Forum DDN - Drogowskazy do Nieba.
  

Strefa czasowa: UTC + 1



Utwórz nowy wątek Odpowiedz w temacie  [ Posty: 1 ] 
Przeszukiwarka poniższego WĄTKU:
Autor Wiadomość
Artur
 Tytuł: Ojciec Pio - Św. z cukru i wazeliny czy z krwi i kości?
PostNapisane: 7 paź 2014, o 18:24 
Offline
1000p
1000p
Avatar użytkownika
Postów: 1012
Skąd: W-wa
Ojciec Pio - święty z cukru i wazeliny czy z krwi i kości?

Żył tak, jak żyła większość zakonników w początkach XX wieku. W połatanym habicie, w zapomnianym przez wszystkich klasztorze, w małej zapyziałej mieścinie.

Nie został ojcem Kościoła, nie pozostawił po sobie żadnych opasłych tomów filozofii ani błyskotliwych podręczników życia duchowego. Jedyną rzeczą, której poświęcił życie, była modlitwa za innych ludzi, których za wszelką cenę chciał doprowadzić do Boga. Z początku wydawało się, że jego typowy zakonny życiorys nie zwróci nigdy niczyjej uwagi.

Nie bójcie się, to naprawdę ja
Dziś w prowincji zakonnej, w której mieszkał, obejmującej powierzchnią obszar polskiego województwa, jego wizerunki można zobaczyć niemal w każdym sklepie i na każdej stacji benzynowej. Uśmiecha się do nas z breloczków, kubków, figurek, etykiet win, okładek książek, długopisów, zeszytów i lampek, nie mówiąc o różańcach i modlitewnikach. Ot, taki typowy świątek, którym kupczy się na każdym straganie w niedzielę po odpustowej sumie, nie zważając na przykazanie „dzień święty święcić”.

Tyle że tu, gdzie żył, jest jeszcze gorzej, bo niedziela trwa dzień w dzień przez cały rok dla wszystkich pielgrzymów świata. Dlatego sklepy zamykają się tylko na czas sjesty, aby po szesnastej otworzyć swe podwoje dla kolejnych przybyszów, którzy tak jak pozostali kupią kolejne pamiątki z wizerunkiem świętego.

Ze starych zdjęć, które prezentują jego klasztor w początkach XX stulecia, można wywnioskować, że z odludnej kontemplacyjnej pustelni za miastem pozostał dziś jedynie stary kościołek, otoczony zewsząd setkami hoteli i przytłoczony bryłą świeżo wybudowanego sanktuarium, także noszącego imię świętego. Inna jest też chwytliwa i dobroduszna świętość naszego Ojca, emanująca swym odpustowym blichtrem z tych wszystkich przedmiotów, z których na nas spogląda. Nawet jego coraz liczniejsze biografie przedstawiają go w „niezłomnej heroiczności chrześcijańskich cnót”, niemal zupełnie bez ludzkich wad i cech, które zwykle stanowią o niepowtarzalności każdego, budząc u jednych sympatię, u innych zaś niechęć.

Ten proces, porównywalny z deifikacją starożytnych cesarzy rzymskich, zaczął się już za życia świętego. Nasz bohater początkowo próbował go nawet powstrzymywać w charakterystyczny dla siebie sposób. Kiedy pewnego dnia pokazano mu jego portret namalowany dla potomności na płótnie, autor obrazu poprosił Ojca o podpisanie swej podobizny. Zakonnik spojrzał na niezwykle poważne i zarazem natchnione oblicze na obrazie i napisał w rogu płótna: „Nie bójcie się, to naprawdę ja”.

Bo to nie był żaden masochista
Idę jednym z klasztornych korytarzy, które z rozmysłem zamieniono w galerię artystycznych dzieł, mających za zadanie uwiecznić dla potomności osobę Świętego. Szukam, lecz nie odnajduję niczego charakterystycznego dla człowieka, o którym przeczytałem przecież kilkadziesiąt książek i obejrzałem setki świadectw oraz filmowych migawek. Czuję potrzebę zejścia z tego fałszywego panteonu obowiązujących wizji i interpretacji zdarzeń. I wtedy na zasadzie kontrastu przychodzi mi do głowy fragment wiersza Andrzeja Bursy:

Ze wszystkich świętych katolickich
najbardziej lubię Józefa
bo to nie był żaden masochista
ani inny zboczeniec
tylko fachowiec
zawsze z tą siekierą
bez siekiery chyba się czuł
jakby miał ramię kalekie
i chociaż ciężko mu było
wychowywał Dzieciaka
o którym wiedział
że nie jest jego synem
tylko Boga
albo kogo innego…

Wynoś się, ty stara świnio!
Tak jak wizja Bursy w żaden sposób nie pokrywa się z tradycyjnym wizerunkiem świętego Józefa, tak ja wędrując po San Giovanni Rotundo, nie mogę odnaleźć „żywego” Padre Pio, którego charakterystyczne zwroty, gesty i wypowiedzi znam z zachowanych filmów, książek i świadectw żyjących jeszcze świadków jego posługi. Uruchamiam więc swoją pamięć i przywołuję kolejne zdarzenia.

Pewien radca z Neapolu, usprawiedliwiając się brakiem czasu, próbował dostać się bez czekania do konfesjonału Ojca Pio. Został jednak odesłany przez zakonnika na koniec kolejki. Kiedy wreszcie wystał swoje, nie zdążył nawet otworzyć ust, a usłyszał zza kratek głos: „Wynoś się, ty stara świnio!”. Radca sam doszedł do wniosku, że został wyrzucony dlatego, że żył w tym czasie z kobietą, która nie była jego żoną. Tylko skąd kapucyn mógł o tym wiedzieć?

To pokazuje, że Padre Pio nie znosił kompromisu z grzechem, który był dla niego wyrazem działania osobowego zła, czyli szatana. Gdy ktoś kłamał lub sam siebie usprawiedliwiał, wyrzucał od razu penitenta z konfesjonału, nie szczędząc mu obelg czy wręcz fizycznych razów.

Inny prawnik, który był pewnego razu gościem w zakonie, opowiedział z uśmiechem w obecności Ojca Pio, że zdarza się, iż sędziowie pozwalają na kupowanie korzystnego wyroku. Nieszczęśnik nie wiedział, na co się naraża swoim zachowaniem. Nim zdążył zareagować, Ojciec Pio zrobił krok do tyłu, po czym wymierzył potężnego kopniaka w tyłek sędziego, który zleciał na łeb na szyję ze schodów. Po drodze słyszał jeszcze, jak zakonnik za nim woła: „Kup sobie także to, nędzniku!”.

Lepszy pusty kościół niż pełen diabłów
To nie był egzaltowany mnich bujający w obłokach w ekstatycznych uniesieniach. W jego otoczeniu pojawiali się co jakiś czas ludzie, którzy próbowali bezczelnie ośmieszyć jego charyzmat i duchowe dary. Kiedy więc jeden z nich wrzasnął na cały kościół: „Ojcze, co mam powiedzieć księdzu Colombo?”, Padre odpowiedział z przekąsem: „Powiedz mu, żeby nie obniżał lotów”.

Innym razem pewien Genueńczyk założył się z kolegami, że zakpi z Ojca Pio, po czym przystąpił do konfesjonału i rzekł, że nie chce się spowiadać, tylko przyszedł prosić o łaskę uzdrowienia chorego krewnego. Kapucyn osobiście wyszedł zza kratek, spoliczkował go i wyrzucił z konfesjonału. Kilka dni później ów młodzieniec nawrócił się i prawdziwie przystąpił do sakramentu pojednania, tym razem jednak uzyskał rozgrzeszenie od zakonnika.

Swoim bezceremonialnym i nietypowym jak na mnicha zachowaniem, Padre Pio zyskiwał sobie wrogów także w samym zakonie kapucynów. Kiedy jeden ze współbraci upominał go, że jak tak dalej będzie postępował, to kościół opustoszeje i nikt już nie będzie chciał się spowiadać, Ojciec Pio odpowiedział: „Lepiej, by kościół był pusty niż sprofanowany”. A innym razem rzekł: „Lepszy kościół pusty, niż pełen diabłów”.

Charakterystyczne dla Ojca było także to, że brzydził się dewotkami. Mówił im: „Jeżeli naprawdę chcecie być pobożne, to przestańcie odwiedzać zakrystię. Albo jest się w środku, albo na zewnątrz”.

Wynoś się, komediantko!
Padre dbał również o wewnętrzną czystość myśli i spojrzenia, dlatego też z nieubłaganą konsekwencją tępił pojawiającą się w latach sześćdziesiątych modę na spódniczki mini. Niektóre kobiety, zbyt eksponujące swoje nogi, próbowały więc przychodząc do spowiedzi do Ojca, obciągać w dół spódnicę przed wejściem do kościoła, tak aby wyglądała na dłuższą niż była w rzeczywistości. Niestety, nigdy im się to nie udawało, bo zakonnik grzmiał w konfesjonale: „Kościół to nie teatr. Wynoś się, komediantko!”.

Ojciec Pio nieustępliwie dbał również o czystość mowy i języka. Kiedy usłyszał wieśniaka bluźniącego w jego obecności, spoliczkował go, a ten – o dziwo! – w milczeniu przyjął karę. Często jednak jego uderzenia i wrzaski, wyglądające groźnie z zewnątrz, były w rzeczywistości obliczone tylko na pokaz, by odnieść zamierzony duchowy skutek. Zakonnik sam się pośrednio do tego przyznał, mówiąc po jednej z takich scen do współbrata: „Nie martw się. W duszy nie gniewam się, krzyczałem, lecz naprawdę moje serce się śmiało”.

Jakiż osioł z ciebie!
Ktoś, kto nie zna duchowości ojca Pio, mógłby pomyśleć, że Padre był psychopatą lubującym się w biciu i dręczeniu ludzi nawet w konfesjonale. Aby rozwiać takie przypuszczenia, należy przypomnieć, że wszelkie nawrócenia i niewytłumaczalne uzdrowienia (jak słynne przywrócenie wzroku Gemmie di Georgi, która widzi do dziś, choć nie ma źrenic), dokonywane za wstawiennictwem ojca Pio, okupywane były przez niego cierpieniem. Ten fizyczny ból ujawniał się niekiedy niektórym osobom. Scenę taką przywołuje w swej książce kapucyn o. John A. Schug: „Kiedy Laurino Costa, naczelny kucharz w szpitalu Ojca Pio, po raz pierwszy przybył do San Giovanni Rotondo, aby pracować jako szef kuchni w szpitalu Ojca Pio, wątpił, że Ojciec jest rzeczywiście święty.

Wątpliwości takie gnębiły go przez trzy lata. Pewnego dnia, kiedy wszedł do zakrystii, gdzie Ojciec spowiadał mężczyzn, spojrzał na Ojca i zobaczył głęboki krzyż wycięty na szerokość jego czoła i twarz pokrytą krwią.

– Zacząłem trząść się ze strachu – mówił Laurino. Przez 10 minut obaj mężczyźni patrzyli na siebie. Potem kiedy Laurino się wyspowiadał i wybiegł z kościoła, przez trzy dni nie mógł ani jeść, ani spać, tylko płakał i pracował, myśląc, że lada dzień postrada zmysły.

W końcu zebrał się na odwagę, poszedł do Ojca Pio i spytał: – Ojcze, powiedz mi, dlaczego uczyniłeś mi to, że widziałem cię tak wtedy? Czy być może ja jestem tym, który sprawia, że tak cierpisz?

Ojciec Pio odpowiedział: – Jakiż osioł z ciebie. To była łaska, którą Pan Bóg chciał Cię obdarzyć”.

Często swoim duchowym uczniom, których udało mu się nawrócić z dalekich od Kościoła ścieżek spirytyzmu, okultyzmu czy wolnomularstwa, zakonnik mówił: „Nawet nie wiesz, ile mnie kosztowałeś. Nabyłem cię własną krwią”. Z pewnością więc Ojciec Pio – widząc o wiele więcej niż zwykły zakonnik – potrafił używać właściwych środków we właściwym czasie, aby dotrzeć do wnętrza zagubionej duszy.

Córko, śmierć jest blisko!
Sam Padre miał też jasną świadomość zadań, które Bóg powierzył mu do wykonania w Kościele. O swojej ziemskiej drodze mówił: „Wśród was jestem bratem, przy ołtarzu – ofiarą, a w konfesjonale – sędzią”. I w zasadzie całe życie poruszał się w tym właśnie trójkącie.

Dlatego też mieszkańców San Giovanni Rotondo szybko przestały dziwić widoki szlochających przy wejściu do kościoła dorosłych mężczyzn, którym Padre odmówił rozgrzeszenia, a którzy jednak wracali później, ponieważ Ojciec Pio w tajemniczy sposób towarzyszył im w ich udręce. Tylko jemu wolno było mówić o swoich podopiecznych: „Ja mogę nawet bić moje dzieci, ale innym od nich wara”.

Potrafił jednak nie tylko karcić ich, lecz także dawać im „duchowe cukierki”, jak sam nazywał swoje cudowne dary i bilokacje, którymi manifestował własną obecność w tym miejscu i czasie, w którym potrzebowali tego jego wierni.

Nieraz były to miasta położone o tysiące kilometrów od klasztoru, którego oficjalnie nigdy nie opuszczał.

Chociaż przez pół wieku żył z bolesnymi, krwawiącymi stygmatami oraz tajemniczymi chorobami, których przyczyny nie potrafili wyjaśnić najlepsi lekarze, stać go było na dystans do siebie i do świata, na kpiny oraz specyficzny dowcip ocierający się o groteskę i czarny humor. Jak wówczas, gdy na przykład pewna jego córka duchowa obchodziła 60. urodziny i po spowiedzi poprosiła go, by powiedział jej coś miłego. Zakonnik nachylił się nad jej uchem i z poważną miną, bez cienia uśmiechu, szepnął: „Córko, śmierć jest blisko!”. Oboje wybuchnęli śmiechem.

Ten śmiech mówi więcej o Ojcu Pio niż lukrowane biografie czy odpustowe figurki ukazujące karykaturę człowieka niczym w krzywym zwierciadle. Warto odrzucić te powierzchowne przedstawienia i dotrzeć do ludzkiego wymiaru niezwykłego kapucyna z San Giovanni Rotondo, a być może otoczy Was swoją duchową opieką. Czego sobie i wszystkim życzę.

Rafał Jabłoński

Tekst ukazał się w 54. numerze kwartalnika Fronda

Opublikowano za zgodą Wydawcy

źródło: http://glosojcapio.pl/index.php?option= ... Itemid=143


Góra   
  Zobacz profil      
 
Wyświetl posty nie starsze niż:  Sortuj wg  
Utwórz nowy wątek Odpowiedz w temacie           [ Posty: 1 ] 

Strefa czasowa: UTC + 1


    |    Kto przegląda ten dział ?

Użytkownicy przeglądający ten dział: Brak zidentyfikowanych użytkowników i 5 gości


Nie możesz rozpoczynać nowych wątków
Nie możesz odpowiadać w wątkach
Nie możesz edytować swoich postów
Nie możesz usuwać swoich postów

..
Skocz do:  


Chwała Ojcu i Synowi, i Duchowi Świętemu, jak była na początku, teraz i zawsze i na wieki wieków. Amen.
Czytając to Forum DDN, wyrażam swoją Miłość do Maryi i Jezusa Chrystusa, wierząc w Jego Wszechmoc i Miłosierdzie.

"Od Prawdy zależy przyszłość naszej Ojczyzny" - święty Jan Paweł II


Sanktuarium Matki Bożej Kębelskiej w Wąwolnicy Jezu Ufam Tobie!

+ Ewangelia na każdy dzień     + Pismo Święte     + Katechizm Kościoła Katolickiego     + Portal Radio Maryja     + Słuchaj Radia Maryja, przez internet   
Użytkowanie witryny oznacza zgodę na wykorzystywanie plików cookies. Polityka cookies.