Forum DDN - Drogowskazy do Nieba.
  

Strefa czasowa: UTC + 1 [ DST ]



Utwórz nowy wątek Odpowiedz w temacie  [ Posty: 1 ] 
Przeszukiwarka poniższego WĄTKU:
Autor Wiadomość
Artur
 Tytuł: Zmartwychwstały gród
PostNapisane: 20 sie 2015, o 21:39 
Offline
1000p
1000p
Avatar użytkownika
Postów: 1020
Skąd: W-wa
Zmartwychwstały gród


Naszą wędrówkę rozpoczynamy od bardzo symbolicznego miejsca jakim są niewątpliwie Ateny. Wszelkie rozmyślanie o kulturze europejskiej tam się rozpoczynają i dla wielu tam się także kończą. Bo chociaż Europa nie wyłoniła się bynajmniej „z niczego”, gdyż ma wyraźne egipsko-bliskowschodnie korzenie, to jednak dopiero w Atenach dała się poznać światu po raz pierwszy jako zupełnie odrębna i nieporównywalna do swych poprzedniczek przestrzeń cywilizacyjna. Możemy tu mówić do pewnego stopnia o „szczęśliwym przypadku”, w wyniku którego zetknięcie mas na pół dzikich ludów przybyłych z ukraińskich stepów z ludami żyjącymi w basenie morza Egejskiego, to jest na peryferiach kilku znacznie starszych cywilizacji (Egipt, Fenicja, Babilon…), zaowocowało zdumiewającą innowacją kulturową. Nie stało się to wprawdzie natychmiast, gdyż okres przygotowawczy trwał mniej więcej cztery wieki (od końca X do końca VI wieku pne), niemniej w porównaniu do dotychczasowego tempa rozwoju istniejących dotąd cywilizacji wszystko to stało się zdumiewająco szybko.

Początki jeszcze pre-europejskiej cywilizacji helleńskiej są niewątpliwie związane z zachodnimi rubieżami Azji Mniejszej, zwanymi wtedy Jonią. W szczególności z miastami, gdzie działali słynni poeci, filozofowie, architekci, odkrywcy i wynalazcy, takimi jak Smyrna Homera, Milet Talesa, Efez Heraklita, Sardes Krezusa i Samos Pitagorasa. Tymczasem w połowie VI wieku pne tereny te przeszły pod panowanie perskie i wtedy cała nauka, sztuka i kultura musiały szukać schronienia po drugiej stronie morza Egejskiego. I to w szczególności właśnie w Atenach, które wtedy aktywnie wspomagały anty-perskie powstania w jońskich miastach. Tam także, począwszy od końca VI wieku pne., być może w wyniku zgromadzenia się w jednym miejscu tak wielu indywidualności i talentów, zrodziła się w centralnej części Grecji, zwanej Attyką, zupełnie nowa cywilizacyjna jakość.

Dlaczego Ateny są tak pasjonujące?

Historia Aten jest bardzo pouczająca. Zanim jeszcze cokolwiek się o nich dowiadujemy, miasto już zwraca naszą uwagę poprzez swą niezwykłą liczbę mnogą w nazwie (gr. Athenai). W starożytności nie było to jednak rzadkie zjawisko: oznaczało, iż dane miasto powstało poprzez dobrowolny związek położonych blisko siebie mniejszych osad. Najczęściej w ten sposób, że wokół nich budowano wspólne mury obronne. To właśnie uczyniły wioski położone wokół wysokiego wzgórza, zwanego Akropolem (gr. Akropolis to zamek miejski), i czczące tę samą boginię Atenę – przypuszczalnie oznaczającą żyzną ziemię, gdyż przedstawiano ją często z drzewem oliwnym. Miejscowa ludność chlubiła się pochodzeniem sięgającym zamierzchłych czasów. W jej pamięci przetrwał opór, jaki jej attyccy przodkowie stawili Dorom, którzy począwszy od XI wieku pne stopniowo podporządkowali sobie całą Grecję kontynentalną. Niemniej potem musiała się, siłą rzeczy, z nimi zmieszać. Do tego jeszcze doszła w VI wieku pne jońska imigracja. Z podobnego tygla rodzą się albo straszliwe konflikty etniczne, albo też – jeśli siły wszystkich składowych są wyrównane i przeważa skłonność do współpracy – wyłaniają się społeczne i kulturowe innowacje. A Ateny miały to właśnie szczęście, że ich mieszkańcy chcieli, pomimo dzielących ich różnic, żyć wspólnie i budować swoją przyszłość wspólnie.

Pierwsza ku temu okazja pojawiła się na początku VI wieku pne gdy w grodzie dokonano znaczących reform społecznych, zainicjowanych przez cieszącego się wielkim prestiżem rozjemcy Solona. Polegały one przede wszystkim na oddłużeniu nadmiernie obciążonych mieszkańców i ustanowieniu prawa, w myśl którego wierzyciele nie mogli czynić z niewypłacalnych dłużników niewolników i sprzedawać ich zagranicę. Ponadto prawa poszczególnych Ateńczyków zaczęły zależeć bardziej od statusu majątkowego niż od pochodzenia ze znakomitego (po grecku – arystokratycznego) rodu. Ludność podzielono na cztery warstwy, a każda a nich miała prawo do stu przedstawicieli w 400-osobowej radzie miejskiej. Rada ta przejęła znaczną część uprawnień areopagu (gr. Areios Pagos, czyli wzgórze Aresa, nieco poniżej Akropolu), to znaczy arystokratycznego kolegium, które pod przewodnictwem archonta do tej pory rządziło miastem. Zachęcono też do osiedlania się w mieście zdolnych rzemieślników i przedsiębiorczych kupców, oferując im przywileje, jakich żadna inna ówczesna kraina nie była im wtedy gotowa udzielić. W ten sposób z biegiem czasu w mieszkańcach grodu wzrastało przekonanie, że przysługują im równe prawa i że ciążą na nich równe obowiązki.

Miejscowa arystokracja nie zamierzała się jednak łatwo pogodzić z tym stanem rzeczy, stawała zacięty opór i próbowała odzyskać władzę poprzez wywodzących się z jej szeregów tyranów. Dopiero w 510 roku pne Klejstenesowi udało się obalić ich władzę i zaraz potem tak znacząco zmodyfikować ustrój Aten, aby powrót do rządów arystokratycznych stał się odtąd niemożliwy. O sprawach państwa decydowało bowiem odtąd zgromadzenie ogółu obywateli, zwane ekklesia (potem chrześcijanie nazwą w ten sposób swoje „zwołanie wiernych”, czyli Kościół), a nie poszczególny władca czy też elitarny organ władzy. Gdy my dziś mówimy o początku demokracji (gr. władza ludu), wtedy istotę nowego porządku społecznego wyrażano jako izonomia, czyli równość wobec prawa. Wyższość nowego ustroju bardzo szybko zweryfikowało samo życie. Gdy tylko Persowie stłumili powstania w jońskich miastach, chcieli też natychmiast ukarać wspierające je Ateny. Gdy jednak ich pierwsza karna ekspedycja została pokonana pod Maratonem w 490 roku pne, dziesięć lat później ruszył na Grecję kontynentalną sam perski król Kserkses na czele ogromnej armii. Okazuje się, że wówczas tylko Ateńczycy, zdecydowani bronić swych wolności przed kolejną tyranią do upadłego, potrafili zorganizować opór wszystkich Greków i rozbić potężnego przeciwnika najpierw w morskiej bitwie pod Salaminą (480 pne), a w jakiś czas potem także w lądowej bitwie pod Platejami (479 pne).

Bezpośrednio po wojnach perskich, gdy Ateny zdominowały inne greckie polis (gr. miasta-państwa) na niemal stulecie, nastąpił błyskawiczny rozwój miasta. Wzgórze Akropolu upiększyło się wspaniałymi świątyniami, a nieco poniżej powstało mnóstwo budynków użyteczności publicznej, które niejako wynikały z wprowadzenia nowego ładu społecznego. Najpilniejsze okazały się wielkie place i hale gotowe przyjąć obradujące zgromadzenia. Zaraz potem okazało się jednak, że potrzebne są także i szkoły, które nauczyłyby obywateli najpierw czytać i pisać, a potem sensownie przemawiać. W kontekście konieczności opanowania trudnej sztuki przekonywania bliźnich podczas publicznych obrad i dyskusji potrzebna była bardziej mądrość niż naga siła, bardziej sztuka mądrej refleksji nad sobą, społeczeństwem, światem, bogami i koniecznością niż umiejętność knucia pałacowych intryg. Dlatego właśnie w tym bezprecedensowym czasie i miejscu dorobiono się tak wspaniałej architektury, wymyślono nowe style, wyczarowano tyle rzeźb, które – o ile tylko przetrwały – stanowią chlubę każdego posiadającego je muzeum, ozdobiono czerwono-czarnymi motywami tyle waz, napisano tyle dzieł historycznych i filozoficznych, wystawiono tyle dramatów i komedii. Perykles, Fidiasz, Herodot, Sofokles, Sokrates… to dopiero początek arcydługiej listy wielkich mężów, których sława dotąd nie przeminęła i zapewne nie przeminie. Trwało to wprawdzie krótko, bo już od końca V wieku pne los przestał sprzyjać Atenom. Wtedy okazało się, że demokracja może wyrodzić się w demagogię, a wspólne rządy obywateli wymagają od nich dyscypliny i hartu ducha, którego utrzymanie przez dłuższy czas okazało się niemożliwe. Niemniej bez wspomnianego ateńskiego złotego okresu Europa ze swą specyficzną kulturą w ogóle by nie powstała.

Nostalgiczny spacer po grodzie filozofów i artystów

Do Aten najlepiej wybrać się wiosną lub wczesną jesienią, gdy nie ma ani upałów ani opadów, a temperatury zbliżone są do średnich polskiego lata. Zawszeć to miło, gdy w ojczyźnie żegna nierzadko zimny wiatr i deszcz, a tam świeci słońce i grzeje miłe ciepełko. Z lotniska jedzie się obecnie do centrum szybkim i komfortowym metrem – pokłosie olimpiady z 2004 roku. Na każdej stacji widoczne są wielkie napisy „EXODOS”. Dla kogoś, kto czyta grecki alfabet i choć trochę uczył się mowy starożytnych Greków – to zaskoczenie. „Exodos”, to wszak grecka nazwa księgi Wyjścia: napis wskazuje zatem na wyjście ze stacji. Takich niespodzianek będzie jeszcze w Grecji więcej: „efcharisto” (przypomina eucharystię, czyli dziękczynienie!) znaczy „dziękuję”, a „leitourgia” (nasza liturgia, czyli służba Boża) może oznaczać jakąś służbę, funkcję lub tryb działania.

Na zewnątrz miasto nie wygląda oszałamiająco pięknie. Przybysz ma wrażenie, że jest bardziej na Bliskim Wschodzie niż w Europie – i tylko zamiast meczetów wszechobecne są prawosławne kościoły, nie przypominające jednak w żaden sposób cebulastych i pozłacanych moskiewskich cerkwi. Jest tak trochę nijako, wyjąwszy parę reprezentacyjnych budynków i spektakularny pokaz zmiany warty na placu Syntagma (tj. Konstytucji) przed grobem Nieznanego Żołnierza. Jedynie z przewodnika można się dowiedzieć, gdzie znajdują się słynne starożytne pozostałości, gdyż w ścisłym centrum, w odróżnieniu od Rzymu, Stambułu czy też Jerozolimy, ich po prostu nie ma. Stało się tak dlatego, że gdy Grecy odzyskali niepodległość na początku XIX wieku i podjęli decyzję – bardziej polityczno-symboliczną niż przyziemnie realistyczną – że Ateny staną się stolicą nowopowstałego królestwa, na miejscu w zasadzie nic już nie było, poza ruinami. Nowe miasto musiało powstać w takim miejscu, aby szacowne ruiny nie przeszkadzały mu zbytnio w rozwoju – dlatego też początkowo znalazły się na peryferiach. Co ciekawe, stosunkowo blisko centrum odnajdujemy raczej pamiątki z okresu rzymskiego niż z okresu największej świetności miasta przypadającego na V wiek pne. Wspaniała świątynia Zeusa Olimpijskiego to pozostałość „srebrnego” wieku Aten z przełomu I i II wieku ne gdy rzymscy cesarze postanowili przywrócić upadłą świetność wszystkim zasługującym na to helleńskim grodom – i to nie tylko w Grecji kontynentalnej, ale także w Azji Mniejszej. Tylko nieco wcześniejsza jest Wieża Wiatrów, mieszcząca niegdyś słynny zegar wodny. Wiekopomny teatr Dionizosa u stóp Akropolu, gdzie odbywały się premiery „Antygony”, „Medei” czy też „Prometeusza w okowach”, wygląda znacznie mniej ciekawie od rzymskiego odeonu widocznego w pełnej krasie ze szczytu Akropolu. Na agorze pozostały niemal wyłącznie ruiny z jednym wyjątkiem dobrze zachowanej świątyni Hefajstosa ze „złotego” okresu, zwanej obecnie błędnie Tezejonem. Wszystko, co tylko było wspaniałe i dało się zmieścić pod dachem jest do podziwiania wyłącznie w muzeach. Jedno z nich znajduje się tuż pod Akropolem, a drugie – to wielkie narodowe muzeum archeologiczne, którego pominięcie na turystycznej trasie byłoby niewybaczalnym błędem. Wystarczy jedynie wspomnieć, że mieści ono, między innymi, dziesięć wielkich sal, w których wyeksponowano niepowtarzalną kolekcję czerwono i czarnofigurowych waz, stanowiących swoistą wizytówkę greckiej starożytności. A to jedynie niewielka część tego, co koniecznie wypada tam zobaczyć i podziwiać.

Uwieńczeniem wyprawy do Aten jest jednak, oczywiście, wspięcie się na Akropol. Wchodzi się tam od zachodniej strony przez ogromną i dobrze zachowaną bramę Propylei. Szczyt wzgórza jest płaski i zapełniony dobrze znanymi z historii sztuki świątyniami. Zwiedzamy zatem kolejno Partenon, Erechtejon, Brauronejon, Eleusinion – i kilka innych. Wokół tłumy, wznoszące się w niebo głosy przewodników mówiących dziesiątkami języków i … pracujące wokół dźwigi. A to dlatego, że greckie władze postanowiły przewrócić Akropolowi wygląd możliwie najbardziej odpowiadający stanowi z V wieku pne i usunąć bez litości wszelkie niestarożytne dodatki. Nie wszyscy się z tym zgadzają, ale to nie przeszkadza w postępie prac. Warto tu przypomnieć, że największych zniszczeń słynne wzgórze doznało w czasie wojny wenecko-tureckiej z 1687. Wtedy to właśnie Turcy przekształcili Partenon w magazyn prochu, a gdy dosięgnął go wenecki pocisk – ze świątyni pozostało niewiele. Przedtem służyła ona Bizantyjczykom za kościół, a Turkom – za meczet. Końcowej dewastacji dokonał lord Elgin, brytyjski ambasador w Turcji, któremu w 1801 udało się uzyskać od sułtana pozwolenie na wywiezienie na wyspy Brytyjskie wszystkich „pogańskich idoli” jakie tylko pozostały w Atenach. W ten sposób w British muzeum znalazł się słynny fryz z Partenonu, kariatydy z Erechtejonu i wiele innych podobnych „drobiazgów”. Do dziś Grecy usiłują je odzyskać – na razie bez powodzenia. Ale i tak spacer po Akropolu robi wrażenie. To w końcu niezwykłe miejsce. Może nie aż tak bardzo jak wzgórze świątynne w Jerozolimie, z pewnością jednak jest to jedno z tych miejsc, które zapisały się złotymi zgłoskami w ludzkich dziejach. Piękne są też widoki zarówno ze wzgórza jak też i na samo wzgórze. Na ten ostatni zwłaszcza nocą, gdy Akropol rozświetla się potężnym blaskiem. Z tarasu niejednej restauracji XIX-wiecznej dzielnicy Plaka – niegdyś zaniedbanej, lecz dziś urokliwej i modnej – widok górujących nad miastem świetlistych bram i świątyń przemawia do serca o do wyobraźni.

Przesłuchanie na Areopagu

Tuż pod Akropolem, nieco w bok od głównego wejścia na szacowne wzgórze, znajdowała się skała Areopagu, gdzie obradowali archonci sprawujący rządy nad miastem, do których byli dołączani wszyscy jeszcze żyjący byli archonci w charakterze rady. Stanowili oni jakby ateńską „izbę wyższą” czuwającą nad sprawami najwyższej wagi, w szczególności zaś nad sprawami kultu religijnego. Warto dodać, że to tam właśnie odbyło się w 399 roku pne pierwsze przesłuchanie wielkiego i słynnego Sokratesa, mistrza Platona, oskarżonego przez miernego (i zapewne zazdrosnego o popularność) poetę Meletosa o niewyznawanie bogów, których uznaje państwo, wyznawanie bogów, których nie uznaje państwo i psucie młodzieży. Ateny pięć lat przedtem przegrały długotrwałą wojnę ze Spartą i musiały poddać się warunkom upokarzającego traktatu pokojowego. Wielu Ateńczyków było przekonanych, że było to spowodowane gniewem bogów obrażanych przez demokratyczną wolność słowa, której uosobieniem był właśnie popularny Filozof. Dokonany potem w majestacie prawa mord sądowy na najmędrszym z obywateli miasta ujawnił z całą ostrością słabości ustroju, być może i najwspanialszego ze wszystkich, ale mogącego łatwo wyrodzić się w tyranię odpowiednio urobionej większości nad inaczej (choć wcale nie gorzej) myślącą mniejszością.

Dziś na skale Areopagu wyryty jest fragment z Dziejów Apostolskich opisujący ateński epizod podróży św. Pawła (por. Dz 17,16-34). Medytując nad losem Sokratesa być może teraz zupełnie inaczej na niego spojrzymy. Najpierw Apostoł czekał na swych współtowarzyszy i prowadzi filozoficzne dysputy na ateńskiej agorze. Zaraz potem doszło jednak do znamiennego incydentu:

Niektórzy z filozofów epikurejskich i stoickich rozmawiali z nim: «Cóż chce powiedzieć ten nowinkarz» – mówili jedni, a drudzy: – «Zdaje się, że jest zwiastunem nowych bogów» – bo głosił Jezusa i zmartwychwstanie. Zabrali go i zaprowadzili na Areopag, i zapytali: «Czy moglibyśmy się dowiedzieć, jaką to nową naukę głosisz? Bo jakieś nowe rzeczy wkładasz nam do głowy. Chcielibyśmy więc dowiedzieć się, o co właściwie chodzi». (Dz 17,18-20)

Nie zawsze zdajemy sobie sprawę z tego, że owo niewinne „zabranie na Areopag” mogło być po prostu postawieniem Pawła przed archontem odpowiedzialnym za sprawy kultu w celu przesłuchania go. Gdyby wykazano mu, że jego nauki godzą w ateńskich bogów – z pewnością groziłoby mu to samo, co Sokratesowi. Paweł miał wyjaśnić najwyższym władzom miasta, kim są owi „nowi bogowie”, to znaczy Jezus i [domniemana bogini] Zmartwychwstanie (gr. anastasis, która jest rodzaju żeńskiego) i czy mogą być w Atenach uznawani. Trzeba przyznać, że wywiązał się z zadania nadzwyczajnie. W mowie nawiązał do ołtarza z napisem „Nieznanemu bogu”, który mieszkańcy miasta przypuszczalnie wznieśli, aby nie pominąć żadnego bóstwa, od którego mógł zależeć los ich grodu, i które mogłoby się rozgniewać takim przeoczeniem. Tego wielkiego i tajemniczego Nieznanego Ateńczycy czcili przecież od zawsze i szukali od dawna, ale jakby po omacku, wiedząc też dobrze, dzięki swej wielkiej kulturze, że są z Jego rodu, że On ich stworzył, dał im ziemię i chce ich dobra.

Takim wywodem Paweł musiał przekonać wielu, zwłaszcza ze szkoły stoickiej. Nie była im bowiem obca idea jednego tylko Boga Opiekuna, którego różnorakie aspekty popularne bóstwa jedynie wyrażały w taki czy inny sposób. Wielu z nich też zapewne uważało, że tradycyjny kult bogów powinien być sprawowany sposób bardziej wzniosły i „duchowy” niż to, co miało na ogół miejsce w ich świątyniach. Niemniej propozycja, aby całkowicie usunąć innych bogów ze względu na to, że ów jedyny Bóg Nieznany jest od nich zupełnie odmienny, musiała zapewne szokować. Zaraz po tym stwierdzeniu Paweł musiał szybko przedstawić jakiś potężny dowód na to, że taki zamysł jest rozsądny i odpowiada prawdzie. Czyni to w ostatnim zdaniu swej mowy powołując się właśnie na Jezusa i Zmartwychwstanie:

Nie zważając na czasy nieświadomości, wzywa Bóg teraz wszędzie i wszystkich ludzi do nawrócenia, dlatego że wyznaczył dzień, w którym sprawiedliwie będzie sądzić świat przez Człowieka, którego na to przeznaczył, po uwierzytelnieniu Go wobec wszystkich przez wskrzeszenie Go z martwych». (Dz 17,30-31)

Często i my dziś nie rozumiemy do końca tak sformułowanego argumentu – a co dopiero Grecy, dla których przywrócenie ciała po śmierci było nonsensem, ponieważ ciało było dla nich czymś co różniło ludzi od bogów, gdyż było słabe i śmiertelne! Być może Paweł zdołałby swym rozmówcom wszystko po kolei wyjaśnić, gdyby zechcieli go słuchać dalej. Oni jednak stwierdzili, że argument ten świadczy bardziej o domniemanej chorobie umysłowej niż o wielkiej mądrości – i szczęśliwie pozwolili Pawłowi odejść. Nie sądzi się przecież obłąkańców i szaleńców! Podobnie zareaguje potem rzymski prokurator Festus podczas przesłuchania w Cezarei: Tracisz rozum, Pawle: wielka nauka doprowadza cię do utraty rozsądku! (Dz 26,14). Apostoł mówi tu coś, co potrafiliby od razu zrozumieć jedynie żydowscy uczeni w Piśmie, którzy dobrze wiedzieli, że sąd przy końcu czasów oznacza nie tyle potępienie, co rozdzielenie ludzi sprawiedliwych od niesprawiedliwych (jak np. w przypowieściach o kąkolu i o sieci por. Mt 13,24-30.47-50) oraz obdarzenie tych pierwszych nowym sposobem istnienia w nowych ciałach. Tak jak to głosił prorok Daniel: Wielu zaś, co posnęli w prochu ziemi, zbudzi się: jedni do wiecznego życia, drudzy ku hańbie, ku wiecznej odrazie. Mądrzy będą świecić jak blask sklepienia, a ci, którzy nauczyli wielu sprawiedliwości, jak gwiazdy przez wieki i na zawsze. (Dn 12,2-3). W wyznaczonym dniu Bóg rozdzieli zatem ludzi na tych, którzy są z Bożego rodu, ponieważ zwrócili się ku Jezusowi – i ci właśnie zmartwychwstają tak jak On – oraz tych, którzy odwrócili się od Niego – i wobec tego pozostają poza Bożą Chwałą. Tymczasem Grecy wyobrażali sobie zbawienie raczej jako pozbycie się ciała i całkowite „uduchowienie”.

Moc Jego zmartwychwstania (por. Flp 3,10)

Ateny można podziwiać z wielu dalszych i bliższych wzniesień, na przykład z przyległego do Akropolu dziś niemal dzikiego wzgórza Filopapposa lub też nieco bardziej odległego Hymetu. Najpiękniejszy jednak widok rozciąga się ze wzgórza Likabetos (gr. wilczego), na który można także wjechać kolejką. Zwłaszcza o zachodzie słońca, gdy kolory nieba, ziemi i rozciągającego się nieopodal morza nabierają szlachetnych blasków, a miasto w dole nie jest tak banalne, szare i brudne. Powietrze jest jakby czystsze, a harmonia krajobrazu rodzi wzniosłe myśli. Tak właśnie ludzkiej myśli i woli udaje się niekiedy jakby „wejść na szczyt”, wznieść ponad przeciętność, ponad zwyczajową nieporadność, strach przed jutrem, przyziemne pragnienia i przeciętność. Ma to właśnie miejsce podczas wszystkich wspaniałych epok w dziejach ludzkości, takich jak ateńska złota era. Ale to nigdy nie trwa wiecznie, przemija szybko niczym piękny wschód lub zachód słońca. Zraniony grzechem pierworodnym człowiek może, niczym kura, przy szczególnie sprzyjających okolicznościach podfrunąć sobie na kilkanaście nawet metrów i poczuć się choć przez moment jak orzeł. Ale to nigdy nie trwa długo. Aby to zaś mogło trwać dłużej i częściej, potrzebna jest moc Zmartwychwstania, o której nie mieli cierpliwości słuchać ateńscy mędrcy. Moc, którą w ludzką kulturę może wlać jedynie Jezus Zmartwychwstały, o której nie mogli mieć pojęcia najwięksi helleńscy filozofowie.

Kultura europejska nie mogłaby zaistnieć bez tej mocy. To ona właśnie nakazywała tysiącom bezimiennych mnichów przepisywać starożytne traktaty, które potem czytano i komentowano na wszystkich europejskich uniwersytetach. Potem zaś, gdy Ateny leżały bezsilne i zrównane niemal z ziemią, wciąż czytano mowy Demostenesa, inspirowano się rzeźbami Praksytelesa i pisano sztuki pobrzmiewające echem tragedii Sofoklesa. Wreszcie powstały z martwych także i same Ateny, zostały odrestaurowane ich najważniejsze zabytki. Odrodziła się demokracja, a sztuka czytania i pisania stała się znów równie powszechna jak i wtedy. Bo przecież, jak to zapisał biblijny mędrzec, Bóg przywraca to, co przeminęło (Koh 3,15), a Jezus dodaje: Nie jest On Bogiem umarłych, lecz żywych (Mk 12,27). Wszystko, co kiedyś powstało w wyniku szukania Go jakby po omacku, jest znów przywracane. Ale tylko w tych i poprzez tych, którzy dają się ową mocą ogarnąć.

Europa już wielokrotnie umierała w wyniku różnorakich klęsk i zagrożeń, lecz zawsze dotąd powstawała z martwych w nowej formie. Oby nie zapominała, czemu i Komu to zawdzięcza.

źródło: http://mateusz.pl/mt/js/Jacek-Swiecki/Z ... y-grod.htm


Góra   
  Zobacz profil      
 
Wyświetl posty nie starsze niż:  Sortuj wg  
Utwórz nowy wątek Odpowiedz w temacie           [ Posty: 1 ] 

Strefa czasowa: UTC + 1 [ DST ]


    |    Kto przegląda ten dział ?

Użytkownicy przeglądający ten dział: Brak zidentyfikowanych użytkowników i 16 gości


Nie możesz rozpoczynać nowych wątków
Nie możesz odpowiadać w wątkach
Nie możesz edytować swoich postów
Nie możesz usuwać swoich postów

..
Skocz do:  


Chwała Ojcu i Synowi, i Duchowi Świętemu, jak była na początku, teraz i zawsze i na wieki wieków. Amen.
Czytając to Forum DDN, wyrażam swoją Miłość do Maryi i Jezusa Chrystusa, wierząc w Jego Wszechmoc i Miłosierdzie.

"Od Prawdy zależy przyszłość naszej Ojczyzny" - święty Jan Paweł II


Sanktuarium Matki Bożej Kębelskiej w Wąwolnicy Jezu Ufam Tobie!

+ Ewangelia na każdy dzień     + Pismo Święte     + Katechizm Kościoła Katolickiego     + Portal Radio Maryja     + Słuchaj Radia Maryja, przez internet   
Użytkowanie witryny oznacza zgodę na wykorzystywanie plików cookies. Polityka cookies. ;   Polityka prywatności.