas chrześcijaństwo byłoby bezwładne, jak dom z gliny zbudowany na piasku, któremu lada chwila grozi zawalenie.
Tak pojęte chrześcijaństwo mogłoby stać się systemem filozoficznym, nauka moralną Chrystusa miałaby pewną wartość, ale kto by wytrwał w zachowywaniu Przykazań Chrystusowych, kto staczałby boje ze złem i życiem bronił chrześcijaństwa, gdyby Chrystus był tylko człowiekiem, który wprawdzie bohatersko, ale zginął raz na zawsze, a wrogowie zatriumfowali nad Nim i nad Jego nauką?!...
Nasze „Wierzę w Boga” ma na szczęście dalszy ciąg – głosi rzeczy nieprawdopodobne, niesłychane „trzeciego dnia zmartwychwstał”. Już święty Paweł czuł, że na tej prawdzie opiera się całe chrześcijaństwo, bo „A jeśli Chrystus nie zmartwychwstał, daremne jest nasze nauczanie, próżna jest także wasza wiara.”(1.Kor.15,14).
Faktycznie, tak! Gdyby Chrystus nie powstał z martwych cóżby mnie, człowieka 21-go wieku obchodziło, że ponad dwa tysiące lat temu żył sobie jakiś cnotliwy, mądry filantrop, cudotwórca, który odpuszczał grzechy pokutującym. Wcale by mnie to nie interesowało, gdyby umarł, jak wszyscy ludzie raz na zawsze i rozłożył się w ziemi – co tu mówić?! Może bym Go podziwiał, jak podziwiamy wielu geniuszy, szanował Jego pamięć, jako człowieka dobrego – ale kochać Go, uwielbiać, kosztem wyrzeczenia siebie, słuchać Jego przykazań i być gotowym do złożenia w ofierze własnego życia dla Jego zasad? – o nie, nie zgodziłbym się na to, gdyby Chrystus pierwszy nie powstał z martwych...
A jeśli powstał z martwych? Jeśli budził podziw nie tylko słowem, charakterem, przykładem, cudami, ale Swoim życiem potwierdził największe znamię Swej Boskości, i własnymi siłami wstał z martwych? Co wtenczas?
Co powiesz na widok milionów, gotowych życie złożyć za Jego wiarę – jeśli widzisz, że przez całe wieki na miejscu Jego stóp kwitną najwspanialsze kwiaty bohaterstwa i cnoty – co wtenczas?
Co powiesz na to?
Nie pozostaje ci nic innego, jak uznać, że Chrystus nie mógł być tylko człowiekiem, jak ty, ten, lub tamten – ale, że był prawdziwym Bogiem, wobec którego powinieneś się ukorzyć, jako przed Panem życia i śmierci – ty, nędzne stworzenie.
Tak, jeśli Chrystus zmartwychwstał.
Znając doniosłość zmartwychwstania, zupełnie zrozumiałe, że wrogowie Kościoła poruszyli wszystkie możliwe zarzuty, by zniszczyć tę wiarę. Wiedzą oni bowiem doskonale, że zmartwychwstanie Pana Jezusa jest największym znakiem Jego Boskości, i jeśli jest faktem istotnym, to szaleństwem byłoby je zwalczać i żadna moc nie pokona chrześcijaństwa.
Dla nas chrześcijan jest obowiązkiem znać prawdy naszej wiary. W dzisiejszym naszym rozważaniu zapoznamy się z dowodami, że

I) Chrystus faktycznie zmartwychwstał i
II) przypatrzymy się zarzutom przeciwko zmartwychwstaniu Pańskiemu.


I. Skąd wiemy, że Chrystus zmartwychwstał?


Zmartwychwstanie Chrystusa nie jest legendą, ale faktem historycznym. Jest faktem potwierdzonym przez naocznych Świadków, jak wszystkie inne fakty historyczne. Faktem historycznym jest, że Chrystus rzeczywiście umarł i został pochowany. Pewnikiem historycznym jest, że w dzień po święcie Paschy grób do którego złożono Chrystusa, był pusty. Faktem historyczny jest, że Chrystusa po święcie Paschy widziało wielu ludzi, rozmawiało z Nim jak z człowiekiem normalnym, a więc żył!
Najwymowniejszym i bezsprzecznym dowodem zmartwychwstania Chrystusa są:
A) Ewangelie i
B) zmiany, jakie zaszły w psychice apostołów.


→ A) Zmartwychwstanie Chrystusa potwierdza Pismo święte.


a) Chcąc, się przekonać, że tak jest, uweźmijcie do ręki Ewangelię i przeczytajcie sobie 28 rozdział u św. Mateusza, 16 rozdział Ewangelii św. Marka, 24 rozdział ze św. Łukasza i 20 rozdział Ewangelii św. Jana.
Czytamy tam, że Chrystus umarł na krzyżu, został pochowany, wejście do grobu zamknięto olbrzymim kamieniem, a „…pierwszego dnia po szabacie, wczesnym rankiem, gdy jeszcze było ciemno…”(J.20,1b) Chrystus zmartwychwstał.

b) Świadkami, obrońcami i głosicielami zmartwychwstania Chrystusa są nie tylko ewangeliści, ale i inni uczniowie Panu Jezusa.
Święty Piotr d dzień Pięćdziesiątnicy napełniony Duchem Świętym publicznie na placach Jerozolimy głosi tę prawdę tłumom ludzi.
- Widzieliście Chrystusa na krzyżu? – pyta.
- Widzieliśmy – odpowiadają.
- Widzieliście Go umarłego?
- Widzieliśmy!!!
- Czy widzieliście, kiedy żołnierz przebił Mu bok i wypłynęła rozkładająca się krew?
- Tak, widzieliśmy!
- Otóż i ja, i stojący tu około mnie apostołowie widzieliśmy po śmierci zmartwychwstałego Jezusa „…a my wszyscy jesteśmy tego świadkami.” (Dz.2,32b).
Z Dziejów Apostolskich widać, że święty Piotr mówił o zmartwychwstaniu Pana Jezusa, jako o fakcie na ogół zimnym, którego nie potrzeba dowodzić. Mówił o zmartwychwstaniu, jako o znanym fakcie w całej Jerozolimie, któremu nikt nie może przeczyć. Musiał, przemawiać o tym do wielu ludzi, skoro w sam dzień zmartwychwstania nawróciło się 3.000 osób! „Ci więc, którzy przyjęli jego naukę, zostali ochrzczeni. I przyłączyło się owego dnia około trzech tysięcy dusz.”(Dz.2,41).
Święty Piotr mówił o zmartwychwstaniu Chrystusa w bramie świątyni jerozolimskiej, kiedy uzdrowił chromego „Nie mam srebra ani złota – powiedział Piotr – ale co mam, to ci daję: W imię Jezusa Chrystusa Nazarejczyka, chodź!”(Dz.3,6).
Nie udowadnia zmartwychwstania Pana Jezusa, ale powołuje się, jako na ogólnie znany fakt.
Naturalnie poza Jerozolimą trzeba było udowadniać tę prawdę, bo ludzie, albo wogóle nie słyszeli o niej, albo bardzo mało. W domu Korneliusza, w Cezarei, tak mówi Piotr „A my jesteśmy świadkami wszystkiego, co zdziałał w ziemi żydowskiej i w Jerozolimie. Jego to zabili, zawiesiwszy na drzewie. Bóg wskrzesił Go trzeciego dnia i pozwolił Mu ukazać się nie całemu ludowi, ale nam, wybranym uprzednio przez Boga na świadków, którzyśmy z Nim jedli i pili po Jego zmartwychwstaniu.”(Dz.10,39-41).
Do Żydów w Antiochii znów Św. Paweł mówi o zmartwychwstaniu Pana Jezusa „A gdy wykonali wszystko, co było o Nim napisane, zdjęli Go z krzyża i złożyli w grobie. Ale Bóg wskrzesił Go z martwych, a On ukazywał się przez wiele dni tym, którzy z Nim razem poszli z Galilei do Jerozolimy, a teraz dają świadectwo o Nim przed ludem.”(Dz.13,29-31).
Innym razem znowu „Przekazałem wam na początku to, co przejąłem; że Chrystus umarł - zgodnie z Pismem - za nasze grzechy, że został pogrzebany, że zmartwychwstał trzeciego dnia, zgodnie z Pismem; i że ukazał się Kefasowi, a potem Dwunastu, później zjawił się więcej niż pięciuset braciom równocześnie; większość z nich żyje dotąd, niektórzy zaś pomarli. Potem ukazał się Jakubowi, później wszystkim apostołom. W końcu, już po wszystkich, ukazał się także i mnie jako poronionemu płodowi.”(1.Kor.15,3-8).

→ B) Obok dowodów, jakich dostarcza Pismo święte, przedziwna zmiana, jaka zaszła w apostołach, wymownie świadczy o zmartwychwstaniu Chrystusa.

Wszyscy rozumiemy załamanie się duchowe apostołów po śmierci Chrystusa Pana. Z chwilą śmierci Pana Jezusa, apostołowie zostali zdezorientowani i byli w strasznej rozterce. Posłuchajmy, jaka rezygnacja panuje w sercu uczniów podążających do Emaus: „A myśmy się spodziewali, że On właśnie miał wyzwolić Izraela. Tak, a po tym wszystkim dziś już trzeci dzień, jak się to stało.”(Łk.24,21). Kiedy „…pierwszego dnia po szabacie, wczesnym rankiem, gdy jeszcze było ciemno…”(J.20,1b) niewiasty z radością przybiegają do apostołów z wiadomością, że grób pusty, oni osłupieli, stoją bezradni „Nadto jeszcze niektóre z naszych kobiet przeraziły nas: były rano u grobu, a nie znalazłszy Jego ciała, wróciły i opowiedziały, że miały widzenie aniołów, którzy zapewniają, iż On żyje.”(Łk.24,22-23) – wieczór tego samego dnia z obawy przed Żydami pozamykali drzwi domu, w którym się zebrali...
I ci ludzie tchórzliwi, znękani, złamani zwątpieniem, nagle płoną odwagą męczeńską. Niedawno zamykali za sobą drzwi, z obawy przed napaścią Żydów, teraz publicznie na placach, w świątyni, śmiało głoszą zmartwychwstanie Pana Jezusa, stając odważnie w obronie Jego i jego nauki, mimo zakazu kapłanów.
Czym to wytłumaczyć, jeśli nie faktem, że Chrystus zmartwychwstał? Jeśli nie przyjmiemy tego tłumaczenia, to zagadką pozostanie fakt – skąd apostołowie, będąc ludźmi prostymi, zdrowymi, nabrali tyle pewności siebie i wiary w prawdę zmartwychwstania, skąd się wzięła w nich ta zmiana religijna, moralna, społeczna, intelektualna – jedyna w całej historii świata?!
Czym tłumaczyć pewność i wielostronną zmianę, jaka zaszła w apostołach, jeśli odrzucimy zmartwychwstanie Chrystusa. Możemy śmiało twierdzić, że zmartwychwstanie Pana Jezusa jest absolutnie pewnym historycznie faktem.

II. Zarzuty przeciwko zmartwychwstaniu Chrystusa.


Wobec druzgocących dowodów o zmartwychwstaniu Pana Jezusa, śmiesznymi, godnymi politowania są zarzuty przeciwników.

→ A) Stoją bezradni wobec, faktu pustego grobu Chrystusowego.
Wiemy, że kiedy pobożne niewiasty chciały oddać ostatnią posługę i namaścić ciało Chrystusa, znalazły pusty grób. Zaraz zawiadomiły o tym apostołów. Jan i Piotr natychmiast udali się do grobu i przekonali się, że grób jest naprawdę pusty „Nadszedł potem także Szymon Piotr, idący za nim. Wszedł on do wnętrza grobu i ujrzał leżące płótna oraz chustę, która była na Jego głowie, leżącą nie razem z płótnami, ale oddzielnie zwiniętą na jednym miejscu. Wtedy wszedł do wnętrza także i ów drugi uczeń, który przybył pierwszy do grobu. Ujrzał i uwierzył.”(J.20,6-8). O tym, że grób faktycznie był pusty, świadczy fakt, że wkrótce, kiedy wieść rozeszła się po mieście, kapłani żydowscy nie mogli zbić szerzących się wieści o zmartwychwstaniu Pana Jezusa.
Przekonali się, że grób faktycznie jest pusty, lecz gdzie się podziało ciało?...

a) „Rozpowiadajcie tak: Jego uczniowie przyszli w nocy i wykradli Go, gdyśmy spali.”(Mt.28,13) – to była deska ratunku kapłanów i faryzeuszów, którzy przekupili żołnierzy, straże, żeby świadczyły, że podczas ich snu, uczniowie Jezusa wykradli Jego ciało.
Jakiż to pełen sprzeczności i niedorzeczności psychologicznej pomysł! Tchórzliwi, przerażeni, wątpliwościami złamani apostołowie raptem, niewiadomo skąd, nabrali odwagi i ośmielili się, mimo obecności żołnierzy, ukraść ciało Chrystusa Pana. Rzekomo żołnierze wtenczas spali, ale w takim razie jak mogli widzieć, że apostołowie ukryli ciało? Jeśli nie spali, to jak mogli pozwolić na coś podobnego? Wiemy z historii, jak strasznie karano żołnierza, który zasnął na warcie, a tu dowiadujemy się, że im dobrze zapłacono za to, że oskarżyli apostołów o kradzież, ciała Chrystusowego!

b) Największa niedorzecznością popisali się ci, którzy niegdyś twierdzili i nadal niektórzy tak twierdzą, że śmierć Chrystusa była tylko pozorna, że w zimnym grobie oprzytomniał i wyszedł z grobu.
Próżne i bezsensowne gadanie!
Faktem niezaprzeczonym jest, że Chrystus umarł rzeczywiście. Śmierć Chrystusa jest faktem. Już w czasie drogi krzyżowej Pan Jezus był na wpół przytomny. Weźmy pod uwagę sposób krzyżowania – grubymi gwoździami do krzyża przybito ręce i stopy, krew musiała spłynąć, w dodatku żołnierz otworzył bok Chrystusa, przebił serce, z którego wypłynęła rozkładająca się krew. Po zdjęciu z krzyża wielkim kamieniem przywalono Jego grób. Zastanówmy się nad nienawiścią Żydów, faryzeuszów i kapłanów do Chrystusa. Z pewnością przypilnowali, żeby znienawidzonego Proroka nareszcie sprzątnąć!
Przypuśćmy, że Chrystus ocucił się w grobie, wstał i przyszedł do Swoich, którzy się Nim zajęli, leczyli Go, ale wkrótce umarł – czy możemy sądzić, że tego rodzaju wypadek spowodował przed chwilą wspomnianą głęboką zmianę psychiczną w apostołach?

→ B) Może wiara w zmartwychwstanie Chrystusa była tylko fantazją, wizją, halucynacją? Wrogowie Kościoła nie omieszkali wykorzystać zdobyczy nowoczesnej fizjologii i psychologii, żeby zaprzeczyć zmartwychwstaniu Pana Jezusa.

a) Przypuśćmy, że apostołowie i niewiasty, które pierwsze dowiedziały się, że grób Jezusa jest pusty, były psychicznie podniecone, egzaltowane, ale jak wytłumaczyć faktyczną pustkę grobu, o której przekonały się tysiączne rzesze?!

b) Apostołowie byli ludźmi prostymi, o zdrowych nerwach, o normalnej psychice, więc wykluczoną byłaby tu zbiorowa halucynacja!
Wizja i halucynacja u zdrowego człowieka jest możliwa wtenczas, jeśli się wyczekuje kogoś, lub czegoś niecierpliwie. Kiedy zapowiadany i bardzo oczekiwany gość nie przychodzi, wtenczas każde stuknięcie, każdy szmer, zdaje się mówić – już idzie, już jest tu – tymczasem niema nikogo. Ale apostołowie nie spodziewali się, że Chrystus wstanie z martwych! Nawet gdy niewiasty przyszły z wiadomością, że grób jest pusty, nie wierzyli, aż sami się przekonali na własne oczy. Uczniowie z Emaus wieczorem w dniu zmartwychwstania wątpią, żeby Chrystus zmartwychwstał. Tomasz apostoł, nawet wtedy nie uwierzył, kiedy już wszyscy uczniowie widzieli zmartwychwstałego Jezusa, aż sam namacalnie się przekonał „Następnie rzekł do Tomasza: Podnieś tutaj swój palec i zobacz moje ręce. Podnieś rękę i włóż (ją) do mego boku, i nie bądź niedowiarkiem, lecz wierzącym.”(J.20,27).
Tym bardziej wykluczona jest tu wizja, bo bliscy Chrystusowi z początku Go nie poznają. Magdalena na widok Jezusa myśli, że to ogrodnik, uczniowie i Emaus uważają Go za podróżnego.
Halucynacja jest możliwa u ludzi nerwowo chorych, a wiemy, że apostołowie byli to zdrowi rybacy, zahartowani życiem.

c) Gdyby Chrystus ukazał się raz, albo dwa razy, można by przypuścić, że była to wizja halucynacja, jakaś mara, ale wiemy, że w ciągu czterdziestu dni ukazywał się wielokrotnie. Widział Go święty Piotr, Maria Magdalena i inne pobożne niewiasty, dziesięciu apostołów w nieobecności Tomasza, potem razem z Tomaszem i wielu innych. Święty Paweł w liście do Koryntian powołuje się, że jeszcze żyje dużo ludzi, którzy na, własne oczy widzieli zmartwychwstałego Chrystusa „…później zjawił się więcej niż pięciuset braciom równocześnie; większość z nich żyje dotąd, niektórzy zaś pomarli.”(1.Kor.15,6). Przytoczone świadectwa, aż zanadto dostatecznie dowodzą faktu zmartwychwstania. Ofiarą halucynacji, niedorzecznej wizji mogło paść kilka osób, ale nie całe tłumy, żeby 500 osób jednocześnie widziało to samo! W takim wypadku wykluczoną jest halucynacja. Czterdziestego dnia po zmartwychwstaniu, apostołowie przestali widzieć Chrystusa. On dawszy im ostatnie wskazania „Po tych słowach uniósł się w ich obecności w górę i obłok zabrał Go im sprzed oczu.”(Dz.1,9). Dlaczego? Gdyby to była tylko halucynacja, to z pewnością byłaby się nadal powtarzała.
Zmartwychwstanie Chrystusa jest faktem historycznym. Naoczni świadkowie to kobiety, które spodziewały się wszystkiego, tylko nie zmartwychwstania Chrystusa. Świadkami są też apostołowie, którzy z początku nie chcieli uwierzyć, że Jezus powstał z martwych, aż naocznie, słuchem i dotykiem sami się przekonali i swoje przekonanie życiem potwierdzili. Świadkami zmartwychwstania Pana Jezusa są tłumy pierwszych męczenników, którym Pan Jezus ukazał się po zmartwychwstaniu. Świadkiem jest 20-sto wiekowa historia Kościoła. Na widok bohaterstwa, męczenników, szlachetnych kwiatów cnót chrześcijańskich i niezłomnej wiary, narzuca się pytanie, czym to wszystko wytłumaczyć. Jeśli Chrystus jak wszyscy ludzie umarł i rozłożył się w ziemi? Kto uwierzy, że rozkładający się trup zdoła zapalić miliony ludzi do bohaterskiej pracy nad sobą i położyć podwaliny życia wiecznego?!
Zmartwychwstanie Chrystusa jest ukoronowaniem dzieła zbawienia, największym dowodem na Jego Synostwo Boże. Kiedy Chrystus konał na krzyżu, wrogowie naigrawali się z Niego „ Innych wybawiał, siebie nie może wybawić. Jest królem Izraela: niechże teraz zejdzie z krzyża, a uwierzymy w Niego.”(Mt.27,42). Otóż Chrystus dał większy dowód swego Bóstwa, albowiem bo po śmierci wstał z grobu.
Teraz każdy rozumie, dlaczego największą uroczystość wszyscy Chrześcijanie obchodzą „„…pierwszego dnia po szabacie…”(J.20,1b) jest to Wielkanoc. Zmartwychwstanie Chrystusa jest fundamentem naszej wiary, triumfem prawdy, nadzieją życia i obietnicą naszego zmartwychwstania.

* * *

Moi drodzy! W pierwszy dzień Wielkanocny zebrali się wszyscy apostołowie z wyjątkiem nieszczęśliwego Judasza – zdrajcy i niewiernego Tomasza. Gdzie był wtenczas Tomasz, nie wiemy. Smutny nastrój panował wśród uczniów Chrystusa, Ciało Pana Jezusa znikło z grobu, kapłani rozgłosili, że apostołowie je ukradli. Nastrój był przykry, w powietrzu wisiało niebezpieczeństwo. Jak wiemy, apostołowie pozamykali drzwi, bojąc się kapłanów. Co teraz robić? Jak spełnić plany Chrystusa? Cóż począć, kiedy wszyscy jesteśmy złamani, zniechęceni, rozczarowani?
Wtem nagle zjawia się Chrystus. Drzwi były zamknięte, ale Chrystus stanął wśród nich. „Popatrzcie na moje ręce i nogi: to Ja jestem. Dotknijcie się Mnie i przekonajcie: duch nie ma ciała ani kości, jak widzicie, że Ja mam.”(Łk.24,39). Jakby chciał powiedzieć – porzućcie nareszcie pesymizm! Widzicie, że dotrzymałem obietnicy, jestem, żyję – ale teraz potrzebuję ludzi odważnych, bohaterów, męczenników, którzy by swoje życie gotowi byli poświęcić dla Mnie dla Mojej nauki!
„ Lecz gdy oni z radości jeszcze nie wierzyli i pełni byli zdumienia, rzekł do nich: Macie tu coś do jedzenia?” (Łk.24,41) – mówi Pismo święte i w ich słabych duszach zapłonął ogień bohaterskiej odwagi.
Od tej chwili Chrystus zmartwychwstały jest nieustannym źródłem wiary. Słowa Składu Apostolskiego „trzeciego dnia zmartwychwstał” – są nadzieją i tryumfem naszej wiary.
Tak. Chrystus żyje wśród nas nie w postaci mitu, legendy, ale realnie, naprawdę! Ten Sam Chrystus, który chodził po Palestynie, dziś chodzi po całym świecie. Ten Sam, który przed 2.000 laty przemawiał do ludów Palestyny, dziś po całym świecie głosi Swoją naukę, wzmacnia, pociesza, napomina, czeka, przygarnia do Siebie całą ludzkość.
Moi drodzy! Żyjmy w stałej łączności z łaską Pana Jezusa, żebyśmy idąc śladami Jego świętego krzyża, mogli wstać z martwych i potrafili osiągnąć żywot wieczny.

Amen.




Autor: ksiądz Antoni Wac
str 169-175 , publikacja na DDN dn. 09-03-2015

_________________
+ Z Bogiem i Maryją.


Góra   
  Zobacz profil Wyślij e-mail      
 
Admin_DDN
 Tytuł: Re: + CHRYSTUS W CIERPIENIU I W CHWALE. Rozważania rekolekcyjne +
PostNapisane: 9 mar 2015, o 18:54 
Offline
1000p
1000p
Postów: 6537
Skąd: Polska
Seria – C – Chrystus w Chwale.
Konferencja XXIX/II


Zmartwychwstaniemy!




Moi drodzy!
Wszyscy znamy triumfalną pieśń wielkanocną „Wesoły nam dziś dzień nastał, Alleluja! Król Niebieski k’nam zawitał, jako śliczny kwiat zakwitał. Po śmierci się nam pokazał, Alleluja!” „Wesoły nam dziś dzień nastał”. Z czego powinniśmy się radować, czemu powinniśmy się cieszyć?
Czy z powodu zwycięstwa Chrystusa nad grzechem, śmiercią i szatanem? Nad tryumfem prawdy i życia? Nad wspaniałym dowodem największego cudu Chrystusa i Jego Boskości? Tak, wszystko to jest przyczyną naszej radości, naszego wesela w dzień zmartwychwstania Chrystusa.
Ale w sercach naszych bije jeszcze inna radość, nadzieja naszego zmartwychwstania, o której apostoł w ten sposób się wyraża „ Bóg zaś i Pana wskrzesił i nas również swą mocą wskrzesi z martwych.”(1.Kor.6,14).
Pustka grobu Chrystusowego przemawia do nas potężnym głosem. Chrystus powstał z martwych i my też powstaniemy z martwych!
Jest to niesłychana i wręcz wspaniała nauka naszej wiary!
Często słyszymy narzekania „Chrześcijaństwo jest bardzo trudne!” O, tak. Jeśli przypatrzymy się innym religiom, widzimy, że bez porównania pobłażliwiej traktują słabości ludzkie i bardziej naginają się do wygód i kaprysów swoich wyznawców, „Nie sądźcie, że przyszedłem pokój przynieść na ziemię. Nie przyszedłem przynieść pokoju, ale miecz.”(Mt.10,34) – mówi Pan Jezus i rzeczywiście, często czujemy na swojej grzesznej naturze głębokie cięcia Jego miecza.
Bóg wymaga od nas nie tylko codziennej modlitwy, chodzenia do kościoła, wspierania ubogich – ale całego naszego życia, myśli, słów, uczynków. Zabrania nam grzeszyć nie tylko czynem, ale nawet i myślą. Poskramia nasz smak, potępia lenistwo, naraża nas na pokusy i zabrania im ulegać, zsyła na nas wątpliwości, a każe nam ślepo wierzyć – a są to rzeczy niełatwe!...
Chrześcijaństwo jest surowe, twarde i nieugięte!
Wymaga od nas samozaparcia, olbrzymiego wysiłku woli panowania nad namiętnościami, wymaga nawet naszego życia – jeśli chodzi o obronę zasad Chrystusowych – ale jednocześnie daje nam obietnicę, jak żadna inna religia, że wszyscy zmartwychwstaniemy!
Czasem opanowuje nas zwątpienie, czy zmartwychwstaniemy naprawdę? Trudno w to wierzyć – bo to tak niesłychana, zdumiewająca obietnica!

W dzisiejszym naszym rozważaniu przypatrzmy się
I) Dowodom, jakie daje wiara o naszym zmartwychwstaniu,
II) zarzutom przeciw nauce o zmartwychwstaniu i
III) owocom wiary w zmartwychwstanie.

I. Dowody wiary naszego zmartwychwstania.

Wiara w zmartwychwstanie jest niezrównaną tajemnicą, że bez wyraźnej nauki Chrystusa Pana, nie można by jej sobie wyobrazić.

→ A) Pan Jezus jasno i wyraźnie mówił o naszym zmartwychwstaniu, więc nie ma powodów w to wątpić. Mało prawd podkreślał z takim naciskiem. Może dlatego, że znał jej tezy sprzeciwiające się codziennemu doświadczeniu.

a) Posłuchajmy, jak wyraźnie mówi Pan Jezus o naszym zmartwychwstaniu w Ewangelii świętego Jana „Nie dziwcie się temu! Nadchodzi bowiem godzina, w której wszyscy, którzy spoczywają w grobach, usłyszą głos Jego: a ci, którzy pełnili dobre czyny, pójdą na zmartwychwstanie życia; ci, którzy pełnili złe czyny - na zmartwychwstanie potępienia.”(J.5,28-29). W innym miejscu mówi o tym samym ,, To bowiem jest wolą Ojca mego, aby każdy, kto widzi Syna i wierzy w Niego, miał życie wieczne. A ja go wskrzeszę w dniu ostatecznym.”(J.6,40). „ Kto spożywa moje Ciało i pije moją Krew, ma życie wieczne, a Ja go wskrzeszę w dniu ostatecznym.”(J.6,54).

b) Jak rozpowszechnioną była wśród wyznawców Chrystusa wiara w zmartwychwstanie ciała, świadczy o tym odpowiedź Marty, którą dała Chrystusowi na zapytanie, dlaczego tak rozpacza, przecież Łazarz wstanie z martwych. Marta naturalnym głosem odpowiada „Wiem, że zmartwychwstanie w czasie zmartwychwstania w dniu ostatecznym.”(J.11,24b). Przy tej sposobności Pan Jezus głosi Swoją naukę o zmartwychwstaniu ciała „Ja jestem zmartwychwstaniem i życiem. Kto we Mnie wierzy, choćby i umarł, żyć będzie.”(J.11,25b).

c) Pewnego razu Saduceusze, ówcześni wrogowie nauki o zmartwychwstaniu ciała, chcieli podchwycić Jezusa i zapytali Go „Nauczycielu, Mojżesz powiedział: Jeśli kto umrze bezdzietnie, niech jego brat weźmie wdowę po nim i wzbudzi potomstwo swemu bratu. Otóż było u nas siedmiu braci. Pierwszy ożenił się i umarł, a ponieważ nie miał potomstwa, zostawił swoją żonę bratu. Tak samo drugi i trzeci - aż do siódmego. W końcu po wszystkich umarła ta kobieta. Do którego więc z tych siedmiu należeć będzie przy zmartwychwstaniu? Bo wszyscy ją mieli za żonę.”(Mt.22,24b-28).
Zdawałoby się, że to dość rzeczowe pytanie. Posłuchajcie, co odpowiedział na nie Chrystus „Dzieci tego świata żenią się i za mąż wychodzą. Lecz ci, którzy uznani zostaną za godnych udziału w świecie przyszłym i w powstaniu z martwych, ani się żenić nie będą, ani za mąż wychodzić. Już bowiem umrzeć nie mogą, gdyż są równi aniołom i są dziećmi Bożymi, będąc uczestnikami zmartwychwstania.”(Łk.20,34b-36).
Chrystus Pan więc często i wyraźnie głosił naukę o zmartwychwstaniu ciała!

→ B) Ale Chrystus nie tylko uczył o zmartwychwstaniu, lecz przykładami potwierdzał głoszoną prawdę.
Mam tu na myśli nie tylko trzech zmarłych, o których wspominają Ewangelie, ale przede wszystkim największy cud, który spełnił Pan Jezus – Sam zmartwychwstając!
Kobiety idące w wczesnym rankiem do grobu Chrystusa, by Go namaścić wonnymi olejkami, martwiły się, kto im odwali ciężki kamień grobowy?
Przed zmartwychwstaniem Chrystusa taki ciężki kamień leżał na sercu każdego człowieka. Każda mogiła ludzka była przywalona ciężką bryłą rozpaczy, podobnie jak i dziś dla wielu niewierzących grób jest kresem uczuć, pragnień, miłości i wszelkiej nadziei!
Czy mogiła jest celem człowieka?
Nie! Zmartwychwstały Chrystus odwalił leżący na ludzkim sercu ciężar beznadziejności grzechu „Ja jestem zmartwychwstaniem i życiem. Kto we Mnie wierzy, choćby i umarł, żyć będzie.”(J.11,25b).
Czy to nie przesada? Czy to jest możliwe? To niepojęte słowa! To nie przesada, ani niedorzeczność, to fakt, który potwierdza Zmartwychwstanie Chrystusa! Słusznie mówi święty Paweł „Jeżeli zatem głosi się, że Chrystus zmartwychwstał, to dlaczego twierdzą niektórzy spośród was, że nie ma zmartwychwstania?”(1.Kor.15,12).
Z chwilą, kiedy Chrystus spoczął w grobie, każda mogiła jest dla nas świętą. Z chwilą, kiedy Pan Jezus zmartwychwstał, żyjemy i umieramy z nadzieją zmartwychwstania. Przed Chrystusem umierali ludzie tak samo, jak i potem, ale przedtem pisali na grobach „Tu spoczywa N. N. w beznadziejnej ciemności”. Po zmartwychwstaniu Chrystusa piszemy „Tu spoczywa w nadziei zmartwychwstania S.Y.” – Tak, wierzymy w zmartwychwstanie, bo Chrystus tego uczył i potwierdził Swoim zmartwychwstaniem.

→ C) Nauki Chrystusa o zmartwychwstaniu ciała dowodzi myśl Boża, przejawiająca się w człowieku.

a) Zmartwychwstania ciała domaga się twórczy plan Boży. Człowiek składa się z duszy i ciała. Życie psychiczne jest ściśle zespolone z funkcjami ciała, ono jest początkiem wszelkich przejawów ciała. Ciało istnieje dzięki duszy. Smutna dusza każe oczom płakać, gdy jest wesoła, całe ciało ogarnia pogodny nastrój. Człowiek wtenczas jest człowiekiem, jeśli dusza jest połączoną z ciałem! Ostateczna doskonałość życia ludzkiego domaga się, żeby po chwilowym zerwaniu węzła łączącego duszę z ciałem, nastąpiło ich ponowne zjednoczenie.

b) Zmartwychwstania ciała domaga się Majestat Boży. Potrzebne jest ostateczne zdemaskowanie zła, grzechu, mniemanej wielkości, odpłacić wszelką krzywdę i uwidocznić sprawiedliwość Bożą. Trzeba wykazać, że bezkarnie nie można deptać praw Bożych! Trzeba złożyć hołd Stwórcy nieba i ziemi, każdy musi oddać Mu pokłon i uznanie, a nawet ci, którzy za życia Nim gardzili, muszą być olśnieni Jego Majestatem i zawołać – Tyś Jedyny, wieczny, który trwasz niezmieniony po wszystkie wieki wieków!

c) Zmartwychwstania ciała domaga się sprawiedliwość Boża. Jeśli prowadziłem życie nienaganne, jeśli zwalczałem swoje namiętności dla Chrystusa i usilnie starałem się utrzymać łączność z łaską Bożą, powinienem brać udział i w zasługach Chrystusa Pana.
Sprawiedliwość spotka mnie na pewno, jeśli przyjdzie czas zapłaty, jeśli jest zmartwychwstanie ciała. Całe życie ludzkie jest nieustanną, walką, samozaparciem, ofiarą. Elementarne prawa sprawiedliwości domagają się ukarania złoczyńcy i wynagrodzenia czynu dobrego, potępienia grzesznika i uszczęśliwienia cnotliwego. Zmartwychwstanie będzie przeglądem czynów danego człowieka. Będzie wielkim, ostatecznym sądem. Wtenczas zostanie wynagrodzona cnota i miłość, jaką człowiek Chrystusowi, ostatecznie zostanie pokonane zło i wszelki grzech.
Wierze w to, bo tego uczył Chrystus i potwierdził to swoim zmartwychwstaniem, bo do tego zmusza mnie rozumowanie ludzkie i tego domaga się sprawiedliwość!

II. Zarzuty przeciwko wierze w zmartwychwstanie ciała.

Bezwątpienia, że zmartwychwstanie ciała jest zrządzeniem woli Bożej. Wszechmocna wola Boga jest czynnikiem, który umożliwi zmartwychwstanie bez wyjątku każdemu człowiekowi i tylko na podstawie Jego wszechmocy możemy usunąć trudności, związane ze zmartwychwstaniem.

→ A) Są ludzie, którzy dręczą się pytaniami, jak staną na sądzie ostatecznym ci, których na drobne kawałki rozszarpał np. granat, lub ci, którzy utonęli w morzu, którzy się spalili itp. Czy oni również wstaną z martwych? Jak to możliwe?
Zastanówcie się nad tym. Moi drodzy, czy to, co zostało tu powiedziane, sprawia trudność wszechmocy Bożej? Czy to jest przeszkodą w działaniu Tego, kto stworzył z niczego pierwsze życie? Czy nie łatwiej jest – rozumując po ludzku – przywrócić utracone życie, niż je stworzyć? Stwórca, który jednym aktem Swojej woli powołał do istnienia nieskończone światy, z pewnością nie stanie w martwym punkcie, realizując Swój plan zmartwychwstania ciała.
Już świętemu Pawłowi zadano pytanie „A jak zmartwychwstają umarli? W jakim ukazują się ciele?”(1.Kor.15.35b). Jaką otrzymali odpowiedź „O, niemądry! Przecież to, co siejesz, nie ożyje, jeżeli wprzód nie obumrze. To, co zasiewasz, nie jest od razu ciałem, którym ma się stać potem, lecz zwykłym ziarnem, na przykład pszenicznym lub jakimś innym.” (1.Kor.15,36-37).
Bo jakże inaczej odpowiedzieli na takie pytaniu? Czy Ten, który obdarzył cię życiem raz, nie może po raz drugi zrobić tego samego? Czy może jakieś stworzenie tak zginąć, żeby Go Wszechmocny Bóg nie mógł przywrócić do życia? Czy granat, ogień, woda może rozłożyć tak twoje ciało, żeby go Bóg, jeśli zechce, nie zdołał przywrócić do życia? W jesieni brzydka poczwarka układa się do snu, a na wiosnę wylatuje z niej przepiękny motyl – czy rozumiesz to wszystko?

→ B) Inni mówią – kto rozłożył się w grobie, ten więcej nigdy nie wstanie! – Otóż wstanie! Ewangelia mówi, że zmarli w dzień zmartwychwstania usłyszą wołanie Syna Bożego.
Jaki to będzie głos, że aż go umarli usłyszą? Będzie to wołanie Stwórcy, Wszechmocnego Boga, którego usłyszy każdo stworzenie. Głos Stworzyciela zabrzmiał nad młodzieńcem z Nain „Młodzieńcze, tobie mówię, wstań!” (Łk.7,14) – i zmarły wstał. Córka Jądra leżała martwa na łożu, wołanie Chrystusa „Talitha kum, to znaczy: Dziewczynko, mówię ci, wstań!”(Mk.5,41b) przywróciło ją do życia. Łazarz był cztery dni w grobie, kiedy rozległ się nad nim glos Chrystusa „Łazarzu, wyjdź na zewnątrz!”(J.11,43b) – wstał. Tak samo na głos Wszechmocnego Boga wszyscy wstaniemy z martwych!
Bóg, Pan życia i śmierci, już w świecie materialnym wyrył znamiona Swojej wszechmocy. Po nocy następuje ranek, wiosna grzebie zimę, woda, która wyparowała, spada w postaci rosy, z ziaren rzuconych w ziemię, powstaje nowe życie. A tylko posiew ludzki, w który Bóg złożył najcenniejsze skarby, miałby zginąć bez śladu?
O, nie, nie zgnijemy bezpowrotnie! Przyjdzie czas, a ożyjemy na nowo, będzie powszechne zmartwychwstanie! Dopiero zmartwychwstaniem zakończy się dzieło odkupienia. Wtenczas będzie ostateczne żniwo życia nad śmiercią „Jako ostatni wróg, zostanie pokonana śmierć.”(1.Kor.15,26).Wtenczas otrzymamy życie, o którym mówił Chrystus.
Wtenczas nastąpi dzień radości, zapowiadany w Piśmie Świętem „ I otrze z ich oczu wszelką łzę, a śmierci już odtąd nie będzie. Ani żałoby, ni krzyku, ni trudu już (odtąd) nie będzie, bo pierwsze rzeczy przeminęły.”(Ap.21,4).
Wierzę w zmartwychwstanie ciała!

III. Co nam daje wiara w zmartwychwstanie?

Powinienem nie tylko Wierzyc w zmartwychwstanie ciała, ale i żyć z myślą o tym.
Wiara w zmartwychwstanie jest wielkim napomnieniem – daje nam pomoc przeciwko grzechom i rozprasza smutek śmierci.

→ A) Myśl o zmartwychwstaniu napomina nas, żebyśmy się szykowali na ostateczny rozrachunek z Bogiem. Będzie to największe wydarzenie w historii świata. Tylko jeden moment był do niego podobny, pierwszy dzień, kiedy rozległ się głos Stwórcy „Niechaj się stanie światłość! I stała się światłość.” (Rdz.1,3b). Z ust tego samego Boga zabrzmi wołanie „Niech się stanie ciemność i koniec wszelkiego życia na ziemi”. Ziemia zadrży... zmarli wstaną.... miliony, miliardy istot ludzkich opuści swoje grobowce, mogiły, ziemia wyda wszystkich, sprawiedliwych i grzeszników, sławnych i zapomnianych, przyjaciół i wrogów Chrystusa – wszyscy ujrzymy Jezusa, Syna Bożego w Majestacie Króla i Pana całego wszechświata, odzianego w potęgę i w chwałę.
Przygotujmy się na ten dzień!
Wtenczas nie będą uwzględnione żadne wymówki, dlaczego nie służyłem wiernie Bogu! Dlaczego nie przygotowałem się lepiej do życia wiecznego, dlaczego przychodzę z pustymi rękoma, bez zasług i dobrych uczynków?!
Wiara w zmartwychwstanie napomina nas – Człowiecze, szykuj się do zmartwychwstania! Żyj tak, żebyś w każdym dniu przyłożył ziarnko zasług do skarbca swoje duszy!

→ B) Wiara w zmartwychwstanie ciała napomina nas słowami św. Pawła „ Jeśliście więc razem z Chrystusem powstali z martwych, szukajcie tego, co w górze, gdzie przebywa Chrystus zasiadając po prawicy Boga.”(Kol.3.1).
Wiara w zmartwychwstanie jest pomocą w walce z grzechem! Jeśli pamiętam o dniu ostatecznym – wola moja staje się silniejszą do pokonania zła, do walki z namiętnościami ciała.
Kiedy nastąpi ten dzień? Nie wiem, ale nie wolno się niecierpliwić! Czy mam prawo i czy mogę wtrącać się do planów Bożych? Czy wolno mi narzekać, jeśli wiem, że cierpienia moje będą ozdobą Chrystusa? Zmartwychwstanie Zbawiciela jest moją siłą w bojach o żywot wieczny i nadzieją mojego zmartwychwstania.

→ C) Wiara w zmartwychwstanie jest pocieszeniem w smutku śmierci. Z pewnością widzieliście zaćmienie słońca. Dla nas, ludzi inteligentnych, jest to rzecz zrozumiała, wiemy, że to zjawisko naturalne. Ale ongiś na wpół dzikie plemiona w czasie zaćmienia, słońca popadały w straszne zamieszanie i rozpacz. Kobiety zaczynały krzyczeć, wręcz wrzeszczeć wniebogłosy, rozdzierać szaty, ranić swoje ciało a nawet podcinać sobie żyły z rozpaczy że już więcej nie będzie słońca.
Wielkanoc jest pocieszeniem w śmierci. Od chwili zmartwychwstania Pana Jezusa wiemy, że zaćmienie słońca naszego życia, ciemność, śmierć jest krótkotrwała. My również płaczemy, narzekamy i smucimy się nad mogiłą kochanej osoby. Ale nie tracimy nadziei, bo wiemy, że od czasu zmartwychwstanie Chrystusa zmalała potęga śmierci. Wiemy, że złożony w nas zadatek zmartwychwstania kiedyś wzejdzie i zakwitnie nowym życiem. Wiemy, że „…Ten, który wskrzesił Jezusa, z Jezusem przywróci życie także nam i stawi nas przed sobą razem z wami.”(2.Kor.4,14). Wiemy, że słońce żywota zajdzie nad nami, ale wyjdzie na nowo. Wiemy, że życie nasze minie, ale wiemy, że to tylko przejście do morza wieczności. Wiemy, że zmierzch jest bliski, ale cieszymy się nową wiosną. Wiemy, że ciało umrze, ale jesteśmy przekonani, że kiedyś wstaniemy z martwych. Wiemy, że Chrystus jest życiem i zmartwychwstaniem naszym – jeśli wierzymy w Niego, bodziemy żyli na wieki.
Wiara ta oświeca nam ciemności życia. Wiara w życie wieczne jest kotwicą nadziei w czasie burzy, kiedy na horyzoncie naszego doczesnego żywota pojawią się czarne chmury śmierci. Wiara w życie wieczne, w zmartwychwstanie ciała, jest słońcem naszej nadziei.

* * *

Moi drodzy. Przy wejściu na stary cmentarz w Odessie – nazwany Cmentarzem Chrześcijańskim, a projektowanym przez architektów francuskich i włoskich w okresie caratu znajduje się wzruszająca rzeźba, poświęcona pamięci zmarłych. Widać tam bramę śmierci, która odsłania ciemną przepaść, do której niewidzialna wręcz siła przemocą wciąga tłumy ludzi. Jedni stawiają jej zacięty opór, ale na próżno, inni wręcz nieprzytomni wciągani są w paszczę śmierci, niektórzy bezwiednie ulegają tajemniczemu pędowi. W straszliwym wirze śmierci dwie osoby idą spokojnie, z podniesionym czołem na spotkanie śmierci. Skąd ta równowaga ducha, pod ich stopami widać ciemna przepaść grobu, z której jaśnieje promiennym blaskiem gwiazda wiary życia wiecznego! Podobno prawie identyczna rzeźba znajduje się na jednym z Paryskich cmentarzy.
Wiara w zmartwychwstanie jest promienna gwiazdą, która świeci nam w ciemnościach śmierci. Zmartwychwstały Chrystus zapalił nam nadzieję naszego zmartwychwstania, wzmógł nasze wymagania, zachęcił do życia wiecznego, przyobiecał dotychczas nieznany świat ducha, jeśli wolno powiedzieć – zbuntował rodzaj ludzki, otwierając przed nim bramy wieczności Od tego czasu nie zadawalamy się byle czym, ale domagamy się od Boga życia wiecznego.
Grobie święty, tyś naszą nadzieją, tyś promieniem światłem w ciemnościach śmierci! O, Chryste zmartwychwstały, porywasz nas tryumfem Swego zwycięstwa nad grzechem i śmiercią, i wpisujesz do naszych serce słowa radości, że po trudach cierpienia, doświadczeń, po ciernistej drodze życia, po śmierci poza granicami znikomości, rozkładu i zniszczenia, czeka nas korona żywota wiecznego!
Wesoły nam dziś dzień nastał, którego z nas każdy żądał. Tego dnia Chrystus zmartwychwstał! Alleluja!
Wierzę w zmartwychwstanie ciała i żywot wieczny!

Amen.




Autor: ksiądz Antoni Wac
str 176-181 , publikacja na DDN dn. 09-03-2015

_________________
+ Z Bogiem i Maryją.


Góra   
  Zobacz profil Wyślij e-mail      
 
Admin_DDN
 Tytuł: Re: + CHRYSTUS W CIERPIENIU I W CHWALE. Rozważania rekolekcyjne +
PostNapisane: 9 mar 2015, o 18:56 
Offline
1000p
1000p
Postów: 6537
Skąd: Polska
Seria – C – Chrystus w Chwale.
Konferencja XXXI/III


Zmartwychwstanie Chrystusa jest naszą nadzieją.




Moi drodzy!

Wczesnym rankiem w zaraz w następny dzień po szabacie i po Święcie Paschy pobożne niewiasty spieszyły do grobu Chrystusa, by namaścić Jego ciało wonnymi olejkami, jak było w zwyczaju u Żydów. Ale na krawędzi pustego grobli siedział anioł i przemówił do nich ,,Nie bójcie się! Szukacie Jezusa z Nazaretu, ukrzyżowanego; powstał, nie ma Go tu. Oto miejsce, gdzie Go złożyli.”(Mk.16,6b).
Czy widzieliście kiedykolwiek napis o podobnej treści na nagrobkach? Zapewne nie! Jak zasadniczo różnią się od żywego nagrobka nasze napisy na pomnikach i krzyżach!
„Tu spoczywa NN” znakomity mąż stanu, wielki uczony, zasłużony wódz, sławny monarcha, wybraniec losu, powszechnie znany i kochany, z którego wspaniałomyślności, wielkiego majątku, odznaczeń, została się... tylko mogiła. Tu ginie w ciemnym grobie, majątek i bogactwa nie uchroniły go od zniszczenia. Czarna ziemia pogrzebała jego potęgę, czas przyprószył jego pamięć pyłem zapomnienia, niesforny wiatr zeschłymi liśćmi hula na jego mogile... Tu spoczywa... Tu spoczywa....
Zupełnie inny nastrój uderza nas u grobu Chrystusa, który był w życiu opuszczony, biedny, potęga Jego zrodziła się u tego pustego grobu. On to trzeciego dnia zmartwychwstał, żeby zatryumfować nad śmiercią i otworzyć, nam bramy żywota wiecznego. Błogosławiona śmierć Jezusa i chwalebne zmartwychwstanie.
Zmartwychwstanie Chrystusa jest największą uroczystością świata chrześcijańskiego, świętem radości i wesela każdego chrześcijańskiego serca.
Po odsieczy Wiedeńskiej 1683-go roku, ludzie zupełnie obcy całowali się z radości na ulicach miast, wszyscy mówili tylko o swoim oswobodzeniu. Nareszcie jesteśmy wolni! Jesteśmy wolni!... Wszyscy chrześcijanie w pierwszych wiekach, w dzień Wielkanocny szczerą radością czcząc z pamiątki zmartwychwstania Chrystusa, pozdrawiali się tymi słowami – Chrystus zmartwychwstał. A odpo-wiedź brzmiała – Prawdziwie zmartwychwstał!
W Wielką Sobotę wieczór, jakby cały świat ożył. Ulice roją się od ludzi. Trudno wysiedzieć w domu, w cichym pokoju. Jakiś prąd nowego, tajemniczego życia przebiega po ludziach i ciągnie ich na ulice. Cała ziemia się raduje – szybkim krokiem zbliża się wiosna, pączki uśmiechają się do nas z drzew i krzewów. Serca nasze również budzą się do wiosny nowego życia.
Wszyscy się radujemy, ale czy wiemy dlaczego?
Z czego się, cieszymy? Na czym polega radość zmartwychwstania Chrystusa?

I. Budzenie się natury ze snu radością napełnia ludzkie serca.

Człowiek jest odzwierciedleniem natury, całego wszechświata, dlatego nazywa się mikrokosmosem, małym światem. Ciało nasze, jak wiemy, składa się z rozmaitych pierwiastków chemicznych i wszystko to jest ujęte w celowo działającą całość przez pierwiastek duchowy, przez nieśmiertelną duszę. Znany filozof grecki, Athenagoras, tak określił człowieka „Człowiek, to byt który rośnie, jak roślina, czuje jak zwierze ale myśli jak anioł”. Możemy powiedzieć, że organizm nasz, jest mikroskopijną odbitą wszechświata. Nic więc dziwnego, że weselimy się z wiosną, a smutkiem napełnia nas listopadowa mgła, ponure, dżdżyste dni jesienne.
Ciało nasze zbudowane jest z pierwiastków chemicznych, znajdujących się we wszechświecie, nic więc dziwnego, że razem z ziemią czujemy jej tęsknice jesienne i promienną radość budzącej się wiosny. Kiedy na wiosnę nowe życie śpiewa hymny ku czci Stwórcy, śpiew przenika i nas mikrokosmos, nasze serce, podobnie, jak uderzymy w struny harfy, to ozwie się inny, obok niej znajdujący się instrument muzyczny, nastawiony na tę samą wysokość tonu. Na wiosnę krąży w nas radość nowego życia. Nigdy nie cieszymy tak jak na wiosnę, kiedy po zimowej śmierci cała natura wstaje zwycięsko do nowego życia.

II. Ufność i siła w życie społeczne.

Z tajemnicy zmartwychwstania Chrystusa, wypływa jeszcze inna nauka – ufność i siła w życie społeczne.
W Rzymie, w cyrku Nerona stał olbrzymi obelisk, który na rozkaz cesarza Kaliguli został przewieziony z Heliopolis. Obecnie ten obelisk stoi na placu świętego Piotra. Ludzie ze wszystkich stron świata podziwiają dzieło starożytnej techniki i czytają, wyryty na nim napis „Chrystus żyje, Chrystus zwycięża, Chrystus króluje”. Prawdziwość tych słów najbardziej uwydatnia się w czasie zmartwychwstania Chrystusa. Świat roślinny w milionach pączków pełen jest zieleni, nadzieli, kielichy kwiatów chylą, się pod ożywczym wiosennym powiewom... cała natura śpiewa... wszędzie panuje kojący nastrój budzącego się życia, tak jakby raz na zawsze znikł mroźny powiew zimy. Niedawno jeszcze narzekaliśmy, że wiosna nie nadchodzi, że gdzieś ugrzęzła w przestworzach międzyplanetarnych.
Różne czynniki atmosferyczne mogą spowodować opóźnienie się wiosny, która jednak w końcu przyjdzie! Ciemności mogą walczyć z światłem, ale pokonać go nie mogą! Zło do pewnego czasu może triumfować, ale w końcu uczciwość i dobroć zwycięża. Nad Chrystusem tylko trzy dni triumfowali Jego wrogowie... trzeciego dnia pękły okowy śmierci i Chrystus zajaśniał nieznaną dotychczas chwałą... Od tej chwili Chrystus żyje. Chrystus zwycięża, Chrystus króluje!
Coroczne budzenie się natury ze snu rodzi w nas pytanie – czy narody również mogą zmartwychwstać?
Jeśli naród odstąpił od ideałów i praw moralnych, które podniosły go niegdyś na wyżyny, ulega wymarciu, nie błyśnie dla niego jutrzenka zmartwychwstania. Jeśli w narodzie zawaliły się filary moralności, miłości braterskiej, sprawiedliwości społecznej i gospodarczej – rozpada się w gruzy, jak ruina potężnego zamczyska. Wsłuchujmy się uważnie w głos dzwonów zmartwychwstania, które wzywają nas, żebyśmy się zastanowili nad sobą, żebyśmy wejrzeli w swoje życie społeczne i gospodarcze. Jeśli dany naród ma jednostki, które wierzą w Boga, wierzą w życie wieczne, na ludzi uczciwych, pracowitych, szanujących bliźnich, ofiarnych, czyli prawdziwe filary – zmartwychwstanie.



III. Natura nasza jest nastawiona na życie wieczne.

Doszliśmy do najgłówniejszego powodu do radości ze zmartwychwstania – natura nasza jest nastawiona na życie wieczne.
Każdy zauważy, że to, co dotychczas powiedzieliśmy o radości Zmartwychwstania, było nie wyczerpujące. Skąd radość? Skąd niewypowiedziany optymizm naszego serca? Czy tylko z powodu zieleni, kwiatów i drzew? Bynajmniej! Weselem wtóruje nasza natura, nastawiona na dźwięki odradzającej się natury – radość i pogoda ducha napełnia nas, bo czujemy w sobie echo, oddźwięk i zarodki życia wiecznego. Budząca się natura stokrotnym echem odbija się w naszych słabych i grzesznych sercach, bo od czasu zmartwychwstania Chrystusa wiemy, że po śmierci czeka nas nowa wiosna życia. Kiedy wiosna napełnia lasy, pola, łąki, ogrody bukietami kwiatów, oczarowane ich wonią serca nasze tęsknią pragnieniem powszechnej wiosny zmartwychwstania.
Nadzieja zmartwychwstania, złożona w naszych sercach daje odpowiedź na dręczące od wieków zagadnienie, co czeka nas po śmierci? Czy nasze krótkie życie zginie na zawsze w ciemnym grobie?
Nadzieją naszego zmartwychwstania jest pustka Chrystusowego grobu. Grób Zbawiciela jest jutrzenką pocieszenia wśród ciemnej nocy śmierci, albowiem rozprasza ponurą, ciążącą na nas mgłę znikomości i przygnębienia. Rozkołysane dzwony wielkanocne śpiewają – Ludzie, słuchajcie, waszym ostatecznym celem jest życie wieczne, którego zdroje odsłonił przed wami zmartwychwstały Chrystus!
Na odgłos dzwonów Rezurekcji dusza nasza zatapia się w głębiach myśli Psalmu 16-go:
„Błogosławię Pana, który dał mi rozsądek,
bo nawet nocami upomina mnie serce.
Stawiam sobie zawsze Pana przed oczy,
nie zachwieję się,
bo On jest po mojej prawicy.
Dlatego się cieszy moje serce,
dusza się raduje,
a ciało moje będzie spoczywać z ufnością,
bo nie pozostawisz mojej duszy w Szeolu i nie dozwolisz,
by wierny Tobie zaznał grobu.
Ukażesz mi ścieżkę życia, pełnię radości u Ciebie,
rozkosze na wieki po Twojej prawicy.” (Ps.16,6-11)

Nauka zmartwychwstania kryje w sobie niezmierzone głębie życia duchownego! Uczy nas nie tylko, że dusze nasze są obdarzone życiem wiecznym, gdyż ta prawda była poniekąd znana już w czasach przed chrystusowych. Uczy nas, że nie wszystko kończy się grobem. Ludzkość zawsze wierzyła że dusza po śmierci ciała będzie się cieszyła życiem w Królestwie Bożym.
Nauka zmartwychwstania uczy, że po pewnym czasie dusza ludzka na nowo przywdzieje szatę cielesną, naturalnie nie w obecnym składzie chemicznym, ale uduchowionego, wyjętym z pod praw dzisiejszej materii.
Życie ludzkie po zmartwychwstaniu ciała będzie charakteryzowało doskonałe panowanie duszy nad ciałem, do którego szlachetne jednostki już za życia ziemskiego usilnie dążą, ale nie mogą go w zupełności osiągnąć.
Życie obecne pełne jest słabości, niedomagań, okrucieństw, niedoskonałości, braków. Nie będzie tego po zmartwychwstaniu. Przypatrzmy się zmartwychwstałemu Chrystusowi, Jego ciało nie uznaje przeszkód materialnych, przestrzeni czasu. Chrystus ukazuje się w Jerozolimie, za chwilę w Galilei, w moment polem staje się niewidzialny – nie istnieją dla Niego przeszkody, ani żadne granice.
Doskonale wie, czym jest nadzieja zmartwychwstania ten, kto ma w mogile kochaną matkę, żonę, męża, dziecko. Budząca się wiosna i zmartwychwstanie Chrystusa głoszą, że w naturze nie śmierć ma ostatni głos. Podobnie, jak po jesieni i zimowej śmierci następuje wiosna, tak człowiek po chwilowej przerwie życia, po śmierci – obudzi się na nowo. Śmierć jest, tylko formą zmiany, ale nie zniszczeniem samego życia. Nie mówmy o swoich kochanych, że ,,umarli”, tylko że „odeszli” – życie jest siłą która działa nie tylko w formie obecnego ciała materialnego. Odwrotnie, największą swoją zdolność rozwinie, kiedy przybierze postać ciała uwielbionego.
Zmartwychwstanie Chrystusa wskazuje, że, ciało nasze złożone do grobu obudzi się kiedyś do nowego życia, jak ziarno rzucone jesienią w wilgotną skibę kiełkuje na wiosnę i wspaniale rośnie. Człowiek, który dla Chrystusa pokonał namiętności swojego ciała, przy pomocy łaski Bożej wstanie z martwych do nowego życia, czyli że człowiek jest nie tylko mikrokosmosem noszącym w sobie odbicie wszechświata, ale jest również „mikrotheos” – „małe bóstwo” – noszący w sobie w miniaturze Majestat Boży.
Fakt zmartwychwstania Pana Jezusa jest źródłem nadziei nowego, przyszłego zmartwychwstania.
Zmartwychwstanie Chrystusa wykazało, że na świecie żyją zmieszani z sobą i potrzebujący się wzajemnie dwojakiego rodzaju bidzie, różniący się zasadniczo w ideałach, pragnieniach, pod względem celu ostatecznego. Jedni, którzy wierzą w zmartwychwstanie Chrystusa, a tym samym i w swoje zmartwychwstanie i drudzy, którzy przeczą pierwszemu i drugiemu.
Tak, na świecie żyją dwojakiego rodzaju ludzie. Pod względem ubrania, jedzenia, świadczeń społecznych. W podleganiu prawom natury, prawie się nie różnią – a jednak istnieje między nimi olbrzymia różnica.
My, którzy wierzymy w zmartwychwstałego Chrystusa i we własne przyszłe zmartwychwstanie, kierujemy wzrok dusz ku ojczyźnie wiecznej, tęsknimy za żywotem wiecznym.
A ci, którzy nie wierzą, którzy gardzą nauką o zmartwychwstaniu? Tamci szukają tylko ziemi, jej przemijających owoców i dlatego pod koniec swego żmudnego życia, spotyka ich straszne rozczarowanie!

IV. Co robić, żeby sobie zapewnić owoce życia wiecznego?

Wszyscy, którzy idziemy drogą Kalwarii życia ludzkiego, spoglądamy z nadzieją na zmartwychwstałego Chrystusa, promieniejącego zwycięstwem. Moi drodzy jeśli wzrok wasz pokrywa kir żałoby, jeśli opłakujecie śmierć swoich kochanych, spojrzyjcie na triumfalnie zmartwychwstałego Chrystusa! Moi drodzy, którzy czujecie, w sobie ziarno pragnienia nieśmiertelności, starajcie się, żeby tęsknota wasza wydała obfity urodzaj spełnianych pożądań szczęśliwości wiecznej!
Co robić, żeby sobie zapewnić owoce życia wiecznego?
Starajmy się już za życia ziemskiego żyć zgodnie z prawami duszy i ciała, już teraz widać wyższość duszy nad ciałem, uchronić się od bagna i trzęsawiska nieujarzmionej zmysłowości. Żyć według praw duszy, znaczy urzeczywistniać w sobie wolę Bożą, żyć w Jego łasce. Wartość duszy polega na pulsującej mocy miłości Bliżej.
Nie widać togo na zewnątrz. Działanie mocy i miłości Bożej w człowieku można porównać do prądu elektrycznego. Obecnie stoi przede mną mikrofon o delikatnej konstrukcji, który na cała naszą świątynię roznosi moje słowa. Gdybyśmy wyłączyli z niego zasilanie, w tej samej chwili wisiałby przede mną bezużyteczny sprzęt, i nikt, prócz zgromadzonych tu najbliżej ołtarza, nie słyszałby moich słów. Na zewnątrz nic się nie zmieniło, mikrofon jest taki jak przed chwilą - tylko połączenie z zasileniem zostało zerwane. Podobnie nieużyteczny jest człowiek, który wyłączył się przez grzech z działania łaski Bożej. Niezdolny jest podnieść się do sfery duchowych i grzęźnie w prawach natury materialnej. Niezliczone zapasy ławki Bożej mieszczą się w Sakramentach Kościoła. Zmartwychwstanie Chrystusa każe nam korzystać z bogactwa tych łask!
„Zatem przez chrzest zanurzający nas w śmierć zostaliśmy razem z Nim pogrzebani po to, abyśmy i my wkroczyli w nowe życie - jak Chrystus powstał z martwych dzięki chwale Ojca.”(Rz.6,4) napomina nas święty Paweł. Powinniśmy żyć nowym życiem! Co to znaczy? To znaczy, że powinniśmy żyć z łaski Bożej. Powinniśmy dbać, żeby nasza nieśmiertelna dusza nie ugrzęzła w materialnym świecie. Mamy żyć na świecie, ale wolni od grzechu! Podlegamy smutkom, cierpieniu, boleści, ale nie wolno nam rozpaczać! Powinniśmy zawsze pamiętać na obecność Bożą. Czasami w życiu spotykamy ludzi nieznośnych, obrzydliwych, jednak nie wolno zniechęcać się do nich! Czasem życie nas dręczy, bije, katuje, wlecze na beznadziejne pustkowia – mimo to powinienem wszystko bohatersko pokonać. Tylko w ten sposób zdobędę wyżyny życia duchowego, Bożego. Pamiętajmy, jaką twardą szkołę życia przeszedł Chrystus, zanim zabłysła nad Nim aureola chwały zmartwychwstania.
Chcesz zmartwychwstać w żywocie wiecznym? Staruj się za życia ziemskiego wzbogacić swoją duszę owocami wytrwałego cierpienia. Podłe, brudne, jałowe życic nie doprowadzi do szczęśliwego życia wiecznego, podobnie jak z pustego gniazda nie wyfrunie szczebiocące ptaszę, ani z pustej żołędzi nie wyrośnie potężny dąb.
Kto otwiera duszę na ożywcze działanie łaski zmartwychwstałego Chrystusa, ten już za życia ziemskiego stoi pod znakiem wieczności, ten już za życia myśli i działa według wymagań życia wiecznego. Cierpienia, trudy, przyjemności, radości i smutki takiego człowieka są wstępem do wspaniałej muzyki jego szczę-śliwej nieśmiertelności.
Radość Wielkanocy zawiera w sobie obietnicę nowego życia.
Samo budzenie się wiosny jeszcze nie dało człowiekowi nadziei zmartwychwstania, ani zarodków nieśmiertelności. Żyli poeci, trubadurzy, były mity, wierzenia religijne, ale nie potrafili wzbudzić nadziei w życie wieczne.
Dokonał tego zmartwychwstały Chrystus.
O, grobie święty, o zmartwychwstały Chryste! Tyś nadzieją i obietnicą mojej nieśmiertelności – Ty jedynie potrafisz uwić ze zwiędłych liści naszych grobowych wieńców szmaragdowy wianek wiecznej szczęśliwości!
Zwycięski, zmartwychwstały Chrystus wzmacnia nas, dodaje nam otuchy, pociesza nas. Mój drogi, cierpisz, nie upadaj na duchu, nie rozpaczaj! Grób Mój opromienia wieczna chwała, ale krwawa droga krzyżowa prowadziła Mnie do niego! Dziś zawitał do Mnie blask wiecznego triumfu, ale straszna była noc wielkopiątkowa! W czarownych tęczowych kolorach błyszczy Moje zwycięstwo, ale to tylko morze łez odbite w pryzmacie wiecznego słońca. Śliczna jest kwitnąca róża, ale wyrosła wśród cierni. Na laurach spoczywam, ale zdobyłem je kosztem trudów i znojów.
Tylko ten będzie tryumfować z Chrystusem zmartwychwstałym, kto razem z Nim odbył drogę krzyżową na Kalwarię.

* * *

Moi drodzy! Wielkanoc obchodzimy wszyscy, którzy wierzymy w zmartwychwstanie Chrystusa, a także i ci, którzy Go nie uznają. My w zmartwychwstaniu Chrystusa widzimy ostateczne zwycięstwo życia nad śmiercią. Oni biedni, zadawalają się radością kwitnącej wiosny, nie widzą w jej upojnych melodiach zarodka ponurej śmierci.
Zmartwychwstały Chrystus jest obietnicą naszego życia wiecznego. Jest obietnicą, że nasze dzieje zmartwychwstania nie są pustymi marzeniami, ale zapewnieniem Bożym. Jest obietnica, że czarna brama śmierci nie zawrze się za nami raz na zawsze, ale, że pękną kajdany i zwycięsko wejdziemy do żywota wiecznego. Czyli, że śmierć jest początkiem nowego życia, a życie ziemskie wstępem do żywota wiecznego.
Na ziemi mogę być poniewierany, ale jeśli jestem naprawdę wartościowy, nie minie mnie nagroda. Może choroba znęca się nade mną? – siłę swoją okażę w niebie! Jestem biedny? – bogactwem moim są uczynki zasługujące na niebo! Jestem słabym człowiekiem – staram się żyć zawsze w łączności z Bogiem, w ten sposób stanę się olbrzymem! Jestem brzydką poczwarą? – jeśli masz piękną duszę, staniesz się ozdobnym motylem Boga! Jestem niedoskonały? – jeśli mam dobrą wolę, Bóg zrobi ze mnie perłę cnót!
Oby dał Bóg, żebyśmy już tu na ziemi rozpoczęli żywni wieczny, który czeka na nas w całej pełni w niebie!
Zmartwychwstały Chrystus napomina nas, żebyśmy często myśleli o śmierci, jako początku życia wiecznego, czekającego nas w niebie.

Amen.





Autor: ksiądz Antoni Wac
str 182-187 , publikacja na DDN dn. 09-03-2015

_________________
+ Z Bogiem i Maryją.


Góra   
  Zobacz profil Wyślij e-mail      
 
Admin_DDN
 Tytuł: Re: + CHRYSTUS W CIERPIENIU I W CHWALE. Rozważania rekolekcyjne +
PostNapisane: 9 mar 2015, o 18:57 
Offline
1000p
1000p
Postów: 6537
Skąd: Polska
Seria – C – Chrystus w Chwale.
Konferencja XXXI/IV


Pozdrowienie Chrystusa Zmartwychwstałego.



Moi drodzy!

Z pewnością każdy z nas wie, jaka radość bije ze Mszy wielkosobotniej. Żadna czynność liturgikami, nie odznacza się taką radością, jak właśnie Gloria – Chwała na wysokości Bogu – tej Mszy Świętej. Odbyło się już poświecenie ognia i wody, uroczyście wniesiono do świątyni Paschał – świecę symbolizującą Chrystusa Zmartwychwstałego, odśpiewano litanię do wszystkich świętych, odczytano proroctwa Starego Testamentu... i rozpoczyna się Msza św.
Jeszcze przed chwilą kapłan, modląc się, leżał na ziemi, ale teraz ubrany w radosny – biały – kolor szat liturgicznych, przystępuje do ołtarza. Zachodzące już wiosenne słońce zagląda przez szyby kościelne, dymy kadzideł, tłum wiernych, lada chwila, wybuchną tą upragnioną, oczekiwaną radością.
Wkrótce zabrzmi w kościele radosny głos „Gloria in excelsis Deo!” – „Chwała na wysokości Bogu!”. Organy które jeszcze milczą zawtórują pełnym głosem, małe dzwonki i duże dzwony kościelne, które od Wielkiego Czwartku głucho milczały, rozdzwonią się radośnie, rozentuzjazmowani wierni zaczną radosny śpiew. Słusznie! Kto zna i przeżywa cudowną tajemnicę zmar-twychwstania Chrystusa, ten nie może być smutny w ten dzień. Chrystus Pan Swoim zmartwychwstaniem przesyła ludziom Swoje pozdrowienia. Abyśmy należycie zrozumieli radość płynącą z Wielkanocy, przypatrzmy się kolejno tym pozdrowieniom.

I. Pozdrowienie pobożnym niewiastom.

Najpierw pozdrowił zmartwychwstały Chrystus pobożne niewiasty, które wczesnym rankiem, kiedy jeszcze cała Jerozolima była uśpiona, spieszyły do grobu, by Ciało Pana Jezusa namaścić wonnymi olejkami. Zbolałe ich serca przygniatał smutek tak ciężki, jak kamień u grobu Chrystusa.
Wtem, o dziwo... Co się stało... Już z daleka, widać, że odwalony kamień z grobu. Biegną przerażone niewiasty... patrzą... grób jest pusty! I nagle widzą, że na odwalonym kamieniu siedzi anioł, który je pozdrawia „Anioł zaś przemówił do niewiast: Wy się nie bójcie! Gdyż wiem, że szukacie Jezusa Ukrzyżowanego. Nie ma Go tu, bo zmartwychwstał, jak powiedział. Chodźcie, zobaczcie miejsce, gdzie leżał.”(Mt.28,5-6).
Oto pozdrowienie, jakie Chrystus Pan przysłał pobożnym niewiastom przez anioła. Pobożne niewiasty, chciały wyświadczyć przysługę ciału Chrystusa Pana, i dlatego one pierwsze były świadkami najdonioślejszego faktu w historii świata. Czyli, że Chrystus Pan za najmniejsze uczynki Sobie wyświadczone, hojnie wynagradza. Wymienione niewiasty tylko martwe ciało Chrystusa chciały otoczyć opieką, a On się im za to tak hojnie odwdzięczył, a wobec tego jaka nas czeka nagroda, jeśli dbamy o Jego żywe ciało, o Jego ducha w nas samych i w naszych sercach i w sercach naszych bliźnich, któreby zginęłyby w czeluściach grzechu, gdyby nie twój, lub mój dobry przykład. Chrystus będzie mi wdzięczny za najmniejszą przysługę, jaką wyświadczam Jego Kościołowi!

II. Pozdrowienie przesłane Piotrowi.

Drugie pozdrowienie Chrystus zmartwychwstały posłał Piotrowi, który się Go wyparł. Anioł, którego pobożne niewiasty spotkały przy grobie, mówił dalej „...Nie bójcie się! Szukacie Jezusa z Nazaretu, ukrzyżowanego; powstał, nie ma Go tu. Oto miejsce, gdzie Go złożyli. Lecz idźcie, powiedzcie Jego uczniom i Piotrowi: Idzie przed wami do Galilei, tam Go ujrzycie, jak wam powiedział.”(Mk.16,6b-7).
„…powiedzcie Jego uczniom i Piotrowi…” W jakim stanie był Piotr w ranek zmartwychwstania? Z pewnością zrozpaczony i smutny siedział w gronie swoich towarzyszy. Przypomniał sobie tragiczną chwilę zaparcia się Chrystusa, święty Jan był pod wrażeniem ostatnich słów Chrystusa w chwili śmierci – reszta z pewnością martwiła się sądząc, że przepadły wymarzone idee, plany na przyszłość. Siedzieli pospołu, w milczeniu, smucąc się... Ale nagle ktoś zapukał... słychać jakieś zdenerwowane kobiece głosy, które żądają, by otworzono drzwi i wołają – Piotrze, Piotrze, chodź tu! Pan zmartwychwstał i przesyła ci pozdrowienie…
Piotrze! Nie słyszysz? Pan przysyła ci pozdrowienie! Chociaż się Go trzykrotnie wyparłeś, tobie, który zaklinałeś się, że Go nie znasz! Wyparłeś się Go, ale żałowałeś za grzech swój, pokutowałeś, dlatego ci odpuścił i przysyła ci pozdrowienie...
Czy nie czujemy w tym pozdrowieniu radosnych dźwięków Alleluja? Czy faktycznie Chrystus odpuszcza wszystkie winy, jeśli grzesznik szczerze i z ufnością zwróci się do Niego? Czy konfesjonał uleczy zranione przez grzechy serce? Tak, przekonaliśmy się o niezmiernym miłosierdziu Chrystusa. Pozdro-wienie Chrystusa przysłane Piotrowi daje i mi nadzieję odpuszczenia grzechów. Podobnie, jak Piotrowi, tak i mi przyśle Chrystus pozdrowienie, jeśli wyznam i odpokutuję za swoje winy.

III. Pozdrowienie Marii Magdalenie.

Chcąc lepiej poznać głębię Chrystusowego miłosierdzia, zastanówmy się nad pozdrowieniem które przesłał Pan Jezus pokutującej rozpustnicy Marii Magdalenie.

→ A) Już szeroko rozeszła się chwała zmartwychwstania Pańskiego, a przy pustym grobie Chrystusa klęczy kobieta smutna, zrozpaczona i gorzko płacze – to Maria Magdalena. Przeszłość jej była ciemna, grzeszna, ale nawróciła się z drogi rozpusty i wiernie wypełnia Boże prawo. Dlatego Chrystus uznał ją za godną pozdrowienia, bo kiedy Maria Magdalena płakała rzewnie przy pustym grobie, mówiąc „Zabrano Pana mego i nie wiem, gdzie Go położono.”(J.20,13b) – staje za jej plecami Chrystus. Ona Go jednak nie poznaje. Pan Jezus pyta wtedy „Niewiasto, czemu płaczesz? Kogo szukasz? Ona zaś sądząc, że to jest ogrodnik, powiedziała do Niego: Panie, jeśli ty Go przeniosłeś, powiedz mi, gdzie Go położyłeś, a ja Go wezmę. Jezus rzekł do niej: Mario! A ona obróciwszy się powiedziała do Niego po hebrajsku: Rabbuni, to znaczy: Nauczycielu.” (J.20,15b-16).
Maria Magdalena, jakby rażona blaskiem, natychmiast przypomniała sobie słowa Pana Jezusa „A gdy odejdę i przygotuję wam miejsce, przyjdę powtórnie i zabiorę was do siebie, abyście i wy byli tam, gdzie Ja jestem.”(J.14,3). Faktycznie „Jeszcze chwila, a nie będziecie Mnie oglądać, i znowu chwila, a ujrzycie Mnie.”(J.16,16). Przyszły Magdalenie na myśl te słowa Pana Jezusa i spodziewała się przyjścia Królestwa Chrystusowego!

→ B) Rzuciła się do stóp Jezusa, a On jej rzekł: „Nie zatrzymuj Mnie, jeszcze bowiem nie wstąpiłem do Ojca. Natomiast udaj się do moich braci powiedz im: Wstępuję do Ojca mego i Ojca waszego oraz do Boga mego i Boga waszego.”(J.20,17b). Jeszcze nie wstąpił do Ojca, jeśli stamtąd wróci, zabierze nas z Sobą. To znaczy, że Królestwo Boże jeszcze się nie spełniło. Z chwilą, kiedy Syn Boży zstąpił na ziemię, Królestwo Boże zawitało do nas, ale tylko w zaczątku. Śmierć, którą poniósł Chrystus, by nas odkupić, przyczyniła się do wzrostu Królestwa Bożego, którego ostateczny rozwój nastąpi w dzień powszechnego zmartwychwstania, kiedy ponownie zjawi się Chrystus.
To samo mówią aniołowie w dzień Wniebowstąpienia Pana Jezusa apostołom, zapatrzonym w błękit przestworzy, gdzie znikł Chrystus „Mężowie z Galilei, dlaczego stoicie i wpatrujecie się w niebo? Ten Jezus, wzięty od was do nieba, przyjdzie tak samo, jak widzieliście Go wstępującego do nieba.”(Dz.1,11b).
Chrystus wróci, zanim przyjdzie, dał nam ważne zlecenie „Idźcie na cały świat i głoście Ewangelię wszelkiemu stworzeniu! Kto uwierzy i przyjmie chrzest, będzie zbawiony; a kto nie uwierzy, będzie potępiony. Tym zaś, którzy uwierzą, te znaki towarzyszyć będą: w imię moje złe duchy będą wyrzucać, nowymi językami mówić będą; węże brać będą do rąk, i jeśliby co zatrutego wypili, nie będzie im szkodzić. Na chorych ręce kłaść będą, i ci odzyskają zdrowie.”(Mk.16.15b-18).
Pan Jezus, nie pozwalając dotknąć Swojego ciała Marii Magdalenie, wskazał, jak straszna przepaść istnieje między zwyczajnym ciałem ludzkim, a ciałem chwalebnym – ale, żeby nas nie zasmucić, pociesza nas słowami „Wstępuję do Ojca mego i Ojca waszego oraz do Boga mego i Boga waszego.” (J.20,17b). Czyli, że idę do naszego wspólnego domu, do naszego Ojca, do wspólnego dziedzictwa, które stanie się również i naszym udziałem.
Chrystus idzie do domu Swego Ojca, żeby przygotować miejsce „tym, którzy wierzą w imię Jego – którzy ani z krwi, ani z żądzy ciała, ani z woli męża, ale z Boga się narodzili.”(J.l,12b-13). „Niech się nie trwoży serce wasze. Wierzycie w Boga? I we Mnie wierzcie. W domu Ojca mego jest mieszkań wiele. Gdyby tak nie było, to bym wam powiedział. Idę przecież przygotować wam miejsce. A gdy odejdę i przygotuję wam miejsce, przyjdę powtórnie i zabiorę was do siebie, abyście i wy byli tam, gdzie Ja jestem.”(J.14,l-3). Bądźmy przygotowani na przyjście Chrystusa! Nie wzorujmy się na naszym otoczeniu, gdzie tyle jest, chodzących trupów, które żyją, ruszają się, biegają, kombinują, piją, jedzą, bawią się, ale nie mają wiary i polotu duchu!
Pożerają ich własne namiętności, uganiają się za kawałkiem chleba, tęsknią za karierą, chciwie ciułają grosz do grosza, nie myśląc, czy to im się przyda na żywot wieczny? Nie!
Pozdrowienie zmartwychwstałego Chrystusa wskazuje, że wśród trudności, cierpienia, niedostatków, bólu – zawsze powinniśmy przyczyniać się do budowy Królestwa Bożego na ziemi i w pogotowiu czekać na przyjście Chrystusa.




IV. Napomnienie wrogom.


Zmartwychwstanie Pana. Jezusa zwiastuje nie tylko radość i wesele – ale i napomina tych, którzy się Mu sprzeciwiają.
Przypatrzmy się, co się dzieje w nocy poprzedzającą zmartwychwstanie… Cała Jerozolima śpi.
Śpi spokojnie Piłat, który przez swe tchórzostwo spowodował haniebną śmierć Chrystusa Pana. Śpią kapłani, zadowoleni, że udało im się usunąć niebezpiecznego dla siebie Proroka i że będzie spokój w Izraelu! Śpi zbuntowany tłum, który na swoją odpowiedzialność brał śmierć Chrystusa.
Ale oto przychodzą do arcykapłana bladzi, wystraszeni żołnierze, warta, która pilnowała grobu – koniecznie chcą się widzieć z arcykapłanem – bo Chrystus wyszedł z grobu... i niema Go!
Wieść spadła, jak grom z jasnego nieba! Co tu robić? Trzeba ratować powagę arcykapłańską! Nic nie pomoże! Najlepiej kłamać? Tak, kłamać, mówić niedorzeczności – byleby tylko lud uwierzył! A lud uwierzy wszelkiemu kłamstwu, nawet najbardziej ohydnym bredniom kierowanym przeciwko Bogu, i Kościołowi. Ta historia pomimo 2.000 lat nadal się powtarza. Nie ważne są fakty, ważna jest sensacja i do niej należy dorobić odpowiednia „prawdę”. O, jak często spotykamy dziś podobne wyrachowane kłamstwa! Od czasu Wielkiego Piątku, ile to razy Kościół słyszał ochrypłe, zwyrodniałe wycia – Precz z Kościołem!!! Nie chcemy Boga!!! Na latarnie z księżmi – ta czarna zarazą!!! Język ludzki niezdolny powtórzyć przekleństw, miotanych na Kościół, mistyczne ciało żyjącego wśród nas Chrystusa, Ile to razy spotykamy w życiu ludzi, czy też całe organizacje, określone redakcje prasowe, radiowe i telewizyjne, które wręcz zieją nienawiścią do Bogu, do Kościoła!
Jednak światło zmartwychwstania, szeroko, bardzo szeroko promienieje po świecie!
Wrogowie chcieli Chrystusa krzyżem zgnębić, a oto krzyż stał się Jego chwałą. „ A Ja, gdy zostanę nad ziemię wywyższony, przyciągnę wszystkich do siebie.”(J.12,32). Możni i władcy ziemi sprzysięgli się przeciwko Niemu, ale Pan nieba niejako ich wyśmiał „ Śmieje się Ten, który mieszka w niebie, Pan się z nich naigrawa,”(Ps.2,4). Żydzi szydząc, kłaniali się przed krzyżem Chrystusowym i zostali rozproszeni po całym świecie na przekleństwo innych ras. My zaś wierni Chrystusowi, idziemy pod Jego sztandarem w zwartych szeregach. Dziś można się już pytać ile set milionów ludzi na całym świecie śpiewa ten radosny okrzyk „Oto drzewo krzyża, na którym zawisło zbawienie świata, pójdźmy, z pokłonem!” Rozjuszony tłum z wściekłością krzyczał – Nie chcemy Jego panowania! „ A oni krzyczeli: Precz! Precz! Ukrzyżuj Go! Piłat rzekł do nich: Czyż króla waszego mam ukrzyżować? Odpowiedzieli arcykapłani: Poza Cezarem nie mamy króla.”(J.19,15).
Chrystus napomina Swoich wrogów, żeby się nawrócili, bo inaczej zginą.

V. Pozdrowienie wiernym.

Ale nie zapominajmy, że Chrystus w dzień Swego zmartwychwstania posłał również pozdrowienie wiernym.
Zapada zmrok. W domach zapłonęły światła. W Wieczerniku zebrali się smutni, przygnębieni apostołowie. Piotr i Jan byli u grobu Jezusowego i przekonali się, że jest pusty. Kobiety opowiadają niestworzone rzeczy. Apostołowie boją się, ale podświadomie nie tracą nadziei...
Aż nagle – co to za jasność? – Pan! Płaczą z radości i z niedowierzaniem dotykają się Jego szat i wołają – O, Panie nasz! O, Mistrzu!
Po chwili „ Wieczorem owego pierwszego dnia tygodnia, tam gdzie przebywali uczniowie, gdy drzwi były zamknięte z obawy przed Żydami, przyszedł Jezus, stanął pośrodku i rzekł do nich: Pokój wam!”(J.20,19). Porzućcie smutek! Pokonałem grzech i śmierć!

→ A) Chrystus pokonał grzech.
Światy Ambroży mówi, że w Chrystusie „zmartwychwstało niebo, wszechświat i ziemia”. Zmartwychwstanie wszechświata i ziemi należy rozumieć w ten sposób, że został usunięty zgrzyt, wywołany przez grzech. Adam dał początek rodzajowi ludzkiemu, Chrystus zaś zapoczątkował nowy rodzaj ludzki, Krwią Swoją wychowuje przyszłych obywateli Królestwa Niebieskiego.
Jakie były pierwsze słowa zmartwychwstałego Chrystusa „Pokój wam!”(J.20,19). Mówiąc to, tchnął w nich Ducha Świętego, i dał im władzę odpuszczania grzechów.
Chrystus doskonale znał ludzkie serce! Dobrze wiedział, że człowiek pragnie pokoju, którego grzech jest największym wrogiem! Żeby w naszych sercach zapanował pokój, dał możność odpuszczania grzechów.
Teraz grzeszny człowiek nie może mieć pokoju! Dlaczego? Dlatego, że jest obrazem Bożym i jest niespokojny, jeśli straci swoje podobieństwo do Boga. Czy może mieć spokój ten, kto walczy z Bogiem? O, jak wielkim błogosławieństwem jest Sakrament Pokuty i Pojednania, która zbłąkanemu na bezdrożach grzechu przywraca prawdziwy spokój! Bez wielkanocnej spowiedzi niema spokoju w sercu. „Księża ciągle tylko o spowiedzi mówią” – słyszymy często narzekania.
Zastanówmy się, moi drodzy, czy nie świadczy to o waszej nieroztropności, jeżeli w ten sposób mówicie?

→ B) Chrystus pokonał śmierć.
Ludzie i po zmartwychwstaniu Chrystusa umierają, ale ich życie nie kończy się śmiercią. Zmartwychwstanie Chrystusa obdarzyło nas ziarnem życia wiecznego. „Umarliście bowiem i wasze życie jest ukryte z Chrystusem w Bogu.”(Kol.3.3) – mówi apostoł. Złożone w nas ziarno nieśmiertelności już kiełkuje i w chwili zmartwychwstania rozwinie się w naszym sercu we wspaniały kwiat. „Gdy się ukaże Chrystus, nasze życie, wtedy i wy razem z Nim ukażecie się w chwale.”(Kol.3,4).
Chrystus Swoim zmartwychwstaniem zrobił wyłom w prawie natury – pokonał śmierć. Posłuchajcie teraz radosnych słów świętego Pawła „ Pamiętaj na Jezusa Chrystusa, potomka Dawida! On według Ewangelii mojej powstał z martwych.” (2.Tym.2,8).
Śmierć jest prawem natury, następstwem grzechu. Śmierć to nie jest coś zewnętrznego, indywidualnego. Ze śmiercią przychodzimy na świat, z każdą chwilą w życiu jesteśmy bliżej śmierci. Życie jest wielką zagadką, ale nie mniejszą jest i śmierć. Dręczy nas zagadnienie życia, ale również i śmierci. Śmierć jest władczynią świata, wszystko jej podlega.
Znalazł się ktoś na ziemi, kto pokonał śmierć! Posłuchajcie pełnych zachwytu słów świętego Pawła „A kiedy już to, co zniszczalne, przyodzieje się w niezniszczalność, a to, co śmiertelne, przyodzieje się w nieśmiertelność, wtedy sprawdzą się słowa, które zostały napisane: Zwycięstwo pochłonęło śmierć. Gdzież jest, o śmierci twoje zwycięstwo? Gdzież jest, o śmierci, twój oścień? Ościeniem zaś śmierci jest grzech, a siłą grzechu Prawo. Bogu niech będą dzięki za to, że dał nam odnieść zwycięstwo przez Pana naszego Jezusa Chrystusa.”(1.Kor.15, 54-57).
Platon głosi, że nasze życie ziemskie jest jak więzienie, ale cnotliwe życie podnosi nas do rzędu nieśmiertelnych bogów, ubóstwia nas. Kant mówi, że naszej nieśmiertelności domaga się rozum. Leibniz naucza, że prawa etyczne domagają się życia wiecznego. Goethe mówi, że drogą rozumowań doszedł do tego samego wniosku, mówiąc, że duch ludzki jest tworem, domagającym się nieustannej pracy. Jeśli na tym świecie ciało, jego narzędzie, stało się niezdolne do wykonywania zleceń ducha, to po śmierci ciała musi istnieć jakaś inna forma, inny sposób działania duszy.
Najwięksi geniusze ludzkości wierzą w nieśmiertelność duszy ludzkiej. Że tak jest faktycznie, dowodzi jasno zmartwychwstanie Chrystusa. Nadzieję nieśmiertelności głosili wielcy myśliciele świata, wyznaje ją cała ludzkość, ale dopiero Chrystus przez Swe zmartwychwstanie dał niezbity dowód.
Chrześcijaństwo opiera się na Ewangelii. Ewangelia znaczy tyle, co „dobra nowina”. Istota tej dobrej nowiny polega, na tym, że Chrystus przez Swoją śmierć pokonał grzech, a przez Swoje zmartwychwstanie zwyciężył śmierć. Przypatrzmy się napisom na nagrobkach z czasów przed Chrystusowych. Jaka z nich bije beznadziejność, smutek i rozpacz! A przypatrzmy się teraz napisom na pomnikach grobowych z czasów wczesnochrześcijańskich, jaka z nich promienieje ufność i nadzieja zmartwychwstania.
Chrystus przeszedł przez bramę najbardziej upokarzającej śmierci, która stała się dla Niego stopniem do najwyższej chwały. Od tego czasu Wielkanoc głosi nam prawdę – Żyjemy, żeby umrzeć, ale umieramy po to, żeby żyć doskonale. „Padół płaczu”, w którym żyjemy, jest przedpokojem pałacu naszej nieśmiertelności. Życie zgodne z wolą Bożą to nie chimera, ale posiew widocznych wartości, które przynoszą owoc w przyszłym życiu. Śmierć nie jest kresem naszej wędrówki, tylko bramą, za którą czeka nas inne piękniejsze, doskonalsze, wieczne życie!
Oto najwspanialsze pozdrowienie zmartwychwstałego Pana Jezusa!

* * *

„Alleluja, Alleluja, Alleluja!” brzmią słowa radości w Wielkosobotniej Mszy Świętej – i słusznie! Bo na widok zwycięstwa zmartwychwstałego Chrystusa znika wszelkie zwątpienia, a anioł buntu pada bezwładny.
Zmartwychwstanie Chrystusa jest fundamentem wiary chrześcijańskiej, ono przekształciło oblicze świata, stało się źródłem głębokiej wiary, gorliwości apostolskiej i bohaterstwem męczenników. Zmartwychwstanie Chrystusa zapoczątkowało wszelką wielkość duchową, siłę moralną, gorliwość, pracę i wysiłek duchowy, trwający już bez mała przez 2.000 lat istnienia chrześcijaństwa. Zmartwychwstanie Chrystusa było natchnieniem dla poetów, malarzy i rzeźbiarzy. We wszystkim, co w ciągu tych 2.000 lat wielkiego wytworzyła poezja, malarstwo, rzeźba, muzyka, można odczuć tryumf Zmartwychwstania Pańskiego, Jego życiodajnego ducha.
Starajmy się zrozumieć pozdrowienie zmartwychwstałego Chrystusa! Jego pozdrowienie przysłane przez anioła pobożnym niewiastom, których zachęca do pracy apostolskiej, pozdrowienie przysłane Piotrowi, któremu pociesza zaprzańcze i pokutujące serce, pozdrowienie Marii Magdalenie, którą zachęca nas do poprawy życia, pozdrowienie przystanę wiernym, w którym okazuje Swoją miłość i daje dowód Swego zwycięstwa nad grzechem, śmiercią i szatanem.
Kto zrozumie pozdrowienie Chrystusa Pana, ten swoje serce chętnie skieruje do Boga.
„Parne, daj, żebyśmy Ci byli wierni. Daj żeby nasze oddane usta zastygły na krzyżu, żeby nasz szklisty wzrok ujrzał po śmierci Twoją chwałę. Daj żeby nasza dusza mogła Cię nadal uwielbiać, żeby nasze serce po zmartwychwstaniu przytuliło się na wieki do Ciebie, który zwyciężyłeś grzech, śmierć i szatana”.

Amen.




Autor: ksiądz Antoni Wac
str 188-194 , publikacja na DDN dn. 09-03-2015

_________________
+ Z Bogiem i Maryją.


Góra   
  Zobacz profil Wyślij e-mail      
 
Admin_DDN
 Tytuł: Re: + CHRYSTUS W CIERPIENIU I W CHWALE. Rozważania rekolekcyjne +
PostNapisane: 9 mar 2015, o 18:59 
Offline
1000p
1000p
Postów: 6537
Skąd: Polska
Seria – C – Chrystus w Chwale.
Konferencja XXXII/V

Wstąpił na niebiosa.




Moi drodzy!

Nastąpiła ostatnia chwila pobytu Pana Jezusa na ziemi. Zebrali się Apostołowie, a Chrystus powiedział do nich słowa „Dana Mi jest wszelka władza w niebie i na ziemi. Idźcie więc i nauczajcie wszystkie narody, udzielając im chrztu w imię Ojca i Syna, i Ducha Świętego. Uczcie je zachowywać wszystko, co wam przykazałem. A oto Ja jestem z wami przez wszystkie dni, aż do skończenia świata.” (Mt.28,18b-20). Potem uniesiony nadziemską mocą, znikł w obłokach. Apostołowie długi czas z bólem w sercach stali zapatrzeni w niebiosa.
Stańmy przy Apostołach i przypatrzmy się wstępującemu w niebo Chrystusowi. Żegna się Ten, który nigdy nikomu nie zrobił nawet najmniejszej krzywdy, który przyszedł, by wszystkim służyć, który przelał za nas Swoją Krew, który wszystkich chciał podnieść do Boga, który był wzorem skromności, a mimo to sława Jego zabłysły na cały świat, który odsłonił nam rąbek tajemnicy Bożej i otworzył źródła nieskończonego miłosierdzia i bezgranicznej miłości.
W jednym kościele w Kopenhadze znajduje się słynna rzeźba dłuta Thorwaldsena. Pewien podróżny był rozczarowany, zobaczywszy posąg, i ze zdziwieniem zapytał przewodnika:
- Co w tej rzeźbie jest nadzwyczajnego, że tak się nią zachwycają? Ja nic nadzwyczajnego w niej nie widzę – dodał.
Przewodnik odpowiedział:
- Proszę, niech pan uklęknie i spojrzy z dołu na twarz Chrystusa.
Podróżny usłuchał, ukląkł i dopiero wówczas spostrzegł czar rzeźby.
Podczas naszego dzisiejszego rozważania w pokorze ducha uklęknijmy, u stóp w niebo wstępującego Chrystusa. Otwórzmy przed Nim swoje serce i przejmijmy się Jego ostatnimi słowami. Radujmy się Jego obietnicą, żeby – chociaż zniknie nam z oczu – cała nasza istota została na zawsze pod Jego niewymownym urokiem. Posłuchajmy
I) co nakazał odchodzący Chrystus? i
II) jak nas pocieszył?

I. Przykazanie odchodzącego Chrystusa.

Chrystus po Swoim zmartwychwstaniu żył jeszcze 40 dni na ziemi i dawał wskazówki Apostołom. Czterdziestego dnia wyprowadził ich na górę Oliwną i tam w ich oczach wzniósł się do nieba. Nie po kryjomu, ale otwarcie, uroczyście, w biały dzień, żegnał się ze światem.

→ A) Starajmy się odczuć psychikę i nastrój żegnającego się ze światem Chrystusa i starajmy się zrozumieć Jego radość i myśli.

a) Chrystus, zastanawiając się nad Swoim życiem ziemskim, czuł radość i zadowolenie w sercu. Śmiało mógł powiedzieć Swemu Ojcu Niebieskiemu „Ja Ciebie otoczyłem chwałą na ziemi przez to, że wypełniłem dzieło, które Mi dałeś do wykonania.”(J.17,4). Jak niewymownie szczęśliwy musi być człowiek, która po życiu ziemskim może tak powiedzieć o sobie! Błogosławiony jest człowiek, który w chwili śmierci może powiedzieć o sobie – czy to, że miał wielki majątek, sławę, wpływowe stanowisko, pieniądze? Czy to, że panował nad milionami, że sława jego nauki promieniowała na cały świat, że dożył lat Matuzalema?
O, nie! Niewymownie szczęśliwy jest człowiek, który w chwili zejścia z tego świata może powiedzieć – Ojcze, Boże, „wypełniłem dzieło, które Mi dałeś do wykonania.”.

b) Drugie uczucie, jakie przenikało przebite serce w niebo wstępującego Chrystusa, byto staranie o rozwój dalej rozpoczętego dzieła odkupienia. Sam zasiał ziarno zbawienia, ale dalsze jego losy powierzył Apostołom, „Nie wasza to rzecz znać czasy i chwile, które Ojciec ustalił swoją władzą, ale gdy Duch Święty zstąpi na was, otrzymacie Jego moc i będziecie moimi świadkami w Jerozolimie i w całej Judei, i w Samarii, i aż po krańce ziemi.”(Dz.l,7b-8). „ I rzekł do nich: Idźcie na cały świat i głoście Ewangelię wszelkiemu stworzeniu!”(Mk.16.15).
Innego czekalibyśmy nakazu od tryumfującego Chrystusa! Spodziewalibyśmy się, że powie – Idźcie i pomścijcie Moją śmierć! Ukarzcie Moich wrogów, którzy Mnie męczyli i ukrzyżowali! Coś podobnego byśmy czekali.
A Chrystus dał inny nakaz: Idźcie, nauczajcie wszystkie narody, że jesteście wyswobodzeni z niewoli grzechu! Idźcie, odpuszczajcie grzechy, umacniajcie słabych, pocieszajcie opuszczonych, otwierajcie zdroje łaski Bożej!

→ B) Prostymi słowy żegna się Chrystus, a jak cudowny i wielki jest Ich skutek!
Jeśli kto wątpi w bóstwo Jezusa, w Jego cudowne zmartwychwstanie, niech się zastanowi nad niezwykłymi skutkami Jego ostatnich słów „Idźcie na cały świat i głoście Ewangelię wszelkiemu stworzeniu!” Niech spojrzy na imponujący Kościół katolicki, niech się zastanowi nad jego żywotnością, niezrównana potęgą organizacyjną i jego znaczeniem społecznym.

a) Apostołowie idą w świat, nie mając za sobą powagi ziemskiej. Pochodzą z prostych rodzin, nie mają wyższego wykształcenia, ani funduszu dyspozycyjnego. Dwunastu prostych robotników udało się w świat głosić naukę Chrystusa. W ogrodzie Oliwnym kilkunastu żołnierzy zdołało rozprószyć Apostołów, może i teraz przestraszą się zbrojnej mocy?
Ale co widzimy? Ci sami Apostołowie, którzy w ogrodzie Gethsemani tchórzliwie uciekli od Chrystusa – teraz świadomie trwają wiernie u boku Chrystusa i żadna siła nie zmusiłaby ich, by zeszli z drogi wytyczonej przez Niego!
„Chrystus rozłożył się grobie”? Jeśli tak, to skąd by się wzięła ta niesłychana odwaga Apostołów? Czy byłoby możliwe, żeby ten sam Piotr, który obawiając się o swe życie, zaklinał się przed zwykłym sługą, że nie zna Chrystusa, teraz stanął na forum Romanum w Rzymie i zabobonem nazwał pogaństwo?! Żeby na głos prostego, obdartego rybaka tysiące ludzi otwarło swoje serca, słuchając nauki o Chrystusie? Czy byłoby to możliwe, gdyby Chrystus – jak każdy inny człowiek – „rozłożył się” w grobie? Czy trup potrafi wzniecić pożar serc ludzkich do tego stopnia, jak to miało miejsce ongiś w dzień pięćdziesiątnicy i nadal się dzieje w całym świecie?
Pomyślmy, gdyby tak nie prosty rybak, nie zwyczajny robotnik, ale cesarz rzymski wystąpił z podobną, niesłychaną nauką to do swego planu musiałby użyć wiele przemocy, krwi i miecza, chcąc rozpowszechnić swoją ideologię. Apostołowie nie mieli ani miecza, ani wojska, nie mordowali, nie zabijali tych, którzy sprzeciwiali się głoszonej nauce, sami chętnie kładli swoje życie w obronie głoszonej prawdy.
Świat starożytny, hołdujący pięknu ludzkiego ciała, ubóstwiający zmysłowość i potęgę ziemską, teraz dobrowolnie poddaje się twardej nauce, wymagającej bohaterskiego samozaparcia i wysiłku moralnego.
W Rzymie, gdzie przedtem nikt ubogiemu nie dał grosza, teraz w Imię Ukrzyżowanego Chrystusa bogacze rozdają majętność. Czy rozkładający trup mógłby spowodować coś podobnego? Do grona westalek, w którym mogły być panny ze znakomitych rodów, często brakło kandydatek, a przecież nienaganne życie obowiązywało je tylko w czasie służby – teraz tłumnie zgłaszają się dziewice z najznakomitszych rodów do biskupa chrześcijańskiego, gotowe dla Chrystusa prowadzić całe życie w czystości.
Czy gnijący trup potrafi dokonać czegoś podobnego?

b) „Niebo i ziemia przeminą, ale słowa moje nie przeminą.” (Mt.24,35 i Mk.13,31) – powiedział raz Zbawiciel. Dziś widzimy, że słowa te się sprawdzają. Cała nauka Chrystusowa zamyka się w kilkudziesięciu kartkach Ewangelii, a jednak potrafiła zmienić oblicze świata! Często widzimy na półkach księgarskich „Dzieła zebrane” N. N. w 20-tu lub nawet więcej tomach. Potężne tomiska! Nowość! Kto je czyta? Nauka Chrystusa mieści się zaledwie na kilkudziesięciu stronach, ale z każdego słowa bije moc zdolna przekształcić nie tylko świat ale i serce człowieka! Jak błyskawica przenika powietrze, tak nauka Chrystusa przenika cały świat. Minęło już prawie 2.000 lat, a nic nie straciła Ona ze swojej aktualności.
Czy nie przesadne jest twierdzenie, że w nauce Chrystusa znajdziemy odpowiedź na wszystkie zagadnienia duchowe, że nią uleczymy wszystkie rany serca, że najskuteczniej oddziałamy na duszę człowieka? Czy te kilkadziesiąt stron Ewangelii mogą uśmierzyć tysiączne bolączki i zawiłe zagadnienia nowoczesnego życia społecznego i indywidualnego?
Tak, Ewangelia jest najskuteczniejszym lekarstwem dla duszy, bo jej twórcą jest najznakomitszy Lekarz-Bóg, który doskonale zna pochodzenie chorób, leczy przyczyny, tępi u korzenia wszelką słabość. Odkąd Chrystus stanął na ziemi, zmienił się nasz sposób myśleniu. Teraz wiemy to, czegośmy nie wiedzieli dawniej – poznaliśmy wartość naszych serc, znamy prawidła nowego życia, wiemy co robić, jeśli wpadniemy w sidła grzechu. Żyje wśród nas Ten, który nauczył nas kroczyć po drodze doskonałości i ciągle zachęca nas do cnotliwego życia. Wzorem jest dla nas doskonałość Chrystusa. Nie ustawajmy w pracy nad sobą, by się do Niego upodobnić!
Rzeczywiście, moi drodzy, gdyby Chrystus był rozkładającym się w ziemi trupem, jak bywają wszystkie inne ciała po śmierci, wtenczas nie istniałoby chrześcijaństwo. Gdyby Chrystus Pan nie wstał z martwych, świat toczyłby się starymi torami nędzy i rozpaczy. Bez żywej wiary w Chrystusa zmartwychwstałego Apostołowie nie roznieciliby płomienia nauki Chrystusowej – świat nie miałby porywającego przykładu w męczennikach prawdy, nie byłoby kapłanów, świętych, nie byłoby Rafaela, Michała Anioła, Dantego, nie byłoby bazyliki świętego Piotra, katedry kolońskiej, nie istniałaby dzisiejsza kultura... Gdyby Chrystus nie rozkazał swoim uczniom „Idźcie na cały świat i głoście Ewangelię wszelkiemu stworzeniu!”(Mk.15,15b), świat tonąłby dalej w mrokach zabobonów i trwałby w szponach barbarzyństwa.

II. Słowa pociechy wstępującego do nieba Chrystusa.


„Po rozmowie z nimi Pan Jezus został wzięty do nieba i zasiadł po prawicy Boga.”(Mk.16,19). W zdaniu tym kryje się pociecha, którą Pan Jezus zaszczepił w nasze serca.

→ A) Fakt, że Chrystus z góry Oliwnej wstąpił do nieba, do wiecznej chwały, ma pouczające znaczenie i jest prawdziwą pociechą! Pan Jezus wstępuje do wiecznej szczęśliwość i z tego miejsca, gdzie w Wielki Czwartek zalewał się krwawym potem, gdzie tonął w morzu cierpienia, z tego ogrodu, gdzie nie przebrzmiało jeszcze echo bolesnego wołania „Ojcze, jeśli chcesz, zabierz ode Mnie ten kielich! Jednak nie moja wola, lecz Twoja niech się stanie!”(Łk.22,42b), gdzie tarzał się w boleści, gdzie otrzymał pocałunek od Judasza – zdrajcy, gdzie widać było jeszcze ślady stóp żołnierskich, którzy Go pojmali, gdzie zgasło słońce Jego życia ziemskiego – stąd wstąpił do wiecznej chwały.
Chrystus w miejscu Swego swojego cierpienia wszedł do nieba. Fakt ten wiele mówi. Los Chrystusa Pana jest naszym losem, droga Jego chwały prowadziła przez cierpienie, którego nie możemy uniknąć, jeśli chcemy osiągnąć szczęśliwość wieczną.
W cierpieniu i niedoli naszej starajmy się zrozumieć napomnienie Chrystusa. Pana „Czyż Mesjasz nie miał tego cierpieć, aby wejść do swej chwały?”(Łk.24,26). Przejmijmy się słowami świętego Pawła „Jeśliście więc razem z Chrystusem powstali z martwych, szukajcie tego, co w górze, gdzie przebywa Chrystus zasiadając po prawicy Boga. Dążcie do tego, co w górze, nie do tego, co na ziemi.”(Kol.3,l-2). Ukochajmy modlitwy Kościoła, które odmawia kapłan we Mszy Świętej „…On jest pośrednikiem między Bogiem a ludźmi, Sędzia świata i Władcą stworzenia. Wstępując do nieba nie porzucił nas w ludzkiej niedoli, lecz jako nasza Głowa wyprzedził nas do niebiańskiej ojczyzny, aby umocnić nasza nadzieje, że jako członki Mistycznego Ciała również tam wejdziemy…” (1.Pref.o Wniebowstąpieniu).
Po pełnym trudów życiu ziemskim czeka nas żywot wieczny, oto jest pierwszy słowo pociechy, którą pozostawił nam w niebo wstępujący Chrystus.

→ B) Pan Jezus jest naszym pośrednikiem u Swego Ojca, stara się zaskarbić dla nas Jego łaski.
„Siedzi po prawicy Bożej...” Wiemy, że to tylko obrazowe przedstawienie wewnętrznego stosunku Chrystusa do Boga Ojca. Bóg nie ma rąk, bo nie ma ciała, jest najdoskonalszym, wszędzie obecnym duchem. Wyrażamy się w sposób ludzki – bo u nas posadzić kogoś po stronie prawej, znaczy okazać mu szacunek – to samo więc mówimy o Chrystusie, i Jego stosunku z Bogiem.
Radosna to dla nas nowina, że Chrystus pośredniczy w naszej, sprawie przed Bogiem.
Posłuchajcie pełnych zachwytu stów św. Pawła „…Chrystus Jezus, który poniósł za nas śmierć, co więcej - zmartwychwstał, siedzi po prawicy Boga i przyczynia się za nami?”(Rz.8,34b). Posłuchajcie słów radości św. Jana „Dzieci moje, piszę wam to dlatego, żebyście nie grzeszyli. Jeśliby nawet ktoś zgrzeszył, mamy Rzecznika wobec Ojca – Jezusa Chrystusa sprawiedliwego.”(1.J.2,1). Czyli, że wśród najsmutniejszych cierpień depresji ducha, nieszczęścia, bólu, niedoli i zwątpień, powinniśmy zawsze pamiętać, że przed Bogiem pośredniczy skutecznie nasz Brat – Jezus Chrystus. Dlatego modlimy się w czasie Mszy Świętej „…przez naszego Pana Jezusa Chrystusa, Który z Tobą żyje i króluje Bóg przez wszystkie wieki wieków”.
Teraz rozumiemy słowa świętego Mariusza „Patrząc na słonce, widzimy jego tarczę na błękicie firmamentu, jego ożywcze ciepło utrzymuje ziemię. Jezus Chrystus wstąpił na niebiosa... a miłość Jego stamtąd promieniuje na dusze i pociąga je ku Sobie”.

→ C) Trzecie największe pocieszenie, które zostawił nam w niebo wstępujący Chrystus, jest to, że w niebie nas oczekuje. Od tego czasu „Nasza bowiem ojczyzna jest w niebie. Stamtąd też jako Zbawcy wyczekujemy Pana naszego Jezusa Chrystusa,”(Flp.3,20). „Wstąpił na niebiosa” czyli, że poszedł w inny świat, nie mający ani granic, ani czasu, ani przestrzeni, gdzie nie ma wschodu ani zachodu słońca, gdzie nie ma zmęczenia i bólu, smutku, rozczarowań, gdzie nie ma grzechu, ani śmierci – gdzie wszechwładnie króluje Bóg – najwyższy Pan.

a) Te trzy słowa „wstąpił na niebiosa” jak grom porywają naszą uwagę z mielizny życia ziemskiego i kierują nasz wzrok ku niebu. Czy faktycznie istnieje dla człowieka inny świat, oprócz ziemi? Tak zrośliśmy już z ziemią, że ciężko nam uwierzyć w istnienie innego świata! Tu na ziemi jesteśmy u siebie, w domu, wielu nie szczędzi żadnych ofiar, żeby nabyć kawałek gruntu, wybudować jakąś chałupę, czy pałac, i rozłożyć się na dobre, na kochanej kuli ziemskiej Żydzi na pustyni złotemu cielcowi oddawali cześć boską, ale to wydaje się drobiazgiem wobec powszechnego bałwochwalstwa mamony dzisiejszego świata!
Natura ludzka zrośnięta jest ze światem, ale oto Zbawiciel wstępuje do nieba i tym samym wskazuje, że prawa natury należą od ich Stwórcy, daje przykład, że nie należy życia ziemskiego uważać za jedyny cel istnienia. Chrystus żyjąc na ziemi, używał jej darów w miarę koniecznej potrzeby. Przez Swe wniebowstąpienie mówi do nas:
- Ludzie! Życie ziemskie jest tylko środkiem do osiągnięciu życia wiecznego! Biada wam, jeśli o tym zapominacie! Biada, jeśli życie ziemskie zasłoniło przed wami bramę wieczności! Biada, jeśli radości, smutków, trudów i uciech życia ziemskiego nie wykorzystacie dla nieba! Spójrzcie na Mnie, jak używałem skarbów tego świata. Chodźcie Moimi drogami!

b) Życie pozagrobowe, wieczność! Jak dziwnie brzmi w uszach wielu ludzi! Kręcą głowami z niedowierzaniem i mówią „Gdyby ten świat, o którym Kościół tyle mówi, można było widzieć, sfotografować, co innego – ale tak, człowiek inteligentny wprost nie może w to uwierzyć. Czym jest życie pozagrobowe? Czy wogóle istnieje?!”
Faktycznie, moi drodzy, nie uwierzyłbym w jego istnienie, gdyby nam tego Chrystus nie udowodnił. Nie wierzyłbym, że gdzieś daleko, nie wiadomo w jakim kierunku, jest jakiś świat, zwany przez chrześcijan niebem, gdyby Chrystus tego nie nauczał. Świat ten nie podpada pod moje zmysły, ale wierzę w jego istnienie, bo wierzą Chrystusowi! Gdyby powiedział to jakiś człowiek, miałbym podstawy mu nie ufać, gdyż już wielu ludzi którym ufałem okłamało mnie, ale Chrystus jeszcze nigdy mnie nie okłamał, a zatem dlaczego mam mu nie ufać?
Wspomniany świat jest dla nas niewidzialny i nie wiedzielibyśmy o nim, gdyby nam Chrystus nie objawił jego istnienia przez usta świętego Pawła, który mówi, „…to, czego ani oko nie widziało, ani ucho nie słyszało, ani serce człowieka nie zdołało pojąć, jak wielkie rzeczy przygotował Bóg tym, którzy Go miłują.” (1.Kor.2,9b).
Nie wiedzielibyśmy nic o tym świecie, gdyby go nam święty Jan nie opisał w natchnionych słowach, jako miejsce, gdzie ludzie już „Nie będą już łaknąć ani nie będą już pragnąć, i nie porazi ich słońce ani żaden upał, bo paść ich będzie Baranek, który jest pośrodku tronu, i poprowadzi ich do źródeł wód życia: i każdą łzę otrze Bóg z ich oczu.”(Ap.7,16-17).
Świat ten. nie podpada pod nasze zmysły i nie wiedzielibyśmy o nim, gdyby Chrystus nam nie powiedział, że tam idzie i stamtąd da nam znak za pośrednictwem Ducha Świętego, którego, jak przyrzekł, zesłał na apostołów „Oto Ja ześlę na was obietnicę mojego Ojca. Wy zaś pozostańcie w mieście, aż będziecie uzbrojeni mocą z wysoka.”(Łk.24,49). Chrystus wstąpił do nieba – apostołowie zostali sami. Sami? Nie! Chrystus spełnił daną obietnicę, dał im Swoją moc w postaci Ducha Świętego i kazał im głosić Swoją naukę po całym świecie.
Mocą Ducha Świętego apostołowie opowiadali Ewangelię wśród Swoich wrogów na placach, na arenach cyrków! Moc Ducha Świętego pomagała im wytrwać podczas krwawych prześladowań, nie znać trwogi ani w szponach dzikich zwierząt, ani w ogniu, głodzie, ani wobec rozmaitych tortur, którymi męczyli ich wrogowie Chrystusa. Moc Ducha Świętego już prawie 2.000 lat ożywia każde chrześcijańskie serce w trudach i cierpieniach życia. Wlewa otuchę w serca ludzkie, nawiedzone smutkiem, klęską, i różnymi kataklizmami moralnymi.
Rozum i serce ludzkie, zapatrzone w światło wiary widzą świat przyszły niepomiernie większy od naszej ziemi! Przecież daleko więcej jest zmarłych niż żywych.

c) Gdzie jest ojczyzna zmarłych? Może tu koło nas żyją miliardy istot zmarłych, a my nic o tym nie wiemy? Czy to możliwe?
Kto z was był w jakimś wielkim akwarium, np. w Gdyni, albo zdecydowanie większe, które widziałem w Odessie, na pewno z wielkim zainteresowaniem oglądał tajemniczy świat istot z głębin morskich. Zwiedzający podziwiają rozmaitość morskich stworzeń. Można tam widzieć stworzenia różnego kształtu, jakoby bez głów, bez ogonów, to znowu o kilkunastu kończynach, jedne ruszają się żywo, inne są leniwe, albo stale trwają nieruchomo przyczepione do ściany; albo do dna akwarium, niektóre wyglądają jak gwiazda – tymczasem żyjąca, inne podobne są do rośliny, jeszcze inne do delikatnych koronek, do róży... Jedne skaczą, drugie leniwo się wloką, nie możesz oderwać oczu od tego dziwnego świata, którego członkowie z pewnością nie zdają sobie sprawy, że patrzysz na nich zdumiony, że oprócz ich morskiego świata, jest inny świat, na którym żyją istoty rozumne – ludzie, mający własną sferę ducha, chełpiący się kulturą, postępem, podróżujący w kosmosie, porozumiewający się za pośrednictwem fal radiowych, piszący książki, mający kościoły, szkoły, cmentarze... Tak, pojęcia nie mają o naszym, ludzkim świecie, różnym od znanych im rzeczy.
Co wie o naszym świecie motyl kołyszący się na kwiatku?...
Powiedzcie, czy naprawdę jest niemożliwe, żeby koło nas był inny, niewidzialny przez nas świat nadprzyrodzony, królestwo nieba, o którym tyle wiemy, co ciekawa rozgwiazda, którą podziwiamy w akwarium.
Świat nadprzyrodzony? Gdzie jest? Może w przestworzach? Gdzieś za chmurami? Byłoby to bardzo materialistyczne pojęcie! Wiec gdzie są zaświaty? Tam, gdzie mieszka Bóg i gdzie może się nam objawić.
Gdzie mogę widzieć Boga, tam jest niebo, tam jest wieczna szczęśliwość. Gdzie nie można widzieć Boga, tam jest piekło, miejsce wiecznego zatracenia. Posłuchajcie modlitwy Pana Jezusa „Ojcze, chcę, aby także ci, których Mi dałeś, byli ze Mną tam, gdzie Ja jestem, aby widzieli chwałę moją, którą Mi dałeś, bo umiłowałeś Mnie przed założeniem świata.”(J.17,24). Czyli tamten świat jest tam, gdzie przebywa Ojciec, a my z Nim.

* * *

Moi drodzy! Kiedy Pan Jezus pewnego razu wybierał się do Judei, gdzie zagrażali Mu Żydzi, święty Tomasz powiedział „Chodźmy także i my, aby razem z Nim umrzeć.”(J.11,16b).
Po wniebowstąpieniu Pana Jezusa możemy uzupełnić powiedzenie świętego Tomasza „Idźmy za Chrystusem, żeby z Nim żyć!” Chrystus wstąpił do nieba, ale nie przestał przebywać z nami na ziemi. Kto Go pokochał, ten nigdy nie oderwie swego serca od Niego. Chrystus już prawie 2.000 lat pociąga do Siebie ludzkość. Od czasu, kiedy Ewangelia uczy o Nim, że „Patrz – świat poszedł za Nim.”(J.12,19b), od kiedy święty Paweł wypowiedział najgorętsze pragnienie swego serca „Z dwóch stron doznaję nalegania: pragnę odejść, a być z Chrystusem, bo to o wiele lepsze, pozostawać zaś w ciele – to bardziej dla was konieczne.”(Flp,l,23-24). Od tej pory serce człowiecze czuje niewymowne pragnienie innego, lepszego, wiecznego świata, pragnie Królestwa Chrystusowego.
Potrzebna jest technika, prasa, koleje, potrzebne są fabryki, pracownie, handel, potrzebny jest nieustanny wysiłek ducha, ale nie zapominajmy, że żadna umiejętność nie potrafi odpędzić śmierci, po której następuje tajemnicze nieznana wieczność – droga powrotna do Ojca. Żyjemy na świecie kilka chwil w porównaniu z wiecznością i po oderwaniu się od planety „ziemi”, kiedy spadnie z mojej duszy powłoka ciała stanę na nowo na drodze do wieczności.
- Proszę księdza, czy faktycznie to prawda, co ksiądz mówi?
- Tak, prawda!
- Czy to wszystko kiedyś się spełni?
- Tak, na pewno!
- Czy to taki pewnik, jak to, że dziś jest niedziela, a jutro poniedziałek?
- Nie, daleko większy!
- Czy to taka prawda, jak to, że rano wstało słońce, a wieczór zajdzie?
- Bez porównania pewniejsza!
- Może taka, jak fakt, że po zimie nastaje wiosna?
- Jeszcze pewniejsza... daleko pewniejsza! Bo kiedyś nastanie niedziela, po której nie będzie już poniedziałku, kiedyś zawita ranek, którego już nigdy nie zastanie wieczór, kiedyś przyjdzie zima po której nie nastąpi wiosna... ale niemożliwe, żeby się nie spełniły słowa Chrystusa.
- Jakie słowa?
„Ja jestem zmartwychwstaniem i życiem. Kto we Mnie wierzy, choćby i umarł, żyć będzie.”(J.11,25b). „To bowiem jest wolą Ojca mego, aby każdy, kto widzi Syna i wierzy w Niego, miał życie wieczne. A ja go wskrzeszę w dniu ostatecznym.”(J.6,40).
O, Panie Jezu, Chryste zmartwychwstały, wierzą Twym słowom! Wierzę – ale Ty zaradź mojemu niedowiarstwu, bym kiedyś mógł być z Tobą!

Amen.




Autor: ksiądz Antoni Wac
str 195-202 , publikacja na DDN dn. 09-03-2015

_________________
+ Z Bogiem i Maryją.


Góra   
  Zobacz profil Wyślij e-mail      
 
Admin_DDN
 Tytuł: Re: + CHRYSTUS W CIERPIENIU I W CHWALE. Rozważania rekolekcyjne +
PostNapisane: 9 mar 2015, o 19:01 
Offline
1000p
1000p
Postów: 6537
Skąd: Polska
Seria – C – Chrystus w Chwale.
Konferencja XXXIII/VI


Przyjdzie sądzić żywych i umarłych.




Moi drodzy!

Myśl apostolskiego wyznania wiary, którą chcę wam przedstawić w naszym dzisiejszym rozważaniu z racji swojej przejmującej treści, niepokoi i przeraża wiele osób. Są ludzie, którzy chętnie wyznają większość prawd naszego „Credo” cieszą się z narodzenia Pana Jezusa, smucą się z cierpiącym Chrystusem, nawet płaczą nad Nim... ale wobec prawdy, że Chrystus „przyjdzie sądzić żywych i umarłych” krzywią się, marszczą i protestują: „Lepiej nie mówmy o tym... to tak niemiły, niewdzięczny, denerwujący temat, że lepiej by zrobił Kościół, gdyby tego nie poruszał...”
Mysi o sądzie ostatecznym może być najbardziej denerwującą i niemiłą, jednak nie może jej pominąć w nauczaniu Kościoła, choćby tylko dlatego, że prawda ta wchodzi w skład wyznania wiary, z którym każdy katolik powinien się jak najlepiej nie tylko zapoznać, ale również identyfikować. Rozumniej jest spojrzeć w oczy choćby najokropniejszej prawdzie i wyciągnąć z niej odpowiednie wnioski, niż oszukiwać siebie i innych, i twierdzić, że nauka o sądzie ostatecznym jest złośliwą bajką, wymyśloną przez księży.
Nie w celu straszenia poruszam temat sądu ostatecznego, ale dlatego, że fakt ten może nam nasunąć dużo pożytecznych wskazówek, jak powinniśmy na przyszłość urządzić swoje życie, jeśli chcemy z radością stanąć do ostatecznego rozrachunku z Bogiem i otrzymać koronę chwały.
W naszym rozważaniu zastanowimy się
I) czy sąd ostateczny faktycznie nastąpi,
II) jak będzie wyglądał i
III) jak można sąd ostateczny pogodzić z dobrocią Bożą i Jego miłosierdziem.
Natomiast w czasie następnego naszego rozważania przedstawię naukę Kościoła o sądzie ostatecznym. Jeśli poznamy możliwie wszechstronnie prawdę wiary o sądzie ostatecznym, przekonamy się, że nie jest on tak straszny, jak ludzi go sobie wyobraża, a nauka wypływającą z rozważania na ten temat da nam dużo pożytecznych wskazówek, jak powinniśmy pracować nad sobą.

I) Czy faktycznie będzie sąd ostateczny?

Na jakiej podstawie Kościół naucza, że Bóg każdego człowieka, który kiedykolwiek żył, żyje, albo żyć będzie na tej ziemi, mocą Swojej twórczej siły obudzi z martwych i będzie sądzić.
Przypatrzmy się podstawom nauki chrześcijańskiej o sądzie ostatecznym.
Świadectwa Pana Jezusa.

→ A) Kto zna Ewangelię, ten wie, że Pan Jezus często mówił o sądzie ostatecznym. Spotykamy wyraźną wzmiankę o tym w kazaniu na górze „Nie każdy, który Mi mówi: Panie, Panie!, wejdzie do królestwa niebieskiego, lecz ten, kto spełnia wolę mojego Ojca, który jest w niebie. Wielu powie Mi w owym dniu: Panie, Panie, czy nie prorokowaliśmy mocą Twego imienia i nie wyrzucaliśmy złych duchów mocą Twego imienia, i nie czyniliśmy wielu cudów mocą Twego imienia? Wtedy oświadczę im: Nigdy was nie znałem. Odejdźcie ode Mnie wy, którzy dopuszczacie się nieprawości!”(Mt.7,21-23). Innym razem mówi, że losy Sodomy i Gomory były lżejsze niż miasta, które nie przyjęło Jego apostołów „Zaprawdę, powiadam wam: Ziemi sodomskiej i gomorejskiej lżej będzie w dzień sądu niż temu miastu.”(Mt.10,15). Temat sądu ostatecznego porusza w wielu przypowieściach, jak np. o kąkolu, o sieci, o dziesięciu pannach, o włodarzu, o winnicy, o talentach, o uczcie weselnej.
Ale najwyraźniej, nawet szczegółowo, Chrystus Pan opisał sąd ostateczny w strasznych słowach, które zgrozą przejmują, serce ludzkie „Zaraz też po ucisku owych dni słońce się zaćmi i księżyc nie da swego blasku; gwiazdy zaczną padać z nieba i moce niebios zostaną wstrząśnięte. Wówczas ukaże się na niebie znak Syna Człowieczego, i wtedy będą narzekać wszystkie narody ziemi; i ujrzą Syna Człowieczego, przychodzącego na obłokach niebieskich z wielką mocą i chwałą.”(Mt.24,29-30).
Kiedy to nastąpi? Kiedy się spełnią słowa Pana Jezusa Nikt nie wie! Niektóre sekty pseudomistycy – chociażby tacy jak Świadkowie Jehowy – już co do minuty obliczyli czas sądu ostatecznego, zapominając o słowach samego Jezusa „Lecz o dniu owym i godzinie nikt nie wie, nawet aniołowie niebiescy, tylko sam Ojciec.”(Mt.24,36). Ależ oni czasami ważniejsi są od Syna Bożego. Wiemy i jeszcze dobrze pamiętamy co działo się w 1999 roku, a potem w roku 2.000.
Pan Jezus nie objawił nam godziny sądu ostatecznego. Dlaczego? Dlatego, że nie potrzebujemy tego wiedzieć. Może powiesz, gdybym wiedział, kiedy nastąpi dzień Sądu Ostatecznego postarałbym się lepiej przygotować swoją duszę, na spotkanie z Bogiem. Właśnie Pan Bóg widocznie z tego powodu nie oznaczył czasu sądu, żebyśmy nie pracowali nad sobą tylko z obawy przed sądem ostatecznym, ale żeby każdy czyn nasz wypływał z wolnej i nieprzymuszonej woli. „Nie potrzeba wiedzieć czasu sądu ostatecznego – mówi święty Augustyn. – Czyń tak, jakbyś jutro miał stanąć przed obliczem Bożym i wtenczas nie będziesz się bał sądu Bożego”.

→ B) Chrystus Pan nie powiedział nam, kiedy będzie sąd ostateczny, ale zapewnił nas, że kiedyś na pewno nastąpi i staniemy w obliczu Boga i otrzymamy sprawiedliwy, bezstronny wyrok za nasze życie. Ponownie przyjdzie ten sam Chrystus, który urodził się w stajence betlejemskiej, Który za nas umarł i dla nas zmartwychwstał, wstąpił do nieba, „Wówczas ukaże się na niebie znak Syna Człowieczego, i wtedy będą narzekać wszystkie narody ziemi; i ujrzą Syna Człowieczego, przychodzącego na obłokach niebieskich z wielką mocą i chwałą.”(Mt.24,30).
Czy tym strasznym Sędzią, przed którego Majestatem upadają aniołowie, na którego słowo ustanie życie na świecie i powstaną znaki sądu ostatecznego, jest słabe Dziecię z Betlejem, Dobry Pasterz, Jezus, który ustanowił Przenajświętszy Sakrament, Chrystus odpuszczający grzechy i modlący się na krzyżu za Swoich wrogów?... Tak, ten sam, Stwórca, Zbawiciel, a zarazem surowy Sędzia, bo sprawiedliwie wymierzy każdemu człowiekowi to, co się mu należy.
Sąd ostateczny nastąpi z całą pewnością, bo Chrystus zapewnił nas o tym.


II. Jak będzie wyglądał sąd ostateczny?


Zapowiedź Pana Jezusa o sądzie ostatecznym wryła się głęboko w świadomość ludzką i rozmaicie sobie przedstawiamy przyjście Najwyższego Sędziego.
W roku 1541 na Bazę Narodzenie odsłonięto olbrzymi fresk Michała Anioła, w kaplicy Sykstyńskiej „Sąd ostateczny”. Obraz, ten na wszystkich zwiedzających wywiera olbrzymie wrażenie. Postać Chrystusa. Sędziego nie przypomina znanego nam miłego, łagodnego Zbawiciela, ale oblicze pełne przeogromnego majestatu i błyskawic które wszystko kruszą, co napotkają po drodze. Na widok tego arcydzieła lęka się każdy człowiek. Na olbrzymim malowidle widać przeszło trzysta postaci, proroków, apostołów, męczenników, Ojców Kościoła... Aniołowie trąbią, na ich głos umarli wstają z grobów, a przerażone matki tulą do piersi swe dziatki – przyjaciel przyjaciela... na wszystkich twarzach widać ślady niepewności i strachu. Nikt nie wie, jaki będzie wyrok Sędziego.
To tylko fantazja artysty! Ale przedstawmy sobie
A) Jaki będzie naprawdę sąd ostateczny i
B) kiedy usłyszymy wyrok Najwyższego Sędziego?

→ A) Ukaże się znak Syna Człowieczego na niebie. Ukaże się krzyż, na widok którego przerażenie ogarnie człowieka. Krzyż, który często kalałem moimi grzechami, we krwi Pana Jezusa, przelaną, za mnie, którą wzgardziłem. Krzyż, który oskarża mnie o zniewagi, niedbalstwa i krzywdy, jakie mu wyrządziłem.
Ukaże się Chrystus, w jasności i blasku Swego Majestatu, otoczony świętą gromadą aniołów, wobec Niego niczym jest przepych Królestwa Niebieskiego.
Jednego razu Chrystus Pan odsłonił rąbek posągu Swego Majestatu, a obecni padli na twarz rażeni, było to na górze Oliwnej, kiedy przyszli słudzy kapłanów z wojskiem, by pojmać Jezusa. Chrystus powiedział wtedy tylko dwa słowa „Ja jestem.”(J.18,6), ale to wystarczyło, żeby padła na ziemię zbrojna siła ludzka!
Co będzie z nami w dzień sadu ostatecznego, kiedy usłyszmy słowa Pana Jezusa „Ja jestem.” , pewnością padniemy skruszeni wobec ogromu Majestatu i powagi tych słów.
Jestem Chrystus, który cierpiał za ciebie, by wybawić cię ze szponów grzechu, a ty Mnie lekceważysz.
Jestem Chrystus, dałem prawa moralne – uzupełniony Dekalog o prawo miłości, którym ty wzgardziłeś.
Jestem Chrystus, o którym napisano, że na Imię Jego „… przede Mną się zegnie wszelkie kolano, wszelki język na Mnie przysięgać będzie,” (Iz.45,23) – a ty ze Mnie szydziłeś.
Jestem Chrystus, któremu „Dana Mi jest wszelka władza w niebie i na ziemi.” (Mt,28.18b) — a ty się przeciwko Mnie buntowałoś.
Jestem Chrystus, chciałem zgromadzić wszystkich ludzi w chwale Mego Ojca. „Ile razy chciałem zgromadzić twoje dzieci, jak ptak swe pisklęta zbiera pod skrzydła, a nie chcieliście.”(Mt.23,36b) – a tyś nie słuchał.
Przerażeniem napełnia nas słowa Chrystusa „Ja jestem.”

→ B) Chrystus wyda ostateczny wyrok nad złymi i dobrymi.

a) „ Wtedy odezwie się Król do tych po prawej stronie: Pójdźcie, błogosławieni Ojca mojego, weźcie w posiadanie królestwo, przygotowane wam od założenia świata!”(Mt,25,34).
Będzie to wielka radość dla sprawiedliwych i miłujących Boga!
Pójdźcie! Którzy mężnie stawialiście opór namiętnościom ciała, którzy potrafiliście zachować czystość wśród brudnego świata, którzy prowadziliście dla Mnie, życie pełne wyrzeczeń i ofiar, którzy znosiliście szyderstwa dla Mego Imienia, „Pójdźcie, błogosławieni Ojca mojego,…”
Ewangelie trzykrotnie mówią o błogosławieństwie Pana Jezusa. Pierwszy raz błogosławi dziatwę, która miała stanąć w przyszłości do walki z życiem, błogosławił apostołów przed Swoim wniebowstąpieniem, idących nauczać, a trzecie błogosławieństwo Pana Jezusa będzie w dzień sadu ostatecznego tych, którzy wyszli zwycięsko z boju życia. Będzie to błogosławieństwo wdzięczności, uznania i nagrody Bożej!

b) Ale straszne słowa czekają tych co znajdą się po lewicy Bożej! „Wtedy odezwie się i do tych po lewej stronie: Idźcie precz ode Mnie, przeklęci, w ogień wieczny, przygotowany diabłu i jego aniołom!”(Mt,25,41).
„Idźcie precz ode Mnie, przeklęci…” W Ewangeliach jeden tylko raz czytamy to straszne słowo, usłyszą je ci, którzy zasłużyli sobie na wieczne potępienie.
„Idźcie precz ode Mnie, przeklęci…” Nie możecie na Mnie narzekać, że jestem surowy, bo gardziliście Mną całe życie. Oto plon waszej pracy – zupełne zerwanie ze Mną, wieczne potępienie!
Znaliście Moje Przykazania, a nie zachowywaliście ich – teraz was nie znam. Całe życie dogadzaliście tylko swemu ciału, a zaniedbaliście duszę – czego tu chcecie? Życie wasze było nieprzerwanym pasmem brudów, przekleństw, złorzeczeń, służyliście grzechowi – czego szukacie u wrót wieczności? Chcecie wejść do Królestwa niebieskiego? Pokażcie swoje zasługi, modlitwy, zachowanie przykazań, samozaparcie się, obowiązkowość, pilność, uczciwość, miłość, wierność. – Nic, nie macie, żadnych zasług, więc wynoście się stąd, nie znam was!
Niektórzy ośmielą się zapytać – Panie, nie poznajesz mnie? Byłem osoba ochrzczoną... czasami nawet chodziłem do kościoła i niekiedy tez się modliłem... ale przede wszystkim wierzyłem w Twoje istnienie...
„Idźcie precz ode Mnie, przeklęci…” – odpowie Bóg. – Wprawdzie nazywaliście Mnie swoim Bogiem, ale gardziliście Moimi Przykazaniami! Byliście ochrzczeni, ale pohańbiliście wiarę i chrześcijaństwo. Czy nie znaliście Moich słów – „Nie każdy, który Mi mówi: Panie, Panie!, wejdzie do królestwa niebieskiego, lecz ten, kto spełnia wolę mojego Ojca, który jest w niebie.”(Mt.7,21).
„Idźcie precz ode Mnie, przeklęci…” Którzy wzgardziliście Moją ofiarą, śmiercią, cierpiałem dla was długo i dałem wam Najświętsze Sakramenty, „Idźcie precz ode Mnie, przeklęci…”, sami wybraliście sobie wieczne potępienie!
Moi drodzy! Z pewnością widzieliście małe dzieci, gdy żegnały odjeżdżających rodziców, z jak żywym uczuciem bólu rzucają się na piersi kochanej matki, jak tulą się do dobrego ojca, zanim ten zniknie im z oczu i wyciągają do nich rączki, wołając „Do widzenia, Mamusiu! Pa, pa, kochany Tatusiu!” Rodzice z bólem i miłością wołają do nich „Pa, pa, do widzenia! Niech Bóg będzie z wami!”
Do przeklętych dzieci Ojciec Niebieski powie strasznym głosem „Idźcie precz ode Mnie, przeklęci…”
Co to znaczy, nigdy nie widzieć Boga? Najsmutniejszym objawem natury – pisze pewien członek wyprawy do bieguna północnego – jest pragnienie odżywczego słońca. Człowiek i cała natura ginie bez słońca, a cóż dopiero mówić o duszy wiecznie oderwanej od Boga!
Jak straszną musi być rozpacz żyć wiecznie zdała od Boga, z powodu grzechów nigdy nie widzieć oblicza dobrego Ojca Niebieskiego, nie oglądać Zbawiciela, który Swoje życie za nas ofiarował. Jak straszne usłyszeć wyrok Sprawiedliwości Bożej „Wtedy odezwie się i do tych po lewej stronie: Idźcie precz ode Mnie, przeklęci, w ogień wieczny, przygotowany diabłu i jego aniołom!”(Mt.25,41). „ i wrzucą ich w piec rozpalony; tam będzie płacz i zgrzytanie zębów.”(Mt.13,42).

III. Dobroć Boża a surowość sądu ostatecznego.

Zatrzymujmy się chwilę nad surowością sądu ostatecznego i przypatrzmy się jednej poważnej kwestii.

→ A) Jeśli prawdziwe jest to, co dotychczas zostało tu powiedziane o sądzie ostatecznym to co sądzić o dobroci Bożej? Czy Bóg nieskończenie dobry i miłosierny może być jednocześnie tak, okrutny?
Średniowieczni malarze, rzeźbiarze ze specjalnym upodobaniem lubili przedstawiać scenę sądu ostatecznego.
W Monachium, w Muzeum Narodowym jest stary witraż, przedstawiający zmartwychwstanie Chrystusa. Oblicze Zbawiciela na tym witrażu jest surowe, zimne. Na widok tego obrazu ze zdziwieniem możemy zapytać – Jak to, dlaczego tak ponury jest Pan życia, zwycięzca śmierci, chwałą zmartwychwstania odziany Chrystus?...
Zastanawia nas ten witraż. Wielu się gorszy – Jak można tak strasznie przedstawić Chrystusa? Przecież On był samą łagodnością, dobrocią, gorącą miłością, łaskawością – jak ten witraż pogodzić z opisem osoby Chrystusa w Ewangelii? Jak straszna przepaść dzieli surowy sąd ostateczny od rozczulającego, nastroju nocy betlejemskiej! Była to noc niezrównanie miła – a tu ma być dzień pełen okrucieństwa! Jak pogodzić radosny śpiew „Gloria” z ponurym, przeraźliwym głosem trąb anielskich w dzień sądu ostatecznego?
Podobnie rozumuje wielu ludzi. Co na to odpowiedzieć?

→ B) Dobroć Boża i srogość Jego sądu nie tylko nie sprzeciwiają się, ale obie stanowią nierozerwalną całość doskonałości Bożej, „Bóg jest dobry... nieskończenie dobry, niemożliwym jest, aby potępił na wieki człowieka!” – słyszy się często.
Mylicie się! Dobroć nie jest apatią, piękność nie jest czułostkowością. Bóg nie jest słaby. Co by to był za Bóg, który by nie potrafił wykonać Swojej woli?! Majestat jest siłą! „Lipa. Nie tylko ma wonne kwiaty, ale i twarde drzewo, dąb nie jest tylko symbolem potęgi, lew ma nie tylko puszystą sierść, ale srogie pazury i groźne kły, jodła nie tylko pachnie żywica, lecz opiera się wichrom, w powietrzu nie tylko mamy łagodne zefiry, ale i rozszalały huragan, fale morskie nie tylko kołyszą muszle, ale zatapiają olbrzymie lądy” – pisał ongiś Ks. Twardowski. A Bóg? On jest nie tylko czułym, kochającym Ojcem, ale jeśli zajdzie potrzeba, srogim, sprawiedliwym i nieugiętym Sędzią!
Współczesna sztuka przedstawia Chrystusa jako kochającego, dobrego Ojca, nie zapominajmy jednak, że Jego oblicze będzie dla grzeszników srogie w dzień, sądu ostatecznego.
Srogość sądu ostatecznego z jego strasznymi następstwami wynika z dzielą odkupienia Chrystusa Pana. Obecność Chrystusa nie cierpi niesprawiedliwości, krzywdy wyrządzonej w skutek grzechu. Jak słonce rozprasza ciemności, niszczy bakterie zgnilizny i pleśni, tak sprawiedliwość Chrystusa niszczy grzech.
Fałszywie pojmuje istotę sądu ten, kto widzi w nim tylko Pana miłosiernego. Fałszuje naukę Chrystusa ten, kto w Bogu widzi tylko łaskawą miłość. Nie można pojmować Chrystusa, zacierając kosztem jego nieskończonej dobroci potęgę Majestatu sprawiedliwości Króla, nad królami „A na szacie i na biodrze swym ma wypisane imię: KRÓL KRÓLÓW PAN PANÓW.” (Ap.19,16).
Bóg jest Panem życia i śmierci – jest dobry i miłosierny, ale również i sprawiedliwy

* * *

Moi drodzy! Kiedy wojska cesarza Rudolfa, i Otokara króla czeskiego, stały naprzeciw siebie i czekały na znak do boju, król czeski, widział druzgocącą przewagę nieprzyjaciela, pojednał się z cesarzem. Prosił tylko o jeden warunek, żeby pokój ten zawarto po kryjomu, w namiocie cesarza. Kiedy Otokar składał przysięgę wasalską, klęcząc przed Rudolfem, ściany namiotu nagle opadły z rozkazu cesarza i całe wojsko widziało upokorzenie króla...
Ze wszystkich naszych złych uczynków, a nieczystych, ukrytych myśli, w dzień sądu ostatecznego spadnie zasłona.
„ I ujrzałem umarłych – wielkich i małych – stojących przed tronem, a otwarto księgi. I inną księgę otwarto, która jest księgą życia. I osądzono zmarłych z tego, co w księgach zapisano, według ich czynów.”(Ap.20,12). Na głos Boga Anioł otworzy naszą księgę żywota. Stronnice zawierają uczynki z każdego dnia... odkrywa stronnicę z lat dziecinnych... widać tam cały twój stosunek do Boga, do rodziców. Pierwsza twa spowiedź. Prawdziwy żal za niektóre grzechy... Dalej następują karty twojej młodości, nie opuszczono żadnej myśli, czynów – wszystko starannie się zachowało!
Anioł dalej przewraca karty – twarz jego pokrywa się smutkiem... i ty zaczynasz się niepokoić. Widzi wielkie plamy ha stronnicach... grzechy... Następuje zupełnie czarna karta… grzech śmiertelny. Dalsze stronnice takie same, czarne, straszne, okropne, przeraźliwe! Zatajone grzechy... Ostatnia, karta również czarna, okropna. Nie wyspowiadałeś się, ani nie zaopatrzyłeś w Sakrament Chorych. Anioł zamyka księgę twego żywota, która rozpoczynała się obiecująco, a smutnie skończyła...
Twój Anioł Stróż odchodzi z płaczem od ciebie, a jego miejsce zajmuje szatan i mówi do Boga „Sędzio, dla tego człowieka zstąpiłeś na ziemię, trudziłeś się przez 33 lata, by zbawić jego duszę, cierpiałeś i umarłeś za niego, a on pomimo Twej nieskończonej dobroci i miłości do mnie należał. Osądź czyją jest własnością, Twoją, czy moją?...” „ I pójdą ci na mękę wieczną, sprawiedliwi zaś do życia wiecznego.”(Mt.25,46).
Nad bramą wiecznego zatracenia widnieją straszne słowa Dartego „Wszyscy, którzyście tu weszli porzućcie wszelka nadzieję…”
Moi drodzy, z miłości do Chrystusa i z obawy, żebyśmy się w przepaść zatracenia nie dostali, módlmy się gorąco u stóp krzyża Chrystusowego.

Pomnij na to, Jezu drogi,
żeś wszedł dla mnie w ziemskie progi:
nie gub mnie w on dzień, tak srogi!

Mnieś to szukał, zmęczon w drodze,
przez krzyż zbawił, cierpiąc srodze,
takich prac niech plon nachodzę!

Z jękiem żebrzę przed Twym tronem;
z sercem z bólu w proch skruszonem,
pieczę miej na moim zgonem!

Amen.





Autor: ksiądz Antoni Wac
str 203-209 , publikacja na DDN dn. 09-03-2015

_________________
+ Z Bogiem i Maryją.


Góra   
  Zobacz profil Wyślij e-mail      
 
Admin_DDN
 Tytuł: Re: + CHRYSTUS W CIERPIENIU I W CHWALE. Rozważania rekolekcyjne +
PostNapisane: 9 mar 2015, o 19:03 
Offline
1000p
1000p
Postów: 6537
Skąd: Polska
Seria – C – Chrystus w Chwale.
Konferencja XXXIV/VII

Pociecha Sądu Ostatecznego.




Moi drodzy!

Angielski główny urząd statystyczny podał ciekawą wiadomość. Przeprowadzono eksperyment psychologiczny wśród pracowników handlowych i przemysłowych – w czasie pracy urzędników zjawiał się w biurze posłaniec i zawiadamiał danego urzędnika „Szef chce z panem mówić”.
Wrażenie tych słów było fatalne. Nawet ci, którzy zawsze byli sumienni, punktualni bledli na tę wieść i chwiejnym krokiem szli za posłańcem. W ich przestraszonych sercach rodziło się przeczucie – Po co on mię wzywa? Może mnie zredukowano? Może grozi mi jakaś kara? Parę słów „Szef chce z panem mówić”, napełniło strachem i dziwnym przerażeniem całą ich istotę. Może dowiedział się o moich dawniejszych zaniedbaniach, z pewnością czeka mnie smutny los, stracę posadę, chleb, przyszłość...
Niewymowny niepokój ogarnia nas na wieść, że przełożony chce z nami porozmawiać, a co będzie w dzień sadu ostatecznego, gdy zjawi się przed nami posłaniec Pana Boga i powie „Bóg chce z tobą rozmawiać!” Pan, który w całym twoim życiu czytał jak w otwartej księdze! Pan, który będzie cię sądził z całego twojego życia!
Rzecz zupełnie zrozumiała, że myśl o sądzie ostatecznym napełnia nas strachem, ale jednocześnie jest ona pożytecznym napomnieniem Pismo święte mówi „We wszystkich sprawach pamiętaj o swym kresie, a nigdy nie zgrzeszysz.”(Syr.7,36). Jeśli ostatnie nasze rozważanie mogło się okazać przynajmniej dla niektórych z nas niemiłe, upokarzające, nie zapominajmy jednak, że myśl o surowości i stanowczości sądu ostatecznego może nas pobudzić do opamiętania się i poprawy. Od nas, od naszej woli i uczynków zależy, jak wypadnie wyrok sądu Bożego. Czy nie powinniśmy cieszyć się, że kiedyś przyjdzie chwila, kiedy każdy otrzyma sprawiedliwą zapłatę za dobre uczynki – kiedy zło będzie potępione? Pociecha sądu ostatecznego polega na tym, że
I) każdy grzech będzie potępiony, a
II) dobre uczynki wynagrodzone.

I. Każdy grzech zostanie potępiony.


Na sądzie ostatecznym zatriumfuje sprawiedliwość. Niejednokrotnie podłość na świecie zachowuje się tak wyzywająco, wręcz bezczelnie, okrutnie, że dla ludzi uczciwych jest do pewnego stopnia ulgą myśl o sądzie ostatecznym, o wymierzeniu słusznej sprawiedliwości.

→ A) Wyobraźmy sobie, jaka to będzie wielka rozprawa, na której zło zostanie potępione, a cnota wynagrodzona!

a) Znane są dwa doniosłe powiedzenia Boga „Niechaj się stanie światłość!” (Rdz.1,3a) i „wstańcie zmarli!” Pierwsze było otwarciem dziejów świata, drugie będzie ich zamknięciem. Pierwsze słowa rozpoczęły życie na świecie, drugie ciemną śmiercią spowiją całą ziemię.
Wszyscy staniemy przed obliczem Boga. Geniusze, prostaczkowie, znakomitości tego świata, żebracy, starzy, młodzi, święci i grzesznicy, znani bohaterowie i ci, nad którymi zapadła długa noc zapomnienia... wszyscy... bez wyjątku wszyscy...
Nastąpi wymiar sprawiedliwości Bożej, bez względu na godność, poważanie, czy wzgardę ludzką.
Bez względu, czy byłeś biedny, czy bogaty, czy miałeś pałace marmurowe, czy skromną lepiankę, czy spocząłeś w przepysznej krypcie grobowej, czy pogrzebano cię w rowie, Bóg będzie sądził według uczynków każdego człowieka, który stanie przed Nim, będzie w nim czytał jak w otwartej księdze!

b) Bóg przez usta Ezechiela powiedział do niewiernego narodu „ Teraz przychodzi kres na ciebie. Wysyłam gniew mój przeciwko tobie, aby cię osądzić według twoich dróg i ciebie uczynić odpowiedzialną za wszystkie twoje obrzydliwości. Oko moje nie okaże litości dla ciebie i nie pominę cię, ale ciebie uczynię odpowiedzialną za twoje drogi, a twoje obrzydliwości będą pośród ciebie ujawnione i poznacie, że Ja jestem Pan.”(Ez.7,3-4), czyli, że w dzień sądu ostatecznego odsłoni się całe nasze życie we wszystkich swych przejawach, w całej podłości i złości uwidocznią się wszystkie nasze uczynki, nawet te, o których dawno zapomnieliśmy – grzechy lat dziecięcych, młodości i wieku starczego, wszystko... Bóg położy „a twoje obrzydliwości będą pośród ciebie ujawnione i poznacie, że Ja jestem Pan”. Na sądzie ostatecznym w przenikliwym świetle zostanie zbadana naszą dusza. Tak „Przeto nie sądźcie przedwcześnie, dopóki nie przyjdzie Pan, który rozjaśni to, co w ciemnościach ukryte, i ujawni zamiary serc.”(1.Kor.4,5a).
Zdarta zostanie wielka zasłona grzechu i pełno będzie rozczarowań. Zobaczymy podłość ludzi z tzw. „dobrych domów”, „szlachetnie urodzonych”, wiarołomstwo, zdradę, nieuczciwość osób, o których mieliśmy jak najlepsze wyobrażenie, uważając ich za pobożnych!
Stanie przed sądem ostatecznym człowiek, którego stawiano jako wzór bezinteresowności i pracowitości – gdy w rzeczywistości był to kłamca i egoista! Stanie urzędnik, o którym mniemano, że jest na wskroś uczciwy, a okaże się, że sprzeniewierzył się sprawiedliwości! Stanie mąż, ojciec, który miał kochaną żonę, dobrą matkę i miłe dzieci, ale potem upadł w brud i nieczystość! Stanie panna, którą nieustannie chwalono, jako chodzącą cnotę, pilność, pracowitość, a okaże się, że była roznosicielką zarazków niemoralności!.
Gdybyś chociaż sam stał przed trybunałem Bożym, bez świadków – ale patrz na wrogie tłumy, które cię otaczają. Są to ci, których zgorszyłeś i namówiłeś do grzechu! Woła na ciebie jedna z licznych osób – Ty przeklęty zwodzicielu, przez ciebie straciłam cnotę, honor, szacunek, życie wieczne! Ty jesteś tą przeklęta, która mnie wciągnęła do bagna rozpusty. Ojcze, jesteś nieszczęśliwym i mnie zgubiłeś swoim gorszącym życiem, niemoralnością, rozpustą! Sławny pisarzu, twoja książka zgubiła moją duszę! Twoja sztuka teatralna pchnęła mnie do rozpusty... Bądź przeklęty na wieki!...
Ale stanie również i ten pogardzany i odrzucony przez wszystkich, a okaże się, że to właśnie on – niesprawiedliwie przez ludzi osądzony – jest rzeczywiście wykonawcą Bożego Prawa w swoim niejednokrotnie zaszczutym i przez innych wzgardzonym życiu.

→ B) Nie lekceważmy nauki Kościoła o piekle. Jest to straszna prawda, istnieje wieczne potępienie, domaga się tego sprawiedliwość, którą jednak codziennie depcze się we wszystkich objawach życia ludzkiego, bez sprawiedliwości nie moglibyśmy uwierzyć w istnienie Boga.
Nie potrzeba udowadniać istnienia zła na ziemi. Wielu ludzi ze strasznymi grzechami stanie przed Bogiem, całe życie rozkoszowali się kosztem cnoty, tysiące bliźnich sprowadzili z drogi uczciwości, czy nie spotka ich zasłużona kara? Zupełnie słusznie, by sprawiedliwość Boża pomściła krzywdę, wyrządzoną przez grzech!

a) Mnóstwo zła istniejącego na świecie domaga się sądu. W czasie rewolucji francuskiej przed sąd w Lyonie przyprowadzono pewnego kapłana.
- Czy wierzysz, że istnieje piekło? – zapytał sędzia rewolucjonista.
- Wierzę! – odpowiedział ów kapłan. – Wasze okrucieństwa jeszcze bardziej utwierdzają mnie w tej wierze. Gdybym nie wierzył w jego istnienie, wasze okrucieństwa były wzbudziły we mnie wiarę w istnienie piekła.
Faktycznie, mnóstwo zła, podłości, bezbożności, istniejąca na ziemi, bezkarność grzechu, zmusza nas do wiary w istnienie piekła, bo inaczej musielibyśmy odrzucić istnienie sprawiedliwości Bożej. „Nowych niebios i nowej ziemi według obietnic jego oczekujemy”(2.P.3,13). Sprawiedliwość być musi, jeśli nie na tym, to na tamtym świecie!

b) Lekkomyślność domaga się sprawiedliwości. Wielu ludzi lekkomyślnie popełnia grzechy, nawet w chwili śmierci drwią sobie z Kościoła, „Po co mam się spowiadać? Nic złego nie zrobiłem...” – i umierają w zatwardziałości, jak wilk, o którym opowiada bajka.
Pewien wilk całe życie rabował, pożerał owce, ale na starość ciężko zaniemógł. Gdy leżał powalony ciężką niemocą, przyszła go odwiedzić kumoszka liszka. Wilk był zupełnie spokojny, nie bardzo potrzebował moralnej pociechy, mówił bez wyrzutów sumienia.
- Tak, jestem grzeszny, jak inni, i zdaje mi się, że należę do największych grzeszników. Zrobiłem wiele zła, ale pamiętani też jeden dobry uczynek. Jednego razu mała owieczka podeszła blisko mnie, tak że mogłem ją udusić, gdybym zechciał.
- Masz słuszność, kumotrze – odpowiada liszka – mogę zaświadczyć, że tak było, bo doskonale pamiętam tę scenę, leżałeś wtenczas całymi dniami, bo miałeś złamaną nogę i nie mogłeś się ruszyć z miejsca...
Wilk już tych słów nie słyszał, bo leżał martwy. Odszedł z tego świata – ze „spokojnym sumieniem”.
Sądzicie, że tylko ten stary wilk umierał tak lekkomyślnie?
Niedawno przeczytałem w ciekawostkach historycznych ze świata mody, że w latach 30-stych, a nawet jeszcze w latach 60-tych ubiegłego stulecia, za szczyt mody wśród światowych dam uważano golą sobie brwi i wyrywają rzęsy, a na ich miejsce przylepiano długie, piękne imitacje. Podobno miało to działać przyciągająco na mężczyzn. Zabieg ten jest bardzo trwały, tylko trzeba unikać zwilżenia oczu, więc rzucono wówczas hasło „unikać płaczu!” Kobiety te dla głupiej mody, postanawiają wstrzymać łzy nad grobem matki, męża, dziecka! Powiedzcie, moi drodzy, czy nie powinien przyjść czas, żeby otworzyły się oczy tym lekkomyślnym istotom, żeby ujrzały swoją głupotę, podłość, wyrafinowanie, za pomocą której prowadziły do zguby dusze bliźnich?! Czy nie powinien nastąpić czas, o którym mówi Pan Jezus „Syn Człowieczy pośle aniołów swoich: ci zbiorą z Jego królestwa wszystkie zgorszenia i tych, którzy dopuszczają się nieprawości, i wrzucą ich w piec rozpalony; tam będzie płacz i zgrzytanie zębów.”(Mt.13,41-43).

→ C) Może niektórzy z was zarzucą mi: Ksiądz, miał mówić o pociechach Sądu ostatecznego. Czy to mają być te pociechy? Czy okropność może być pociechą? Owszem! Kiedy człowiek niesprawiedliwie cierpi, pociesza się myślą, że Bóg wszystko, widzi i wymierzy sprawiedliwość, da słuszną zapłatę. Pamiętajmy, że z wymiarem sprawiedliwości nierozerwalnie łączy się potępienie zła.
Inaczej być nie może! Jeśli w złem towarzystwie znajdzie się uczciwa osoba, wszyscy czują straszną przepaść, istniejącą miedzy nimi a nią – na tle uczciwości czystej osoby rażąco odbije się brudne, sumienie całego towarzystwa. A co się stanie, jeśli nasza grzeszna natura znajdzie się w obecności Stwórcy – Boga, który jest Najczystszym Duchem?
Lęk i trwoga są nierozerwalnie złączone z przyjściem Syna, Bożego w dzień sądu ostatecznego. Na widok Chrystusa nie ostoi się żaden grzech w ukryciu, sprawiedliwość Boża domagać się będzie ukarania najmniejszej winy, a każdy, najdrobniejszy dobry uczynek zostanie wynagrodzony. Świętość Boga dokładnie odzwierciedli wszelki brud i niemoralność.
Na sądzie ostatecznym każdy otrzyma, słuszny wymiar sprawiedliwości. Spotkają się tam wrogowie i przyjaciele Chrystusa, wszyscy święci i wszyscy okrutnicy i tyrani, wszyscy ludzie… również i ja.
Jak będzie się przedstawiała moja sprawa przed Najwyższym Sędzią?

II. Każde dobro będzie wynagrodzone.

Z wiary w sąd ostateczny wynika wniosek, że dobre uczynki będą wynagrodzone. Jest to dla nas
A) napomnieniem,
B) pocieszeniem i
C) nadzieją.

→ A) Sąd ostateczny jest dla nas napomnieniem. Na nagrobkach starochrześcijańskich czytamy napis „Decessit in osculo Domini” – „Umarł z pocałunkiem Pana”. Szczęśliwa śmierć! Szczęśliwe życie, które się rozpoczęło i skończyło pocałunkiem Boga. Szczęśliwy człowiek, który cało życie pamięta o śmierci i na tę intencję mówi codziennie „Zdrowaś Mario…”.
Mój drogi! Czy w każdej chwili jesteś gotów stanąć przed Bogiem? Wielkie nieszczęście wpaść w grzech śmiertelny, ale bez porównania smutniej trwać całymi miesiącami i latami w stanie grzechu ciężkiego. Wszyscy jeszcze pamiętamy dzień 2 kwietnia 2004 roku – dzień kiedy umiłowany nasz rodak, papież, Sługa Boży Jan Paweł II żegnał się z tym światem. Jego niemalże ostatnie słowa brzmiały – „Pozwólcie mi odejść do Domu Ojca.” – Oby każdy z nas, w każdej chwili życia mógł powiedzieć o sobie te słowa! – „Pozwólcie mi odejść do Domu Ojca”.
Czy zastanawiałeś się kiedykolwiek, jakbyś się czuł, gdybyś w tej chwili miał stanąć przed Bogiem?... Czy uporządkowałeś wszystkie już wszystkie swoje sprawy? Czy nie gniewasz się z kim? Cny nie obraziłeś kogoś dotkliwie i nie przeprosiłeś jeszcze dotąd? Czy na twoim sumieniu nie ciążą grzechy, a nade wszystko ludzka krzywda? Jeśli czujesz na swoim sercu jakiś grzech, staraj się go usunąć, bo nie wiesz, kiedy cię Bóg powoła.
Szczęśliwy człowiek, który dba o czystość swojego serca! Na starochrześcijańskich nagrobkach spotykamy i taki napis „Decessit in albis” – „Umarł w bieli”, to znaczy, że umarł w czasie, kiedy nosił białą szatę chrztu. Oby o mnie mówiono, jako o umarłym ,w stanie łaski, żeby na moim nagrobku można napisać „Non moriuntur, sed oriuntur” – „Nie umarli, dopiero zaczynają żyć”. Powinniśmy żyć na ziemi, jak przechodnie, którzy, dążąc do ojczyzny wiecznej, zatrzymują się nań tylko przejazdem.

→ B) Myśl o sądzie ostatecznym jest nie tylko napomnieniem, ale i pociechą.
Kiedy nad jakąś okolicą hula straszny huragan, ludzie mówią, że zniszczy zasiewy i wszelką pracę rolnika, że to istny sąd Boży.
Moi drodzy! Nie szafujcie wyrazami! Czy wiecie, czym będzie sąd Boży? „Dzień on, dzień gniewu Pańskiego… kiedy wszystko życie zginie...” Zginie wszelkie stworzenie? O, nie! Prawdziwe życie zostanie na zawsze! Zginą tylko plewy, śmiecie, kąkol, pozory, kłamstwo, fałsz, oszustwo... Prawdziwe wartości staną się jeszcze piękniejszymi, aniżeli dawniej i to nas pociesza.
Na, początku świata, na glos Boga światłość odłączyła, się od ciemności, w czasie sadu ostatecznego dusze świetlane, czyste, odłączą się od dusz ciemnych, grzesznych. Odłączą się dusze, w których jest obraz Chrystusowy, od dusz, które przez grzech zniszczyły w sobie wizerunek Boży.
Kiedy Ksiądz Bosko, założyciel Salezjanów, w roku 1883 był w Lyonie. Mieszkańcy tego miasta obstąpili go, prosząc o wstawiennictwo. Tłumy zastąpiły drogę furmanowi, tak, że tylko powoli posuwał się wóz, na którym siedział świątobliwy kapłan. Ksiądz Bosko cierpliwie słuchał każdego, ale dorożkarz rozgniewany, zawołał „Chętniej wiózłbym diabła, niż świętego!”
Powiedzcie, moi drodzy, czy mało znacie ludzi, o których można by powiedzieć, że z radością wożą diabła?! Czy nie powinien przyjść czas zapłaty za trudy, wysiłek, uczciwość, którymi świat gardzi?! Czy nie powinien nastąpić czas, o którym z radością pisze Księga Mądrości „Wtedy sprawiedliwy stanie z wielką śmiałością przed tymi, co go uciskali i mieli w pogardzie jego trudy. Gdy ujrzą, wielki przestrach ich ogarnie i osłupieją na widok nieoczekiwanego zbawienia. Powiedzą pełni żalu do samych siebie, będą jęczeli w utrapieniu ducha: To ten, co dla nas – głupich – niegdyś był pośmiewiskiem i przedmiotem szyderstwa: jego życie mieliśmy za szaleństwo, śmierć jego – za hańbę. Jakże więc policzono go między synów Bożych i ze świętymi ma udział? To myśmy zboczyli z drogi prawdziwej, nie oświeciło nas światło sprawiedliwości i słońce dla nas nie wzeszło. Nasyciliśmy się na drogach bezprawia i zguby, błądziliśmy po bezdrożnych pustyniach, a drogi Pańskiej nie poznaliśmy. Cóż nam pomogło nasze zuchwalstwo, co dało chełpliwe bogactwo?”(Mdr.5,1-8). „ Dlatego otrzymają wspaniałe królestwo i piękny diadem z rąk Pana; osłoni ich bowiem prawicą, ochraniać ich będzie ramieniem. Jak zbroję przywdzieje swoją zapalczywość i uzbroi stworzenie ku odparciu wrogów.”(Mdr.5,16-17).

→ C) Myśl o sądzie ostatecznym dodaje nam sił i nadziei w walkach z grzechem.
Napoleon razu pewnego robił przegląd wojska i spostrzegł starego sierżanta o twarzy pokrytej bliznami. Podszedł do niego i zapytał.
- Brałeś udział w bitwie pod Ulm?
- Tak!
- Walczyłeś pod Austerlitz?
- Walczyłem!
- Pod Jena?
- Tak!
- Pod Wagram?
- Tak!
- Pod Smoleńskiem?
- Również!
- Pod Dreznem?
- Także!
- Dobrze, jesteś moim dzielnym kapitanem – powiedział Napoleon i udekorował go najwyższym odznaczeniem.
Niewymowne szczęście mnie napełni, jeśli w dzień sądu ostatecznego Chrystus stanie przede mną i śmiało będę mógł odpowiadać na Jego pytania.
- Czy uczęszczałeś co niedzielę i święta na Mszę świętą?
- Tak!
- Czy dobrze się spowiadałeś?
- Tak!
- Czy jednoczyłeś się ze Mną w Sakramencie Eucharystii?
- Tak!
- Czy pomagałeś biednym?
- Tak!
- Czy w razie potrzeby broniłeś wiary?
- Tak!
- Czy walczyłeś ze swoimi namiętnościami?
- Tak!
- Czy przyczyniałeś się do rozwoju chwaty Bożej na ziemi?
- Tak!
Widzicie, jak potężnym źródłem siły i nadziei jest dla nas myśl o sądzie ostatecznym. Daje nam siłę do zwyciężenia, pokus i znoszenia trudów życia. Nie lękamy się niczego, jeśli będziemy pamiętali, że Bóg wynagrodzi każdy dobry uczynek. Mówi o tym święty Paweł „I my zatem mając dokoła siebie takie mnóstwo świadków, odłożywszy wszelki ciężar, a przede wszystkim grzech, który nas łatwo zwodzi, winniśmy wytrwale biec w wyznaczonych nam zawodach. Patrzmy na Jezusa, który nam w wierze przewodzi i ją wydoskonala. On to zamiast radości, którą Mu obiecywano, przecierpiał krzyż, nie bacząc na jego hańbę, i zasiadł po prawicy tronu Boga.”(Hbr.12,l-2). Teraz powiedzcie, czy wiara w sąd ostateczny jest tak bardzo smutna? Czy powinniśmy się bać sądu ostatecznego? Bać się towarzystwa świętych? Lękać się oblicza kochanego Chrystusa, jeśli dokładamy wszelkich moralnych wysiłków, by utrzymać się na drodze Jego Przykazań?!
Nie bójcie się, że Kościół was oszukuje, głosząc naukę o sądzie ostatecznym. Na pewno nastąpi czas wymiaru boskiej sprawiedliwości! Nie cofajcie się dla dobra własnych dusz z pola bitew, gdzie walczycie ze swoimi namiętnościami! Nie rzucajcie siebie na pastwę grzechu dla kariery, pieniędzy i sławy ziemskiej! Starajcie się całe życie wiernie pracować dla Boga i dla własnego zbawienia, „Albowiem Syn Człowieczy przyjdzie w chwale Ojca swego razem z aniołami swoimi, i wtedy odda każdemu według jego postępowania.”(Mt.16,27), To jest największe pocieszenie i największa nadzieja, wypływająca z nauki o sądzie ostatecznym!

* * *

Moi drodzy! Rząd niemiecki w latach 30-stych ubiegłego wieku puścił w obieg srebrną, trzymarkową monetę – na jednej stronie owej monety widnieje dumny niemiecki orzeł, stojący na moście nad Runem, zapatrzony w dal i napis: „Ren jest rzeką niemiecką, i nie granicą Niemiec”, nie granicą jest Ren, bo po obu brzegach rzeki kwitnie bujne życie niemieckie.
Nad naszym grobem chrześcijańska wiara mówi: „Grób jest pomostem życia, który łączy nas z wiecznością. Z chwilą, kiedyśmy się urodzili, stanęliśmy na tym moście i idziemy w kierunku wieczności, która nas wszystkich czeka, jedni wcześniej, drudzy później do niej przyjdziemy. Obojętne, kto kiedy dojdzie, główną rzeczą jest, żebyśmy sumiennie dążyli po wytkniętej drodze, spełniając należycie nałożone na nas przez Boga obowiązki.
Moi drodzy! Starajmy się zapewnić sobie żywot wieczny! Ratujmy się przed wiecznym zatraceniem!
Pragniesz szczęścia, zadowolenia, dobra, piękna, szlachetności? Wszystko otrzymasz, jeśli wiernie będziesz służył Bogu! Jeśli odejdziesz od Niego, czekają cię wieczne męki, ciągły smutek, cierpienie, ból, wieczne potępienie...
Uklęknijmy z pokorą i powtórzmy z głęboką miłością i nadzieją słowa pieśni:

Sędzio pomsty sprawiedliwy,
Uczyń wyrok miłościwy,
Nim nastąpi sąd straszliwy,

Wzdycham, jako obwiniony,
Wstyd mnie za grzech popełniony,
Odpuść Boże nieskończony!

Amen.





Autor: ksiądz Antoni Wac
str 210-216 , publikacja na DDN dn. 09-03-2015

_________________
+ Z Bogiem i Maryją.


Góra   
  Zobacz profil Wyślij e-mail      
 
Admin_DDN
 Tytuł: Re: + CHRYSTUS W CIERPIENIU I W CHWALE. Rozważania rekolekcyjne +
PostNapisane: 9 mar 2015, o 19:06 
Offline
1000p
1000p
Postów: 6537
Skąd: Polska
Seria – C – Chrystus w Chwale.
Konferencja XXXV/VIII


Jezus Chrystus wczoraj i dziś, ten sam także na wieki.




Moi drodzy!

Dzisiejsze nasze rozważanie jest nie tylko ostatnie w czasie naszych rekolekcji, ale również zamyka ono pewien cykl w którym staraliśmy się rozważać tajemnicę Jesusa Chrystusa, ale jednocześnie zamyka cykl, który rozpocząłem przed dwoma laty na temat osoby Jezusa Chrystusa.
Kiedy rzeźbiarz ma tylko ostatecznie wygładzić swój posag, stara się to wykonać jak najostrożniej, by nie zepsuć owocu uciążliwej pracy. Od ostatnich ruchów dłuta zależy czar i piękno dzieła. Podobnie i ja chciałbym zrobić ostateczne poprawki w obrazie Pana Jezusa, który starałem się w czasie naszych rozważań wam – moi drodzy namalować w sercach, żebyście na zawsze mieli przed oczyma Jego święte oblicze. W naszym rozważaniu, kiedy będziemy przypominali sobie nasze podróże z Panem Jezusem od Betlejem do Golgoty, przez grób, zmartwychwstanie, do wniebowstąpienia i sądu ostatecznego niech wyrwie się z serca naszego pełen zapału okrzyk „Jezus Chrystus wczoraj i dziś, ten sam także na wieki.”(Hbr.13,8).
W dzisiejszym naszym rozważaniu przypatrzmy się prawdzie:
I) Jezus Chrystus żył wśród nas, potem wstąpił do nieba, ale
II) Jego dzieje trwają nadal na ziemi.

I. Chrystus żył wśród nas.


Pismo ukazujące się w Stanach Zjednoczonych „Cosmopolitan” zwróciło się do wielu znakomitych uczonych z prośbą, żeby wyrazili swoje zdanie na pytanie - „Co by się stało, gdyby Chrystus przyszedł teraz na świat?”
Były różne odpowiedzi, niektóre nawet surowe. Jedna odpowiedź brzmiała, że gdyby Pan Jezus przyszedł na świat, to Stany Zjednoczone odmówiłyby Mu prawa pobytu u siebie, jako niebezpiecznemu pacyfiście. Według innych prędko by Go unieszkodliwili, jako człowieka nienormalnego. Inni twierdzili, że byłby skrajnym socjalistą. Byty zdania, że gdyby Chrystus przyszedł teraz na świat, zmieniłby Swoją dawną naukę – nauczałby panteizmu... Słowem różne i dziwaczne były odpowiedzi na to pytanie.
Jeśli zastanowimy się nad tymi odpowiedziami, widzimy, że są nieuzasadnione, płytkie, niedorzeczne! Trafną i słuszną odpowiedzią mogły być tylko słowa świętego Pawła. „Jezus Chrystus wczoraj i dziś, ten sam także na wieki.”, czyli, że gdyby Pan Jezus ponownie przyszedł na świat, dosłownie uczyłby tego samego, co przed 2.000 laty, gdy żył wśród nas.
A) Nauka Jego zawsze jest aktualna i doskonała, i
B) Jego miłość zawsze zostanie niezmienna!

→ A) Nauka Chrystusa zawsze jest aktualna i doskonała.
W osobie Chrystusa łatwo można było poznać Boga i pokochać Go. W osobie Chrystusa, jako w „Bogu-człowieku” – najbardziej zbliżył się do nas Bóg.
Nauka Chrystusa rozbrzmiewa po całym świecie, człowiek tylko wtedy żyje życiem doskonałym, jeśli zastosuje się do Jego Przykazań.
Ludzkość przed Chrystusem trwała w ciemnościach i niepewności, nie znała ani kierunku, ani celu życia, nie wiedziała, co czeka ją po śmierci. Chrystus wskazał nam drogą i cel życia, ludzkość w Jego nauce znalazła sposoby rozwiązania najbardziej piekących zagadnień życia, duchowego, moralnego i społecznego.
Bóg jest jeden – potężny Stwórca, Pan życia i śmierci, ale jednocześnie kochający nas Ojciec, Każdy człowiek, bez względu na to, czy to czerwonoskóry Indianin, czarny Murzyn, żółty Chińczyk, czy biały Europejczyk, czy ubogi, uczony czy prostaczek – jest adoptowanym synem Bożym, wszyscy jesteśmy bliźnimi, braćmi. Bóg zostawił nas na ziemi, na pewien czas, żebyśmy słuchając Jego praw, zasłużyli sobie na wieczna szczęśliwość. Żyjąc na świecie, stoimy jako na moście, łączącym teraźniejszość z przyszłością – życie ziemskie z wiecznością, w której czeka na nas Bóg.
Ale pierwszy człowiek obraził Boga przez nieposłuszeństwo, wskutek czego na całym rodzaju ludzkim powstała plama grzechu, wyłączając nas z działania łaski Bożej. Bóg zsyła nam drugą Boską osobę, Jezusa Chrystusa, w ciele ludzkim, który ma zadośćuczynić obrażonemu Majestatowi Bożemu...
Tego nauczałby Chrystus, gdyby dziś ponownie zamieszkał wśród nas. Powtórzyłby wspaniałe słowa kazania na Górne. Na nowo ogłosiłby Swoje prawa, zasady moralne, dodałby znane nam słowa „Niebo i ziemia przeminą, ale słowa moje nie przeminą.”(Mk.13,31), bo „Jezus Chrystus wczoraj i dziś, ten sam także na wieki.”(Hbr.13,8).

→ B) Chrystus nie tylko głosiłby tę samą naukę, co i wtenczas, kiedy żył wśród nas, ale cierpiałby tak samo za nas, jak cierpiał będąc na ziemi. Jego nauka, czyny i cierpienia świadczą o niewymownej miłości względem nasi!
Jego Serce, płonące miłością, kazałoby cierpieć tak, jak cierpiał w ogrodzie Gethsemani, znowu wziąłby ciężki krzyż na ramiona i szedłby drogą krzyżową na Golgotę. Dziś również nie posługiwałby się hufcami aniołów, aby uniknąć hańby i cierpienia. Nie broniłby się, gdyby Go bito po twarzy, chętnie skłoniłby głowę i przyjął koronę cierniową. Wisząc na krzyżu i słysząc szyderstwa, modliłby się za nas „Ojcze, przebacz im, bo nie wiedzą, co czynią.”(Łk.23,34b). Tak, Chrystus ponownie zniósłby ogrom cierpienia, bo jest niezmienny, bo „Jezus Chrystus wczoraj i dziś, ten sam także na wieki.”(Hbr.13,8).
Na ołtarzu krwawego krzyża powtórzyłby słowa „Consummatum est” – „Wykonało się!”(J.19,30b). Wykonało się dzieło odkupieniu rodzaju ludzkiego, człowiek został wyzwolony z więzów grzechu i może się stać oblubieńcem, synem Bożym, jeśli zechce korzystać z łask krzyża.
Gdyby Chrystus przyszedł na świat, powtórzyłby swoją krwawą ofiarę.
Ale Chrystus nie potrzebuje ponownie przychodzić w ciele ludzikiem bo jest wszędzie obecny na świecie i zawsze działa wśród nas.

II. Dzieje Chrystusa są wieczne.

→ A) Przed kilkunastoma laty bardzo modną była książka Daniela Ropsa „Historia Chrystusa”. Każdy inteligentny człowiek uważał za obowiązek, zapoznać się a tym dziełem. Pewna pani pożyczyła wspomnianą książkę swojej przyjaciółce i chciała ją poinformować o treści, ale przyjaciółka przerwała jej słowami „Nic mi nie mów kochana, bo nic by mnie nie ciekawiło, jeśli będę wiedzieć koniec!”
Nie powinna się była obawiać! Historia Chrystusa nie skończyła się z Jego wniebowstąpieniem; dopiero po życiu ziemskim zaczęła się rozwijać bez końca.
a) „Czy Ty jesteś królem żydowskim?”(Mk.15,2b) – pyta zdziwiony Piłat oskarżonego Chrystusa... „Czy Ty jesteś królem żydowskim?”(Mk.15,2d) – odpowiedział sponiewierany Chrystus.
Chrystus został ukrzyżowany i od tej chwili spełniają się Jego słowa: „A Jezus dał im taką odpowiedź: Nadeszła godzina, aby został uwielbiony Syn Człowieczy.”(J.12,23). Kilka lat temu cały kościół obchodziło jubileusz 2.000-lecia historii zbawienia ludzkości i świata. Chrystus nie żyje wśród nas w postaci cielesnej, ale o działaniu Jego świadczy 2.000-letnia kultura chrześcijańska.
Żyło tysiące ludzi, którzy olśniewali bogactwami, sławą, potęgą ziemską, mieli więcej sympatii u ludzi niż Chrystus – a gdzie są dziś? Co się z nimi stało? Gdzie jest potężny Ramzes, Cezar, Nero, Aleksander Wielki, Hannibal, Attyla, Batu-Han, Dżingis-Han... i inni sławni wodzowie... Kto się korzy przed wami, kto się ich dziś boi?
Czy ucieka się do nich człowiek w cierpieniach, w trudach życia – czy wznosi do nich błagalne prośby o pomoc?
Ludwik XIV, słynął z legendarnego bogactwa i miał przydomek „król słońca”, a umarł, jak wszyscy inni ludzie. Nad jego trumną, Massilon, sławny kaznodzieja, rozpoczął mowę pożegnalną tymi słowy „Jedynie Bóg jest wielki!”
Tak, tylko Bóg jest potężny, a my ludzie jesteśmy niczym wobec Niego. Niczym jest wobec Boga Ludwik XIV-ty, Cezar, Aleksander Wielki, Fryderyk, Napoleon. Wszyscy zgnili i obrócili nie w proch! Niczym jest wobec Boga Phidiasz, Michał Anioł, Rafael, Matejko, Beethoven, Chopin, Mozart, Schubert, Platon, Arystoteles, Mickiewicz... Wszyscy jesteśmy śmiertelni. Jedynie Bóg jest wielki, na ziemi, na krzyżu, w niebie, po wsze czasy? „Jezus Chrystus wczoraj i dziś, ten sam także na wieki.”(Hbr.13,8).
b) Czy życie i zmartwychwstanie Chrystusa nie jest czczą iluzją? – powstaje wątpliwość w niektórych sercach.
Wątpliwość tę możemy rozprószyć słowami uczonego światowej sławy, niekatolika Eucken’a „Gdyby chrześcijaństwo, które przez całe wieki porywało swoimi prądami najodleglejsze jednostki rodzaju ludzkiego i wypielęgnowało najwspanialsze kwiaty kultury i po dziś dzień uszlachetnia niejedno ludzkie serce – było tylko płodem wyobraźni ludzkiej, wtenczas musimy się stać sceptykami w stosunku do naszego umysłu. Jeśli ludzkość 20 wieków rozkwitała, sama z siebie bez Chrystusa, to skąd tak nagle przeszła do prawdziwego poznania? Tego rodzaju twierdzenie świadczyłoby o niedorzeczności rozumowania ludzkiego. Kto przeczy, że chrześcijaństwo jest faktem historycznym, ten burzy ginach cywilizacji ludzkiej, ten godzi w podstawowe warunki rozumowania, i daje upust niezdrowej fantazji” (,,Schönere Zukunft”, 31. III. 1929, str. 540).
Faktycznie! Iluzjami nie da się zbudować duchowych wielkości, siły, bohaterstwa, ofiarności, jakie powstają dzięki życiu wielu wyznawców Chrystusa. Fałsz nie ostałby się wobec krytyki tysiącleci!
Jest faktem, że Chrystus w niewidzialnej postaci żyje wśród nas! Faktem jest, że ludzkość nigdy nie może Go zapomnieć. Faktem jest, ze „Jego panowaniu nie będzie końca.”(Łk.1,33). Faktem jest Jego obietnica „Uczcie je zachowywać wszystko, co wam przykazałem. A oto Ja jestem z wami przez wszystkie dni, aż do skończenia świata.”(Mt.28,20). To jest naszym pocieszeniem, naszą siłą i nadzieją!
„Pan z Tobą”(Łk.l,28) – pozdrawia anioł Maryję i wlewa w serce Jej otuchę. „Ja jestem z wami przez wszystkie dni, aż do skończenia świata.”(Mt.28,20b) – pociesza, błogosławi i dodaje nam odwagi Chrystus w niebo wstępujący i przemawiający do apostołów i do Kościoła.
Chrystus daje odwagę! Na co? Do czego? Do walki! By przeciwstawić się złu! By zachować wiernie prawa Boże „…kto wytrwa do końca, ten będzie zbawiony.”(Mt.10,22b).
Co to znaczy „wytrwa do końca”? Az do skończenia świata? A kiedy to nastąpi? Może za tysiąc lat? Nie wiem, nie interesuję się tym! Główna rzecz, żebym zawsze był w stanie łaski uświęcającej, żebym żył w Bogu, a On we mnie, żebym ani na chwilę nie rozstawał się z Nim, żebym pamiętał o słowach Chrystusa „Ja jestem z wami przez wszystkie dni, aż do skończenia świata.”(Mt.28,20b)

→ B) Kto pilnie śledzi dzisiejsze stosunki społeczne i rodzinne, może mieć wątpliwość – czy dzisiejsze życie nie przeczy prawdzie Jezus Chrystus wczoraj i dziś, ten sam także na wieki.”(Hbr.13,8). Zdaje się, że zepsucie tak olbrzymie zatoczyło kręgi, że ginie w nich głoszona prawda Ewangelii... czy nie należy się o nią obawiać?

a) Wątpliwość ta ma swe uzasadnienie! Gdybyśmy nie mieli zapewnienia Chrystusowego, że kiedyś Syn Boży zjawi się na sądzie ostatecznym jako Sędzia, gdybyśmy nie słyszeli z ust Jego „Jam zwyciężył świat.”(J.16,33b), i obietnicy „Ja jestem z wami przez wszystkie dni, aż do skończenia świata.”(Mt.28,20b), gdybyśmy prawd tych nie mieli potwierdzonych w Piśmie Świętem – musielibyśmy się zachwiać na widok otaczającej nas grozy i lekkomyślności świata. Zawsze były jednostki, które wypowiadały otwartą walkę Bogu, nigdy nie brakło ludzi złej woli, którzy z nienawiścią odnosili się do Kościoła, do etyki Chrystusowej. Znamy z historii straszne prześladowania chrześcijan, ale żeby powstawały specjalne instytucje mające na celu zwalczanie Boga, moralności, poniewieranie najświętszych uczuć ludzkich, to zdarzyło się tylko w naszych czasach i trwa dalej.
Ruch bezbożności! Samo wspomnienie napełnia nas przerażeniem. Źródła jego wskazywał nie będę, by mi nie zarzucono zaraz politykowania. Kiedyś kraj nasz zalała nas morowa zaraza, w Europie dziesiątki tysięcy ludzi ginęły od cholery i dżumy, ale epidemia ta była niczym w porównaniu a zarazą bezbożności i niemoralności, jaką obecnie grozi nam z różnych stron.

b) Ale nie traćmy nadziei! Bóg z nami! Zastanawiając się nad okrucieństwami nowoczesnego prześladowania chrześcijan, przychodzi nam na myśl legenda o świętym Feliksie z Noli. Kiedy św. Feliksa z powodu jego gorliwej wiary szukali wrogowie, chcąc go zabić, ten schował się w szczelinie jakiegoś starego muru. Natychmiast, jak mówi legenda, pająk zakrył szparę siatką tak, że kiedy dobiegli wrogowie, widząc otwór zasłonięty pajęczyną, nawet się nie domyślili kryjówki zbiega. Tak ocalał święty Feliks. Jego biograf, św. Paulin, napisał te znamienne słowa „Gdzie Chrystus jest obecny, tam i pajęczyna może się stać ścianą, gdzie niema Chrystusa, tam i ściana stanie się pajęczyną”.
Widząc szerzącą się zarazę bezbożności, przychodzą nam na myśl powyższe słowa – wierzymy, że nauka zwalczająca Chrystusa jest krucha, słaba, nietrwała, jak pajęczyna i rozpadnie się. Europejska kultura pokonała już różne zarazy – cholerę, dżumę, trąd – prawie, że już nie istnieją one – mamy nadzieję, że duch chrześcijańskiej Europy da sobie radę i z tą epidemią.
Tak, ludzkość nigdy nie jest bezbożna! Wiecie, co to znaczy bezbożnik? Bezbożnik to człowiek, który żyje bez Boga! Bezbożnik jest ten, kto zrywa z Bogiem i żyje wśród rozterek ducha. Bezbożny błąka się po manowcach grzechu, bez światła nadziei. Bezbożnik, to bezbronna ofiara surowych praw natury. Bezbożnik, to człowiek zaprzeczający podstawowym prawdom psychologii i łamiący naturalne dążenia serca. Być bezbożnikiem, znaczy rujnować podstawowe zasady życia indywidualnego i społecznego.
Nie! Ludzkość nie może się obejść bez Boga, bo wiara, jest instynktem, naturalną dążnością człowieka do Boga!

c) Wiecie, dlaczego jeszcze nie może ludzkość żyć bez Chrystusa? Bo bez Niego życie jest niewytłumaczoną tragedią. Koleje życia ludzkiego opisał Damie w „Boskiej Komedii”. Goethe w „Fauście”. Ten ostatni doszedł do ostatniej bramy tajemnicy, ale nie miał odwagi, raczej zabrakło mu wiary, by wejść przez tę bramę do życia nadprzyrodzonego, stworzonego przez Mękę Chrystusa. Dlatego Faust zginął wśród zagadnień życia i jest typem człowieka pogrążonego w doczesności, który w bezbrzeżnym morzu problemów zgubił drogę do życia nadprzyrodzonego.
Faust dążył do poznania najistotniejszych zagadnień życia, ale wiemy, że nie osiągnął celu, bo nie znał dróg wieczności! Podobnie, jak twórca „Fausta” na łożu śmierci wypowiedział swojo tajemnicze „mehr Licht”, to samo szepce dzisiejsza ludzkość, stęskniona do Boga, rozczarowana ulotnym błogosławieństwem techniki i nadprodukcji.

d) Musiało to nastąpić, bo życie doczesne, to tylko mniej wartościowa polowa naszego istnienia. Technika, cywilizacja materialna nie zaspakaja całokształtu potrzeb życia ludzkiego. Ludzkość coraz bardziej zaczyna się przekonywać o tym i dochodzi do zrozumienia słów świętego Pawia „Dla mnie bowiem żyć – to Chrystus, a umrzeć – to zysk.”(Flp.l,21). Ludzkość dochodzi coraz bardziej do przekonania, że Chrystus jest ośrodkiem świata, że wszystko, co szlachetne, dobre, piękne na ziemi, od Niego pochodzi. Słusznie mówił ks. Twardowski, „że świat bez Chrystusa jest jak zegar bez tarczy” – czyli, że bez Chrystusa ludzkość żyłaby, chodziła, pracowała, ale nie umiałaby nadać kierunku swym dążeniom – nie wiedziałaby, czy się posuwa naprzód, czy cofa.
Dzisiejszy człowiek pod wieloma względami różni się od dawnego.
Dawniej człowiek świecił kaganek oliwny – dziś posługuje się elektrycznością.
Dawniej jeździł dyliżansem – dziś podróżuje pociągami, samochodami, samolotami.
Dawniej za pomocą żagli, albo wioseł podróżował po morzu – dziś płynie z napędem atomowym.
Dzisiejszy człowiek spróbował jeszcze czegoś – ale to mu się nie udało! Spróbował żyć bez Chrystusa, ale wyszedł na tym bardzo źle! Bez świecy, bez konia, bez wiosła można się obejść i wymyślić coś wygodniejszego, ale bez Chrystusa, człowiek nie orientuje się na drogach życia, bez Niego nie można nieść brzemienia trosk, bez Niego nie można osiągnąć celu życia!
Spirytyści twierdzą, że duchy wywoływane przez nich materializują się, czyli, że przybierają formę materialną, cielesna, podpadają pod zmysły.
Trudno w to uwierzyć! Ale tym pewniejsza jest teza przeciwna! Nie duch się materializuje i daje się dotykać, widzieć, ale brak duchowości. Dzisiejszy chaos, bezradność, gorączkowość w życiu jednostkowym i społecznym świadczy, że o jednostronnym pojmowaniu życia, o zabiciu w człowieku ducha, o odwróceniu się od Boga, o nadmiernym przeroście ciała nad duszą! Jeśli na długo odwrócimy od słońca słonecznik, to blednie, więdnie, może nawet uschnąć. Żadne jednak stworzenie na świecie nie jest tak heliotropowe, jak człowiek. Dusza ludzka, ginie bez ożywczego ciepła wiary!
Po swojej koronacji, papież Pius XI udzielił olbrzymim rzeszom zebranym na placu świętego Piotra błogosławieństwa. Wśród morza sztandarów wysoko powiewała chorągiew włoskiej młodzieży katolickiej z nadpisem „Albo Chrystus, albo śmierć!” Ale nie musimy sięgać aż tak daleko w historię. Wystarczy przytoczyć niemalże wydarzenia ostatnich dni wydarzenia z pamiętnego dnia odejścia do domu Ojca Sługi Bożego Jana Pawła II. Ta historia z przed niemalże 70 lat i teraz się unaoczniła.
Tak. Albo Chrystus, albo śmierć! Albo ludzkość wróci do Chrystusa i będzie żyć – albo oderwie się od Niego i niechybnie umrze.

* * *

Żegnam was już moi drodzy pięknymi słowami świętego Augustyna „Dlaczego głoszę słowo Boże? – zapytał pewnego razu wielki światy. – Dlaczego nauczam? Po co żyję? Tylko dlatego, żeby wszyscy żyli dla Chrystusa, On jest moją sławą, moją zapłatą, moim celem, radością mego życia. Gdybyście nie słuchali moich kazań, mówiłbym i wtenczas. Celem moich trudów jest wasze zbawienie.” (Wyznania).
Moi drodzy w naszych rozważaniach miałem na względzie nie co innego, jak tylko „Postanowiłem bowiem, będąc wśród was, nie znać niczego więcej, jak tylko Jezusa Chrystusa, i to ukrzyżowanego. I stanąłem przed wami w słabości i w bojaźni, i z wielkim drżeniem. A mowa moja i moje głoszenie nauki nie miały nic z uwodzących przekonywaniem słów mądrości, lecz były ukazywaniem ducha i mocy, aby wiara wasza opierała się nie na mądrości ludzkiej, lecz na mocy Bożej.”(1.Kor.2,2-5). Codziennie rozważając z Wami te odwieczne prawdy, pamiętałem zawsze o słowach św. Pawła „Nie jest dla mnie powodem do chluby to, że głoszę Ewangelię. Świadom jestem ciążącego na mnie obowiązku. Biada mi, gdybym nie głosił Ewangelii!”(1.Kor.9,16). Czy w sercach waszych odezwało się choćby cichym i przytłumionym głosem wezwanie „Biada mi, jeśli nie wierzę i nie żyję według Ewangelii?!”
Czy te nasze rozważania przyczyniły się do wzmocnienia twojej wiary. Czy doszedłeś do przekonania, że „ Fundamentu bowiem nikt nie może położyć innego, jak ten, który jest położony, a którym jest Jezus Chrystus.”(1.Kor.3,11). Mam nadzieję, że tak, że wierzysz „w Chrystusie Jezusie, który stał się dla nas mądrością od Boga i sprawiedliwością, i uświęceniem, i odkupieniem, aby, jak to jest napisane, w Panu się chlubił ten, kto się chlubi.” (1.Kor.l,30b-31). Wierzę Panie, że śmierć zapala światło żywota wiecznego, że moje ciału ożyje po śmierci i zajaśnieje w blasku i w Majestacie Twojej Chwały. Wierzę, że ręce moje obezwładnione śmiercią znów wplotą się do modlitwy, że oczy moje zamknięte tchnieniem śmierci oglądać będą Boga, że zastygłe wargi śpiewać będą pochwalny hymn dla Stwórcy...
Tak, wierze, w to! Dopomóż mi Panie, żebym żył zgodnie z Twoimi prawdami i osiągnął żywot wieczny.

Amen




Autor: ksiądz Antoni Wac
str 217-223 , publikacja na DDN dn. 09-03-2015

KONIEC.

_________________
+ Z Bogiem i Maryją.


Góra   
  Zobacz profil Wyślij e-mail      
 
Wyświetl posty nie starsze niż:  Sortuj wg  
Utwórz nowy wątek Odpowiedz w temacie           [ Posty: 40 ]  Idź do strony nr...        1, 2, 3

Strefa czasowa: UTC + 1 [ DST ]


    |    Kto przegląda ten dział ?

Użytkownicy przeglądający ten dział: Brak zidentyfikowanych użytkowników i 8 gości


Nie możesz rozpoczynać nowych wątków
Nie możesz odpowiadać w wątkach
Nie możesz edytować swoich postów
Nie możesz usuwać swoich postów

..
Skocz do:  


Chwała Ojcu i Synowi, i Duchowi Świętemu, jak była na początku, teraz i zawsze i na wieki wieków. Amen.
Czytając to Forum DDN, wyrażam swoją Miłość do Maryi i Jezusa Chrystusa, wierząc w Jego Wszechmoc i Miłosierdzie.

"Od Prawdy zależy przyszłość naszej Ojczyzny" - święty Jan Paweł II


Sanktuarium Matki Bożej Kębelskiej w Wąwolnicy Jezu Ufam Tobie!

+ Ewangelia na każdy dzień     + Pismo Święte     + Katechizm Kościoła Katolickiego     + Portal Radio Maryja     + Słuchaj Radia Maryja, przez internet   
Użytkowanie witryny oznacza zgodę na wykorzystywanie plików cookies. Polityka cookies. ;   Polityka prywatności.